Jak wygląda niemiecka wina i pamięć 85 lat po wybuchu II wojny światowej? Mówi o tym sondaż przeprowadzony właśnie w Niemczech

Niemcy sądzą, że najlepiej ze wszystkich narodów przepracowali własną historię. Tymczasem o zbrodniach popełnionych w Polsce wiedzą niewiele, skłonni są też zawyżać liczbę własnych niemieckich ofiar. Pokazuje to badanie przeprowadzone w sierpniu 2024 r. w Niemczech przez ośrodek Ipsos na zlecenie Instytutu Pileckiego.
z Berlina
Czyta się kilka minut
Badania pokazują, że wyobrażenia Niemców o realiach okupacji w Polsce odbiegają od rzeczywistości. Na zdjęciu: Pomnik pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, listopad 2021 r. // Fot. Markus Schreiber / AP / East News
Badania pokazują, że wyobrażenia Niemców o realiach okupacji w Polsce odbiegają od rzeczywistości. Na zdjęciu: Pomnik pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, listopad 2021 r. // Fot. Markus Schreiber / AP / East News

W centrum Berlina, idąc od Reichstagu ku Bramie Brandenburskiej, widać zazwyczaj osoby przystające przed przejmującymi historiami Sinti i Romów – ofiar nazistowskich represji. To jedno z kilku powstałych w ostatnich dwóch dekadach miejsc w berlińskim pejzażu pamięci – obok pomnika ofiar Holokaustu, pomników ofiar-osób homoseksualnych i ofiar prowadzonej przez hitlerowskie Niemcy przymusowej eutanazji, akcji T-4.

Dlaczego ów pejzaż jest istotny? Już badania „Memo” Fundacji EVZ i Uniwersytetu Bielefeld pokazywały, że respondenci rozpoznają ofiary III Rzeszy częściowo według topografii berlińskich miejsc pamięci.

W badaniu przeprowadzonym w Niemczech w sierpniu na zlecenie Instytutu Pileckiego – prowadził je, na reprezentatywnej próbie 2 tys. mieszkańców Niemiec, renomowany ośrodek Ipsos – widzimy potwierdzenie tych prawidłowości.

Jako grupy zasługujące na aktywniejsze upamiętnienie wymieniane są w tym badaniu wspomniane powyżej kategorie ofiar. Natomiast polskie ofiary II wojny światowej, rozpoczętej przez Niemcy 1 września 1939 r., nie pojawiają się praktycznie w ogóle.

W tym kontekście pomnik polskich ofiar w Berlinie (Polendenkmal) – projekt dyskutowany od dekady, w nieco wymuszonej dla niemieckich polityków debacie – może być początkiem zmiany społecznej świadomości. Pamięć bowiem w długim okresie wymaga instytucjonalizacji, której częścią są nie tylko edukacyjne podstawy programowe, ale także pomniki.

Niemieckie ofiary

W dotychczasowych dyskusjach o pamięci II wojny światowej kategoria niemieckich ofiar najczęściej oznaczała ofiary alianckich bombardowań lub osoby przymusowo przesiedlone po wojnie ze wschodu.

Jednak musimy popatrzeć na to szerzej. Niemcy w pierwszym rzędzie dostrzegają ofiary pochodzące z ich kraju – co psychologicznie czy politycznie jest zrozumiałe. Najlepiej ilustrują to odpowiedzi na pytanie o przekonanie na temat kraju pochodzenia ofiar Holokaustu. Z badania Ipsos wynika, że Niemcy, w tym także osoby z wyższym wykształceniem, żyją w przekonaniu, iż wśród ofiar Holokaustu najwięcej zginęło ich współobywateli, tj. niemieckich Żydów. Stwierdziło tak aż 59 proc. respondentów. Tylko 28 proc. (sic!) wymienia Polskę jako kraj pochodzenia większości ofiar Zagłady.

W rzeczywistości grupa zamordowanych niemieckich Żydów liczyła ok. 165 tys. osób (ze społeczności ok. półmilionowej, która żyła w Niemczech przed 1933 r.) wobec ok. 3 mln zamordowanych polskich Żydów.

Wzmacniane jest to przez państwową politykę pamięci. Jedną z jej deklarowanych wprost cech jest m.in. niechęć do kategorii narodowych (aspekt ten pojawia się wśród argumentów przeciw budowie pomnika polskich ofiar) lub w deklarowanych obawach o „konkurencję ofiar” ze strony różnych narodów.

Paradoksalnie jednak to właśnie kategoria narodowa jest w efekcie przez tę niemiecką politykę historyczną hołubiona, co wyraża się w wyobrażeniach o tożsamości ofiar – niemieckich Żydów – oraz w praktyce stawianych pomników: niemieckich wszak homoseksualistów czy w większości niemieckich ofiar akcji T-4, a także komunistów, czy też, jak w tworzonym teraz Exilmuseum (Muzeum Emigracji), emigrantów po roku 1933.

Wszystko to może wzmacniać skłonność do oceny, że największą ofiarą II wojny byli Niemcy, choć ukryci pod różnymi kategoriami społeczno-demograficznymi.

Gdzie były najsurowsze kary?

Na to nakłada się postrzeganie represyjności systemu w Niemczech w stosunku do represyjności niemieckich reżimów okupacyjnych np. w Polsce.

I tak, według badanych kary za pomoc żydowskim sąsiadom były najwyższe w Niemczech, podczas gdy w krajach okupowanych, np. w Polsce, kary były łagodniejsze. Według 46 proc. badanych kara śmierci groziła za pomoc Żydom w Niemczech, podczas gdy znacznie mniej (31 proc.) wybrało taką odpowiedź w odniesieniu do okupowanej Polski. Co prowadzi do fałszywych założeń również na temat możliwości oporu: skoro zagrożenie było większe w Niemczech, to i możliwość sprzeciwu czy pomocy była odpowiednio mniejsza niż w okupowanej Polsce.

Mało kto ma świadomość, że praktycznie wszyscy ratujący Annę Frank (symbol Holokaustu w Niemczech i Europie Zachodniej) i jej rodzinę przeżyli, podczas gdy np. rodzina Ulmów zginęła cała razem z ukrywanymi przez nich Żydami.

Paradoksalnie, w powszechnej niemieckiej świadomości doszło do pewnego przejęcia polskiego doświadczenia okupacji jako ich własnego – zarówno w wyobrażeniu o skali własnych ofiar (tu: paru milionów niemieckich Żydów), jak i skali zagrożenia za opór (kara śmierci za okazaną pomoc).

Dzielenie odpowiedzialności

Jednym z gorących tematów międzynarodowej debaty jest kwestia postrzegania odpowiedzialności za Holokaust w zestawieniu z rzeczywistą odpowiedzialnością w realnych warunkach okupowanej przez Niemców Europy.

Z naszych badań wynika, że społeczeństwo niemieckie uważa w większości, iż Niemcy dzielą po równo tę winę z kolaborującymi z nimi przedstawicielami lokalnych społeczeństw. Wyraźnie ponad połowa respondentów twierdzi, że ich zdaniem to Niemcy i współpracujący z nimi przedstawiciele podbitych narodów byli odpowiedzialni za Holokaust w podobnym stopniu (uważa tak 57 proc.). Znacznie mniej (34 proc.) wybrało odpowiedź, że winę za Holokaust ponoszą „przede wszystkim Niemcy”. Jedynie 9 proc. wybrało natomiast odpowiedź, że winę tę ponoszą „tylko Niemcy”.

„Przepracowaliśmy przeszłość lepiej niż Polska”

Już wcześniejsze badania wskazywały na rosnące przekonanie w społeczeństwie niemieckim, że ich kraj dobrze lub nawet wzorcowo rozliczył się ze swoją niechlubną historią. Rosła liczba przekonanych, że Niemcy są wzorem, jak rozliczyć się z przeszłością (z 44,3 proc. w 2017 r. do 49 proc. w 2018 r., według badań ośrodka MEMO).

W odniesieniu do zbrodni popełnionych wobec Polaków większość niemieckiego społeczeństwa jest zdania, że zbrodnie te zostały przynajmniej częściowo (53 proc.) lub w pełni (25 proc.) rozliczone. Przeciwnego zdania jest 23 proc. respondentów. Niemcy są też skłonni uważać, że polskie ofiary otrzymały już odpowiednie odszkodowania od państwa niemieckiego (39 proc.), przeciwnego zdania jest 25 proc.

Niemcy są również zdania, że ich kraj w pełni zmierzył się ze swoją historią II wojny światowej (54 proc.), i że zrobił to lepiej lub pełniej niż Polska (30 proc. respondentów zgadza się, że Polska zrobiła to w pełni).

Dalej: Niemcy wyrażają przekonanie, że to raczej Polacy mogą uczyć się od nich dobrego przepracowania historii (tak sądzi 36 proc.). Wyraźnie mniej (27 proc.) ocenia, że to raczej Niemcy powinni uczyć się od Polski.

Polityka historyczna a stan świadomości

Tekst ten piszemy na rocznicę II wojny światowej i bezpośrednio po przeprowadzeniu obszernych badań przez ośrodek Ipsos. Jest on z konieczności skrótowy – przyjdzie czas na bardziej pogłębione naukowe analizy.

Jednak można postawić już pytanie o związek pomiędzy stanem świadomości społecznej Niemców a niemiecką polityką pamięci (Erinnerungspolitik), która, zajmując się historią, de facto jednak opowiada o współczesności. Związek ten widzimy m.in. w odpowiedziach na pytania dotyczące przedwojennej Francji i Polski – pytani o przeszłość tych dwóch sąsiadów Niemiec, badani mówią de facto o swoich wyobrażeniach o sobie oraz świecie dzisiaj.

I tak, Niemcy wyobrażają sobie przedwojenną Polskę – która była jednym z pierwszych krajów na świecie, jaki przyznał kobietom pełne prawa polityczne (w 1918 r.), nawet przed Niemcami – jako kraj, w którym kobiety tych praw nie miały, w odróżnieniu od Francji (tymczasem w rzeczywistości prawa polityczne zostały przyznane tam kobietom dopiero w 1946 r.). Z kolei wielokulturowość, współcześnie pozytywnie konotowana, jest przypisywana przedwojennej Francji, a nie ówczesnej wieloetnicznej Polsce.

Stereotypy i wyobrażenia – raczej pozytywne o Francji oraz raczej negatywne o Polsce – opierają się na braku wiedzy o obu krajach. Niemniej, jako przekonanie, wyrastają z postrzegania Wschodu i Zachodu, gdzie Polska będzie raczej funkcjonować jako część zacofanego, etno-nacjonalistycznego Wschodu, zaś Francja będzie przykładem multikulturowego i progresywnego Zachodu.

Uśrednianie i uproszczanie

Powtórzmy: Niemcy dość powszechnie myślą o sobie, że są mistrzami uporania się z trudną przeszłością. I trochę, paradoksalnie, być może tak właśnie jest. Jednak wciąż mają poważny problem, aby znaleźć odpowiednie miejsce w swej pamięci historycznej dla polskich ofiar, mordowanych za to, że byli obywatelami polskiego państwa (choć mogli być również komunistami, księżmi czy homoseksualistami).

I choć w Niemczech polityka pamięci jest zarówno próbą oddania sprawiedliwości historii, jak i edukacją polityczną prowadzoną z myślą o przyszłości, to jednak – jak widzimy w badaniach ośrodka Ipsos – sporo przekonań w Niemczech bazuje na poważnych lukach w wiedzy historycznej.

Nakłada się na to niemiecka strategia rozmowy o pamięci jako pamięci postnarodowej i europejskiej. Taka – skądinąd wartościowa – europeizacja czy próba uniwersalizacji doświadczeń historycznych może też prowadzić do uproszczeń i do uśredniania tych doświadczeń.

W efekcie nie ma w takiej perspektywie za dużo miejsca na unikalność doświadczenia narodu i państwa napadniętego 1 września 1939 r.

***

Florian Mausbach, jeden z inicjatorów Polendenkmal, mówił o postulowanym pomniku polskich ofiar w Berlinie, że „byłby on wyrytym w kamieniu i wykutym w żelazie trwałym przyznaniem się [Niemców] do winy”.

Takiego widocznego znaku Niemcy potrzebują również po to, aby zrewidować w niektórych miejscach swoje fałszywe założenia i wyobrażenia na temat przeszłości.

Autorzy kierują berlińskim oddziałem Instytutu Pileckiego. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Niemiecka (nie)pamięć