Co by kandydatura obywatelska miała znaczyć, tego nikt, a zwłaszcza J. Kaczyński nam nie wyjaśnił. Kandydat obywatelski, poza tym, że jest wystawiony przez obywateli, powinien być – jak mniemamy – przede wszystkim obywatelem, a to w Polsce jest niełatwe i nieoczywiste. Głównie dlatego, że nikt dokładnie nie wie, co to znaczy.
Obywatelskość jest dziś terminem jakby sztucznym, kojarzącym się bardziej z modą wintydżową i Milicją Obywatelską niż z dbałością o dobra wspólne. Doprawdy, nie wiadomo, co miał na myśli J. Kaczyński, reklamując dr. K. Nawrockiego jako kandydata o takiej cesze. Bliższe prawdy byłoby określenie dr. K. Nawrockiego jako „kandydata kombinującego”. Jesteśmy przekonani, że ów tak przedstawiony, jako rodak mistrzowsko obrotny, wygrałby te wybory w cuglach. Kraj nasz przecież na kombinowaniu i obrotności się opiera.
Podręcznikowa obywatelskość – popatrzmy – kombinowanie wyklucza. Nie można efektywnie i efektownie kombinować, będąc obywatelem pełną gębą. Obywatel nie wciska swoich interesów do luk w prawie i powstrzymuje się od – lubimy to słowo – cwaniakowania. Słowem, obywatelskość dr. K. Nawrockiego to pozłota, która przy byle ruchu łuszczy się i odpada. To musi być przykre dla sztabu, że na dwa tygodnie przed wyborami ów nie wygląda jak obywatel, a rzeczywiście jak bokser „Nowy Rocky” po solidnym laniu. Nie wiemy rzecz jasna, jaki będzie wynik wyborów, czy opowieści kandydata o darowiznach, nieruchomościach i filantropii wpłyną na elektorat. Może być przecież i tak, że cokolwiek ów by zrobił, to i tak żaden jego zwolennik zdania na jego temat nie zmieni. Gdyby jednak ludzie mieli się odeń odwrócić, to kampania ta wejdzie do historii jako przykład najgłupszej pod względem reakcji na kryzys wizerunkowy w polityce. Mamy bowiem do czynienia z dynamicznym – tego słowa nie lubimy – samozaoraniem.
Wydarzenia ostatnich dni to też znak, jakby wyglądałaby prezydentura dr. K. Nawrockiego. U polityka tego widać wielki potencjał memiczny. Myśleliśmy, że vis comica dr. A. Dudy to jakiś wyjątek w galerii prezydentów państw świata tego. Wygląda jednak, że to reguła. Przyszło nam to do głowy, gdyśmy obejrzeli zdjęcie dr. K. Nawrockiego z D. Trumpem.
Parę lat temu dr A. Duda sfotografował się w Białym Domu w niecodziennej jak na męża stanu pozie, z niecodzienną dla portretów prezydenckich miną. Teraz jego potencjalny następca sfotografował się z tym samym człowiekiem. Oto jednak, wedle ostatnich badań opinii, ok. 50 proc. badanych w Polsce boi się D. Trumpa bądź mu nie ufa. Wysyłanie dr. K. Nawrockiego do USA tylko po tę fotkę, wobec tak szokującego kryzysu zaufania do amerykańskiej polityki, jest zabiegiem, delikatnie mówiąc, dziwacznym. Na domiar krążą plotki, że do Polski ma wpaść i poprzeć dr. K. Nawrockiego wiceprezydent J.D. Vance.
Na koniec sprawa ostatnia. Jesteśmy rozczarowani. Idzie nam o stanowisko J. Kaczyńskiego po ujawnieniu działań jego obywatelskiego kandydata na niwie dobroczynności. Wszystkie te zabiegi J. Kaczyński akceptuje i uważa za uczciwe i normalne, za oczywiste. A myśleliśmy, że jednak J. Kaczyński, jak kiedyś, zapytany o byłego wiceministra spraw zagranicznych P. Wawrzyka, odpowie podobnie: że dr. K. Nawrockiego osobiście nie zna, że ogólnie nie kojarzy. To by była zaiste piękna klamra tej kampanii, co również wydaje się możliwe. Takie czasy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















