Jedwabna nitka. Co obejrzeć na VoD

Niedawno skończyła 70 lat. Aktorstwo, jak mówi, jest dla niej sposobem na „przeżywanie czyjegoś szaleństwa”. Nieodpłatnie możemy obejrzeć film, w którym po raz pierwszy w pełni rozbłysnął talent Isabelle Huppert | ANITA PIOTROWSKA POLECA, CO ZOBACZYĆ, W KAŻDY WEEKEND
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Materiały prasowe Arte.tv

Wszystko zaczęło się od pewnego obrazu. Wisi teraz w amsterdamskim Rijksmuseum, a głośna wystawa mimochodem przypomina także o ekranowych inspiracjach Vermeerem. Filmy „Przerwana lekcja muzyki” (1999) Jamesa Mangolda czy „Dziewczyna z perłą” (2003) Petera Webbera wyrosły co prawda z książek, ale stoją za nimi dzieła niderlandzkiego malarza. Najbardziej vermeerowskim i najlepszym filmem w tym zbiorze pozostaje „Koronczarka” Claude’a Goretty. Jej współscenarzystą był francuski pisarz Pascal Lainé, autor literackiego pierwowzoru pod tym samym tytułem, uhonorowanego Nagrodą Goncourtów. Podobnie jak u XVII-wiecznego artysty, twórcom udało się wydobyć z codzienności pojedyncze ludzkie życie oraz pochwycić je znienacka w całej jego zwyczajności i tajemnicy.

  • „KORONCZARKA” – reż. Claude Goretta. Prod. Francja/Szwajcaria/RFN 1977. arte.tv

„Spotkamy się na trwałą?” – pyta żartem paryski student literatury, który poznał na wakacjach w Normandii początkującą fryzjerkę. Już wkrótce słowa te nabiorą zupełnie innego sensu. Tymczasem zakochana Béatrice wprowadza się do François. On studiuje, ona pracuje, pielęgnują swoje małe szczęście. Lecz choć dziewczyna lubi pracę w salonie piękności, jemu zaczyna coś nie pasować. To, co dotychczas pociągało, coraz bardziej irytuje i nudzi. Przeszkadza brak wspólnego języka i zainteresowań, męczy fascynująca zrazu nieprzenikalność dziewczyny. Banał, prawda? Ale i tu wszystko jest kwestią oświetlenia czy właściwej ramy kadru, która ujawnia w „Koronczarce” dokładnie tyle, ile trzeba. Dzięki temu prosta historia zakochania i odkochania pozwala rozsmakować się czy to w ogólnym klimacie, czy w najmniejszym detalu. Zupełnie jak u mistrza z Delftu.

Są oczywiście i bezpośrednie nawiązania do słynnego płótna. W parku jakiś obcy mężczyzna szkicuje ukradkiem portret Béatrice. Najpierw to jej przyjaciółka para się robótkami ręcznymi, potem ów wątek powraca i zaczyna nabierać symbolicznego znaczenia. W tak zwanym międzyczasie patrzymy na bohaterkę, która po prostu nieśpiesznie, w ciszy i skupieniu „wyplata” swoje życie. Kamera zaś śledzi to okiem wrażliwego portrecisty czy malarza martwych natur. Tyle że choć w trakcie swojej krzątaniny czy spacerów po Paryżu bohaterka wydaje się bardzo „tutaj i teraz”, pozostaje zarazem melancholijnie nieobecna. Najwięcej wyraża spojrzenie Béatrice: czyste, łagodne, spokojne, w finale jednak już zmącone i skierowane prosto w obiektyw. Pozwala ono wejść głębiej w dwuwymiarowy obraz.


CO OBEJRZEĆ W WEEKEND

Nowości na VOD poleca co tydzień Anita Piotrowska, krytyczka filmowa „Tygodnika”. Czytaj SERWIS SPECJALNY >>>>


Isabelle Huppert miała wówczas dwadzieścia cztery lata, o pięć więcej niż jej bohaterka, zdążyła już zagrać ponad dwa tuziny ról filmowych, lecz wcielenie się we współczesną koronczarkę okazało się przełomem. Posypały się prestiżowe nagrody i propozycje nie tylko z Francji. Dziś jest prawdziwą gigantką ekranu, znaną głównie z ról kobiet zimnych, neurotycznych bądź perwersyjnych – jej epizod jako księżnej w „IO” Jerzego Skolimowskiego doskonale wpisał się w to emploi. Po drodze był korowód pianistek, milionerek i fotografek wojennych, były kurtyzany, przełożone zakonów i różnej maści „panie Hyde”. Francuska aktorka należy bowiem do kategorii tych, które w dojrzałym wieku stały się jeszcze bardziej intrygujące. Dziś grywa zdecydowanie za dużo, często na wizerunkowym autopilocie, stała się wręcz aktorskim fetyszem – dlatego tak odświeżający jest powrót do jej wczesnych wcieleń. Zwłaszcza że stworzona przez nią Béatrice z początku i końca filmu Goretty to dwie zupełnie różne osoby.  

Zmarły w 2018 roku szwajcarski reżyser nigdy nie powtórzył sukcesu „Koronczarki”. Pod względem obyczajowym jego film trąci dziś myszką i ma do tego prawo, minęło wszak prawie pół wieku. Mniej natomiast zestarzały się kwestie społeczne, a szczególnie problem kapitału kulturowego, dzielący dwójkę bohaterów: niewykształconą dziewczynę z klasy pracującej i przyszłego intelektualistę, lewicującego pogrobowca ’68 roku, przedstawiciela warstwy uprzywilejowanej. Najbardziej porusza krystaliczny ton tej opowieści, która nie próbuje moralizować, kogokolwiek potępiać ani wyciskać łez. Prowadzi nas – jak po jedwabnej nitce – ku romantycznej deziluzji.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”