Wracam z musicalu „1989” wyśpiewanego na deskach Teatru Słowackiego w Krakowie i myślę o tym, że za chwilę zaczynam pracę nad tekstem o św. Marii Magdalenie. Ja, wyświęcony mężczyzna, piszę o jednej z uczennic Jezusa sprzed niemal dwóch tysięcy lat, kiedy w tym samym czasie huczą mi w głowie słowa protest songu „Danuta odbiera Nobla”, wyśpiewane przez współczesną Polkę: „Jestem w telewizji, wygłaszam przemówienie / Które napisali mi ważni mężczyźni / Wypadam świetnie, robię na was wrażenie / Ale mój głos dziś nie wybrzmi”, i zadaję sobie pytanie, czy głos Marii Magdaleny, czy głosy innych kobiet, które towarzyszyły Jezusowi, kiedykolwiek wybrzmiały we wspólnocie ochrzczonych, skoro ich szczątkowo zarysowane historie zostały nam przekazane przez… mężczyzn.
Im dłużej słucham, czytam i myślę o tym, tym większy wstyd mnie ogarnia. Usłyszenie głosów kobiet uczestniczących w misji Jezusa jest już niemożliwe, ponieważ nie mogę cofnąć się do tamtych czasów, aby z uczennicami Jezusa porozmawiać, usłyszeć ich relacje i opowieści bez męskich pośredników. Z drugiej jednak strony, badania nad tekstami biblijnymi czy krytyczna analiza chrześcijańskiej kultury i tradycji są dziś na tyle zaawansowane, że pozwalają mi przynajmniej przefiltrować w rzymskokatolickim dziedzictwie elementy egzegetycznej i teologicznej dyskryminacji płci we wspólnocie ochrzczonych i zapytać: jak tę nierówność naprawić?
Przez pryzmat seksualności
Zacznijmy od Biblii. Maria Magdalena jest częściej wymieniana z imienia w ewangeliach niż większość z apostołów. Była obecna wśród uczniów, stała pod krzyżem, pierwsza spotkała Jezusa przy grobie, zatem była pierwszym świadkiem Zmartwychwstałego. Ponadto wspierała finansowo misję Jezusa (Łk 8, 3), zatem mogła być niezależną i wpływową kobietą. Już to wskazuje, że musiała być bardzo ważną osobą wśród uczniów i uczennic. Jednak to nie wystarczyło, aby we wspólnocie gromadzącej się wokół Jezusa, wraz z innymi kobietami, mogła cieszyć się równymi prawami ochrzczonych, tak jak mężczyźni (Ga 3, 27-29). Jak to się stało, że z wpływowej i niezależnej kobiety w tradycji stanie się nawróconą prostytutką? Tym bardziej, że teksty biblijne w żadnym miejscu nie potwierdzają nam takiego obrazu.
Maria Magdalena została błędnie utożsamiona z kilkoma innymi kobietami, które spotykamy na kartach ewangelii. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie z nich. Pierwszą jest kobieta, która przyszła do Jezusa z alabastrowym naczyniem z olejkiem, kiedy ten był na uczcie u Szymona (Łk 7, 36-50). Pomyłka bierze się stąd, że Łukasz zaraz po tej historii wspomina o kobietach, które brały udział w misji Jezusa, w tym o Marii, zwanej Magdaleną (Łk 8, 1-3) – taką interpretację zasugerował w VI wieku papież Grzegorz I.
To nieuzasadnione skojarzenie sprawiło, że Marię Magdalenę zaczęto wiązać z grzechami natury seksualnej również przez jednoznaczną interpretację niejednoznacznego opowiadania o kobiecie z alabastrowym naczyniem – tekst nie wyjaśnia, o jaki grzech owej kobiety może chodzić. Taki „interpretacyjny los” w chrześcijańskiej tradycji nie spotyka mężczyzn. Czytając o Piotrze, który po połowie ryb rzuca się przed Jezusem i mówi „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5, 8), nie znajdziemy żadnych komentarzy, homilii czy interpretacji biblijnych sugerujących grzeszność Piotra powiązaną z jego seksualnością.
Wciąż wykorzystywana
Drugą kobietą, z którą niesłusznie Maria Magdalena została utożsamiona, jest ta, która została przyprowadzona do Jezusa, kiedy ten był w świątyni (J 8, 1-11). Warto tu dodać, że nieprawdą jest, że miała być ona przy Jezusie ukamienowana – nikt nie trzymał w rękach kamieni, jak to przedstawia w swoim kontrowersyjnym obrazie Mel Gibson w filmie „Pasja”. Po pierwsze o kamieniach nie wspomina tekst, a z historycznego punktu widzenia wiemy, że w czasach Jezusa na śmierć mogli skazywać jedynie Rzymianie. W każdym razie tą przyprowadzoną kobietą nie była Maria Magdalena. Czy późniejsza ewangelizacyjna kinematografia amerykańska naprawia ten stereotypowy obraz Marii Magdaleny?
Nic bardziej mylnego. W najnowszym serialu „The Chosen”, niezwykle popularnym, a przez to kształtującym masową wyobraźnię, choć wprost nie przedstawiono Marii Magdaleny jako prostytutki, to jednak w wyobrażeniach twórców serialu mieszka w mającej złą sławę dzielnicy. Scenarzyści poszli o krok dalej, sugerując widzom, że Maria Magdalena mogła być zgwałcona przez rzymskiego okupanta.
Wygląda to bardziej na instrumentalne wykorzystanie stereotypowego wyobrażenia na temat Marii Magdaleny, seksualnie pogubionej i skrzywdzonej, na użytek współczesnego przepracowywania trudnego tematu przemocy seksualnej zapoczątkowanej przez ruch społeczny #MeToo. Przepracowanie przemocy jest jak najbardziej potrzebne, niestety odbywa się po raz kolejny kosztem Marii Magdaleny, wzmacniając jej stereotypowy obraz i zamazując jej wizerunek jako niezależnej i wpływowej kobiety pierwszej chrześcijańskiej wspólnoty.
Uzdrowiona przez Jezusa
W ewangeliach nie znajdziemy wiele o życiu Marii Magdaleny przed spotkaniem z Jezusem. Ewangelista Łukasz wspomina jedynie, dość enigmatycznie (Łk 8, 1-3), że Maria Magdalena była uwolniona od siedmiu złych duchów – choć do dziś nie wiemy, co faktycznie miał na myśli, to jednak mógł dać małą sugestię, jak można by to interpretować. Łukasz wyraźnie nazywa uzdrowieniem to, co spotkało idące za Jezusem kobiety. Sięgając do tego tekstu w języku greckim napotkamy obok siebie dwa wyrażenia: „złe duchy” oraz „słabości”, które można wiązać z chorobami, w tym natury psychicznej. W czasach Jezusa choroby kojarzono z działalnością demonów – przykładowo, Jezus zwraca się do gorączki teściowej Piotra tak, jakby mówił do demona (Łk 4, 39). Idąc tym tropem, Maria Magdalena, opanowana przez siedem demonów, mogła zwyczajnie być chora, być może nawet śmiertelnie, ponieważ liczba siedem wiąże się w Biblii z pełnią, totalnością. Obraz opuszczających ją demonów może być alegorią uzdrowienia.
Tekst daje nam takie możliwości interpretacyjne. Co za tym idzie, sytuacja Marii Magdaleny przed spotkaniem Jezusa nie musiałaby się wiązać z żadną szczególną grzesznością. Wręcz przeciwnie, będąc wpływową i niezależną kobietą, która uwierzyła Jezusowi, mogła być wzorem pierwszej liderki, chrześcijanki. Jej powołanie jako chrześcijańskiej liderki wzmacniałoby też jej drugie imię, Magdalena, sugerujące jej pochodzenie z Magdali, rybackiej miejscowości w Galilei znad jeziora Genezaret, umiejscawiając symbolicznie jej powołanie w tym samym „rybackim” kontekście, w jakim zostało opisane powołanie najważniejszych uczniów Jezusa.
Męskie obsesje
Na wizerunek Marii Magdaleny miało wpływ nie tylko łączenie z kobietami wymienianymi w ewangelii. Mogła być ona mylona z inną świętą Marią, żyjącą w Egipcie na przełomie IV i V wieku. Była to pokutująca na pustyni prostytutka. To z legend tej świętej egipskiej do sztuki przechodzi prezentowanie Marii Magdaleny jako pokutnicy-pustelnicy z całkowicie obrośniętym włosami ciałem, które takie się stało, gdy jej ubranie uległo zniszczeniu. O czym jest właściwie opowieść o włosach Marii Magdaleny? O pokutującej kobiecie czy o męskiej obsesji na punkcie ciała Marii Magdaleny, która stała się ikoną kobiecości i zmysłowości tamtych czasów?
Na tych łamach zagadnienie erotyzacji ciała Marii Magdaleny szerzej omawiała Magdalena Łanuszka w artykule „Kosmate myśli” („TP” nr 37/2017). Zresztą taki los spotkał nie tylko Marię Magdalenę, ale i inne chrześcijanki, na przykład świętą Agatę, o której uciętych piersiach z upodobaniem pisali średniowieczni hagiografowie. Podobnie jak w przypadku redakcji i interpretacji tekstów biblijnych, również w przypadku opowiadań i legend, więcej one mówią o samych ich autorach niż osobach, które opisują. Stąd na wizerunek Marii Magdaleny (i innych kobiet) na chrześcijańskim Zachodzie można spojrzeć bardziej jak na lustro, w którym widzimy nie kobiety, a mężczyzn kolejnych epok, wykorzystujących osobę Marii Magdaleny do prezentowania swoich własnych wyobrażeń i fantazji na temat kobiet w ogóle.
Portowe prostytutki
Omawiając wizerunek Marii Magdaleny, trudno nie wspomnieć o popularnej w późnym średniowieczu „Złotej Legendzie” z XIII wieku, w której Jakub de Voragine utwierdził wizerunek Magdaleny jako pięknej nierządnicy, pokutnicy i pustelnicy. Mamy tu też kolejny przykład tego, jak Marię Magdalenę błędnie identyfikowano z jeszcze jedną kobietą z ewangelii, mianowicie Marią z Betanii, siostrą Marty i Łazarza. Autor legendy podkreśla ogromne bogactwa, w posiadaniu których było to święte rodzeństwo. Odziedziczyło je po swoich przodkach i podzieliło między siebie – Marii przypadły w udziale posiadłości w Magdali, Marcie te w Betanii, natomiast Łazarz odziedziczył posiadłości w Jerozolimie.
Według autora „Złotej Legendy” bogactwa w połączeniu z urodą pomieszały w głowie Marii, która oddała się cielesnym uciechom – miała być tak bardzo kojarzona ze swoim stylem życia, że zwano ją po prostu grzesznicą, nie Marią. Po wniebowstąpieniu Jezusa rodzeństwo sprzedało swoje majątki, a pieniądze przekazało apostołom. Na tym legenda się nie kończy. Maria Magdalena podczas prześladowań razem ze swoim rodzeństwem i innymi świętymi zostaje wpędzona do łodzi bez sterów i żagli. Boska opatrzność sprawia, że łódź nie zostaje pochłonięta przez morskie fale, ale dociera do portu w Marsylii. Maria Magdalena, niemal jak Afrodyta z mitologii greckiej, w sposób symboliczny wychodzi z morza na ląd (w miejscu zwanym dziś Saintes-Maries-de-la-Mer), gdzie jako świadkini zmartwychwstałego Jezusa uczestniczy w nawracaniu mieszkańców miasta i okolic nie tylko przy pomocy swoich opowieści o Jezusie, ale i piękna swojego ciała, którym mieszkańcy się zachwycali, jak zaznacza to Jakub de Voragine.
„Złota Legenda” materializuje się zarówno w relikwiach Marii Magdaleny, które można znaleźć w katedrze imienia jej świętego towarzysza z łodzi, Maksyminusa w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume, niedaleko Marsylii, jak i w górskiej grocie zlokalizowanej między Marsylią a Saint-Maximin-la-Sainte-Baume, gdzie Maria Magdalena w odosobnieniu oddała się trzydziestoletniej modlitwie, doświadczając mistycznych ekstaz w spotkaniu z Bogiem.
Kończąc ten wątek, dodam, że powiązanie kultu nawróconej nierządnicy z Marsylią nie dziwi, ponieważ portowe miasta były zwykle miejscem, w którym kwitła prostytucja, a postać nawróconej Marii Magdaleny mogła służyć jako przykład dla uwikłanych w nią kobiet. I znowu kosztem samej Marii Magdaleny.
Apostołka apostołów
Podniesienie w liturgii obowiązkowego wspomnienia Marii Magdaleny 22 lipca do rangi święta doczekaliśmy się w Kościele dopiero w 2016 r. Wraz z tym została przygotowana prefacja, która oddaje Marii Magdalenie należne miejsce wśród apostołów – w liturgii usłyszymy, że Jezus „zaszczycił ją apostolską misją wobec apostołów”, odnosząc się w ten sposób do starożytnej tradycji, która tytułuje Marię Magdalenę Apostołką Apostołów. Jest to zmiana ważna, ale ciągle jedynie symboliczna. Ale święto stanowi dobrą okazję do rachunku sumienia nie tylko z tego, jak obraz Marii Magdaleny był przez wieki deformowany w Kościele, przede wszystkim przez wyświęconych mężczyzn. To może być też rachunek sumienia z tego, jak głos kobiet w Kościele jest słyszany i wzmacniany dziś. Niestety, dyskryminacja ochrzczonych ze względu na płeć stała się częścią rzymskokatolickiej tradycji. Jeśli już gdzieś się dokonuje istotna zmiana w życiu chrześcijanek, to poza wspólnotą rzymskokatolicką.
W maju tego roku katolickie media w Polsce zelektryzowała wiadomość o wyświęceniu Angeliki Molen na diakonkę w prawosławnym Kościele w Harare (Zimbabwe), dając nam, katolikom, lekcję teologii, że święcenia kobiet są w pełnej zgodzie z nauczaniem Jezusa, skoro coraz więcej chrześcijańskich wspólnot decyduje się na taki krok. Większym jeszcze echem odbiła się konsekracja na biskupkę luterańskiego Kościoła w Wielkiej Brytanii Polki, ks. Pauliny Hławiczki-Trotman – oto Polka uczestniczy we władzy w swoim Kościele, co mocno kontrastuje z miejscem, w jakim znajdują się w swojej wspólnocie polskie katoliczki.
W Kościele rzymskokatolickim nadzieje na zmiany daje toczący się już od kilku lat proces synodalny, w którego przebieg zaangażowało się bardzo wiele katoliczek. Czy ich głos wpłynie na zmiany w Kościele? Czy doczekają się równych praw, przede wszystkim prawa do święceń, ze względu na przyjęty ten sam chrzest, jaki przyjmują mężczyźni? Wydaje się, że z tej perspektywy katolickość Kościoła rzymskiego, wyrażająca się również w równych prawach osób ochrzczonych, jest ciągle przed nami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















