Maryja jak Matka i Siostra: pobożność maryjna a Ewangelie

Pobożność maryjna nie może skupiać się na osobie Matki Jezusa. Powinna być dyskretna, tak jak obecność Marii w ewangelicznych narracjach.
Czyta się kilka minut
Mistrz z Moulins, Najświętsza Maria Panna, fragment obrazu, około 1480 r. // Fot. DeAgostini / Getty Images
Mistrz z Moulins, Najświętsza Maria Panna, fragment obrazu, około 1480 r. // Fot. DeAgostini / Getty Images

W katolickich i prawosławnych miejscach kultu jej obrazy i rzeźby są niemal wszechobecne. Występują też, choć w nieco innej roli, w kościołach anglikańskich i luterańskich. Szczególnie dużo miejsca postać Bożej Rodzicielki zajmuje w pobożności ludowej. Zważywszy na niewielką liczbę wzmianek o niej w tekstach biblijnych, można pytać: czy popularność Matki Jezusa zgadza się z logiką Objawienia? 

Formy „pobożności maryjnej” (oraz związanego z nią nauczania) noszą piętno głębokich intuicji duchowych, ale także zniekształceń obrazu Boga i naszej relacji z Nim. Wrażliwość autentycznie ewangeliczna nie pozwala budować wiary i pobożności na kimkolwiek innym niż Chrystus (1 Kor 3, 11). Ale też relacja do Boga zbudowana na Chrystusie zdaje się potrzebować rysu maryjnego, co przecież sugerują czytane uważnie teksty biblijne.

Chrześcijaństwo jako wspólnota

Chrześcijaństwo rozumiane jako sposób życia (w nomenklaturze biblijnej: „droga”, por. Dz 24, 14) polega na „przeżywaniu” Chrystusa – jakkolwiek dziwnie by to brzmiało. Chodzi o znacznie więcej niż naśladowanie pewnego wzoru. Raczej o „towarzyszenie” (akolouthia, por. Mt 8, 22; 9, 9; 16, 24) komuś, z kim mamy głęboką duchową wspólnotę (koinōnia, por. 1 J 1, 3). 

Dzięki tej wspólnocie Ducha – a więc dzięki operującemu w nas Duchowi Ojca i Syna (por. Rz 8, 9-11) – możemy nabywać Chrystusowego usposobienia (phronesis, por. Flp 2, 5) i przyswajać sobie Jego mentalność (nous Christou, por. 1 Kor 2, 16). Bez wewnętrznego kontaktu, w którym nasza jaźń wchodzi z Nim w rezonans, nie staniemy się naprawdę uczniami Jezusa (por. J 15, 5. 8).

Głęboka wspólnota z Chrystusem, określana w teologii słowem „komunia”, nie sprowadza się bynajmniej (i nie powinna być sprowadzana) do momentów spożywania konsekrowanej hostii. Komunia z Chrystusem to stan, nie moment. 

Liturgiczne „przystępowanie do komunii” to odnawianie więzi będącej swoistym zespoleniem się naszych jaźni i przenikaniem się naszych egzystencji. Chrystus dogłębnie współodczuwa z każdą osobą i przeżywa całą naszą egzystencję razem z nami – a my możemy współodczuwać z Nim i razem z Nim przeżywać Jego relację z Ojcem, oraz z każdą istotą, „daleką i bliską” (por. Ef 2, 17). W Czwartej Ewangelii mówi: „Pozostawajcie (meinate) we Mnie, a Ja w was” (J 15, 4). 

Egzystując od zawsze („w Boskiej postaci”, Flp 2, 6) we wspomnianym wyżej zespoleniu i przenikaniu się egzystencji z Ojcem, wtajemnicza swe przyjaciółki i przyjaciół w takie właśnie egzystowanie: „Żeby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie” (J 17, 21. 23). Dzięki temu Boski sposób życia, wyraz Boskiego charakteru (czyli miłości, por. 1 J 4, 7-8), symfonia wzajemnego współodczuwania i solidarności, staje się naszym udziałem.

Czy potrzebujemy pośredników? 

Jeśli relacja z Chrystusem jest tak bezpośrednia, to nie ma mowy o konieczności jakiejkolwiek dodatkowej protekcji przed Bogiem. Nawet ten, którego Biblia nazywa „naszym Adwokatem (Paraklētos) wobec Ojca” (por. 1 J 2, 1), został nam dany „nie po to, żeby osądził (krinē) świat, lecz żeby świat był przez niego wybawiony/uzdrowiony (sōthē)” (J 3, 17). 

We fragmencie Ewangelii dotyczącym modlitwy „w Jego imię” Jezus stwierdza: „nie mówię wam, że Ja będę prosić Ojca za wami, bo Ojciec sam was kocha…” (J 16, 26-27). Bóg pokochał nas pierwszy (por. 1 J 4, 19). Modlitwie i ofierze Chrystusa nie brakuje niczego, ale system naczyń połączonych, którym jesteśmy, potrzebuje przeżywania oraz „transmisji” Jego solidarności ze wszystkimi i każdym. 

Nigdy też dość przypominania, że Jezusowe „przebłaganie za grzechy świata” (por. 1 J 2, 2) nie było uproszeniem przebaczenia, tylko jego objawieniem. Jezus zawsze reprezentuje Ojca, jest Jego twarzą (por. J 14, 9). Również na krzyżu nie przestał objawiać Boskiej „dobroci dla niewdzięcznych i złych” (por. Łk 6, 35). Oddanie życia „na okup” za nas (por. Mk 10, 45) oznaczało, że Jezusa drogo kosztowało wytrwanie z miłością przy odrzucających Go. Ukrzyżowanie było momentem wzięcia na siebie i wygaszenia na sobie ludzkiej wrogości (por. Ef 2, 16).

Skoro tak, to nikt nie musi nas bronić przed „Ojcem, który rozgniewany siecze”, ani przytrzymywać „ciężkiej ręki Syna”, żeby na nas nie spadła. Tak zwana kara za grzech jest w istocie skutkiem autodestrukcyjnej decyzji (por. Ps 7, 16-17), samobójczego oporu wobec Wybawcy (por. Ps 68, 7) – który ze swej strony wciąż pozostaje wobec nas otwarty i zaangażowany (por. Rz 8, 34. 39; 1 J 3, 20).

Maria we wspólnocie świętych

Wyobrażenie Matki Jezusa jako niezbędnej pośredniczki między Bogiem a nami nie wytrzymuje więc konfrontacji z przesłaniem Ewangelii. Ale też nie ma powodu, by kwestionować znaczenie Marii czy lekceważyć jej wstawiennictwo. 

Skoro wyłączne pośrednictwo Chrystusa (por. 1 Tm 2, 5) tworzy wspomnianą wyżej przestrzeń współodczuwania i solidarności, to stajemy się dla siebie nawzajem „szafarzami wielorakiej łaski Bożej” (por. 1 P 4, 10). Również osoby, które już zakończyły ziemski „bieg”, otaczają nas jako „obłok świadków” (nephos martyrōn, Hbr 12, 1) – dopingując w przeżywaniu Chrystusa.

Możemy ufać krążeniu miłości między członkami Jego Ciała, które razem stanowimy (por. 1 Kor 12, 12-13. 26-27). Do wspomnianego „obłoku”, czyli społeczności „Jeruzalem niebiańskiego” (por. Hbr 12, 22-24), zdecydowanie należy zaliczyć także Marię. Bo chociaż Nowy Testament, o czym była już mowa, nie wspomina o niej zbyt często, to jednak te nieliczne wzmianki pojawiają się w znaczących kontekstach.

Maria jako wzór słuchania Słowa Bożego

Pierwszym z nich jest oczywiście przyjście na świat Jezusa. Po lakonicznym stwierdzeniu z Listu do Galatów, że Syn Boga „narodził się z kobiety” (por. Ga 4, 4), oraz tylko trochę mniej lakonicznych wypowiedziach z Ewangelii Mateusza (por. Mt 1, 18-25) otrzymujemy w tekście Łukasza najpierw hagadę (medytacyjną narrację) o zwiastowaniu (por. Łk 1, 26-38). Wyłaniające się z niej przesłanie koresponduje z pewnym dalszym fragmentem Księgi, w którym kobieta z tłumu słuchaczy woła do Jezusa: „Szczęśliwe łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”, na co słyszy odpowiedź: „Raczej szczęśliwi słuchający słowa Bożego i przestrzegający go” (Łk 11, 27-28).

W opowieści o zwiastowaniu Maria jest ukazana jako wzór osoby wierzącej – słucha Boskiego przekazu, wierzy mu i podporządkowuje się (por. Łk 1, 38. 45). Nasz podziw powinien wynikać z tego faktu i prowadzić do brania z niej przykładu. 

Co ciekawe, w innym miejscu Pisma natrafiamy na wypowiedź Jezusa: „Kto wykonuje wolę Boga, ten jest Mym bratem, siostrą i matką” (Mk 3, 35). Jeśli narracja o zwiastowaniu kreśli model aktu wiary, to każda i każdy z nas (sióstr i braci Marii w tym doświadczeniu) nie tylko staje się nosicielem Chrystusa (por. Łk 11, 27), ale też w pewien sposób Go rodzi – gdy pomaga innym formować się na Jego podobieństwo (por. Ga 4, 19). 

Maryja, duchowa matka wierzących

Skoro Maria występuje w Nowym Testamencie jako pierwsza, która „uwierzyła Bogu” (por. Rz 4, 3) u progu nowej ery Objawienia, to nie tylko okazuje się duchowo córką Abrahama (por. Rz 4, 12), ale też – analogicznie do „ojca wierzących” (por. Rz 4, 16-17) – zasługuje na tytuł ich matki. Tej intuicji wydaje się odpowiadać sposób, w jaki Czwarta Ewangelia opisuje śmierć Jezusa (por. J 19, 25-27).

Czytamy o Marii stojącej pod krzyżem razem z innymi uczennicami Nazarejczyka. Jeśli widzimy w niej żeńską analogię Abrahama, to sytuacja na Golgocie może się kojarzyć z wydarzeniem na górze Moria (por. Rdz 22, 1-10). Jezus, podobnie jak Izaak, jest dzieckiem obietnicy, a Maria, podobnie jak Abraham, staje wobec pozornego złamania przez Boga danego słowa. 

Izaak miał gwarantować przetrwanie rodu i rozrost plemienia, Jezus miał się objawić jako „Syn Boży i Król Izraela” (por. J 1, 49). Tymczasem jeden i drugi miał się stać ofiarą. Jak wiemy, Abrahamowi zostało oszczędzone to, co Maria musiała przeżyć – lecz to Maria doświadczyła spełnienia nadziei Abrahama. Według autora Listu do Hebrajczyków Abraham był gotów złożyć ofiarę z syna wierząc, że Bóg mu go wskrzesi (por. Hbr 11, 17-19).

Jak przeżywać pobożność maryjną?

W Ewangeliach nie ma ani słowa o tym, żeby zmartwychwstały Jezus ukazał się Marii – ale zauważmy, że ewangeliści opowiadają o ukazywaniu się Mistrza tym, którzy wcześniej zwątpili (por. Mt 26, 31). Jeśli Maria wytrwała pod krzyżem w „nadziei wbrew nadziei” (Rz 4, 18), to zrozumiałe staje się zarówno pominięcie jej w tych opowieściach, jak i padające z krzyża pod adresem wszystkich ukochanych uczennic i uczniów słowa: „Oto matka twoja!” (J 19, 27). 

Nie wydaje się, żeby chodziło o prozaiczne zlecenie opieki nad samotną kobietą, bo Ewangelie to hagady, nie reportaże. Zresztą Jezus zwraca się w tym epizodzie najpierw do Marii, tak jakby to ona miała wziąć pod opiekę „ucznia, którego kochał” (por. J 19, 26).

Obecność Matki Jezusa w medytacyjnych narracjach ewangelistów pozostaje dyskretna – więc „maryjność” nie powinna nas koncentrować na jej osobie. Nie wystarczy powtarzać, że Maria wskazuje na Syna, jeśli w praktyce to właśnie ona zaprząta całą uwagę i ogniskuje uczucia. 

Chrześcijaństwo jest „przeżywaniem Chrystusa”. Ale to przeżywanie może oraz powinno być „maryjne” – naśladujące Marię w „posłuszeństwie wiary” (por. Rz 1, 5), rozpamiętywaniu życia Jezusa (por. Łk 2, 19), pozostawaniu z Nim w głębokiej relacji. W ramach wielkiej wspólnoty z Chrystusem i w Chrystusie – zwanej „świętych obcowaniem” (sanctorum communio) – można oraz wypada mieć dla niej cześć i miłość. A także ufać jej modlitwie w naszej intencji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Matka i Siostra