To było w willi nad jeziorem, w styczniu. Zbudował ją oszust, który dorobił się na fałszywych lekach zawierających jedynie placebo. To dlatego jest nieco nowobogacka, nadmiarowa. Odkupił ją od niego kolejny oszust, a potem partia, na wypoczynek dla oficerów. Pracownicy mrocznego muzeum, które się tu mieści, chodzą przed pracą popływać. Teraz jest otoczona zielenią późnego lata, gdzieś w dali widać przystań i plażę, bliżej kuszą żaglówki. Patrzymy na portrety piętnastu uczestników krótkiego spotkania, które trudno nawet nazwać konferencją, choć taka nazwa się przyjęła. Obok dodano, na uzupełniającej wystawę planszy, asystentkę i maszynistkę jednego z nich, autorkę kilkunastostronicowego protokołu, bez którego nie wiedzielibyśmy, o czym rozmawiano.
A mamy protokół z półtoragodzinnego spotkania przy koniaku i kawie, podczas którego wysocy urzędnicy III Rzeszy dyskutowali, jak usprawnić ludobójstwo na jedenastu milionach europejskich Żydów. To nie tam zdecydowano o Zagładzie, zaczęła się ona dużo wcześniej. To był tylko off site, taki, na jaki wielu z nas wyjeżdża służbowo pod miasto, by, oderwawszy się od codzienności, rozmawiać o strategicznych wyzwaniach swoich firm. Oni też wyjechali nad jezioro pod Berlin dyskutować o optymalizacji procesu i efektywności współpracy swoich działów i ministerstw.
Poprzednio byłam tu w listopadzie, też w pracy, na seminarium z nauczycielami z Polski. Bardzo dobrze pamiętam sprzed tych kilkunastu lat miejsce, rozmowy i wrażenie, jakie zrobiło na mnie wtedy studiowanie biogramów urzędników, którzy się tu spotkali. Doktorzy prawa, partyjni członkowie, dość przeciętni, wykształceni. Dużo wtedy rozmawialiśmy o tym, że w Polsce, ucząc o tych czasach, skupiamy się na byciu ofiarą nazistowskich Niemiec i nie korzystamy z lekcji, jaką niesie studiowanie procesu instalacji tego systemu i przesuwania granic tego, co wolno jednym, a czego nie wolno innym. Mało myślimy o tym, ile nas ten proces może nauczyć o ślepocie na kontekst, w którym wykonujemy swoje małe obowiązki, rutynowe, zlecone. O drobnych korzyściach odnoszonych kosztem innych, prawie niewinnych, z czasem coraz bardziej ciążących. Gdyby to ode mnie zależało, zadałabym taki kurs każdemu urzędnikowi. A może wręcz każdy obywatel, myśląc o II wojnie światowej w tym wrześniowym czasie rocznic, powinien nie tylko opłakać ofiary, ale i przyjrzeć się sprawcom. Bo smutny i banalny wniosek jednak był w końcu taki, że sprawstwo przydarza się zwykłym ludziom.
W końcu nie tylko oni w piętnastu byli odpowiedzialni. Co z tymi, których widać w sali obok na serii zdjęć z aukcji żydowskiego mienia? Zwykli ludzie z małego miasteczka, roześmiani, z koszykami i gotówką, przyszli, podekscytowani, kupić okazyjnie to, co zostało po sąsiadach wywiezionych na wschód. Rejestry z tych aukcji do dziś są w archiwach. Jeśli ci żydowscy sąsiedzi ocaleli i wrócili, mogli sprawdzić, kto kupił okazyjnie ich zegar po dziadku.
Jednak w spotkaniu w Wannsee uderza bardziej ten urzędniczy chłód. To nie jest jakaś emocjonująca debata, tylko chłodna kalkulacja wydajności systemu. I lekka gra sił, bo w końcu Reinhard Heydrich zaprosił ich do urokliwej willi trochę po to, by zadać szyku, ustawić relacje i zdominować resztę. Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej – tak nazwali cel tego spotkania.
Może więc uczyć także o tych wielkich historycznych kolaboracjach ze złem, nie tylko o ministrach, także o szeregowych, obowiązkowych pomagierach oraz wielkich i drobnych korzyściach czerpanych przez wszystkich wokół. Nie wiem, czy koniecznie na historii. Może raczej na lekcjach wychowawczych, obywatelskich albo na etyce i religii. Bo ostatecznie jest to rozmowa o niewyłączaniu moralnego kompasu. Nic nie poradzę, myślę o tym sporo także w zupełnie współczesnym polskim kontekście, uwikłań politycznych i finansowych korzyści w dość zwykłych czasach.
Dziwna ta willa w Wannsee, bo trochę mrozi, a trochę zachwyca pięknem otoczenia, jasnym wnętrzem, przez które można spoglądać w przestrzeń jeziora. Siłą rzeczy w czasie naszych spotkań tutaj, obok przeszłości i jej rozliczeń, obecny jest mocno zmieniający się krajobraz polityki niemieckiej, Izrael pogrążający się w politycznym i wojennym chaosie, rosnący na świecie antysemityzm, który niewiele sobie robi z wysiłków edukatorów, od dziesięcioleci szkolonych (również w tych ścianach) do zwalczania go. Gdy mowa o odpowiedzialności, myślę nie tylko o tych ledwo rozliczonych sprawcach z czasów nazizmu (choć nawet nie wszystkich piętnastu zbrodniarzy z tego spotkania spotkała sprawiedliwość), ale też bardzo o sobie dziś.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















