Reklama

Kaczyński musiał się cofnąć

Kaczyński musiał się cofnąć

08.05.2020
Czyta się kilka minut
Stracili wszyscy główni gracze w obozie władzy. Ale opozycja nie ma się z czego cieszyć. Skoro nie jest w stanie z Gowinem obalić Kaczyńskiego, to znaczy, że w tym Sejmie nie obali go wcale
Jarosław Gowin w Sejmie, 7 maja 2020 r. / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News
N

Na ostatniej prostej Kaczyński i Gowin zachowywali się jak kierowcy pędzących na siebie samochodów, przy czym prowadzący tira Kaczyński wygrażał jadącemu maluchem Gowinowi zmiażdżeniem i wyrzuceniem z toru. Choć wyścig, który dla Zjednoczonej Prawicy mógł się zakończyć śmiertelnym wypadkiem, został w ostatnich chwili zatrzymany, to powodów do radości w PiS i w partii Gowina nie ma. Po buncie niedawnego wicepremiera nic już nie będzie takie samo, a jego polityczne rozjechanie tirem przez Kaczyńskiego jest kwestią czasu. 

Przegrali wszyscy politycy

Tak naprawdę przegrali wszyscy, nade wszystko jednak przegrał Gowin. Zjednoczona Prawica — na którą składa się PiS, partia Porozumienie Gowina oraz Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry — ma w Sejmie raptem 4 głosy ponad minimalną większość. Gowin ma 18 posłów, więc teoretycznie może blokować decyzje PiS.

Mogło się wydawać, że sprzeciwiając się majowym wyborom korespondencyjnym, Gowin prowadzi z Kaczyńskim starannie zaplanowaną grę, obliczoną na wzmocnienie własnej pozycji i zademonstrowanie, że ma pole do porozumienia z opozycją. To z kolei — w odpowiednich okolicznościach — umożliwiałoby mu nawet utworzenie rządu z PO, PSL i SLD.

Jak to się skończyło? Całkowitą kompromitacją Gowina po obu stronach politycznego frontu. 


Czytaj także: Paweł Bravo: Pakt Jarosławów


Opozycja z PO i PSL usiadła z nim do stołu negocjacyjnego z dużym sceptycyzmem, zakładając, że jego bunt jest pozorny. Jednak z czasem zaczęła wierzyć, że Gowin doszedł do psychicznej granicy odporności we współpracy z Kaczyńskim, który ma tendencję do pomiatania współpracownikami — to podstawowa przyczyna większości rozstań z PiS w historii partii. Dlatego też Platforma zaproponowała nawet Gowinowi fotel marszałka Sejmu w zamian za zagłosowanie wraz z opozycją przeciwko wyborom korespondencyjnym w maju — bo opozycja z posłami Gowina miałaby większość w Sejmie. Z kolei w PSL trwały przymiarki do sojuszu z Gowinem, gdy już opuści Kaczyńskiego na dobre. Tylko Lewica zachowywała dystans, od początku uważając, że ostatecznie Gowin wróci na łono PiS.

W tym sensie liderzy PO i PSL przegrali tę rozgrywkę. Albo zgrzeszyli naiwnością, wierząc w bunt Gowina. Albo nieskutecznością — nie potrafiąc owego buntu, jeśli był realny, podtrzymać i pielęgnować. Gowin jednak przegrał podwójnie — w tym Sejmie nikt z opozycji już z nim poważnie nie porozmawia. W Platformie jest na niego złość, a w PSL — wściekłość. Cytowanie epitetów stosowanych przez ludowych polityków byłoby nie na miejscu.

Wyrok na Gowina

Tak, Lewica miała rację — Gowin wrócił na łono PiS. Na pierwszy rzut oka, zachował nawet twarz.

Osiągnął swój cel: doprowadził do przesunięcia wyborów. Tyle że ostatnich tygodni nie da się z historii relacji Kaczyńskiego z Gowinem wymazać. Ataki przybocznych prezesa na Gowina, próby kupowania posłów Porozumienia stanowiskami (oferenci byli nagrywani, a Gowin opowiada, że ma te nagrania), doprowadzenie do rozłamu w partii — PiS pokazał swe umiejętności perswazyjne w pełnej krasie.

Powiedzieć, że to koniec elementarnego zaufania w obozie władzy — to nic nie powiedzieć.

Wyrok na Gowina zapadł, nikt w klasie politycznej nie ma co do tego wątpliwości. Gowin także mieć nie powinien. Okazało się, że idąc na wojnę ze znacznie większym i bardziej doświadczonym przeciwnikiem, działał bez żadnego planu. Całą tą operacją zepsuł sobie na trwałe relacje z Kaczyńskim i opozycją jednocześnie — nie lada to sztuka. W dodatku kończy tę grę bez własnej partii, bo PiS mu ją skorumpował i podzielił. Groteskowo wyglądała konferencja Gowina po tym, jak dogadał się z Kaczyńskim. Otaczali go — teoretycznie — posłowie Porozumienia, w tym tacy jak np. Włodzimierz Tomaszewski, który kilkadziesiąt godzin wcześniej publicznie wypowiedział mu posłuszeństwo. Porozumienie przestało istnieć.

Dwór eunuchów

Ale Kaczyński także jest przegrany. Przede wszystkim — okazało się, że nie jest wszechmocny. Że w gronie — jak mawiał były wiceszef PiS Ludwik Dorn — partyjnych eunuchów, gotowych wypełnić każde, najbardziej groteskowe pomysły prezesa, znalazł się ktoś, kto postawił weto. Opór Gowina doprowadził do tego, że Kaczyński musiał zrezygnować ze swego priorytetowego celu, czyli wyborów w maju.

Choć tak naprawdę Gowin swym uporem uratował Kaczyńskiego przed kłopotami — wybory były przygotowywane w skandalicznych warunkach, prawdopodobnie też doszło do wycieku kart do głosowania — to perspektywa Kaczyńskiego jest inna: w niedzielę miał mieć swego prezydenta, a go nie ma. I to jest porażka prezesa. Najbardziej bolesna, odkąd niemal 5 lat temu stał się jedynowładcą Polski.

W dodatku nie jest to jednorazowa przegrana, incydentalny błąd w dobrze naoliwionym mechanizmie. To praktycznie koniec jednolitej, hermetycznej, zdeterminowanej w realizacji swych planów władzy. Od teraz Kaczyński może mniej. Coś się zaczęło, coś się skończyło.

Prezydent jak przedmiot

Przegranym jest także prezydent — konflikt między Kaczyńskim i Gowinem pokazał dobitnie, że Andrzej Duda jest przedmiotem, a nie podmiotem polityki szefa PiS. Symbolem tego będzie środowa debata prezydencka w TVP, w której Duda potykał się z dziewięciorgiem, w większości krytycznych wobec niego konkurentów. Okazało się, że prezydent uczestniczył w szopce bez znaczenia, bo parę chwil po debacie Kaczyński z Gowinem swym porozumieniem dwóch zwyczajnych posłów odwołali wybory 10 maja, których dotyczyła debata.


Czytaj także: Jarosław Flis: Gang Olsena w amoku


Co więcej: czy to się to Dudzie podoba, czy nie — władze PiS w pewnym momencie wojny z Gowinem rozważały nawet wariant podania się prezydenta do dymisji jako szansę na wyjście z konstytucyjnych kłopotów, gdyby wyborów 10 maja nie udało się przeprowadzić. Wiele wskazuje na to, że Duda nie miał o tym zielonego pojęcia.

Wariant Kozielewicza

Wszystko powyższe to polityczne skutki wojny i zawieszenia broni dwóch Jarosławów. Ale są też skutki prawne. Co dalej z wyborami prezydenckimi? Wszak jeśli do początku sierpnia nie wybierzemy głowy państwa, to zaczną się kłopoty. Polska konstytucja, dobrze skrojona na wypadek śmierci lub dymisji prezydenta, nie przewiduje sytuacji, w której prezydent nie został wybrany w terminie, bo po prostu wybory się nie odbyły. Kto miałby wówczas podpisywać ustawy?

Rozwiązanie na łamach „Rzeczpospolitej” podpowiedział Wiesław Kozielewicz, były szef Państwowej Komisji Wyborczej, a obecnie sędzia Sądu Najwyższego, gdzie kieruje Izbą Karną. Choć do SN trafił przed objęciem rządów przez PiS, jest uważany za umiarkowanego stronnika władzy.

Zaproponował on rozwiązanie sytuacji, gdy wyborów nie uda się przeprowadzić 10 maja. W tej procedurze brałby udział Sąd Najwyższy i jest ona prawnie uregulowana w konstytucji.

Wedle Kozielewicza — w co wierzą także Kaczyński z Gowinem — po 10 maja Państwowa Komisja Wyborcza podejmie uchwałę, w której skonstatuje, że wybory się nie odbyły. W tej sytuacji sprawa trafi do Sądu Najwyższego — jak w przypadku każdych wyborów. Ponieważ — jak sądzi pan Wiesław i panowie Jarosławowie — wybory, których nie było, na pewno zostaną uznane za nieważne‚ będzie możliwość rozpisania nowych. Jest na to przepis: art. 129 ust. 3 konstytucji stanowi, że w razie stwierdzenia nieważności wyboru prezydenta przez Sąd Najwyższy przeprowadza się nowe wybory, tak jak po opróżnieniu tego urzędu. To procedura szybsza od standardowych wyborów, bo stosowana jest w razie śmierci prezydenta lub jego rezygnacji. Marszałek Sejmu ma do 14 dni na zarządzenie wyborów, a muszą się one odbyć w ciągu 60 dni od daty zarządzenia. To daje PiS duże pole manewru. Wybory odbyłyby się zapewne w lipcu, ale możliwe są nawet wcześniej.

Gdzie ręka prezesa nie sięga

Szkopuł w tym, że przywykły do pełnej kontroli instytucji Kaczyński oddaje swój fundamentalny projekt polityczny — drugą kadencję prezydencką dla PiS — w ręce instytucji choć przez obecną władzę napoczętych, to nie skonsumowanych całkowicie. Co prawda PiS po dojściu do władzy zmienił zasady wyłaniania PKW, ale wciąż jest tam grupa sędziów niezależnych, są także reprezentanci opozycji. W tym sensie PiS nie może sterować decyzją PKW w sprawie wyborów prezydenckich, jak steruje choćby Trybunałem Konstytucyjnym.

Podobnie jest z Sądem Najwyższym. Choć są co do tego wątpliwości prawne, wszystko wskazuje na to, że o ważności wyborów, których nie było, rozstrzygać będzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. To izba stworzona za czasów PiS, ale nie jest wprost sterowana z partyjnej centrali. Przykład: odrzuciła wszystkie protesty PiS dotyczące wyborów do Senatu jesienią zeszłego roku. A wystarczyłoby, by uznała dwa — i PiS, a nie opozycja, miałoby dziś większość w Senacie.


Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: Wybory Jarosławów


Szefowa Izby Kontroli, dr hab. Joanna Lemańska — skądinąd wybrana za czasów PiS koleżanka Andrzeja Dudy — już wysyła pomruki niezadowolenia, że panowie Jarosławowie przewidują decyzję SN. — Z dużym zdziwieniem odebrałam informację, że zostało a priori przyjęte założenie dotyczące przyszłego orzeczenia SN w sprawie uznania ważności wyborów prezydenckich w Polsce. Przypominam, że sędziowie są niezależni i niezawiśli w swoich orzeczeniach, a o jego treści decyduje skład orzekający — stwierdziła.

Faktem jest jednak to, że PKW i Sąd Najwyższy oceniając zagmatwaną przez PiS sytuację wokół wyborów prezydenckich, muszą wziąć pod uwagę kłopoty, które czekają nas, jeśli do początku sierpnia nie wybierzemy nowego prezydenta. Zapewne więc przymkną oko na nieadekwatność zastosowanej przez obóz władzy procedury, zakładając, że jakoś wybory zrobić trzeba. A — przy wszystkich zastrzeżeniach — kompromis Jarosława z Jarosławem umożliwi w miarę przejrzysty wybór prezydenta.

 

Autor jest dziennikarzem Onet.pl, stale współpracuje z "TP"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz Onetu, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, wcześniej związany z redakcjami „Rzeczpospolitej”, „Newsweeka” i „Wprost”. Zdobywca Nagrody Dziennikarskiej Grand Press...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Powiedzieć, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN stwarza wątpliwości prawne, to nic nie powiedzieć. Ponieważ w "powoływaniu" jej składu wzięła udział nielegalna pseudo-KRS, izba ta pozostaje nieobsadzona. Ludzie podający się za jej sędziów nie są uprawnieni do decydowania o czymkolwiek - choćby byli najbardziej prawymi z żyjących. Dlatego również obecny Sejm i Senat działają na "kocią łapę" - izbie uprawnionej wcześniej do stwierdzania ważności wyborów odebrano to uprawnienie, a izba, której je przyznano, pozostaje bez obsady. Ponadto art. 129 ust. 3 konstytucji nie ma zastosowania do wyborów, które się nie odbyły lub nie zostały przesunięte zgodnie z prawem (stan nadzwyczajny) ze względu na rażące niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. Nawet skutecznie obsadzona izba SN dopuściłaby się złamania prawa, gdyby próbowała w ten sposób tuszować urzędnicze przestępstwa działaczy PiS.

W tej sytuacji trzeba być mężczyzną. Po prostu lepiej zapłakać z wściekłości niż pisać takie teksty. Tak będzie godniej, bo przegrywać trzeba umieć, jeśli chce się zwyciężać. Dedykuję Panu piosenkę "Bakermat - Learn to Lose" ft. Alex Clare https://www.youtube.com/watch?v=GNjStWG2vLU

Ja tam wolę posłuchać innego przeboju w twoim wykonaniu, Foryńku - "Bluff your ass up!" ;)

Powiem tak, to niezwykle interesujące, że można uznawać się za wygranego, tak wynika z komentarza, w sytuacji, która gdyby się wydarzyła dajmy na to za Tuska to byłaby całkowitą katastrofą - nieprawdaż. - To co dzieje się w naszym życiu politycznym, czyli powrót do cynicznej propagandy, brak poszanowania dla prawa i zasad, brak szacunku dla odmiennych poglądów i kilku innych pierdół stojących na drodze do jedynie słusznego celu, jest objawem nie siły partii rządzącej lecz degrengolady i słabości państwa. Wiem, że do Pana nie przemawia argument silnego państwa, siłą pracy, majątku i umysłów wolnych obywateli, którzy budują dobrobyt kraju w oparciu o wzajemne poszanowanie zasad, prawa, szacunku do instytucji, szanowania umów społecznych i władz wybieranych w uczciwy niepodważalny sposób. Zaufanie do państwa to coś więcej jak ogranie Gowina, czy przepchniecie nocą bubla legislacyjnego w Sejmie. Zamiast głupio się cieszyć, samemu wypadało by zapłakać, jeśli nie nad swoją dolą to choćby nad wydrukowaniem za 5 milionów kart do głosowania, które pójdą na przemiał, szkoda ściętych bezsensownie drzew i kasy wyciągniętej z naszej kieszeni. Zamiast tych zwycięstw i porażek, wolałbym aby zajęto się sprawną organizacją życia społecznego, budowano zaufanie obywatela do państwa i jego struktur. Bełkocze coś tam Pan o godności, doradzając autorowi tekstu jak powinien zachować się prawdziwy mężczyzna. Moim skromnym zdaniem, trzeba najpierw przeczytać tekst ze zrozumieniem, czasami nawet kilka razy, to nie wstyd. Odnoszę takie wrażenie, że pan Stankiewicz dość klarownie opisał pewne wydarzenie, niespecjalnie faworyzował którąkolwiek ze stron i zachował obiektywizm. To rzadka cecha w mediach publicznych, tam raczej nawoływać trzeba do zachowywania godności. Będziemy to kiedyś oglądali podobnie jak my dziś kroniki filmowe z minionego wieku. Pana szanowny kolego też kiedyś wnuki dopadną i odszukają zamieszczane komentarze - dziadku cóż-eś za pierdoły tam wypisywał - powiedzą. Będzie obciach jak nic i nie myśl sobie, że się nie dokopią.

Z doświadczenia wiem, że Forysiak praktykuje wykropkowywanie swoich pozostałości po skończonej czynności, zatem mogą się nie dokopać. ;)

lubi się cofać, szczególnie wtedy , gdy mu to za bardzo nie pasuje. Teraz mu bardzo nie pasowało. To dowodzi, że potrafi być elastyczny, lecz na tym polega polityka. Przywódcy opozycji, szczególnie lewica i komitet obywatelski, winni się od pana nadprezesa uczyć, jak się robi politykę. Gowin stracił wielką szansę by być czołowym, politycznym rozgrywającym z ekstraklasy. Gdyby wczoraj on + część kolegów zagłosowała wspólnie z opozycją, prawdopodobnie dziś, mielibyśmy wprowadzony stan klęski żywiołowej. Pis nie miałby innego wyjścia. Lecz on postąpił inaczej.Oczywiście miał do tego prawo w końcu jest wytrawnym politykiem. Jego akcje spadły, lecz dalej jest w grze. Niewątpliwie ma świadomość, że nadprezes wypierdzieli go z hukiem, gdy uda mu sie skaperować posłów z innych ugrupowań. Pis-owskie wici, bardzo nad tym pracują, tak myślę. Lecz na razie, przynajmniej na obrazku jest cacy-cacy. My kochamy prezesa, prezes kocha nas.Typowe małżeństwo z rozsądku.Chociaż życie uczy, że małżeństwa zrodzone z wielkiej miłości, najszybciej się kończą.

Zamiast liczyć ile każdy z liderów przestępczej koalicji stracił, a ile zyskał, spójrzmy na sprawę holistycznie. Wybory nie odbędą się w maju, ale mogą odbyc się w czerwcu lub w lipcu. Będą to wybory korespondencyjne, a więc z zaproszeniem do matactw i fałszerstw. Czasu na kampanię nie będzie, wiec właściwie niewiele się zmieni. Jeśli ktoś przegrał, to przede wszystkim Polska, ponieważ nie doszło do rozbicia gangu kolesi.

I znowu pucz nie wyszedł. A taka okazja (jak koronawirus) szybko się może nie nadarzyć…

Ale nie trać nadziei. Kaczyński z Gowinem już zapowiadają kolejną próbę puczu na lato. ;)

Drogi Panie, koronawirus trafił się przestępczej szajce jak ślepej kurze ziarno. Gdyby nie zaraza, nie byłoby pomysłu na korespondencyjne fałszerstwa, a społeczeństwo nie byłoby tak przerażone i posłuszne

Patrząc na te rozgrywki sądzę, że one zakończyły się jednak w jakimś sensie umiarkowanie rozsądnie. Bo przecież opozycja nie jest skuteczna.Brak w niej jednomyślności, jakby nie mierzyć, jest jednak w mniejszości oraz w swoich szeregach nie posiada człowieka o silnej osobowości z autorytetem.W obecnych czasach drastyczne zmiany wcale chyba nie są potrzebne.

Z punktu widzenia interesu partii nieprawdą jest, że każdy kryzys jest zły, że należy starać się jak najrychlej mu zapobiec, należy zawsze i wszędzie dążyć do jak największej przejrzystości i klarowności reguł gry. Nie. Kaczyński upokorzył Gowina, który zaczął fikać, a i tak wrócił z podkulonym ogonem, zbadał lojalność PAD, swoim spotkaniem na Nowogrodzkiej podkreślił kto jest samcem alfa, podgrzanie emocji spowodowało większą konsolidacje twardego elektoratu, uderzanie we wyższe tony, mobilizacje. Dał też pole na manewr "zjednoczonej opozycji", która wtedy tylko obnażyła swoją bylejakość, brak pomysłu. Kaczyński vs Reszta Świata 1:0. A gdzie w tyn interes państwa? To już każdy odpowie sobie sam, ale np JK jest zwolennikiem polityki kadrowej, struktury partyjne mają dublować struktury państwowe, a kiedy jest pełnia władzy to je cementować. Interes partii staje się niejako interesem państwa. PRL-bis, faszyzm włoski? Raczej stara Sanacja. Póki co JK jest skuteczny.

Nic dodać, nic ująć

Mam wrażenie, że już od jakiegoś czasu nie jesteśmy państwem, którego fundamentem jest prawo i demokracja. Wszystkie te wybiegi, sztuczki prawne, rolowanie zapisów konstytucji, niejasne kompetencje organów, słowem cały ten grillowany przez obecnych polityków strony rządzącej i opozycji cyrk prwany, prowadzi do wyalienowania nas ze struktur prawnych zachodniego świata. Być może skończy się na powołaniu naczelnika państwa i przyjęciu statusu podobnego Białorusi. Tak czy inaczej państwa przesiąkniętego wpływami Rosji. Już chyba wiemy i powinno to do nas dotrzeć z całą mocą, że nasza Konstytucja przed niczym nas nie chroni, a jeśli idziemy tym tropem, to nie chroni nas też system prawny. W naszej mentalności głęboko zakorzeniona jest niechęć do władzy i prawa traktowanego przez nas jako twór nam obcy i nieprzyjazny. Pan Kaczyński z pewnością, gdyby do dziś rządziła komuna, byłby jej wysokim funkcjonariuszem, a może nawet pierwszym sekretarzem. Uznaje model państwa rządzonego silną ręką i sterowanego przez aparatczyków partyjnych, nazywano to za PRL centralizmem demokratycznym. Czy mamy się czego bać.W sumie na Białorusi jest porządek, biednie ale porządek, dostaniemy to na co zasługujemy to pewne. Powiadają, że historia kołem się toczy, jest w tym ogrom prawdy. Rozbiory naszego państwa nie tyle były efektem spisku ościennych mocarstw, co efektem wewnętrznej słabości jego struktur i skorumpowanych elit, Podobnie sprawy wyglądały w 1939, takie fatum.

oportunista w sobota, 09.05.2020, 20:19. Nie zamierzam włączać się w dyskusję o dzisiejszej polityce, bo, przyznam, trochę mnie ostatnio męczy znoszenie fornalskich obyczajów ze strony części uczestników tego forum (don't take it personally), ale przynajmniej fakty powinny pozostawać poza dyskusją. Kim byłby Jarosław Kaczyński za komuny, domyślać się nie ma potrzeby, ponieważ wiadomo, kim był. Jego życiorysem zajmowało się już tylu dociekliwych badaczy, że raczej nie zakładałbym pojawienia się w przyszłości jakichś rewelacji na ten temat. Oczywiście jeśli się takowe pojawią, to i dyskusja okaże się konieczna. Tymczasem, nie przeceniając jego zasług, trudno mu zarzucać oportunizm, którym zgrzeszył (i oby tylko tym!) niejeden z jego miedzianoczołych krytyków. W dodatku nigdy się z tego nie wyspowiadawszy.

Pan Kaczyński (Jarosław, nie wiem jak Lech) nie dość, ze wyszedł z bardzo podejrzanej pod tym względem rodziny i Bóg wie, czym się ona zasłużyła, ze była tak hołubiona w czasach stalinowskich, to jeszcze jako młody człowiek korzystał ze stosunków swojej rodziny w aparacie partyjnym, skoro nie będąc dopuszczonym do matury w jednej szkole, spokojnie zdał ją w innej za poręczeniem wysokiego urzędnika partyjnego. Myślę, ze ten osobnik nasiąkł bardzo charakterystycznymi nawykami oligarchii, która funkcjonuje identycznie i niezależnie od tego, czy jest lewicowa czy prawicowa

Poprosimy następny slajd :) *** I nadanżamy, nadanżamy :))

W tej całej debacie nikt nie przypomina, że tak śliski filister Gowin miał wpływ na kształt polskich uczelni. Jestem ciekaw opinii tych, którzy piali z zachwytu nad jego cudownymi pomysłami na uzdrowienie polskiej nauki, opartymi na mitach, bajkach i nowomowie dążenia do doskonałości. Najsmutniejsze że tyle osób uwierzyło w bubel pt konstytucja dla nauki,ktory legitimizuje obecność w uniwersytecie dorobkiewiczów w garniturkach.

Aparat Państwa jest jak firma, a ta firma traci niewyobrażalną masę czasu, energii i środków by ogrywać samo siebie. Tymczasem prawdziwy wróg już puka do naszych drzwi, światowy kryzys (a już na pewno przewartościowanie wszystkiego co było) niesie za sobą trudne do przewidzenia konsekwencje. Pan Jarosław Kaczyński najpewniej wygra, zostanie samodzielnym władcą (cesarzem niemal), tyle że kompletnego śmietnika i "kupy kamieni". Będzie tym cesarzem dopóki ktoś kto wygra światową rywalizację w nowych warunkach nie zechce mu tych kamieni zabrać, i zrobi to, ot tak, od niechcenia, skinięciem palca. Zajęci wewnętrzną wojną będziemy zbyt słabi by cokolwiek się sprzeciwić.

No to sobie pokasandrzyłeś ;) Tylko co z tego wynika dla nas w praktyce? Mamy porzucić walkę o praworządność i legalność władzy, bo a nuż król Ubu będzie miał wówczas większe szanse poradzić sobie z "prawdziwym zagrożeniem"?

I ma postrzeganie wyłącznie tunelowe. Cierpi też na coś na kształt politycznej anoreksji, i nie ma znaczenia jak wielką władzę ma, będzie tropił wrogów wewnętrznych, kumulował władzę, aż się tą władzą zadusi. To dyskwalifikuje go jako Wodza Narodu na trudne czasy (to moja opinia, nie wiem czy słuszna?). Zatem kto pierwszy skutecznie go obali i jako tako zdoła zjednoczyć rozbity naród ten zyska moje "mroczne" serduszko, kimkolwiek by był. Tylko czy jest to możliwe?

Lepiej zacząć od rzeczy bardziej wykonalnych, niż jednoczenie narodu, które wymagałoby upadku intelektualnego i moralnego jego światlejszej połowy lub długotrwałej reedukacji tej drugiej połowy. Zjednoczenie większości opozycji na pewno stanowi łatwiejszą rzecz. Nie mówię o żadnych przedśmiertnych podrygach partyjnych w rodzaju tych, z jakimi mieliśmy do czynienia rok temu. Żadna opozycyjna partia nie jest na tyle wiarygodna, aby w pojedynkę wymusić zjednoczenie. Wszystkie trwożliwie wykonują schizofreniczny taniec w cyrku Kaczyńskiego. Ale gdyby któreś ugrupowanie przełamało wreszcie swoje wąskie partyjniactwo i udawaną żarliwość ideologiczną i wyszło w stronę anty-pisowsko nastawionych organizacji pozarządowych, także wspólnie udałoby się zorganizować społeczne prawybory, wówczas reszta partyjnej menażerii stanęłaby przed wyborem: przyłączyć się, albo spaść na margines.

Romuald Szeremietiew, były Minister Obrony Narodowej, nazwał na twitterze to co się dzieje „wojną hybrydową”. Warto zacytować dlaczego tak uważa. Napisał krótko: Komunikaty opozycji: - Jarosław Gowin rozwali rząd, - Jarosław Gowin zawiódł, - Jarosław Kaczyński oszuka Gowina, - Jarosław Kaczyński zawiódł - … To się nazywa wojna hybrydowa? Nie wiem czy można to co się dzieje określić, używając aż tak mocnego terminu, ale słuchając wczoraj komentarzy telewizji wspierających opozycję i ich „analizy” emocjonalnej wypowiedzi Krystyny Pawłowicz, iż jest przesilenie polityczne i rządowe. (…) Módlcie się za Polskę…, - doszedłem do wniosku, że coś w tym co pisze Szeremetiew jest na rzeczy. Moim zdaniem widać wyraźnie, kto postawił w tej chwili wszystko na jedną kartę i chce na siłę wprowadzić ferment. Nie przebierając w środkach, jakby „bój to miał być ostatni”. I wisienka na torcie, czyli szczere wyznanie Włodzimierza Czarzastego: "Naiwni są ci, którzy myśleli, że dogadają się z Gowinem i osiągną następujące cele: po pierwsze miała być odrzucona dzisiaj ustawa (o głosowaniu korespondencyjnym - PAP) dzięki Gowinowi. Nie została odrzucona. Po drugie miały być przesunięte o rok wybory, bo Gowin to obiecał. Nie zostały przesunięte. Po trzecie, miał być wprowadzony stan klęski żywiołowej. Nie został wprowadzony. Po czwarte Gowin miał być marszałkiem Sejmu. Nie został marszałkiem Sejmu. Gowin miał gwarantować rozwalenie rządu PiS. Nic się takiego nie stało. Tak kończą się rozmowy z Gowinem" - Resztę wicie, rozumicie... niech każdy dopowie sobie sam.

Tak, @wojciechowski, mamy od 4,5 roku "wojnę hybrydową" - prowadzi ją mafijna organizacja PiS z polskimi prawem, państwem, kulturą i społeczeństwem, a także z Unią Europejską.

W mediach mogliśmy się dowiedzieć (znana stacja nadaje): - PiS prze do wyborów - Polityczna batalia o wybory za wszelką cenę - Co dalej z wyborami? - Władza nie zorganizuje wyborów. - Niebezpieczny precedens. I jak zwykle, to "ci sami", którzy wtedy gdy obecny rząd nie podjął żadnej decyzji, a oni już „bronili demokracji” alarmując świat. Do czego jeszcze się posuną? Pewien pan "autorytet obecnej opozycji" grozi rządzącym: „Będziecie mieli szczęście jeśli Was nie powieszą na Placu Konstytucji” Jest napięcie, więc opozycja zaciera ręce a np. pan Tomczyk już wsadza polityków PiS do więzienia, co mówi kandydatka na stanowisko prezydenta... Może już lepiej przemilczmy...

@wojciechowski w wtorek, 12.05.2020, 10:23. To były zaledwie łagodne, pierwsze symptomy. Dzisiaj mamy kolejne stadium. W internetowej Gazecie "eleganckich" celebrytów w typie Stuhra lub Twardocha zastąpił Peja, walący od razu słowem na "ch" (na razie jeszcze z jedną literką zastąpioną gwiazdką), oraz jakaś Matylda Damięcka, posługująca się epitetem "rapowy karaluszek". Obie wypowiedzi dotyczą prezydenta. Ale wszystko przebija tytuł "Stan gospodarki i społeczeństwa podczas pandemii można porównać do okupacji III Rzeszy w trakcie II wojny światowej". Nie, to nie do końca to, co państwo myślą, a co okaże się dopiero po kliknięciu, ale chodzi przecież o to, żebyście pomyśleli. Połowa nie kliknie, z tej drugiej większość i tak zapamięta tylko to, co odcisnął w mózgu tytuł na głównej. Obawiam się, że po fazie podniecenia i agresji pojawi się wodowstręt i mimowolne skurcze mięśni, a wtedy już żadna szczepionka nie pomoże.

Faktycznie, lepiej zamilknij... W państwie mafijnym PiS wszystko decyduje się w zamkniętych układach i układzikach wewnątrz- i okołopartyjnych. Przy zupełnym braku transparentności sfery politycznej tylko pisowskich propagandzistów może jeszcze oficjalnie "dziwić i oburzać" to, że spekulacje co do zamierzonych poczynań bossów idą we wszelkich kierunkach. Tak jak pisałem wyżej, jeśli ktoś rozpoczął "wojnę hybrydową" w Polsce, to jest to PiS i jego akolici. Od listopada 2015 r. mamy już pewność, że stanowicie bezczelnie łamiącą prawo szajkę, więc bylibyśmy ciężko bici na umyśle, aby czekać z alarmowaniem na oficjalne stanowisko waszej organizacji, która albo działa szybciej niż pomyśli, albo zwłokę wykorzystuje tylko do zwiększenia perfidii swoich poczynań. I bardzo dobrze, że ludzie wprost mówią o więzieniu dla szczególnie "zasłużonych" działaczy PiS, bo - hello! - w państwie prawa przestępcy idą siedzieć. Przynajmniej nie będzie potem zaskoczenia.

Szaleju się człowieku najadłeś? - "mamy już pewność" - "wy" macie pewność? Aha... wy macie taką wiedzę że "my" ... Wie pan, niech się lepiej już pan nie sili, proszę sobie pisać z boku, albo w takiej formie adresować się bardziej oficjalnie i mnie proszę sobie darować, bo nie jestem żadne "wy".

Jeśli pisowscy propagandziści nie życzą sobie moich kontr, mogą przenieść się w pielesze "Gazety Polskiej-że-jejku-jejku", czy innych "Sieci kłamstw", gdzie ich właściwe miejsce. Zachęcam do tego gorąco! Ile sklepów musi obrabować złodziej, abyśMY mogli zasadnie powiedzieć: "oto złodziej!"? Jak dla mnie wystarczy jeden raz, ale dla kompanów złodzieja i sto pewnie będzie za mało. Znam te waszą magiczną sztuczkę: kierowanie wzroku na jakieś "szokujące" z duszy wzięte farmazony bez zwracania uwagi na większe całości. Dyżurny troll plainduncan próbuje bez przerwy czarować przy jej pomocy, a i niejakiemu zwyj... jest ona bliska, jak widać na załączonym obrazku. Większe wrażenie zrobicie, kiedy nauczycie się znikać i nie wracać.

Ci ludzie powinni zniknąć z przestrzeni publicznej, nie tylko z forów dyskusyjnych
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]