Kup na prezent książkę zapomnianą, spoza kanonu i głównego nurtu

Są książki, które pojawiają się w naszym życiu dokładnie w tym momencie, w którym pojawić się powinny. Na pewno macie swoje ulubione.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Pewien człowiek opowiedział mi kiedyś o doświadczeniu, które zaważyło na całym jego stosunku do literatury. Otóż pracował przed laty w ogromnej bibliotece i któregoś dnia w poszukiwaniu niezwykle cennego woluminu zszedł po krętych schodach do z rzadka uczęszczanej przez pracowników piwnicy. Jego oczom ukazały się długie rzędy regałów szczelnie wypełnionych książkami, których od niepamiętnych czasów nikt nie wypożyczał. Tytuły i nazwiska autorów nic mu nie mówiły. Cmentarzysko zapomnianych tekstów, przez kogoś kiedyś z zaangażowaniem pisanych, drukowanych, sprzedawanych, a teraz kompletnie niepotrzebnych, skazanych na osobliwe półtrwanie w tym zakurzonym, podziemnym limbo.

Przyznam, że i na mnie, pilnym czytelniku Borgesa, dla którego biblioteka była wszak modelem wszechrzeczy, zrobiła ta opowieść wrażenie. Nie tyle jednak jako ilustracja nieubłaganych praw wytwarzania się i tasowania kulturowych hierarchii, które jedne dzieła wpisują w kanony, inne zaś odsyłają do owych piwnic, ile raczej przypomnienie, że w cieniu oczywistych, wielkich, pierwszoplanowych idei i figur skrywają się te zapoznane i strącone na marginesy.

Jeśli gdzieś czytane i omawiane, to co najwyżej na specjalistycznych seminariach, wydobywane z czeluści przez dociekliwych doktorantów czy profesorów. Z rzadka tylko – owszem, zdarza się i tak – zyskujące niespodziewanie nowe życie po latach hibernacji, jak to było choćby z powieścią „Stoner” Johna Williamsa, która, kiedy się pierwszy raz ukazała w 1965 r., nie wzbudziła żadnego zainteresowania, a sensacją stała się dopiero w latach 2000.

Dlaczego? Nie wiadomo, podobnie jak nie wiadomo, dlaczego zachodzi proces odwrotny – niektóre idee czy teksty wywołują wielki aplauz w momencie publikacji, a potem zanikają. Proszę przestudiować choćby listę laureatów Literackiej Nagrody Nobla i sprawdzić, ilu spośród nich znajduje się w takich podziemiach.

Wielokrotnie miałem wrażenie, że jakaś książka trafia do mnie nieprzypadkowo

No właśnie – doraźna popularność, rozpoznawalność nie są żadnym kryterium. Jasne, mają znaczenie, nie przeczę, a o wartości kanonów i potrzebie ich znajomości też nie ma co dyskutować. Kto chce rozumieć rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, musi poznać jej źródła, nie ma innego sposobu. Rzecz w tym jednak, że niektóre źródła bywają ukryte, choć niewykluczone, że oddziałują na nas w stopniu co najmniej tak samo potężnym jak te, które płyną na powierzchni.

Dlatego właśnie warto pozapuszczać się w zapomniane rewiry, zejść do piwnic, przyzwyczaić oczy do panującego w nich mroku, poszukać włącznika albo uruchomić latarkę w smartfonie. A także – co jest, przyznaję, jedną z moich ulubionych strategii – potraktować pojawiające się w czytanych akurat książkach nieznane tytuły i nazwiska niczym tajemne znaki, kierujące w jakąś teraz najwidoczniej dla nas istotną i ważną stronę.

Daje to czasem, sami się przekonacie, zaskakujące skutki. Nie tylko w postaci niezwykłych lekturowych odkryć, których byśmy nie poczynili, gdybyśmy zignorowali kierujący nas ku nim omen, ale także – a może przede wszystkim – w postaci intensywnego, choć przecież niemożliwego do „udowodnienia” poczucia, że niektóre książki pojawiają się w naszym życiu dokładnie w tym momencie, w którym pojawić się powinny. Nie wiem, czym to wytłumaczyć – czy wyłącznie plastycznością ludzkiego umysłu, poszukującego odruchowo sensownych struktur i połączeń w czym tylko się da? Czy może jednak realnością tej szczególnej, nieuchwytnej dla szkiełka i oka sfery – jak ją nazwać: mitu, sensu, logosu? – z której także utkana jest rzeczywistość? A narzędziami, środkami czy też portalami umożliwiającymi nawiązanie z nią świadomego kontaktu są m.in. książki?

Tego się naturalnie nie da rozstrzygnąć, niemniej wielokrotnie miewałem nieodparte wrażenie, że jakaś książka trafia do mnie nieprzypadkowo. Zbyt trafnie wpasowuje się w aktualną potrzebę albo też otwiera na nowe w sytuacji, kiedy jakieś używane dotąd drzwi z hukiem się zatrzasnęły. Wracając po latach do tych ważnych dla mnie tekstów, odkrywam, niekiedy z zaskoczeniem, że wpłynęły na mnie mocniej, niż sobie uświadamiałem. Że myślę, mówię i piszę tak, a nie inaczej, tylko dlatego, że do mnie w odpowiedniej chwili przyszły i ustawiły perspektywę widzenia. Przypadek? Czy aby na pewno?

Nie ma lepszego prezentu niż książka

Zwłaszcza przy okazji świąt, bo to czas prezentów, nie ma zaś, jak wiadomo, lepszego prezentu niż książka, zachęcam więc do podążania za pojawiającymi się w naszym polu nazwiskami i tytułami. Im mniej znajomymi, tym lepiej, im bardziej niszowymi, tym bardziej wartymi uwagi. Zachęcam do poszukiwania w piwnicach i archiwach, w antykwariatach i bibliografiach starych dzieł, których autorzy nie mogą poszczycić się imponującym wynikiem w Google’u.

Dla człowieka, o którym wspominałem na początku, widok przepastnego bibliotecznego archiwum był głęboko przygnębiający, ale przecież można potraktować go zupełnie inaczej. Np. jako kopalnię, z której, przy odpowiednim wysiłku, da się wydobyć drogocenny kruszec. Niech żyją książki dawno zapomniane, niech żyją nisze, osobliwości, rzeczy niewidzialne dla kanonów i głównych nurtów! Tym bardziej że zwrot w stronę, w którą od dawna nikt nie patrzył, może przynieść zaskakujące pożytki, zwłaszcza w czasach, w których dookoła robi się coraz bardziej niepewnie i niezrozumiale.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Niech żyją książki zapomniane!