Koniec świata alkoholi. Co w zamian?

Opowieść o bankructwie producenta alkoholu z powodu zbyt małego popytu jest szokująca, ale i napawająca lękiem przed mentalną obcością młodszych pokoleń. Mają one za nic chlubne tradycje wykupywania na pniu przez ich pradziadów dowolnego destylatu.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Przyszły takie czasy na Polskę, że na alkoholu można nie tylko stracić, ale można przez alkohol gruntownie zbankrutować. Jest to – jak tu ponuro siedzimy – nowość nie tylko dla nas, ale zapewne dla najszerzej liczonej etni, zamieszkującej wszystkie znane nam dorzecza od Odry po Bug. Oczywiście, znalezienie się w więzieniu za przestępstwa popełnione pod wpływem alkoholu to w Polsce norma, ale fakt, że na produkcji wódki można stracić i takoż stanąć przed surowym obliczem trzeźwego prokuratora, to już jest nowość. Nowość, biorąca się być może z zapatrzenia w obce wzorce kultury osobistej w tym tzw. kultury picia oraz kultury handlu.

A więc – popatrzmy – energiczny, powszechnie znany przedsiębiorca, polityk, działacz kultury, obiecujący literat i kucharz, popadł w zasadnicze kłopoty finansowe i kodeksowe z powodu – jak czytamy – m.in. zbyt małego popytu na napoje alkoholowe przezeń produkowane. Sprzedawał za mało, więc popadł w długi. Tego za naszych młodych lat nie było, żeby alkohol stał w sklepie na półce, niekupowany, żeby jakakolwiek kropla, czy to słodka, czy kwaśna, szła na zmarnowanie, żeby producent miał problemy ze zbytem.

Dla ludzi starszych opowieść o bankructwie producenta alkoholu z powodu zbyt małego popytu jest szokująca, ale i napawająca lękiem przed mentalną obcością młodszych pokoleń. Owe – popatrzmy – mają, zdaje się, za nic chlubne tradycje wykupywania na pniu przez ich pradziadów dowolnego destylatu bądź produktu ofiarnej pracy browarników. Są to wartości dla młodzieży dzisiejszej śmiechu warte. W ten sposób na naszych oczach giną wyróżniające nas w świecie cechy. Radzilibyśmy dziś wszystkim odczuwającym satysfakcję z doli uwięzionego biznesmena, by odgarnęli brudną pianę i zerknęli w głąb zacieru polskiej obyczajowości, by zastanowili się nad przyszłością naszej osobności i naszego trwania.

Druga historia – takoż alkoholowa i takoż międlona – dotyczy konfekcjonowania wódki w saszetkach. Chodzi o kolorowe torebeczki, które znalazły się w sklepach w ramach „misji przedefiniowania doświadczenia picia alkoholu”. Uwielbiamy język misjonarzy polskiego biznesu, uwielbiamy nowe pomysły, uwielbiamy zawsze „nieszablonowy design” i „zabawę konwencją”. Jesteśmy przekonani, że gdyby nie błyskawiczna i jak zawsze impulsowa akcja polskich polityków i urzędników, torebeczki z wódką by się przyjęły i zrewolucjonizowały tzw. szybkie picie.

Nie stanie się tak z powodu, który wydał się nam naciągany, że mianowicie dzieci mogłyby pomylić saszetki z wódką z saszetkami z musem owocowym. Oczywiście, na temat postrzegania, spostrzegania i powodów spożywania czegokolwiek przez dzieci mamy stosunkowo mało do powiedzenia, ale obejrzeliśmy sobie nieco produktów sprzedawanych w ładnych, kolorowych saszetkach. Dla przykładu: nie słyszeliśmy, by nieletni pili płyn do mycia naczyń bądź żelik do czyszczenia grobowców w atrakcyjnej dziś i cenie, i torebce, będący takoż substancją, której treścią jest spirytus. Na ile się orientujemy, dzieci zawsze wiedzą, co piją, bowiem mają rozum. 

Sumując – uważamy akcję usunięcia ze sklepów wódki w saszetkach za celną, ale z innego powodu. Otóż konfekcjonowanie wódki w ten sposób mogło przyjść do głowy komuś, kto – jak kiedyś powiedział Jacek Kurski przy nieco innej okazji – jest oderwany od wspólnoty aksjologicznej Polaków. Wódka powinna być zimna i sprzedawana w butelkach szklanych i przeźroczystych. Żeby się nie pomyliła z koniakiem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Świat alkoholi