Jak wygląda druga strona życia polskiego posła. Ta mniej oficjalna

Parlamentarzyści znani są z przekraczania granic, niedostępnych dla zwykłych obywateli. Agresja i ekscesy alkoholowe wydają się u nich normą, poczucie bezkarności – również. Okiełznać to mogą jedynie wyborcy.
Czyta się kilka minut
 Ryszard Wilk z Konfederacji wyprowadzony z posiedzenia Sejmu przez klubowego kolegę. Warszawa, 20 lutego 2025r. // Fot. Adam Burakowski / East News
Ryszard Wilk z Konfederacji wyprowadzony z posiedzenia Sejmu przez klubowego kolegę. Warszawa, 20 lutego 2025r. // Fot. Adam Burakowski / East News

Przed 21 lutego mało kto go kojarzył. Teraz poseł Ryszard Wilk z Konfederacji stał się gwiazdą mediów, choć chyba nie w sposób, którego by sobie życzył. Podczas sejmowych głosowań był po prostu pijany, okrzykami przeszkadzał w wystąpieniu premiera i po interwencji marszałka Hołowni został wyprowadzony z sali przez klubowego kolegę.

W tym samym dniu, podczas debaty nad odebraniem immunitetu Zbigniewowi Ziobrze, poseł Edward Siarka z PiS krzyknął w stronę Donalda Tuska: „kula w łeb!”. Dopiero zmitygowany przez wicemarszałek Dorotę Niedzielę przeprosił za swoje słowa, choć potem twierdził, że tak naprawdę cytował Broniewskiego.

Autorem jeszcze innego wybryku z ostatnich dni był senator Lewicy Maciej Kopiec, który został nagrany (skądinąd przez bohatera licznych afer, posła PiS Dariusza Mateckiego), jak w hotelu poselskim zwraca się w wyjątkowo wulgarny sposób do rozmówcy. Rzadko zdarzają się posiedzenia Sejmu, na których nie byłoby jakiegoś skandalu.

Immunitet chroni posła przed alkomatem

W niemal wszystkich instytucjach i firmach za przyjście do pracy pod wpływem alkoholu lub agresywne zachowania czekałaby pracownika dyscyplinarka, a może nawet proces. Parlamentarzyści wiedzą jednak, że mogą sobie pozwolić na dużo więcej, bo ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora, a także osobisty immunitet dają im dużą swobodę. Mogą np. odmówić badania alkomatem po zatrzymaniu przez policję, nawet jeśli – jak Franciszek Sterczewski z KO – jadą nocą zygzakiem na rowerze, bez oświetlenia.

Pragnący zachować anonimowość prominentny pracownik Kancelarii Sejmu przyznaje, że posłowie są „świętymi krowami” nawet na tle innych osób piastujących funkcje publiczne. Widać to było w przypadku sprawy Marcina Romanowskiego. Każdy inny wysoki urzędnik, włącznie z prezydentem RP, w sytuacji ucieczki za granicę przed aresztowaniem – zostałby zdjęty z urzędu. Posłowi jednak niewiele można zrobić, nawet nie stracił całości uposażenia.

Z kolei przypadek posła Siarki to, zdaniem dr Katarzyny Bąkowicz z Uniwersytetu SWPS, przykład postępującej brutalizacji życia publicznego, która powoduje, że coraz mniej zahamowań wzbudza posługiwanie się treściami nienawistnymi i agresywnymi, a próba ich okiełznania traktowana jest jak zamach na wolność słowa.

– Aktywność w polityce to zarządzanie ludzkimi emocjami. Badania pokazują, że wygrywa ten polityk, który generuje ich więcej, nawet jeśli są negatywne – mówi ekspertka. Jej zdaniem sprzyjają temu też standardy komunikacyjne obowiązujące w mediach społecznościowych.

Wicemarszałek Niedziela z KO, która prowadziła obrady w czasie incydentu z posłem Siarką, uważa, że nie powinno się takich zdarzeń bagatelizować. – Od jakiegoś czasu jest w Sejmie coraz większa agresja, a posłowie coraz łatwiej przekraczają kolejne granice. Powinniśmy na to reagować, Sejm to nie miejsce na wyzwiska i groźby karalne – ocenia. Jej zdaniem w przypadku Siarki kara finansowa to za mało; sprawą powinna zająć się też prokuratura.

– W moim przekonaniu posłowie często nie zdają sobie sprawy z tego, jaka jest siła ich wypowiedzi. Każdy z nich jest przecież liderem na swoim terenie. Ludzie się na nich wzorują i pozwalają sobie na coraz więcej – przekonuje Niedziela.

Szef sejmowej Komisji Regulaminowej Jarosław Urbaniak z KO potwierdza eskalację zachowań agresywnych: – Przeżyłem szok, gdy wróciłem do Sejmu po 5-letniej przerwie. Stosunki między posłami mocno się zmieniły na niekorzyść. Prym w okazywaniu agresji wiódł m.in. słynny ostatnio poseł Siarka. On koleżankom i kolegom z innych klubów nie odpowiada nawet na dzień dobry.

Największy dorobek, jeśli chodzi o sejmowe ekscesy, ma Grzegorz Braun (w styczniu wyrzucony z Konfederacji), obecnie zasiadający w Parlamencie Europejskim. W 2021 r. krzyczał do ówczesnego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego: „Będziesz wisiał!”. Jego najgłośniejszy wybryk to oczywiście zgaszenie świec chanukowych w grudniu 2023 r., wraz z towarzyszącą tej akcji agresją wobec lekarki próbującej go powstrzymać.

Marszałek Hołownia próbuje zapanować nad klubem pijanych posłów

Inaczej jest z nadużywaniem przez parlamentarzystów alkoholu. Marszałek Hołownia po wybryku posła Wilka zgłosił pomysł, by Straż Marszałkowska mogła ich badać alkomatem: zlecił analizę prawną, która ma odpowiedzieć na pytanie, czy w tym celu konieczna jest nowelizacja ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, czy też wystarczy zmiana regulaminu Sejmu.

Obecnie marszałek ma tylko jeden instrument dyscyplinujący, w postaci dwóch artykułów regulaminu – 22b i 175. W myśl pierwszego może stwierdzić, że poseł w rażący sposób naruszył spokój lub porządek. To podstawa do kar finansowych, czyli obniżenia diety lub uposażenia (odpowiednio 4,2 tys. zł oraz 13,5 tys.) na czas nie dłuższy niż trzy miesiące. Na jego podstawie w czerwcu 2024 r. na kwartał obniżono (o połowę) uposażenie posłowi Mateckiemu, który biegał nocą po sejmowym dachu. Stracił ogółem 19,2 tys. zł.

Z kolei art. 175 daje marszałkowi podstawę do wykluczenia posła z obrad, po uprzedniej serii ostrzeżeń pod jego adresem. Pierwszy raz zdarzyło się to w 2002 r.: chodziło o lidera Samoobrony Andrzeja Leppera, a usuwającym go z sali był ówczesny wicemarszałek Donald Tusk.

W grudniu 2016 r. doszło z kolei do słynnego wykluczenia posła PO Michała Szczerby przez marszałka Marka Kuchcińskiego, który – ku zaskoczeniu wielu parlamentarzystów – poczuł się obrażony słowami: „panie marszałku kochany”. Zdarzenie to sprowokowało ówczesną opozycję do zablokowania na wiele dni mównicy sejmowej i doprowadziło do przeniesienia obrad do Sali Kolumnowej.

Również pod tym względem rekordzistą jest Braun, w okresie pandemii regularnie wyłączany z obrad przez marszałek Elżbietę Witek za odmowę zakładania maseczki. Z wykluczeniami wiązały się oczywiście kary finansowe; z najbardziej spektakularnym przypadkiem mieliśmy do czynienia w lutym 2024 r., gdy siedmioro posłów PiS zostało ukaranych odebraniem na trzy miesiące diety za przepychanki ze Strażą Marszałkowską. Uczestniczyli oni w próbie siłowego wprowadzenia do gmachu pozbawionych mandatu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Niedysponowana posłanka PiS Elżbieta Kruk w Sejmie. Warszawa, 21 listopada 2008 r. // Fot. Adam Nocoń / East News

Kronika pijackich wybryków polskich polityków

Większość domniemanych alkoholowych ekscesów nie miała jednak formalnych konsekwencji. Tak było np. z Bartłomiejem Sienkiewiczem, który w styczniu 2022 r. został wyprowadzony z sali przez szefa klubu KO Borysa Budkę, a towarzyszyły temu okrzyki: „Potrzebny alkomat!”. Żadne kary nie spotkały też posłanki PiS Elżbiety Kruk, która w listopadzie 2008 r. chwiejnym krokiem przechadzała się po sejmowych kuluarach – do których wtedy jeszcze mieli wstęp dziennikarze – zaś pytana o swoje zachowanie odpowiadała długo i nieskładnie („Potrafię pracować dobrze, potrafię coś tam, coś tam...”). W końcu koledzy z klubu wyprowadzili ją z gmachu.

Głośny był też przypadek posła AWS Jana Marii Jackowskiego, który w 2001 r. w późnych godzinach wieczornych bełkotliwie prezentował w Sejmie sprawozdanie komisji kultury z prac nad jedną z ustaw. Z kolei poseł Samoobrony Tadeusz Urban miał być (według dziennika „Fakt”) w 2003 r. tak pijany, że koledzy musieli przytrzymywać jego dłoń, by trafił palcem w przycisk do głosowania.

Jeden z posłów KO przekonuje jednak (anonimowo), że dziś mniej jest przypadków nadużywania alkoholu. – Pamiętam stare czasy, gdy wieczorem na sali obrad wystarczyło dłużej powdychać powietrze, by poczuć wiadomy zapach. Ale odkąd ludzie Janusza Palikota zaczęli nagrywać telefonami wpadki kolegów i zamieszczać to w internecie, wszyscy stali się bardziej powściągliwi w kwestii picia. Dziś nawet z „baru za kratą” wychodzą raczej o własnych siłach – twierdzi.

Z tego właśnie baru, znajdującego się na terenie poselskiego kompleksu hotelowego, wychodził w 2001 r. poseł SLD Tomasz Mamiński, pozdrawiając austriackiego dziennikarza okrzykiem „Heil Hitler”. Stamtąd też wyszła w 2005 r. posłanka SLD Małgorzata Ostrowska, w obecności kamer bełkocząc i śpiewając.

Z hotelu poselskiego wychodził też pijany parlamentarzysta PSL Andrzej Pałys, gdy w 2010 r. został nagrany przez dziennikarza TVN. Pięć lat później „Fakt” opublikował z kolei zdjęcie śpiącego w ubraniu na hotelowym korytarzu ówczesnego senatora PiS Bogdana Pęka, co zakończyło jego długą polityczną karierę. Słynne jest też zdarzenie dotyczące posła SLD Witolda Firaka, który miał w 2002 r. referować wniosek o uchylenie immunitetu Andrzeja Leppera. Okazało się jednak, że zaniemógł po alkoholowej libacji. Kamery towarzyszyły nawet scenie, gdy ówczesny marszałek Marek Borowski bezskutecznie usiłuje dostać się do pokoju hotelowego posła.

Elektorat radzi sobie sam. Nie głosując

Po tych wszystkich zdarzeniach zamknięto dostęp dziennikarzy do kompleksu hotelowego z barem. Wicemarszałek Niedziela wyjaśnia, że zdecydowano o tym w trosce o zapewnienie posłom prywatności, a nie po to, by chronić pijaków. – Rano ktoś idzie biegać, panie idą do fryzjera czy do kosmetyczki, czasem wychodzą w dresach. Niekoniecznie więc chcą, by ktoś robił im zdjęcia. Hotel powinien być czymś w rodzaju namiastki domu dla posłów – przekonuje Niedziela.

Pomysł marszałka Hołowni, by wobec parlamentarzystów używać alkomatu, spotkał się z powszechnym sprzeciwem u przedstawicieli innych sił politycznych. Skrytykowała go marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska z KO. Sceptyczna jest również wicemarszałek Niedziela.

– Z jednej strony powinien istnieć instrument sprawdzania trzeźwości posłów, z drugiej zdaję sobie sprawę, że jeśli marszałek będzie miał możliwość skierowania posła do badania alkomatem, to agresywna opozycja będzie co pięć minut wskazywać palcem, że kogoś trzeba wysłać na takie badanie, bo rzekomo mówi od rzeczy. To będzie obniżać autorytet Sejmu – uważa Niedziela.

Także Jarosław Urbaniak uważa, że badanie alkomatem oznacza naruszenie nietykalności posłów. – Żeby to było zgodne z Konstytucją, poseł musiałby się na takie badanie zgodzić. A jeśli jest naprawdę pijany, trudno tego oczekiwać – mówi szef komisji regulaminowej. – Jeśli jako jedyni będziemy badać się alkomatami, przyznamy wobec całego świata, że jesteśmy narodem alkoholowym – dodaje.

Podobnie uważa Sławomir Rybicki, szef senackiej komisji regulaminowej i etyki: – Pomysł marszałka Hołowni jest bardzo trudny do zrealizowania. Nie wiemy kto, na jakiej podstawie i według jakich kryteriów wskazywałby osobę, która miałaby poddać się badaniu.

Powszechna w parlamencie jest opinia, że ocenę kontrowersyjnych zachowań posłów powinni wystawiać wyborcy. I tak się w praktyce dzieje; zdecydowana większość przywołanych w tekście bohaterów pijackich wpadek dziś już nie zasiada w parlamencie. Gorzej z autorami agresywnych wypowiedzi. Tu tendencja jest wręcz przeciwna, na co wpływ ma też ogólna brutalizacja życia publicznego i radykalizacja języka w mediach społecznościowych.

Dr Katarzyna Bąkowicz przyznaje, że jest grupa wyborców podążających za politykami „starej daty”, bardziej stawiającymi na elokwencję i przygotowanie merytoryczne, jednak znacznie liczniejsi są ci, którzy potrzebują „fast-polityki”. I to na tych wyborcach opiera się antykultura polityczna, stawiająca na agresję. – Prognozy są pesymistyczne, ale w każdym momencie może nastąpić zmiana, która zależy od nas jako wyborców. Nie jesteśmy przecież tylko konsumentami wytwarzanych przez polityków „dóbr” – ocenia ekspertka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Klub pijanego posła