Slalom PiS wokół Trumpa staje się coraz trudniejszy

PiS nie wie, jak pogodzić sympatię dla prezydenta USA z jego gestami sprzyjającymi Putinowi. Czy wpłynie to na wybory prezydenckie, a po nich przyspieszy nowe rozdanie na prawicy?
Czyta się kilka minut
Przemysław Czarnek podczas 175 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Warszawa, 10 grudnia 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER
Przemysław Czarnek podczas 175. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Warszawa, 10 grudnia 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER

W „Roku 1984” George’a Orwella jest poruszająca scena w trakcie cyklicznego Tygodnia Nienawiści do Eurazji, czyli głównego wroga Oceanii, państwa, w którym mieszkają bohaterowie powieści. W pewnym momencie prowadzący propagandowy wiec dostaje karteczkę, z której wynika, że od tego momentu wrogiem już nie jest Eurazja, tylko dotychczasowy sprzymierzeniec Wschódazja. Eurazja zaś staje się sojusznikiem. Nikogo to specjalnie nie zraża, transparenty zostają wymienione na nowe, a w wykrzykiwanych hasłach wróg staje się przyjacielem.

Scena z Orwella przypomina dziś trochę los polskich miłośników Donalda Trumpa, zwłaszcza tych z PiS. Okazało się bowiem, że nasz największy gwarant bezpieczeństwa przed najgroźniejszym wrogiem, czyli Rosją, może stać się tejże Rosji sojusznikiem. Jak pogodzić wieloletnią sympatię dla Trumpa z wpisaną w DNA wrogością do putinowskiej Rosji? Przecież przez lata narracją PiS było zarzucanie Donaldowi Tuskowi „resetu” w relacjach z Putinem, a TVP w czasach Jacka Kurskiego równie często jak sceny z Tuskiem mówiącym po niemiecku pokazywała obecnego premiera spacerującego z Putinem po sopockim molo w 2009 r.

Sytuacja, w której uwielbiany Trump okazuje się przywódcą mającym wspólne interesy z Putinem, obwiniającym o wojnę Ukrainę i wstrzymującym dla niej pomoc – jest trudna do pogodzenia z dotychczasową linią. Fundamentem polityki PiS wobec Rosji jest słynne przemówienie Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi w 2008 r., wieszczącego, że po Gruzji celem Putina będzie Ukraina, potem państwa bałtyckie, a w końcu Polska. I dlatego właśnie rząd PiS wraz z Andrzejem Dudą od pierwszego dnia stanęli po stronie Kijowa napadniętego w lutym 2022 r. I jeśli nawet drogi Polski i Ukrainy zaczęły się z czasem rozchodzić (także z powodu polityki Wołodymyra Zełenskiego, m.in. w kwestii zbrodni wołyńskiej), to oczywistością było wspieranie Ukrainy, nawet jeśli miała być traktowana wyłącznie instrumentalnie – jako tarcza chroniąca Polskę.

Niespójny jak PiS: Czarnek o Trumpie, Kaczyński o Czarnku 

Po dramatycznym spotkaniu Trumpa i Vance’a z Zełenskim w Gabinecie Owalnym wypowiedzi polityków PiS stały się wyjątkowo niespójne, co rzadko się zdarza we współczesnej polityce, podporządkowanej jednolitym narracjom i „przekazom dnia”. Tymczasem w PiS muszą dziś współistnieć dwa sprzeczne nurty. Pierwszy jest protrumpowski i współgra z antyukraińskim zwrotem partii oraz jej prezydenckiego kandydata Karola Nawrockiego, chcących „kupić” elektorat Konfederacji. Drugi nurt pozostaje jednak tradycyjnie antyputinowski. W obecnej sytuacji ciężko z tego ulepić spójny przekaz.

Najbardziej charakterystyczne było zamieszanie wokół wypowiedzi Przemysława Czarnka, który nazwał „głupkiem” wykłócającego się z Trumpem Zełenskiego. Dostał za to nawet publiczną reprymendę od Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że byłego szefa MEiN „trochę poniosło”.

Czarnek nie jest jednak wyjątkiem. Były minister rolnictwa i poseł PiS Grzegorz Puda stwierdził w Radiu Zet, że porozumienie Trumpa z Putinem, nawet niezbyt korzystne dla Ukrainy, nie musiałoby być dla Polski złe. Karol Nawrocki mówił z kolei o niewdzięczności Zełenskiego wobec USA, a Zbigniew Kuźmiuk sugerował, by przestać wciąż mówić o Putinie, tylko zauważyć, że Zełenski popełnił w USA publiczne harakiri.

W tym kontekście najczęstsze są próby przypisywania Trumpowi głęboko przemyślanej strategii. Poseł Piotr Kaleta przekonuje, że prezydent USA prowadzi szczególnego rodzaju dyplomację, a jego działania tylko wyglądają na prorosyjskie. – Przynajmniej zaczęliśmy rozmawiać o pokoju, co przedtem nie było możliwe. Poczekajmy na efekty – mówi.

Z drugiej strony są wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, który – trzymając stronę Trumpa – pozwolił sobie jednak na krytykę wstrzymania przez USA pomocy dla Ukrainy, oraz utrzymane w podobnej tonacji słowa jego dawnego ministra, a dziś posła PiS Marcina Przydacza. Przekonuje on, że nie jest prawdą, iż PiS stawia na Trumpa, tylko po prostu kultywuje tradycję dobrych stosunków ze Stanami.

– Nie zaprzeczam, że jest sympatia do Donalda Trumpa, zwłaszcza w sprawach ideowych. To nie znaczy jednak, że będziemy się ze wszystkim zgadzać, zwłaszcza w polityce wschodniej. Najważniejsze jest to, by dbać o jak najlepsze stosunki, dzięki czemu wojska amerykańskie zostaną w Polsce – mówi Przydacz. Ten ostatni argument podaje też rzecznik partii Rafał Bochenek, dodając: – Podtrzymujemy, że to Rosja jest agresorem, ale jako Polska powinniśmy dbać, by NATO nie zostało od środka podzielone. Tymczasem Tusk jest dziś w antyamerykańskiej szpicy organizowanej w Europie.

Także poseł Radosław Fogiel, były szef Komisji Spraw Zagranicznych, polemizuje z tezą, że PiS jest bezkrytyczny wobec Trumpa. Bagatelizuje też owacje posłów tej partii (w Sejmie, na stojąco) na jego cześć. – To był jednorazowy incydent, efekt emocji i faktu, że nasi oponenci bardzo kibicowali drugiej stronie – mówi.

Generalnie w publicznych wypowiedziach politycy PiS próbują dziś godzić ogień z wodą. Zdaniem większości obserwatorów wychodzi to średnio.

Politykom PiS trudno przyznać, że postawili na złego konia 

Poseł Jarosław Urbaniak z KO twierdzi, że parlamentarzyści partii Kaczyńskiego, choć oficjalnie w każdej sprawie krytykują obecny rząd za politykę wobec USA, to w prywatnych rozmowach mają narzekać na Trumpa. Inny polityk KO Marcin Bosacki uważa, że postawa PiS wynika z tego, iż dla tej formacji polityka zagraniczna była zawsze funkcją polityki wewnętrznej. – Teraz się jednak zakiwali – ocenia.

Prof. Przemysław Sadura wyraził w Onecie opinię, że politykom PiS trudno dziś przyznać się do błędu, iż postawili na niewłaściwego politycznego konia. Teraz muszą wypracować nową narrację w tej sprawie, ale trzeba na to czasu.

Politolog dr Anna Materska-Sosnowska uważa, że ratunkowa narracja PiS będzie bazować na tym, że w Polsce istnieje duże poparcie dla USA jako państwa. I że jest to wiarygodny sojusznik, którego gwarancje bezpieczeństwa dla Polski pozostają niezagrożone, a Trump je przecież publicznie potwierdza.

Z tą opinią koresponduje deklaracja Fogla. – Donald Trump jest prezydentem USA czy nam się podoba, czy nie. I będzie nim przez najbliższe cztery lata. W związku z tym, że dla polskiego bezpieczeństwa i NATO, i bilateralne relacje z USA są niezwykle istotne, musimy sobie z tą administracją układać relacje, tak jak z każdą inną. To jest założenie polityki PiS – mówi poseł Fogiel.

Z otoczenia prezesa PiS dobiegają zarazem głosy, że partia ma pozostać wierna antyrosyjskiej i antyputinowskiej linii. – Prezes jest bardzo niezadowolony z nadmiernego łaszenia się do Trumpa niektórych posłów. Sam mówi tylko o konieczności sojuszu z USA. Uważa też, że oklaski na stojąco po zwycięstwie Trumpa to był błąd – mówi poseł bliski Kaczyńskiemu.

Zdaniem tego parlamentarzysty prezes PiS ma pełną świadomość, iż działania Trumpa są prezentem dla Putina. Z drugiej strony jest niechętny wobec taktyki Tuska – zbliżenia z Europą kosztem USA. Stawianie na sojusz z Waszyngtonem to dla PiS dogmat geopolityczny, w przeciwieństwie do integrowania się z Unią, którą „rządzą Niemcy”. Teraz jednak, w obliczu zbliżenia Trumpa z Putinem, to wszystko się wali.

Wcześniej PiS miał podobny problem z głównym sojusznikiem w Europie – Victorem Orbánem, także miłośnikiem Putina. Wtedy jednak tłumaczono, że to nieistotna różnica w politycznych ocenach między przyjaciółmi, niemająca w praktyce znaczenia. Dziś, gdy Rosja może złamać ukraiński opór dzięki postawie USA, ta strategia się już nie sprawdza. – Oni są pogubieni, bo mentalnie tkwią w latach 80. Myśleli, że Trump będzie drugim Ronaldem Reaganem – twierdzi prominentny polityk Konfederacji.

Konfederacja jest w kwestii polityki Trumpa w znacznie lepszej sytuacji niż PiS. Zawsze była antyukraińska (a nawet umiarkowanie prorosyjska), a wątki te nieustannie eksploatuje w swej kampanii Sławomir Mentzen.

W nieoficjalnych rozmowach politycy PiS przyznają, że Konfederacja i Mentzen zyskują na obecnej sytuacji, bo antyukraińskość to dla nich naturalna postawa. Dlatego zamieszanie z Trumpem bardziej szkodzi Nawrockiemu niż goniącemu go Mentzenowi, gdyż ten pierwszy reprezentuje partię jeszcze niedawno proukraińską, niereagującą np. na kryzys zbożowy. Ludzie mają więc do wyboru oryginał i kopię.

Prof. Radosław Markowski przyznaje, że konsekwencja Mentzena to jedno z głównych źródeł jego dobrych notowań, choć on akurat wiąże to bardziej z jego liberalnymi poglądami gospodarczymi niż z antyukraińskością. – Sam antyukraiński wątek nie jest moim zdaniem dużym zasobem wyborczym – uważa politolog.

Andrzej Duda z prezydentem USA Donaldem w Gabinecie Owalnym Białego Domu. Wszyngton, 24 czerwca 2020 r. // Fot. Erin Schaff / Getty Images

Czy PiS grozi rozłam

Bezrefleksyjne wspieranie Trumpa przez część środowiska PiS budzi u niektórych polityków tej partii zniesmaczenie. W dłuższej perspektywie, jeśli doszłoby do ustaleń między Trumpem i Putinem ponad głowami Europy i USA, partii może grozić nawet podział, ale zdaniem naszych rozmówców jest to wykluczone przed wyborami prezydenckimi. Niemniej ich wynik może być katalizatorem dla takich zmian, zwłaszcza jeśli Mentzen uzyska dobry wynik. Nie musi to być od razu pokonanie Nawrockiego w pierwszej turze – wystarczy, że zbliży się do niego na kilka punków procentowych.

Dr Materska-Sosnowska potwierdza, że wynik wyborów będzie kluczowy dla ewentualnego rozłamu w PiS. Jej zdaniem PiS i Nawrockiemu w kampanii najbardziej zaszkodziłaby obecność Donalda Trumpa na defiladzie w Moskwie 9 maja.

Ewentualny rozłam w PiS warto rozpatrywać w kontekście coraz lepszych sondaży dla Konfederacji; w ostatnim badaniu CBOS partia ta ma 18 proc. (PiS – 26 proc.). Czy w partii Kaczyńskiego są jednak grupy, które w razie czego byłyby skłonne do dogadywania się z Konfederacją? Uważa się za taką frakcję ziobrystów, którzy wciąż są słabo zintegrowani z PiS, tyle że nie wiadomo, czy Mentzen z Bosakiem chcieliby brać ich na pokład. Za sympatyka Konfederacji uchodzi też Przemysław Czarnek, posiadający w PiS licznych zwolenników, stąd jego ostra krytyka Zełenskiego oceniana jest jako nieprzypadkowa.

Znaczenie ma też postawa prawicowych mediów. Tomasz Sakiewicz i jego TV Republika, choć tradycyjnie antyrosyjskie – znajdują się obecnie w pewnej opozycji do słabnącego Kaczyńskiego i zaczynają realizować własną agendę, skręcając w opinii niektórych polityków PiS w stronę „trumpowsko-konfederacką”. Widać to na wizji, choć zarazem trzeba przyznać, że sama Konfederacja nie wygłasza wobec prezydenta USA tak wiernopoddańczych oświadczeń, jak niektórzy ludzie PiS i dziennikarze Sakiewicza.

Prominentny polityk Konfederacji nie wierzy jednak w jakikolwiek rozłam w PiS z powodu podejścia do Trumpa. – To są karne partyjne szeregi, wyćwiczone w lojalności. Wiedzą też, jak kończą ci, którzy występują przeciwko Kaczyńskiemu – ocenia.

Teoretycznie jest jeszcze jedna opcja, o której można usłyszeć w Sejmie – tuż przed wyborami Kaczyński dokonuje wolty „antytrumpowskiej”, by wyraźnie oddzielić się od Konfederacji. I zagospodarować elektorat, który odetchnie z ulgą po takim oświadczeniu, bo bardzo boi się Rosji, więc zaakceptuje nawet lekkie zbliżenie PiS z UE. W taki scenariusz wierzy jednak niewielu. – Ideologicznie są tak głęboko antyeuropejscy i antyunijni, że nigdy nie poprą silniejszej integracji z UE służącej bezpieczeństwu, bo uważają to za zagrożenie naszej suwerenności – ocenia polityk KO.

Potwierdza to w zasadzie poseł Fogiel z PiS. – W 2014 r. zostawiono Europejczykom sprawę konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i jaki był efekt? Rosjanie nie dotrzymywali zobowiązań i zakończyło się to pełnoskalową wojną – przypomina polityk, dodając, że dziś również nic nie wskazuje na to, by Europa mogła skutecznie bronić Ukrainy. Trump nie jest więc ślepym wyborem, lecz dziejową koniecznością.
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Slalom wokół Trumpa