Gdy do sklepów trafił alkohol w saszetkach, a Donald Tusk poderwał z miejsca (dosłownie) ministrów swojego rządu, zapowiedział ukaranie odpowiedzialnych osób oraz błyskawiczne działanie prawne, aby uchronić „bezpieczeństwo i zdrowie naszych dzieci" – niektórzy mogli odnieść wrażenie powtórki. Gdzie to już widzieliśmy? A, tak! Pedofile, hazard, dopalacze, kibicowskie burdy, fentanyl… To już było.
Gniew polityka jako ostatnia zapora
Premier nie po raz pierwszy demonstruje siłę i nieprzejednanie w walce ze słusznie zdiagnozowanym problemem, dla którego trzeba znaleźć zdecydowane (nawet jeśli demagogiczne i powierzchowne) rozwiązanie.
Najczęściej zresztą Tusk bierze się do działania, gdy jakiś problem wybije i trzeba działać pozasystemowo. Choćby dlatego, że wcześniej nie istniały regulacje, nikt na wysokim szczeblu nie zainteresował się w porę sprawą, albo nie było woli zajęcia się daną patologią w systemowy sposób. Nagłość sytuacji i poczucie zagrożenia czyni działanie premiera w trybie wyjątkowym – konsekwencje! dyscyplinarki! specustawy! – nie tylko zrozumiałym, ale wręcz wskazanym.
„Donald Tusk to ostatnia zapora między twoim dzieckiem a najgorszą potwornością. Tylko jego zdecydowanie chroni Polaków przed pedofilią, pigułkami od dilerów i Putinem, a jego gniew jest jedynym, co rusza jeszcze ospały aparat państwowy do pracy”. Przynajmniej tyle można wyczytać z regularnie inscenizowanych pokazów sprawczości premiera.
Definicja „tuskizmu”
Ten sposób reagowania tak bardzo się zrytualizował, że po ponad piętnastu latach można by już mówić po prostu o „tuskizmie”. A gdyby kiedyś do podręczników miała trafić definicja „tuskizmu” jako autorskiego stylu uprawiania polityki, wyglądałaby ona mniej więcej tak:
„Tuskizm to metoda sprawowania władzy poprzez zarządzanie panikami moralnymi. Ugruntowała się w Polsce po 2008 r. wraz z popularnością całodobowych stacji informacyjnych i platform cyfrowych. Opiera się na regularnych publicznych interwencjach w sytuacji prawdziwego lub pozornego zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa publicznego. Interwencje te, posługując się słowami kluczami w rodzaju »zdecydowanych działań« i »surowych konsekwencji«, służą wzmocnieniu wizerunku polityka silnego i niebojącego się działań niekonwencjonalnych. Konsekwencją »tuskizmu« jest normalizowanie działań nadzwyczajnych jako koniecznych, kosztem prewencji zagrożeń i systemowych reform lub wzmacniania usług publicznych”.
Alkotubki nakręcają algorytm oburzenia
Wszystko to podąża według precyzyjnego algorytmu i sprawdzonej recepty. Jak w przypadku nieszczęsnych alkotubek właśnie.
Trzeba znaleźć zagrożenie, które może budzić żywe społeczne emocje – oburzenia, gniewu, strachu. Następnie podnieść jego rangę za pomocą konferencji prasowej – a dziś już nawet raczej filmiku do internetu. Błyskawicznie po tym zapowiedzieć (jednocześnie!) działania, często także wsparte obietnicą natychmiastowych zmian w prawie, i surowe konsekwencje. Przejść do karania winnych i pociągania do odpowiedzialności, zanim jeszcze właściwe instytucje – urzędy, ministerstwa, autorytety nauki czy medycyny albo specjaliści od bezpieczeństwa – w ogóle zabiorą głos, oceniając skalę problemu i zasadność rozwiązań.
Do tego jeszcze trzeba dodać demonstracyjne wyrażanie niezadowolenia ze swoich współpracowników albo organów państwa i formuła jest kompletna. Zanim ktokolwiek dokona realnej oceny tego, co się stało, cykl zacznie się od nowa – z innym zagrożeniem.
Jak działa panika moralna
Panika moralna – jak podkreślają badacze tego zjawiska – potrzebuje dwóch rzeczy. Po pierwsze, dzieci lub bezbronnych ofiar. Po drugie, zagrożenia, które jest zarazem oczywiste i jasne, ale i perfidne, bo ukryte pośród nas.
Choćby dlatego narkotyki, dewianci, sataniści czy agenci obcych imperiów świetnie nadają się na pożywkę paniki moralnej. Bo mogą być naraz wszędzie i nigdzie. Element nowości potrafi elektryzować, ale nie jest konieczny – zagrożenie może być przecież tylko nowym wcieleniem starego. Politycy wykorzystują zresztą ten dualizm. Donald Tusk wszak podnosi rangę zagrożeń, o których mówi, przedstawiając je jako niezwykle poważne, ale zarazem obiecuje uporać się z nimi za pomocą zaledwie jednego ruchu i to w ciągu kilkudziesięciu godzin.
O systemowych rozwiązaniach można zapomnieć
Lista zastrzeżeń do tego podejścia jest długa i w gruncie rzeczy dość oczywista. Zarządzanie poprzez paniki moralne odwraca naszą uwagę od systemowych rozwiązań. I często konfrontuje nas tylko z fasadą problemu.
Jak teraz: czy w Polsce problemem jest to, że ktoś zaczął sprzedawać alkohol w saszetkach, czy to, że siła lobby producentów alkoholu, łatwość jego kupienia (a za tym skala powodowanych przez alkohol nieszczęść) są czymś niespotykanym w Unii Europejskiej?
Zamiast więc uderzyć w sedno problemu, politycy uderzają w jego najbardziej widoczny aspekt.
Premier rośnie, państwo się ośmiesza
Idąc dalej: taki sposób rządzenia skazuje nas na populizm prawny, czyli pisanie prawa (najlepiej: surowego) pod konkretne sytuacje i zadośćuczynienie lękom, nie sprawiedliwości. Panika, w tym wypadku moralna, jest złym doradcą. A historia demagogii, zaostrzania prawa i najróżniejszych ustaw dających służbom i państwu dodatkowe uprawnienia jest długa – i mowa nie tylko o niesławnym amerykańskim Patriot Act.
Wreszcie: podobne metody rządzenia wzmacniają posługującego się nimi polityka, ale ośmieszają państwo. Jeżeli premier musi osobiście zwalniać prokuratorów, układać program i linie muzeów, regulować asortyment dostępny w sklepach, piętnować dilerów i kierować pracą służb ratowniczych na miejscu klęski żywiołowej – skłonni jesteśmy uwierzyć, że państwo naprawdę nie działa już w żadnym aspekcie i cała odpowiedzialność spoczywa na barkach jednego człowieka.
Kolejne interwencje przywódcy nie prowadzą do wniosku, że potrzebujemy silniejszego państwa, ale silniejszych liderów. To zamknięte koło, w którym skutkiem jednego pokazu siły i sprawczości jest wykreowanie potrzeby kolejnych podobnych ustawek.
Doskonała formuła na sprawowanie władzy
Ale czy można krytykować polityka za to, że... jest sprawnym politykiem? Donald Tusk opanował do perfekcji ten model sprawowania władzy. Zna też swojego wyborcę i dobrze zazwyczaj słyszy melodię, jaką aktualnie wygrywa polska dusza. Dlatego wygrywa wybory i jest po raz kolejny premierem.
„Tuskizm”, choć budzi uzasadnioną krytykę, działa. Po drodze czyniąc krzywdę powadze państwa i jego instytucji. Ale dając w zamian coś, co z perspektywy polityka jeszcze ważniejsze: władzę. A w epoce, w której politycy zajmują się redystrybucją nie tylko pieniędzy i dóbr, ale także godności, prestiżu i poczucia bezpieczeństwa – premier znalazł dla siebie formułę wręcz doskonałą. Niebawem usłyszymy więc o kolejnym zagrożeniu, z którym się rozprawi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















