Love me tu

Rozpoczęta 50 lat temu desantem The Beatles muzyczna „brytyjska inwazja” na Amerykę wcale nie musiała się udać.
Czyta się kilka minut
Lądowanie w San Francisco, 1964 r. / Fot. Bettman / CORBIS
Lądowanie w San Francisco, 1964 r. / Fot. Bettman / CORBIS

Briana Epsteina, 30-letniego menedżera The Beatles, nerwy opuściły dopiero drugiego dnia pobytu zespołu w Nowym Jorku – po telefonie z Londynu. „I Want to Hold Your Hand”, najnowszy singiel, wszedł właśnie do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy przebojów. Mógł teraz wygodnie rozsiąść się na sofie w apartamencie na 12. piętrze hotelu Plaza na Manhattanie. Telefony się urywały: „tak”, „nie”, „może”, „wkrótce”, „nie da się” – rzucał krótko przez słuchawkę w odpowiedzi na prośby o wywiad z muzykami. Wiedział już, że Beatlesi podbili Amerykę. Był luty 1964 r., dokładnie pół wieku temu.

POROZMAWIAJ Z BEATLESAMI

Jednak wcześniej sukces pierwszej, dwutygodniowej wizyty The Beatles w Stanach Zjednoczonych wcale nie był taki pewny. W muzyce popularnej „bilans handlowy” między Ameryką i Wielką Brytanią był bowiem zdecydowanie na korzyść tej pierwszej: nawet w Liverpoolu słuchano rock’n’rolla zza Oceanu.

„Brytyjska inwazja” na Amerykę była więc mniej spontaniczna, niż chce tego legenda. Epstein i jego amerykańscy partnerzy z wytwórni Capital Records długo przygotowywali się do przyjazdu Beatlesów. Kilka tygodni wcześniej rozesłali po kraju milion egzemplarzy 4-stronicowej ulotki z informacjami na temat grupy. Kilkaset stacji radiowych otrzymało 7-calową płytę ze specjalnie przygotowanym wywiadem z muzykami – nagrano tylko odpowiedzi. Prezenterzy czytali pytania z kartki, co sprawiało wrażenie, jakby osobiście prowadzili wywiad z muzykami. Pracownicy wytwórni otrzymali nawet polecenie, aby odbierając telefony, mówić zawsze: „Przyjeżdżają Beatlesi”.

Wszystko dlatego, że w Stanach Zjednoczonych – inaczej niż w Wielkiej Brytanii, gdzie muzyczny biznes napędzało głównie radio BBC – nie istniała jedna, ogólnokrajowa rozgłośnia. Aby odnieść sukces, do muzyki należało przekonać setki nadających ton stacji radiowych w całym kraju. Innymi słowy: stworzyć na Beatlesów modę.

CZTERY STRONY SCENY

„Przed przylotem wiedzieliśmy tylko, że w USA sprzedało się dotąd trochę naszych płyt. Ale aby odnieść sukces, było jeszcze sporo pracy do wykonania” – wspominała później Cythia Lennon, pierwsza żona muzyka.

Moment tryumfu przyszedł trzeciego dnia wizyty, kiedy Beatlesi wystąpili w transmitowanym na cały kraj programie „Ed Sullivan Show”. Przed telewizorami zasiadło wtedy 72 miliony Amerykanów – dotąd żadna audycja nie zgromadziła podobnej widowni. W czasie pobytu w USA zespół jeszcze dwukrotnie wystąpił w tym programie. Oprócz wielu wywiadów i sesji zdjęciowych dał też koncert w waszyngtońskim Coliseum (scenę ustawiono na środku hali, więc Beatlesi co jakiś czas przestawiali instrumenty, aby grać w stronę innej części widowni). Ostatnie kilka dni zajął Beatlesom wypoczynek w Miami Beach.

W kolejnych miesiącach zespół odwiedził jeszcze Amerykę trzykrotnie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2014