W tym filmie stolica Transylwanii nie wygląda zbyt bajecznie, choć w pobliskim parku rozrywki można spotkać dinozaura. Na początku oglądamy to miejsce oczami bezdomnego zbieracza odpadów, które za chwilę przytaszczy do swojego legowiska w kotłowni. A potem kamera przejmuje spojrzenie komorniczki cierpiącej z powodu wyrzutów sumienia, kiedy okazuje się, że eksmitowany przez nią kloszard popełnił samobójstwo. Witajcie w Kluż-Napoce, starożytnym mieście pełnym demonów, zarówno tych z przeszłości, jak i całkiem nowych, schowanych za fasadą modernizacji, czerpiącej garściami z funduszy unijnych.
Dowiadujemy się, że Orsolya (gra ją Eszter Tompa) działała zgodnie z prawem, a nawet poszła bezdomnemu na rękę, dając mu czas na opuszczenie zajmowanego nielegalnie lokum. Ale zagraniczny deweloper chciał wreszcie ruszyć z budową hotelu i czekanie do zimnych miesięcy znacznie utrudniłoby eksmisję. Zwłaszcza komuś takiemu jak główna bohaterka, uwrażliwiona na ludzką krzywdę.
Radu Jude nie byłby jednak sobą, gdyby jeszcze bardziej nie sproblematyzował jej położenia i postawy. Otóż urzędniczka ma korzenie węgierskie, jak wielu mieszkańców dawnego Siedmiogrodu, i zakończona tragicznie egzekucja komornicza z miejsca wystawia ją na internetowy hejt. Tym bardziej że nieżyjący żebrak o imieniu Ion (gra go Gabriel Spahiu), zanim popadł w nałogi i się stoczył, był znanym rumuńskim sportowcem. Dlatego wielki moralniak Orsolyi (przestała mieć ochotę na rodzinne wczasy w Grecji) wydaje się już od początku trochę podejrzany.
Jude z dyskretną ironią opowiada o kobiecie, która ma problem. Boli ją publiczne napiętnowanie, prześladuje obraz zastany tamtego dnia w kotłowni, odczuwa moralną niewygodę. Dlatego nieustannie powraca do fatalnego zdarzenia, mówiąc o swoich odczuciach i doznaniach – tłumaczy się przełożonym, zwierza empatycznemu małżonkowi i węgierskiej matce. Kiedy jest wstawiona, dzieli się poczuciem winy ze swym byłym studentem, a na trzeźwo szuka pocieszenia u księdza (wychodząc za Rumuna, przyjęła prawosławie).
Planuje nawet odwiedzić grób bezdomnego i nieświadomie (?) przemierza jego szlaki. Wydaje się, jakby na każdym kroku szukała usprawiedliwienia dla tego, co się stało, solidarności w swojej winie bądź utwierdzenia w jej braku. Lecz prawdziwą bombą sarkastycznego humoru będzie kilkunastominutowa, nakręcona w jednym ujęciu rozmowa z przyjaciółką, w zabytkowej części Klużu. Oto instruktarz pod tytułem „jak radzić sobie ze swoim cierpieniem”. Albo: „jak poprawić swoje kiepskie samopoczucie podejmując zacne, acz niezbyt kosztowne inicjatywy pomocowe”.
W tej scenie najpełniej ujawnia się krytyczny pazur reżysera. Nie poprzestaje on bowiem na kulturowych aluzjach: do Bertolta Brechta, Tony’ego Judta czy mało znanego hollywoodzkiego kryminału noir pt. „Bezdroża” z 1945 r., nie mówiąc o bezpośredniej inspiracji „Europą ’51”, neorealistycznym klasykiem Roberta Rosselliniego z Ingrid Bergman. W rumuńskim filmie dylematy nieźle sytuowanej kobiety z Europy roku 2025 są w gruncie rzeczy pretekstem, by spojrzeć z ukosa na cały zmieniający się pejzaż postkomunistycznej części kontynentu. Niby pięknie wyrosły na rozwojowych aspiracjach, ale nadal pogrążony w chaosie – agresywnych reklam, nowych koszmarków budowlanych i kontrowersyjnie patriotycznych pomników.
„Kontinental ’25”, czyli jak nakręcić zaangażowany film iPhone’em
W tym świecie nowoczesnym i schludnym, lecz pełnym walających się śmieci wszędzie tam, gdzie wzrok nie sięga, bezdomny próżno dopytuje się o jakąkolwiek pracę. Rodzimy absolwent prawa jest zmuszony rozwozić jedzenie i bardzo przy tym podkreśla, że jest stąd, a nie na przykład z Bangladeszu. A na tle powiewających flag unijnej wspólnoty co chwila wychodzą na wierzch stare narodowe uprzedzenia, przede wszystkim rumuńsko-węgierskie.
Jude to mistrz krytyki społecznej. Dopiero co oglądaliśmy jego brawurową wizję uśmieciowienia wszystkiego w naszej części Europy („Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata”) i karykaturalne widma nie tak dawnej transformacji ustrojowej (wideoesej „Osiem pocztówek z Utopii”). Na polską premierę czeka jeszcze zwielokrotniony i uwspółcześniony portret najsłynniejszego wampira z Transylwanii. A choć nie należy obiecywać sobie zbyt wiele po „Kontinental ’25” (powraca tu sporo znanych skądinąd wątków), nie po raz pierwszy udało się Judemu tak ostro prześwietlić rumuński – ale czy tylko? – stan ducha.
W dodatku minimalistycznymi, chałupniczymi wręcz środkami, albowiem film został w całości nakręcony iPhone’em, czym reżyser chciał dać przykład swoim studentom, iż można robić dobre kino o rzeczach ważnych bez superprofesjonalnego sprzętu i dużych budżetów. Nie każdy jednak nazywa się Radu Jude i może liczyć na komfort pracy w ramach silnej międzynarodowej koprodukcji, w otoczeniu innych profesjonalistów, a do tego (jak mało kto) ma oko wyostrzone na rzeczywistość.
Za pomocą najprostszych narzędzi opowiada o moszczeniu się w cywilizacyjnej hybrydzie i moralnej szarej strefie. O wygodzie, konsumpcji i hipokryzji sytego świata; o bezmyślnym kopiowaniu najgorszych wzorców z tej lepszej (do niedawna) części Europy; o patodeweloperce i dyktaturze internetowego komentariatu. Wreszcie: o społecznym i duchowym wyjałowieniu, które daje grunt tożsamościowym ekstremizmom i równocześnie pielęgnuje pojedyncze ego. Zatroskane co prawda różnej maści „sprawami”, lecz tak naprawdę skupione już tylko na własnym dobrostanie.
Wszystko to pokazane zostało bez satyrycznego przegięcia czy multimedialnej brawury, charakterystycznych dla poprzednich filmów Judego. Towarzyszymy po prostu kobiecie w średnim wieku, ze środkowoeuropejskiej klasy średniej, która nie zrobiła przecież niczego złego i, tak po ludzku, próbuje sobie poradzić ze swoim dyskomfortem.
I właśnie to „radzenie sobie” zaczyna w filmie „Kontinental ’25” uwierać najbardziej. A gdyby komuś sprawiała dyskomfort nieco zgrzebna jego forma, niechaj przynajmniej dostrzeże, w jaki sposób Jude, nie po raz pierwszy zresztą, fantastycznie opisuje swój kraj miejskim pejzażem, architekturą, wnętrzami. Jak wiele treści potrafi wycisnąć z samych tych miejsc, zatrzymanych w kadrze smartfonowym obiektywem. Dobrej jakości, choć wcale nie elitarnym.
KONTINENTAL ’25 – reż. Radu Jude. Prod. Rumunia/Brazylia/Szwajcaria/Wielka Brytania/Luksemburg 2025. Dystryb. Aurora Films. W kinach od 3 października, wcześniej pokazy przedpremierowe.
Radu Jude od lat przystawia krzywe zwierciadło swoim rumuńskim rodakom. Tytuły takie jak „Aferim!”, „Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy”, „Niefortunny numerek lub szalone porno” czy „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata” były nagradzane na najważniejszych festiwalach. Niedawno w Locarno miał premierę jego najnowszy film, „Dracula”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















