Zwycięstwo Karola Nawrockiego to klęska całej koalicji 15 października, ale twarzą tej porażki będzie nie tyle Rafał Trzaskowski, co Donald Tusk – polityk, któremu przy rekordowej frekwencji udało się zakończyć 8-letnią epokę PiS, ale potem roztrwonić poparcie w 20 miesięcy. To nie jest oczywiście koniec jego projektu, ale trudno mi sobie wyobrazić, co mógłby zrobić, by do kolejnych wyborów (teoretycznie jesienią 2027 r.) odzyskać inicjatywę. Dziś bardziej realnym scenariuszem jest upadek jego gabinetu i wcześniejsze wybory, które na nowo ukształtują polską scenę polityczną.
Tusk w kampanii prezydenckiej
Ostatniego dnia kampanii Nawrocki oskarżał Tuska o różne rzeczy, m.in. o zadłużanie państwa, dodając, że lider Koalicji Obywatelskiej „będzie to robił jeszcze przez kilka miesięcy”. Gdy się do tego doda wypowiedzi prominentnych polityków PiS, widać wyraźnie, na co będzie grał obóz Jarosława Kaczyńskiego. A właściwie obóz jego i Nawrockiego.
Nie jest bowiem wykluczone, że nowy prezydent z czasem stanie na czele środowiska: ma przecież potężny mandat społeczny i będzie mu sprzyjał młody wiek (oraz podeszły wiek obecnego lidera). Biorąc pod uwagę, jak brutalna była to kampania i jakie rzeczy mówili o sobie nawzajem przedstawiciele głównych sił, możemy się spodziewać zupełnie innej prezydentury niż 10 lat Andrzeja Dudy.
Nawrocki nie kierował swej oferty – jak robił to w drodze po władzę ustępujący prezydent – do elektoratu centrum. Jego mocno konfrontacyjny przekaz, na czele z jednoznacznym opowiedzeniem się za Donaldem Trumpem, a przeciwko liderom Unii Europejskiej i ich dotychczasowej polityce wobec Ukrainy (choć Tusk był tu kontynuatorem polityki PiS i rządu Morawieckiego), oznacza polityczną wojnę w Polsce na skalę dotychczas nieznaną, być może z ostrym pojedynkiem o panowanie nad armią.
Priorytety zagraniczne i cele wewnętrzne są dziś tak sprzeczne, jak nie były jeszcze nigdy w czasach, gdy polscy prezydenci i premierzy pochodzili ze zwaśnionych partii. A biorąc pod uwagę fatalne notowania rządu (44 proc. przeciwników, 32 proc. zwolenników w majowym badaniu CBOS) i to, jak niepopularny jest dziś sam premier (53 proc. negatywnych ocen w tym samym sondażu), nie wierzę, że obecna koalicja będzie w stanie przetrwać kryzys.
Przez większość kampanii prezydenckiej Tusk nie był dla niej wartością dodaną, a gdy w końcu się wprosił do pomocy Trzaskowskiemu, robił to zbyt emocjonalnie, a czasem wręcz dostarczał paliwa przeciwnikom, jak wówczas, gdy powoływał się na skompromitowanego freakfightera.
Trzaskowski przegrał nie tylko z Nawrockim
Fakt: kandydat PiS szybko się uczył i mimo chuligańskiej przeszłości oraz kompromitującego przejęcia słynnego komunalnego mieszkania, wykazał się dużą odpornością psychiczną. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby nie mocne przesunięcie ideowe polskiego społeczeństwa, dzięki któremu na kandydatów prawicy zagłosowało w pierwszej turze 52 proc. wyborców. Nawet gdyby koalicji udało się znaleźć w Sejmie większość dla związków partnerskich i liberalizacji prawa aborcyjnego, Trzaskowskiemu nie udałoby się wygrać.
Klucz do umysłów polskich wyborców tkwił chyba gdzie indziej. O ile dla wiernego elektoratu Koalicji Obywatelskiej, który pomógł Tuskowi wrócić do władzy, istotne znaczenie miało zmęczenie łamiącym konstytucję PiS-em, a z drugiej strony progresywna agenda – o tyle dla wielu ludzi, którzy przenieśli swe głosy na koalicję 15 października warunkowo, istotniejsze były obietnice ekonomiczne. Czyli powrót na ścieżkę wzrostu, którą kroczyliśmy do pandemii, a która miała być znowu możliwa, gdy tylko uda się odsunąć od władzy tych „nieudaczników” z PiS, którzy nawet pieniędzy z KPO nie umieli załatwić.
Zostawmy na boku pytanie, jakie możliwości spełnienia obietnic ze stu konkretów miał naprawdę Donald Tusk, niemniej snute dwa lata temu marzenia i wizje nie stały się rzeczywistością. Polakom nie żyje się dziś dobrze; wielu, zwłaszcza młodych ludzi czuje, że funkcjonują z dnia na dzień i np. własne mieszkanie jest zupełnie poza ich zasięgiem. Bo choć pracy w Polsce jest w bród, to głównie słabo płatnej, w oparciu o którą ciężko snuć plany na przyszłość.
Prezydent młodych wyborców
Wystarczy zresztą spojrzeć na wyniki niedzielnych wyborów w grupie 18-39: młodzi ludzie postawili bardziej na konserwatywnego Nawrockiego, a to zupełne odwrócenie trendów, zgodnie z którymi kandydat PiS powinien mieć przewagę głównie wśród seniorów.
Stało się odwrotnie. I trudno się dziwić, bo młody wyborca nie otrzymał od Trzaskowskiego żadnej oferty. Słyszeliśmy o locie na Księżyc, ale co się za tym kryje, już się nie dowiedzieliśmy. Zresztą tak samo było w przypadku Nawrockiego. Obaj główni kandydaci straszyli sobą nawzajem, i w sumie niewiele dostaliśmy od nich ciekawych pomysłów.
Może gdyby czas poświęcony na załamywanie rąk nad uzależnieniem Nawrockiego od nikotyny sztab KO przeniósł na agendę pozytywną i strategiczne plany rozwojowe dla Polski, najlepiej z rozpisaniem na etapy kolejnych wspólnych działań tandemu Trzaskowski-Tusk, więcej młodych uwierzyłoby, że sto konkretów to coś więcej niż „a cóż szkodzi obiecać” i że obecnej władzy warto dać jeszcze trochę czasu na zrealizowanie planów z jesieni 2023 r. Zapewne wtedy występ posłanki Gajewskiej, rozdającej ziemniaki w hospicjum, pozostałby gafą, a nie symbolem odklejenia rządzącego establishmentu od życia.
Coraz więcej badań społecznych sugeruje, że XIX-wieczny podział na lewicę i prawicę ma niewiele wspólnego z realiami. Klasa robotnicza zanika, a jej poglądom bliżej do konserwatywnego PiS niż do lewicy Włodzimierza Czarzastego.
Nawrocki i Trzaskowski: czym się różnią
Jeśli dziś jakiś podział ma w Polsce sens, to chyba bardziej ten na elity i lud, do którego można włączyć nie tylko mieszkańców wsi i miasteczek, ale też sporą liczbę ludzi z dużych miast (często napływowych), którym może i starcza na życie, ale nie na marzenia. Dla nich Trzaskowski, syn znanego muzyka i przewodniczący samorządu w elitarnym warszawskim liceum im. Reja, będzie mimo wszystko odleglejszy niż Nawrocki, syn tokarza.
Nie przypadkiem sztab Trzaskowskiego dość oszczędnie wykorzystywał w tej kampanii wizerunki celebrytów i w ogóle ludzi sukcesu. Oni są passé. Raczej złoszczą niż motywują, nie są wzorem, tylko symbolem zablokowania ścieżek awansu.
To znamienne, że młodzi wyborcy uznali za swoje przede wszystkim dwie radykalne wizje państwa. Tę Sławomira Mentzena, w której państwo jest siecią układów i tylko rzuca kłody pod nogi, więc powinno być go jak najmniej. I tę Adriana Zandberga, w którym państwo ma się uleczyć i wziąć na siebie dużo większą odpowiedzialność. Dbać o nasze zdrowie, żłobki dla dzieci i promować budownictwo społeczne.
Popularność obu tych ofert będzie tylko rosła, bo społeczeństwo ma dość dwóch dekad życia w klinczu starzejących się Tuska i Kaczyńskiego. Dla 39 proc. wyborców z pierwszej tury duopol jest już nieznośny. To znacząca zmiana, tak jak fakt, że frekwencja wśród młodych pragnących nowej polityki była wyższa niż wśród sklejonych z duopolem seniorów.
Kaczyński z Nawrockim powinni pamiętać też o tym, bo o ile nie zabrną na skraj autorytaryzmu jak Orbán (co wcale nie jest wykluczone, biorąc pod uwagę, że Tuskowi i Bodnarowi otwarcie grozi się więzieniem), w kolejnym demokratycznym rozdaniu mogą jeszcze szybciej zmarnować swój potencjał niż obecna koalicja rządząca.
Ciężkie czasy dla rządu Tuska
Na nadrobienie straconego czasu gabinet Tuska teoretycznie ma niemal 2,5 roku, ale nie bardzo chce mi się wierzyć w jego potencjał. Z wybranym bezpośrednio przez naród prezydentem, przy którym Duda to wzór łagodności, ciężko będzie realizować jakiekolwiek plany. Do tego wewnętrzna sytuacja w koalicji może ją ciągnąć ostro w dół.
Prorządowa lewica będzie podgryzana przez Razem, a Trzecia Droga zapewne się rozpadnie. Polska 2050, której lider Szymon Hołownia nie przekonał wyborców, że naprawdę idzie własną drogą, podzieli pewnie los Ruchu Palikota, Nowoczesnej czy Kukiz’15, być może topiąc przy okazji skutecznie PSL, partię anachroniczną (mimo młodego kierownictwa), która może nie mieć już siły na kolejny „obrót”.
Czekają nas ciężkie czasy. Jedyne pocieszenie, że będzie nam darowane przyglądanie się żenującemu sporowi o ważność tych wyborów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















