„Kierowniczka krzyczała, a ja z każdą minutą czułam się coraz bardziej upokorzona”. Byli pracownicy CKE opowiadają o kulisach pracy

Krytycy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej chcą dymisji jej kierownictwa, zarzucając mu upolitycznienie i niekompetencję. Byli pracownicy mówią o znamionach mobbingu. Co się dzieje w instytucji odpowiedzialnej za polskie matury?
Czyta się kilka minut
Arkusze maturalne przed egzaminem z języka polskiego. Lubliniec, 7 maja 2024 r. // Fot. Daniel Dmitriew / Forum
Arkusze maturalne przed egzaminem z języka polskiego. Lubliniec, 7 maja 2024 r. // Fot. Daniel Dmitriew / Forum

Choć od ponad dekady CKE kieruje dr Marcin Smolik – zgryźliwi mówią o nim „niezatapialny”, bo trwa na stanowisku od schyłku „poprzedniej PO” – w ostatnich miesiącach głośniej jest o jego podwładnej, dr Wioletcie Kozak. To szefowa strategicznego Wydziału Egzaminów z Przedmiotów Kształcenia Ogólnego (WEPKO) oraz, jak mówią jej krytycy, szara eminencja PiS-owskiej reformy edukacji i polonistka-konserwatystka broniąca jak niepodległości literackiego kanonu.

Pod koniec stycznia, gdy głośno robiło się wokół okrajania podstaw programowych przez MEN, okazało się, że to ona przewodzi zespołowi mającemu dokonać redukcji w podstawach z języka polskiego. W środowisku zawrzało: oto jedna ze współautorek PiS-owskiej reformy, w ramach której m.in. rozdęto podstawy programowe, teraz ma je „odchudzać”.

Taki z ciebie doktor

Po publikacji artykułu, w którym to opisaliśmy, do „TP” zgłosił się dr Jerzy Zygmunt Szeja, polonista i były pracownik Komisji. W CKE był zatrudniony na okres próbny w 2022 roku jako ekspert od matury. Dr Kozak nie była zadowolona z jego pracy, więc nie przedłużono mu umowy.

Dziś Szeja określa WEPKO krótko: „prywatny folwark dr Kozak”. I mówi o znamionach mobbingu, któremu miał zostać tam poddany. – Za jego przejaw uważam np. stałe negowanie wyników pracy, bez podawania argumentów – mówi polonista. – Wszystkie moje działania były uznawane przez dr Kozak za bezwartościowe. Stałym elementem był krzyk. Raz zostałem wezwany na dywanik, gdzie szefowa i jej zastępca przez ok. 40 minut na mnie krzyczeli. Chodziło o rzekome oddalenie się z miejsca, gdzie pakowane były arkusze egzaminacyjne. Faktycznie, wraz z innymi pracownikami wyszedłem z pomieszczenia, bo stałem bezczynnie. Uznałem, że przy komputerze będę bardziej potrzebny. Krzyk był upokarzający, a zarzut „oddalenia” absurdalny, bo cały czas byłem w pracy.

Jak dodaje dr Szeja, do momentu spotkania z dr Kozak uważał się za osobę odporną. – Za to po koleżankach widziałem, ile kosztują je takie „dywaniki” – opowiada. – Niestety dr Kozak i jej zastępca udowodnili mi, że systematyczny nacisk psychiczny może i mnie doprowadzić do stanu krytycznego. Po tygodniu bezsenności poprosiłem psychiatrę o leki. Rozumiem, co taki nacisk może zrobić z młodą kobietą, skoro w ten sposób podziałał na przeszło stukilowego mężczyznę w 57. roku życia.

Inna była ekspertka CKE (jej dane znane są redakcji): – Pracowałam przez 30 lat w różnych miejscach, ale z czymś takim się nie zetknęłam. Pani dyrektor nie mówiła „dzień dobry”, „do widzenia”, miała sposób bycia krzykliwy, momentami obcesowy i wulgarny. Np. potrafiła do jednego z ekspertów rzucić zdanie, którego wydźwięk i sens był taki: „Taki z ciebie doktor jak z koziej dupy trąba” [zapytaliśmy tego eksperta, czy przypomina sobie podobne zdarzenie; nie potwierdził – red.].

Kobieta przytacza też scenę ze swoim udziałem: – To było spotkanie online dotyczące zadania z arkusza maturalnego, który opracowywali eksperci z komisji okręgowej, a my mieliśmy jego zawartość ocenić. Jak się okazało, w jednym z zadań była nieścisłość, której wychwycenia zażądała ode mnie dr Kozak. Przy tym zabroniła innym pracownikom mi podpowiadać. Trwało to prawie godzinę, a przypominało znęcanie się sadystycznego nauczyciela nad uczniem, kiedy belfer chce pokazać dziecku, że jest głupie. Przy tym krzyczała, a ja z każdą minutą czułam się coraz bardziej upokorzona.

Oboje byli pracownicy CKE podkreślają, że opowiadają o swoich doświadczeniach nie tylko ze względu na siebie. – Taka atmosfera w ważnej publicznej instytucji musi też wpływać na jakość pracy – mówią.

Tischner zły, Janion zła

Opowiadają też o ideologicznych przekonaniach szefowej WEPKO. – Z puli potencjalnych ekspertów eliminowała lewicowców, ale też tych, którzy w ogóle dopuszczają np. feminizm lub myślenie równościowe – twierdzi dr Szeja. – A ci, którzy się ostali, byli publicznie tępieni. Jakakolwiek krytyka idei PiS, czyli np. kultu smoleńskiego czy żołnierzy wyklętych, była niedopuszczalna. Miało to odzwierciedlenie w arkuszach egzaminacyjnych. 

Przykład podaje była pracownica CKE. – Jedna z koleżanek zaproponowała fragment tekstu ks. Józefa Tischnera, ale kierowniczce nie podpasował – opowiada kobieta. – Zły był Głowacki, zła była Janion. Pani Kozak była też mocno antyszczepionkowa. Nie trawiła maseczek w biurze. Raz w propozycji arkusza znalazł się fragment „Dżumy” Camusa, a koleżanka opatrzyła go fotografiami lekarzy w maskach. To zostało przez Kozak skrytykowane i odrzucone. Podobnie było z feminatywami, np. w poleceniach do zadań.

Była ekspertka CKE opowiada o emocjonalnych kosztach pracy: – Nie spałam, towarzyszył mi nieustanny stres. Aż w końcu mi podziękowano, zresztą w dziwnych okolicznościach. Pojawiło się ogłoszenie, że CKE potrzebuje nowego pracownika w moim dziale. Miałam umowę na czas określony, więc zapytałam kierowniczkę, czy to oznacza moje odejście. Tylko pokiwała głową, że tak. Kilka dni później zostałam wezwana do pokoju, gdzie siedzieli księgowa i ktoś z kadr. Z dniem dzisiejszym – poinformowano mnie – moja umowa się rozwiązuje. Spytałam, jaki jest powód, a w odpowiedzi usłyszałam, że nie spełniam standardów pracy w CKE. Było to tak niewiarygodne, że zachowałam się jak przestraszone dziecko. Wyszłam z podkulonym ogonem, nie prosząc nawet o rozmowę z dyrektorem.

Co na to kierownictwo CKE? Dr Kozak odpowiedziała lakonicznie na e-mail z zaproszeniem do rozmowy, stwierdzając, że oskarżenia o złe traktowanie to pomówienie. Szef CKE, dr Smolik, też nie zgodził się na rozmowę, przesyłając swoje stanowisko, a później odpowiadając mailowo na niektóre pytania. W wydziale, którym kieruje dr Kozak, „pracuje aktualnie 24 pracowników/ekspertów, z których większość jest w CKE od kilku, kilkunastu lat (…). Są osobami tak doświadczonymi zawodowo, pewnymi własnych kompetencji, obowiązków i praw pracowniczych, że trudno mi sobie wyobrazić, że »znosiłyby« zachowania, które Pan wymienia, tym bardziej, że w CKE funkcjonuje cały system zgłaszania potencjalnych nieprawidłowości pracowniczych, wdrożona jest procedura antymobbingowa” – napisał m.in. Smolik, dodając, że odkąd jest dyrektorem CKE, nie wpłynęła doń żadna skarga na dr Kozak.

Dr Szeja podważa tę wersję. Przedstawia roboczą kopię pisma z czerwca 2022 r., w którym tłumaczy się dyr. Smolikowi z zarzutów, jakie stawia mu dr Kozak, i pisze m.in.: „Pozostałe zarzuty (…) są już zupełnie niemerytoryczne i mają charakter (…) mobbingu, który p. Kierownik WEPKO uprawia od lat wobec znakomitej większości swoich pracowników (…), a co na pewno jest Panu Dyrektorowi doskonale znane”.

Na pytanie, dlaczego jako poszkodowani nie poszli do sądu pracy, dr Szeja odpowiada: – Nie znaliśmy się wówczas nawzajem, a w CKE byliśmy osamotnieni, mając poczucie, że nikt w tej instytucji nie świadczyłby za nami. Tandem Kozak-Smolik miał pełne poparcie PiS, a my mieliśmy odmienne poglądy.

Przechodziły „koszmarki” 

Choć nikt wcześniej – przynajmniej publicznie – nie stawiał kierownictwu CKE zarzutów o złe traktowanie pracowników, krytyka nie jest dla tej instytucji nowością. Głównie ta merytoryczna, dotycząca matury z polskiego, która w wyniku PiS-owskiej reformy oświaty uległa największym zmianom. 

– Ich istota polegała na tym, że od tej pory zmusimy uczniów do czytania szerszego kanonu lektur – streszcza Renata Czaja-Zajder, poznańska polonistka i etyczka, współtwórczyni ruchu „Protest z Wykrzyknikiem”. – A później zaczęto się z tego twardego założenia wycofywać. Trochę za sprawą pandemii, a częściowo z przyczyn politycznych.

Politycznych, bo w 2023 r. odbywała się pierwsza matura w tzw. nowej – bo zgodnej z założeniami reformy – formule. Teoretycznie szykował się więc, zgodnie z PiS-owską wizją, egzamin trudniejszy niż wcześniejsze. Ale w 2022 r. minister Przemysław Czarnek ogłosił popandemiczne wymagania egzaminacyjne – w przypadku matury podstawowej z polskiego oznaczało to np. ścięcie listy obowiązkowych lektur z 54 do 41 i wprowadzenie zasady, że na wypracowaniu nie trzeba się odwoływać do wskazanej lektury, a do dowolnej pozycji obowiązkowej, co miało ograniczyć liczbę tzw. błędów kardynalnych, które sprowadzają do zera punktową zdobycz z wypracowania. A tuż przed maturą w 2023 r. zmieniono kryteria oceniania, podwyższając limity dopuszczalnych błędów. Według szefa CKE w zmianach tych nie było sensacji: ot, przeanalizowano badania diagnostyczne, posłuchano egzaminatorów i polonistów, którzy apelowali o łatwiejszą maturę.

Ale krytycy uważają, że chciano tylko odtrąbić sukces reformy. – W roku wyborów CKE poszła tak daleko, że tematy wypracowań zwyczajnie nie sprawdzały nic – uważa dr Szeja. – Przykładowo wypracowanie pt. „Człowiek – istota pełna sprzeczności” wbrew zdrowemu rozsądkowi nie musi być o bohaterach, którzy są wewnętrznie sprzeczni, ponieważ zgodnie z opublikowanym na stronie CKE kluczem wystarczyło opisać dwóch ludzi lub dwie społeczności.

Niektórzy eksperci twierdzą, że na ogłoszonych oficjalnie zmianach nie poprzestano. – Wywierano też na nas naciski – mówi jedna z zeszłorocznych egzaminatorek, prosząc o zachowanie anonimowości (jej dane są znane redakcji). – Pamiętam pracę, w której uczeń popełnił siedem poważnych błędów na temat „Lalki”. Wszystkie można było zakwalifikować jako kardynalne. Byłam pewna, że zero punktów to formalność, ale usłyszałam: „Nie robimy tu »kardynała«, ale błędy rzeczowe”. Ja to zdanie usłyszałam od przewodniczącej zespołu egzaminatorów, a ona musiała coś podobnego usłyszeć od kogoś z komisji okręgowej. Kreowano propagandę sukcesu.

Jeśli tak było, to cel został osiągnięty. Egzamin w nowej formule, który w zeszłym roku zdawało ponad 150 tys. uczniów, okazał się rekordowo łatwy – zdało go w pierwszym terminie ponad 91 proc. uczniów, w tym aż 98 proc. z polskiego. MEN mógł ogłosić triumf, ale niektórzy eksperci nie gryźli się w język. „Egzaminatorzy tego nie powiedzą, bo się boją, ale (…) na poziomie podstawowym przechodziły koszmarki, bo trzeba było udowodnić sukces” – mówił w sierpniu 2023 r. „Wysokim Obcasom” polonista Paweł Lęcki. – To było zwykłe oszustwo CKE – mówi dziś dr Szeja.

A inni eksperci krytykują całą filozofię oceniania. – Błędy zlicza się mechanicznie, a egzaminator ma do dyspozycji „widełki”: bycie w takim przedziale daje tyle punktów, w innym tyle – referuje Renata Czaja-Zajder. – Wcześniej błędy miały różną wagę: powtórzenie wyrazu to nie to samo, co niezrozumiałe zdanie. Według obecnych kryteriów waga błędów jest jednak taka sama. Ten schematyzm sprawia, że prace napisane dość dobrze, ale z błędami, ocenione są pod względem poprawności tak samo nisko, jak prace kompletnie niekomunikatywne.

Sprawdzanie sprawdzających

Matura 2023 przyniosła też inny rekord: aż 41 tys. próśb o wgląd w arkusze od osób kwestionujących swój wynik, w tym ponad 12 tys., a więc ponad 4 tys. więcej niż rok wcześniej, w te z polskiego (jak będzie w roku obecnym, dowiemy się w wakacje). Wspomniany polonista Paweł Lęcki przytaczał historię, która obiegła Polskę: maturzystka oblała egzamin, złożyła więc odwołanie do OKE. Gdy to nie poskutkowało – do Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego. Tym razem skutecznie, ale… za późno. Gdy dowiedziała się, że egzamin zdała, i to na ponad 70 procent, była już po teście poprawkowym. Minął też pierwszy termin rekrutacji na studia.

W zeszłym roku błędy przy sprawdzaniu – w przypadku matury z polskiego okręgowe komisje przyznały się do pomyłki 947 razy, przy 530 rok wcześniej – składano m.in. na karb niejasnych kryteriów oceniania (choć CKE źródła większej liczby protestów widzi m.in. w doniesieniach medialnych, które zachęcały do odwołań, a także w większej świadomości prawnej społeczeństwa). 

– Pewna doza uznaniowości jest w przypadku egzaminu z polskiego nieunikniona, ale obecna formuła tę uznaniowość potęguje – twierdzi Renata Czaja-Zajder. – Wytyczne każą np. egzaminatorom ocenić, w jaki sposób zdający użył w wypracowaniu dwóch lektur. Przy czym podane możliwości, np. „dwa utwory użyte w pełni funkcjonalnie”, „jeden użyty w pełni funkcjonalnie, a drugi częściowo”, są trudne do zdefiniowania, za to bardzo wiele od nich zależy. To może wypaczyć wynik egzaminu. 

Na matury zwrócił w zeszłym roku uwagę rzecznik praw obywatelskich. Marcin Wiącek zauważył w liście do MEiN i CKE, że czasami trudno było stwierdzić, za co egzaminatorzy odejmowali punkty. A że „tylko część maturzystów ubiega się o ponowne sprawdzenie prac, nie można stwierdzić, jak kształtują się wyniki matur, co uniemożliwia (…) ocenę funkcjonowania systemu oświaty”.

Rzecznik pytał też szefa Komisji, czy i jak chce poprawić sytuację. W odpowiedzi usłyszał od Marcina Smolika, że „CKE widzi przestrzeń do działań”, np. poprzez wprowadzenie dwóch egzaminatorów czytających każdą pracę, ale na to potrzeba dodatkowych środków – ok. 120 mln zł rocznie. – To była odpowiedź skandaliczna – ocenia Renata Czaja-Zajder. – W komisjach okręgowych widzę od lat oszczędności, które odbijają się na jakości pracy, jak np. zmniejszenie liczby weryfikatorów mających ponowny wgląd w niektóre prace. Równocześnie nie słyszałam, by dyrektor Smolik występował wcześniej o dodatkowe środki. W wywiadach mówił, że egzaminatorzy są świetnie przeszkoleni i że wszystko poszło zgodnie z planem.

Czy Smolik musi odejść

Z początkiem roku ponownie zrobiło się głośno o CKE przy okazji wspomnianego odchudzania podstaw programowych. Choć zajmował się tym formalnie MEN, szybko okazało się, jak wiele do powiedzenia ma Komisja: jej przedstawiciele stanęli na czele większości z kilkunastu zespołów opracowujących korekty. Włącznie z tym najbardziej newralgicznym, dowodzonym przez dr Wiolettę Kozak. I choć kilka tygodni temu zrezygnowała ona z przewodzenia grupą, przedstawiciele CKE mieli do końca decydujący wpływ na nowe propozycje programowe. Dyr. Smolik uważa, że tak jest od 2008 r. i że decyzje w zespołach podejmowano demokratycznie. Krytycy są zupełnie innego zdania.

– Głównym problemem z CKE, a przy okazji z całym systemem oświaty jest to, że zamiast dostosowywać egzaminy do podstaw programowych, przykrawamy podstawy do wizji końcowych testów. I znowu powtarzamy pierworodny grzech polskiej oświaty, tzn. podporządkowujemy wszystko pod egzaminy – ocenia Renata Czaja-Zajder.

Jej organizacja, czyli „Protest z Wykrzyknikiem”, chce dymisji Smolika. Na razie nieskutecznie: pytana o ewentualne ruchy kadrowe w CKE szefowa MEN Barbara Nowacka powtarza, że takich zmian nie dokonuje się w trakcie roku szkolnego.

Co to oznacza dla szefa CKE, nie wiadomo. Nie wiadomo też, co na temat swojej przyszłości myśli sam zainteresowany. Na zadane mailowo pytania, co uważa za swój największy sukces 10-letnej kadencji, co za błąd i czy liczy się z rychłym zakończeniem misji, Marcin Smolik nie odpowiedział.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Błędy kardynalne