Krwawiąca Papua

Dziesiątki zabitych i tysiące uchodźców to bilans nowych starć w Papui, regionie należącym do Indonezji. Prezydent Joko Widodo nie wyklucza rozmów z separatystami.
z Malezji
Czyta się kilka minut
Protest przed urzędem regenta w Wamenie, 20 września 2019 r. / / MATERIAŁY AUTORA
Protest przed urzędem regenta w Wamenie, 20 września 2019 r. / / MATERIAŁY AUTORA

Blisko 40 ludzi zginęło w starciach, które pod koniec września wybuchły na nowo w indonezyjskich prowincjach Papua i Papua Zachodnia. Zaczęły się w mieście Wamena po rozpowszechnieniu plotki o indonezyjskiej nauczycielce, która miała nazwać małpami swych papuaskich uczniów. Celem ataków stali się osadnicy z innych części kraju i to oni stanowią większość ofiar.

Według lokalnych władz z domów uciekło ponad 7 tys. osób. Tysiące uchodźców szukają schronienia na posterunkach policji i w jednostkach wojskowych. To zarówno Indonezyjczycy, których domy i sklepy stały się celem ataków, jak i papuascy mieszkańcy górskich wsi, uciekający przed walkami, jakie papuascy partyzanci toczą z wojskiem. Kilka tysięcy ludzi ewakuowano samolotami do regionalnej stolicy Dżajapury. W kolejce czekają następni.

Źródła w Wamenie mówią o demonstrantach z ranami postrzałowymi nóg, którzy trafiają do szpitali i aresztów. W mieście są trudności z dostępem do wody pitnej (z powodu uszkodzenia infrastruktury podczas protestów) i z dostawami jedzenia dla uchodźców. Papuasi często odmawiają przyjęcia jedzenia od wojska z obawy, że jest zatrute.

Ósmy tydzień niepokojów

Poprzednie masowe protesty w Papui Zachodniej zaczęły się w połowie sierpnia, w reakcji na atak na papuaskich studentów we Wschodniej Jawie. Od haseł nawołujących do zakończenia rasistowskich prześladowań demonstranci przeszli do żądania referendum niepodległościowego, co rząd w Dżakarcie wyklucza. Władze wysłały na miejsce tysiące żołnierzy i policjantów, w tym z elitarnej jednostki Brimob, znanej z brutalności. Spłonęło wiele rządowych budynków, a także sklepów i aut, władze kilka razy ograniczały dostęp do telefonów, internetu i prądu. Służby strzelają do demonstrantów, z których wielu zginęło na przełomie sierpnia i września.

Papua, kiedyś holenderska kolonia, leży w zachodniej części wyspy Nowa Gwinea. Została przejęta przez Indonezję po kontrowersyjnym referendum z 1969 r., zatwierdzonym przez ONZ, mimo że nie spełniało międzynarodowych standardów. Odtąd w regionie działa partyzantka; od dwóch lat walki z nią przybrały na intensywności.

Rządzeni z Dżakarty Papuasi oskarżają rząd o łamanie praw człowieka i rabunkową gospodarkę. „Jedynym interesem, jaki Indonezja ma w Papui Zachodniej, jest kradzież naszych zasobów naturalnych – pisał na Twitterze Benny Wenda, mieszkający na uchodźstwie w Wielkiej Brytanii lider ruchu niepodległościowego. – Wycinają nasze wiekowe lasy, niszczą święte góry i zmuszają ludzi do opuszczenia ich ziemi. Każdy, kto staje im na drodze, jest aresztowany, umieszczany w więzieniu, gwałcony i zabijany”. Wenda wezwał rząd, by wpuścił do prowincji obserwatorów ONZ. Wstępu nie mają tam dziś zagraniczni dziennikarze ani organizacje humanitarne, więc trudno o weryfikację informacji.

Rozmowy z separatystami?

Filep Karma – mieszkający w Dżajapurze lider politycznego skrzydła Organizacji Wyzwolenia Papui (OPM) – opisuje „Tygodnikowi” współzawodnictwo grup interesu związanych z wojskiem i policją. Od ok. 20 lat ta druga rządzi w regionie, kontrolując lukratywne kontrakty na eksploatację zasobów. Związane z tym dochody stara się przejąć wojsko, więc generałom może zależeć na pokazaniu, że są niezbędni, a więc i na dolewaniu oliwy do ognia. Indonezja czerpie ogromne zyski z papuaskich plantacji oleju palmowego, wycinki drzew, kopalni miedzi i złota, złóż ropy i gazu.

Karma twierdzi, że ataki na nie-Papuasów mogli zacząć prowokatorzy. – Już podczas pokojowych protestów w sierpniu widziałem nieznanych ludzi, którzy przyjechali na motocyklach. Nie wyglądali na miejscowych – mówi. Ale to słowo przeciw słowu. Rząd o ataki na cywilów obwinia zbrojne ramię OPM; ciążą na nim zbrodnie, jak zamordowanie grupy robotników budowlanych w grudniu 2018 r.

Mimo to prezydent Joko Widodo wyraził w ubiegłym tygodniu chęć rozmów z separatystami – choć podkreśla, że Papua Zachodnia jest częścią Indonezji i nie podlega to dyskusji. Cytowani przez Reutersa papuascy działacze jako warunek rozmów stawiają międzynarodową mediację i wycofanie wojska z regionu. ©


CZYTAJ TAKŻE

PAPUASI ŻĄDAJĄ WOLNOŚCI: W strategicznym indonezyjskim regionie – Papui – trwają największe od lat protesty niepodległościowe.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2019