Giorgia Meloni świętuje trzecią rocznicę na czele rządu. Nikt nie zagraża jej władzy

Choć ciągnął się za nią postfaszystowski bagaż, Giorgia Meloni okazała się wiarygodną partnerką w polityce światowej i sprawną szefową rządu. Dlaczego więc Włochy tkwią w gospodarczym i mentalnym zastoju?
Czyta się kilka minut
Georgia Meloni. Rzym, 15 lipca 2025 r. // Fot. Domenico Cippitelli / NurPhoto / AFP / East News
Georgia Meloni. Rzym, 15 lipca 2025 r. // Fot. Domenico Cippitelli / NurPhoto / AFP / East News

Trzy lata nieprzerwanej władzy jednego gabinetu – to w Europie nic szczególnego. Chyba że mówimy o Włoszech.

Niestabilność parlamentarnych większości była objawem słabości państwa i systemu politycznego, który po 1945 r. narzucili Włochom alianci. Podobnie jak w Niemczech, nie chcieli dopuścić, by jedno ugrupowanie mogło łatwo przechwycić całość władzy. Mieli przed oczami zarówno zagrożenie komunistyczne, jak też wizję recydywy faszyzmu.

Od tamtych czasów Włosi parę razy reformowali ustrój tak, by dało się wyłaniać mocniejsze większości w parlamencie. Ale nawet w tych warunkach Giorgia Meloni, świętująca właśnie trzylecie objęcia teki premiera (jest uczulona, by nie nazywać jej „premierką”, uszanujmy to), zaliczyła zarazem inny prestiżowy wynik: jej rząd jest już trzecim co do długości urzędowania w powojennej historii Włoch.

Jest na dobrej drodze, by niebawem przeskoczyć ten rekord. Jak jej się to udaje?

Giorgia Meloni z młodzieżówki partii neofaszystowskiej

W dziejach włoskiej państwowości jest oczywiście jeszcze inny wynik w tym rankingu: ponad 20 lat rządów Benita Mussoliniego z lat 1922-43. Ale dla Meloni nie jest to z pewnością punkt odniesienia – akurat ona, z racji rodowodu swej partii, musiała przez te trzy lata uważać, by nie budzić takich skojarzeń.

Rządy objęła w październiku 2022 r. nie samodzielne, ale jako większościowy udziałowiec koalicji złożonej – poza jej Braćmi Włochami – z dwóch partii: Ligi Matteo Salviniego i Forza Italia pod wodzą Silvia Berlusconiego.

Giorgia Meloni świętuje trzecią rocznicę na czele rządu Włoch. Na zdjęciu: jako gość w programie telewizyjnym „Porta a Porta”, Rzym, 7 października 2025 r. // Fot. Massimo Di Vita / Mondadori Portfolio / Getty Images

Salvini, polityk doświadczony, miał na koncie działania ksenofobiczne i autorytarne, a także długą historię kontaktów z Moskwą. Z kolei Forza Italia, tracąca wtedy na znaczeniu, przez ćwierć wieku była machiną władzy Berlusconiego. Jesienią 2022 r. był on u kresu sił i życia (zmarł w czerwcu 2023 r.), i miał sporo za uszami, gdy idzie o traktowanie państwa jak odnogi biznesu. Żeby nie wspominać o zażyłych stosunkach z Putinem.

Ale to z racji pochodzenia jej partii – Bracia Włosi wyrośli z dawnej młodzieżówki partii neofaszystowskiej, która przez powojenne dekady wegetowała na marginesie polityki – to Meloni, a nie jej partnerzy, musiała od pierwszego dnia na urzędzie działać w poczuciu, iż jest pod obserwacją.

Meloni pomiędzy Trumpem, Orbánem i Brukselą

Dlatego, gdy idzie o kwestie międzynarodowe, Meloni od razu zaczęła działać jako spolegliwy partner: proatlantycki i antyrosyjski. Oraz przedstawicielka „cywilizowanej” prawicy, z którą europejski mainstream może współpracować – choćby jako pośredniczką w kontaktach z bliskim jej ideowo Viktorem Orbánem.

W tej roli wystąpiła np. w grudniu 2023 r., gdy trzeba było przekonać Orbána, aby „wyszedł na kawę” w momencie, gdy Rada Europejska głosowała nad otwarciem procedury akcesyjnej dla Ukrainy.

Po tym, jak do Białego Domu wrócił Donald Trump – którego jest, jeśli wierzyć jego rozmaitym słowom, nieraz żenującym, ulubioną polityczką w Europie – Meloni próbuje też raz po raz występować jako pośredniczka w kontaktach Europy zWaszyngtonem. Nie przyniosło to zbyt wiele konkretów (choćby w kwestii ceł), ale trzeba przyznać, że Meloni zachowuje się lojalnie wobec europejskich partnerów.

Po jej dojściu do władzy sporo mówiło się o tym, że europejska mainstreamowa centroprawica będzie ją „przeciągać” na dobrą stronę mocy (czego nie chciała lub nie umiała robić z PiS-em, należącym w Brukseli do tej samej politycznej „rodziny”).

Okazało się jednak, że nie ma takiej potrzeby. Gdy kilka dni temu Orbán w trakcie wizyty w Rzymie znów atakował Unię, to Meloni wymownie milczała. A do mediów poszedł zaraz nieoficjalny przekaz, że to jest bardzo nie po jej myśli.

Zwłaszcza z szefową Komisji Europejskiej Meloni znalazła wspólny język. Cały centroprawicowy establishment w Brukseli jest otwarty na współpracę z nią, choćby w polityce migracyjnej. Co było widać, gdy np. Ursula von der Leyen osobiście żyrowała inicjowane przez Rzym układy z dyktatorem Tunezji (raczej sprzeczne z deklarowanymi przez Unię wartościami). Miały skłonić go, by ograniczał liczbę migrantów, odpływających do Włoch z plaż jego kraju.

Skuteczna dyscyplina budżetowa Giorgii Meloni

Drugim polem, na którym Meloni musiała się wykazać, była polityka gospodarcza. Wcześniej Bracia Włosi nigdy nie uczestniczyli w koalicjach rządowych – partia budowała się na sprzeciwie nawet wobec tzw. rządu technicznego, kierowanego w latach 2021-22 przez Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego (wyciągnął on kraj z pocovidowej zapaści i przyczynił się do stworzenia unijnego funduszu odbudowy, którego Włochy stały się głównym beneficjentem – dostały prawie 200 mld euro).

Wcześniej Meloni nieraz pomstowała na kolejne rządy, jako na powoływane rzekomo nie przez wyborców, lecz przez agencje ratingowe i dyktat rynków finansowych. Jednak po tym, jak została premierem, Bracia Włosi okazali się nagle partią dyscypliny i rygoryzmu.

Dawny premier Mario Monti, który w 2011 r. też kierował gabinetem technicznym (i wdrażał drakońskie oszczędności w trakcie kryzysu zadłużeniowego strefy euro), teraz ironicznie wyraża satysfakcję, że działania rządu Meloni nie odbiegają od jego polityki.

Giorgii Meloni udało się więc zbić deficyt budżetowy z ponad 8 proc. PKB w 2022 r. do 3 proc. (tj. w zgodzie z unijnym limitem). Włochy zostały nagrodzone za to podniesieniem ratingu przez znienawidzone dawniej agencje – dziś fakt ten jest z dumą obnoszony w przekazach medialnych rządu. Tym bardziej że jednocześnie sąsiednia Francja ma ogromny deficyt i jest degradowana w ratingach.

Oprocentowanie obligacji skarbowych Włoch – długo ocierających się o śmieciowy status – zrównało się dziś z francuskimi. Meloni wydaje się na tle Macrona ucieleśnieniem stabilności. Nie tylko zresztą w finansach: jej koalicja ma niezmiennie wysokie notowania sondażowe, wręcz wyższe niż w momencie objęcia władzy (zwykle ponad 40 proc.). A zatem pewność spokojnych rządów do końca kadencji w 2027 r.

Recesja gospodarcza za fasadą stabilności

Sęk w tym, że sukces w uzdrowieniu finansów to fasada, za którą kryje się gospodarka w recesji. Krytycy zarzucają Meloni, że zarządzanie sumami z Unii i pilnowanie budżetu maskują brak pomysłu na jej ożywienie. Rząd zrzuca z helikoptera worki z unijnymi miliardami na kraj, który nie jest w stanie przekuć tego impulsu na trwały wzrost. Gdy pieniądze skończą się w 2026 r., Włosi zostaną z faraońskimi inwestycjami.

Co mogłoby udrożnić wiele kanałów rozwoju, to uproszczenie barier prawnych i biurokratycznych, w pewnych branżach konserwujących feudalne status quo i podział łupów sprzed dekad. Ale to wymagałoby naruszenia układów i interesów. Czasem nawet niepopartych siłą pieniądza i lobbingu, ale hałaśliwych – i wspieranych przez mniejsze partie koalicji. Choć Liga i Forza Italia nie zagrażają Meloni, to stale podkopują jej pozycję w mniejszych sprawach, by zaznaczyć swą odrębność.

Czasem wydaje się, jakby Meloni prowadziła grę na „zjedzenie przystawek”, zwłaszcza Ligi (aby przejąć jej umiarkowanych polityków, doświadczonych w rządzeniu ważnymi regionami na północy). Także po to, by odciąć radykalne skrzydła w swej partii, zostawiając na śmietniku faszystowskie pierwociny. Na razie jednak niewiele z tego wynika, a wybory są dopiero za dwa lata.

Suwerenizm po włosku

Meloni przekonała się, iż nie opłaca się wzbudzać kontrowersje czy spieszyć z reformami. A także, że przykre decyzje lepiej podejmować dopiero pod mocnym naciskiem rzeczywistości. Nieraz porównuje się to do sposobu na długie trwanie Angeli Merkel. Polityka w obszarze „bazy” stawia zatem na bezruch, kredytowany przez pieniądze z Unii (obdarzanej deklaratywną nieufnością).

Wydaje się, że przynajmniej część partii Giorgii Meloni potrzebuje jednak igrzysk. Zresztą sama pani premier w swoim przekazie – prócz dumy z pozycji międzynarodowej i uzdrowienia finansów – lubi się chwalić radykalnymi krokami na rzecz suwerenności kraju i tradycyjnych wartości („suwerenizm” to włoski odpowiednik tego, co w Polsce nazwalibyśmy narodowym populizmem).

W tym względzie szybko objawił się „syndrom krótkiej ławki” partii po raz pierwszy będącej u władzy. Brak jej ludzi umiejących sprawnie przekładać postulaty ideologiczne na spójne prawo i wiedzących, jak przeprowadzać zmiany przez labirynty systemu ustrojowego.

Dlatego większość zmian „w nadbudowie” – tj. w duchu sławnej deklaracji Meloni sprzed pięciu lat: „Jestem kobietą, jestem matką, jestem Włoszką, jestem chrześcijanką. Nie odbierzecie mi tego” – sprowadza się do widowiskowych połajanek. Nie daje za to legislacyjnych konkretów, które przekształcałyby włoskie państwo w stronę autorytaryzmu czy cofnęłyby szeroko pojęte prawa mniejszości, o które toczą się tzw. wojny kulturowe.

Włoska polityka migracyjna: „model Albania”

Trudno powiedzieć, na ile to objaw nieudolności mniemanych zamordystów, a na ile zdrowego trójpodziału władzy.

To władza sądownicza podcięła sztandarowy projekt Meloni z dziedziny suwerenności – czyli rozpatrywanie wniosków migrantów wyłapanych na morzu w Albanii, poza terytorium Włoch (podobne do nieudanego „modelu Rwanda” brytyjskiego premiera Rishiego Sunaka). Nagłaśniając ten pomysł, rząd zbudował za duże pieniądze dwa obozy, które stały przez rok puste, bo sądy kolejno uznawały niezgodność tego modelu z prawem.

Z podobnym fiaskiem proceduralnym lub znacznym okrojeniem spotykały się kolejne inicjatywy, którym można by zarzucić ingerencje w swobody obywatelskie. Na poziomie na razie spekulacji pozostaje inne, potencjalnie poważne naruszenie standardów – pojawiły się poszlaki, że władze szpiegowały dziennikarzy i działaczy organizacji prouchodźczych oprogramowaniem podobnym do stosowanego w Polsce Pegasusa.

Włochy bez silnej opozycji

Niezawisłe wciąż sądy i dociekliwe media nie mają jednak do pomocy sprawnej opozycji. Partia Demokratyczna – największa formacja na lewo od centrum – jest zajęta sobą. Na wybór kobiety na swoją szefową zdecydowała się dopiero pod naciskiem faktu, iż to prawica zdobyła fotel premiera dla kobiety.

Zadbano przy tym, by nowa przewodnicząca była osobą o słabej pozycji i miernych zdolnościach. Tak, by nie naruszała wpływów partyjnych baronów, zwykle mężczyzn w wieku przedemerytalnym.

Przez ostatnie półrocze w przekazie Partii Demokratycznej dominowała kwestia zbrodni w Strefie Gazy – owszem, we Włoszech ten temat wyciągał na ulice znaczne tłumy demonstrantów, ale nie przydawał się, by wygrywać wybory w kilku ważnych regionach, jakie odbyły się tej jesieni.

Ze swoim instynktem samorodnej populistki z biednych przedmieść, Meloni sprawnie punktuje to oderwanie od życia swoich rywali. Gdy Partia Demokratyczna i związki zawodowe ogłosiły strajk generalny w solidarności z Gazą w pewien piątek, ripostowała, że nie zmienia się świata na lepsze, robiąc sobie długi weekend.

Równie celnie i bezlitośnie obraca na swoją korzyść seksistowskie uwagi, jakie wymykają się politykom opozycji (w rodzaju „kurtyzana Trumpa”). O te zaś nie jest trudno we włoskiej polityce, wciąż bardzo patriarchalnej. Także na lewicy.

Czy Włochy Meloni są lepszym miejscem do życia?

Media społecznościowe należące do Meloni już teraz zmieniły nazwy swoich profili na „Giorgia2027”. Ten optymizm w szykowaniu się do następnych wyborów skrywa mnóstwo powodów, dla których dobra passa Meloni może się skończyć.

Przez minione trzy lata Włochy nie posunęły się w stronę faszyzmu (w każdym razie nie bardziej, niż kilka innych krajów Europy), ale nie stały się lepszym miejscem do życia (jeśli mierzyć to np. jakością usług publicznych).

Wprawdzie opozycja raczej przez te dwa lata się nie pozbiera i nie stworzy wiarygodnej alternatywy. Ale czy to wystarczy, jeśli skończą się pieniądze, a zaczną kumulować się problemy, dotąd spychane na bok „metodą Angeli Merkel”?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Trzy lata Meloni