Pakt Jarosławów

Jarosław Gowin pomógł Jarosławowi Kaczyńskiemu na ostatnich metrach uniknąć zderzenia z rzeczywistością. Wyborów 10 maja nie będzie. Ani w ogóle w maju.
Czyta się kilka minut
Jarosław Gowin i Jarosław Kaczyński w Sejmie, 8 kwietnia 2020 r. / Fot. Jacek Domiński / Reporter / East News /
Jarosław Gowin i Jarosław Kaczyński w Sejmie, 8 kwietnia 2020 r. / Fot. Jacek Domiński / Reporter / East News /

Możemy nareszcie przestać się zastanawiać, po jakie jeszcze prawne wygibasy sięgnie władza, żeby zaprzeczyć temu, co było oczywiste co najmniej od połowy marca: epidemia zablokowała kampanię (czego nie zmieni nawet fakt, że niektórzy kandydaci gromadzą setki tysięcy ludzi na facebookowych „wiecach”), głosowania w tradycyjny sposób nie da się przeprowadzić, a na przestawienie systemu na głosowanie w pełni zdalne nie ma czasu w sytuacji, gdy władza kolejnymi nieuczciwymi krokami zamykała kolejne szanse porozumienia się z głównymi siłami politycznymi w sprawie przebudowy tak kluczowego elementu ustroju, jak ordynacja wyborcza.

Kaczyński i Gowin musieli przy tym zrzucić winę na opozycję – ich oświadczenie głosi: „W związku z odrzuceniem przez opozycję wszystkich konstruktywnych propozycji umożliwiających przeprowadzenie tegorocznych wyborów prezydenckich w terminie konstytucyjnym...”. Ale to tylko rytualny gest, wręcz konieczny w kulturze politycznej, w której utrata zdolności przyznania się do błędu jest warunkiem przyjęcia w szeregi dowolnej partii. Prawie równie rzadka jest umiejętność szukania wyjścia, które pozwala wyjść przeciwnikowi z twarzą. W tym akurat przypadku rozwiązania obaj Jarosławowie zadbali o to: Kaczyński nie naraża się na ryzyko upokorzenia poprzez jawną utratę większości w Sejmie i w sensie formalnym żadnych wyborów nie odwołuje – po prostu przyjmuje do wiadomości, iż Sąd Najwyższy stwierdzi ich nieważność. Gowin ze swej strony może przykryć fakt, że w końcu się ugiął i nie wyskoczył za burtę Zjednoczonej Prawicy, za to może akcentować, iż jego partia wystąpi na równi z PiS w roli tej, która „gwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach” i która „przedstawi propozycje nowelizacji” ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, czyli spróbuje uczynić je w ogóle akceptowalnym, o czym za chwilę szerzej.

Rozwiązanie z nieważnością wyborów „wobec ich nieodbycia” brzmi na pierwszy rzut oka jak prawnicze dziwactwo (może warto by rozciągnąć taką konstrukcję logiczną np. na prawo cywilne: kiedy nie spłacę długu, to sąd stwierdzi, iż jest nieważny?), ale jest to w gruncie rzeczy jedno z najmniej pokrętnych rozwiązań, jakie pojawiały się w obiegu w ostatnich tygodniach. Najmniej pokrętne, bo nie wymaga gry pozorów (jak np. taktyczna dymisja prezydenta) albo wprowadzania „na chwilę” stanu nadzwyczajnego, który konstytucja przewiduje w celu zwalczania zagrożeń, a nie do tego, by przesuwać terminy i kadencje. Co więcej: nie wymaga tworzenia teraz na kolanie wielu nowych przepisów, bowiem te już istniejące określają klarownie dalsze postępowanie organów państwa, by kolejne wybory mogły się odbyć.

Zadowoleni, że w sumie udało się wybrnąć z terminowego pata skandalicznie późno, ale w sposób w sumie najmniej paskudny (a także iż koalicja rządząca się utrzyma i będzie mogła zająć się dalszą walką z epidemią i jej skutkami społecznymi) zostawmy już za sobą kwestię daty, bo to nie koniec problemu z wyborami.

Po pierwsze, od razu powstaje niebanalne w sytuacji rozchwiania nastrojów pytanie, co zrobią partie opozycyjne w sytuacji, gdy formalnie całkiem „nowe” wybory otwierają możliwość zmiany kandydatki lub kandydata. Pojawia się, owszem, koncepcja, by w sytuacji, gdy majowe wybory po prostu się nie odbyły – a zatem suweren nie wypowiedział się o dotychczasowych kandydatach – wszystkie siły w parlamencie uzgodniły ustawę, która automatycznie przenosi już zarejestrowaną pulę nazwisk do następnej elekcji (czy to prawnie wykonalne? przy pełnym konsensusie politycznym i spolegliwym Trybunale Konstytucyjnym zapewne tak). Ale czy prezes Kaczyński zrezygnuje z możliwości zasiania nowych swarów i targów o nazwiska w obozie przeciwnika? Decyzja w tej sprawie będzie musiała zapaść błyskawicznie, bo prawo w tym przypadku przewiduje krótkie terminy na zebranie podpisów i dalsze etapy kampanii.

Tym szybciej więc będziemy mogli zająć się znacznie ważniejszą kwestią, którą otwiera wczorajszy pakt Jarosławów. Jest niewiele czasu, by poprawić przepisy o głosowaniu korespondencyjnym tak, by przestały być kpiną z demokratycznych zasad i nie groziły logistyczną katastrofą. Na łamach „Tygodnika” opisywaliśmy najważniejsze mankamenty dotychczasowej ustawy – systematycznie i wyczerpująco wyłożył je Jarosław Flis w swoim opracowaniu, które następnie w sposób syntetyczny ujął w opublikowanym przez nas tekście. Niepokoi w tym kontekście, że partia Porozumienie Jarosława Gowina przedstawi „w uzgodnieniu z Prawem i Sprawiedliwością” projekt nowelizacji, która powinna zostać uzgodniona z jak najszerszym spektrum sił obecnych w parlamencie i z ekspertami, zwłaszcza że wiedza, co i jak należy zrobić, respektując zasady, a zarazem uwzględniając polskie realia i czas, była już w ostatnich tygodniach dość szeroko dyskutowana – por. np. stanowisko ekspertów wyborczych Fundacji Batorego

Czy te i inne uwagi dotarły do ucha Jarosława Gowina i jego współpracowników? I czy zamierzają z nich uczynić użytek? Owszem, Gowin w ostatnich tygodniach wyszedł na polityka odpowiedzialnego i mającego – cóż za rzadkość dla polskiej partii w pierwszej ćwierci XXI w. – pewną dozę samodzielności w działaniu nawet kosztem doraźnego ryzyka marginalizacji, za co spotka go niebawem zemsta prezesa. Ale nie zwalnia to nas od obowiązku, by jemu i wszystkim szatanom, którzy dalej będą przy tym czynni, patrzeć uważnie na ręce.

Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: Wybory Jarosławów

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”