Pełne cztery lata na czele rządu – w wielu krajach nie byłby to wyczyn. Ale tu, we Włoszech, to powód do dumy. I miara wyjątkowości kariery pierwszej kobiety na czele rządu w zmaskulinizowanej włoskiej polityce, w dodatku na czele partii o przekazie silnie tradycjonalistycznym.
Giorgia Meloni traci główny atut
Skąd więc w gazetach i na kontach komentatorskich rozważania o skróceniu kadencji, skoro centroprawicowa koalicja miała dotąd niezachwianą pozycję?
W 2025 r. nawet w Brukseli żartowano, że wobec chaosu we Francji role się odwróciły – i teraz to Francja przypomina dawne Włochy, z wymianą premiera raz do roku, a Włochy jawią się jako oaza stabilności. Jednak po trzech latach dobrej passy Meloni po raz pierwszy zderzyła się ze ścianą, straciła aurę niezwyciężonej.
Utraciła więc główny atut. Bo w kwestii realiów rządzenia jej dorobek nie imponuje. Zasadą był dotąd bezruch, odwlekanie decyzji i unikanie konfrontacji. Przy dobrej koniunkturze, dużych pieniądzach z Unii i ministrze finansów prowadzącym niemal „niemiecką” dyscyplinę budżetową dawało to receptę na jako takie trwanie. Aż wreszcie, na pierwszej próbie dokonania istotnej zmiany ustrojowej, Meloni się potknęła.
Referendum we Włoszech zmieniło się w plebiscyt
Przypomnijmy: rządząca większość składa się z dominującej partii Bracia Włosi, stworzonej 15 lat temu przez pokoleniowy bunt w resztówce dawnej partii postfaszystowskiej (ale mieszczącej się w granicach prawicowego mainstreamu, a w polityce europejskiej wręcz centrowej).
Z kolei wspieranie Orbána i kontestowanie wsparcia dla Ukrainy to zadanie mniejszego udziałowca: Ligi Matteo Salviniego, bliskiej francuskiemu Zjednoczeniu Narodowemu (podobnie jak ono o ciągotach prorosyjskich).
Jest jeszcze Forza Italia, niegdyś główna partia centroprawicy. Założona przez Silvio Berlusconiego, po jego śmierci jest cieniem dawnej świetności. Od tej właśnie partii, która w DNA ma niechęć do „wszechwładzy” prokuratorów (efekt kłopotów dawnego lidera, łamiącego notorycznie prawo) wyszła inicjatywa reformy wymiaru sprawiedliwości.
Projekt wzmocnienia władzy premiera, promowany wcześniej przez Meloni, utknął w parlamencie; podobnie jak dalsze zwiększenie autonomii regionów (tego chce Liga). Dlatego reforma sądów i prokuratury jawiła się jako jedyna istotna zmiana, której Meloni mogła dać twarz. I dlatego referendum, mające o niej zdecydować, stało się plebiscytem oceniającym jej postać (sama materia reformy była trudna do prostej oceny w kategoriach spolaryzowanej polityki).
Jak Meloni chciała zreformować sądy i prokuraturę
Projekt zakładał rozdzielenie ścieżek zawodowych prokuratorów i sędziów. Dotąd we Włoszech prawnicy mogą przechodzić między jedną a drugą kategorią.
Podziałowi na odrębne ciała miał ulec też odpowiednik Krajowej Rady Sądownictwa, a zmiana miała objąć też sposób ich powoływania. Większość składu miano odtąd losować, co mogłoby zakończyć klientelistyczne praktyki dzielenia miejsc między różne organizacje sędziowskie i prokuratorskie, de facto afiliowane przy partiach politycznych.
Gdy Berlusconi pomstował na prześladujące go „czerwone togi”, była to oczywiście przesada, ale w ostatnim ćwierćwieczu nie brakowało dowodów, że spora część wymiaru sprawiedliwości jest „lewoskrętna”: chętniej tropi nadużycia polityków prawicy. Jednak ekipa Meloni długo powstrzymywała się przed nadaniem reformie charakteru rewanżu politycznego.
Dopiero w końcówce kampanii referendalnej ważni działacze nie wytrzymali – mówiąc o prokuraturze jako „plutonie egzekucyjnym” i „paramafijnej” strukturze w radzie sądowniczej.
Czy Giorgia Meloni może być pewna swojej pozycji
To nie pomogło zebrać większości za reformą. Ale tak naprawdę Meloni przegrała referendum z 22-23 marca, gdyż elektorat chciał pokazać jej figę. I to przegrała znacznie. Frekwencja była spora, a na „nie” głosował zwłaszcza młody elektorat i duże miasta. Może dlatego, że długo obnosiła się ze swoją bliskością z Trumpem, aspirując do roli pośrednika między USA a Brukselą. Dziś, w wyniku wojny z Iranem i jej skutków widocznych na stacji benzynowej, jest to balast.
A może, jak twierdzą niektórzy, był to po prostu „trzewiowy” odruch, którym włoski elektorat karze każdego, kto chce realnie wzmocnić państwo. Włosi są gotowi tolerować tylko takie zmiany, po których wszystko zostaje po staremu.
14 milionów głosów na „nie” to więcej, niż miała obecna opozycja w ostatnich wyborach. Wątpliwe jednak, by zdołała „dowieźć” je do kolejnych, za półtora roku. Jest zbyt podzielona programowo i ambicjonalnie. Meloni może dotrwać więc do końca kadencji, silna raczej słabością przeciwników, już bez aury sprawczości, niepewna przyszłej wygranej.
Co nie jest dobrą wiadomością dla Europy, zwłaszcza w kontekście rosyjskiego zagrożenia. Centrolewicowa opozycja bardziej bowiem gardłuje „za pokojem” i przeciw Ukrainie, niż nawet współrządzący dziś Salvini, niegdyś paradujący w koszulce z Putinem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















