Reklama

Eksperyment na polskiej rodzinie

Eksperyment na polskiej rodzinie

06.06.2020
Czyta się kilka minut
Władza i związane z nią media zaczęły kolejną nagonkę na mniejszości seksualne. Jakie są jej przyczyny, przebieg i skutki?
fot. Zbyszek Kaczmarek / REPORTER
fot. Zbyszek Kaczmarek / REPORTER
N

Na Zachodzie czerwiec to „miesiąc dumy” – święto lesbijek, gejów, biseksualistów, osób transpłciowych i interpłciowych, cieszących się z wywalczonej równości. W Polsce zapowiada się święto homofobów i transfobów, cieszących się z pogłębiania nierówności. Miesiąc instytucjonalnego szczucia na mniejszości seksualne, utrwalania uprzedzeń, wzmagania strachu i nienawiści.

Powodem są wybory prezydenckie. Władza i związane z nią media sięgają po przetestowane w poprzednich kampaniach schematy narracyjne. Przypomnę: w marcu 2019 r., przed wyborami do europarlamentu, współpracująca z partią Zbigniewa Ziobry fundacja Ordo Iuris przygotowała wzór Samorządowej Karty Praw Rodzin, która posłużyła władzom gmin, powiatów, miast i województw do ogłoszenia się „Strefami wolnymi od ideologii LGBT” (obecnie to ponad 30 proc. terytorium Polski – ten obszar może się zmniejszyć za sprawą niedawnej groźby odebrania unijnych funduszy). W tym samym czasie Jarosław Kaczyński na konwencji PiS mówił: „zagrożeniem jest atak na rodzinę, przeprowadzany w sposób najgorszy z możliwych, bo to atak na dzieci. Ma być zastosowana, a w niektórych miejscach już jest stosowana, pewna specyficzna socjotechnika, mająca zmienić człowieka. W jej centrum jest wczesna seksualizacja”. Na następnej konwencji grzmiał: „Wara od naszych dzieci!”. Z kolei przed wyborami parlamentarnymi, pod koniec lipca 2019 r., dotowana przez spółki skarbu państwa „Gazeta Polska” dodała do wydania nalepki „Strefa wolna od LGBT”. Na antenach telewizji publicznej temat „lobby LGBT” był obecny przez całe lato i początek jesieni. Trzy dni przed wyborami, w czasie największej oglądalności tuż przed meczem reprezentacji Polski w eliminacjach do Euro 2020, TVP1 pokazało paradokument „Inwazja”, przedstawiający środowiska LGBT jako próbujące podstępem deprawować polskie dzieci.

A teraz? Teraz uosobieniem owej „ideologii LGBT” w rządowej propagandzie stał się Rafał Trzaskowski. Nie dlatego, że artykułuje w swojej kampanii postulaty skierowane do osób LGBT (przeciwnie, unika deklaracji poparcia dla równości małżeńskiej i powtarza, że „tego tematu nie ma w debacie”), ale dlatego, że sondaże dają mu największe szanse w starciu z Andrzejem Dudą. Inny kandydat na prezydenta, walczący od lat o prawa mniejszości seksualnych i wyoutowany Robert Biedroń, zupełnie rządzącej partii i rządowych mediów nie interesuje.

Czemu władza po raz kolejny wybrała sobie tego samego wroga? Po pierwsze dlatego, że wiosną i jesienią 2019 r. ten wróg okazał się pomocny: część Polaków dała sobie wmówić, że ekipa Jarosława Kaczyńskiego obroni ich przed „inwazją wrogiej ideologii”. I Zjednoczona Prawica wygrała wybory. Po drugie – bo obecna kampania trwa tylko 23 dni i nie ma co tracić czasu na wymyślanie nowej narracji. Po trzecie – dlatego, że przy malejącym poparciu dla Andrzeja Dudy potrzeba jeszcze szybszej i większej mobilizacji elektoratu, a wróg mobilizuje najlepiej. Po czwarte – bo skupienie uwagi wyborców na „lobby LGBT” to łatwy sposób na odwrócenie uwagi od realnych problemów rządu, jak pogarszająca się sytuacja gospodarcza, rysy na wizerunku ministra Szumowskiego czy brak postępów w walce z epidemią.

Ręce precz od naszych dzieci!

Jak wygląda najnowsza odsłona tej nagonki? Oto kilka przykładów z ostatnich dni. Rankiem 3 czerwca na antenie TVP Info, w programie para-publicystycznym prowadzonym przez byłego działacza PiS Michała Rachonia, aktor Jarosław Jakimowicz mówił o Rafale Trzaskowskim: „Jaki to będzie prezydent naszego kraju, który w Warszawie tak naprawdę jedyne o czym myślał i o kim myślał, to homoseksualiści. Nie mówię o uprzedzeniach żadnych, mówię o tych działaniach, które miał dla ludzi. Jego nie interesuje normalny, zwykły człowiek, który mieszka gdzieś między Warszawą a Krakowem, Warszawą a Gdańskiem”.

Tego samego dnia poseł klubu Prawa i Sprawiedliwości, doktor nauk prawnych Tomasz Rzymkowski napisał na Twitterze: „W dniu 28 czerwca wybierzemy nie tylko Prezydenta RP, dokonamy także wyboru cywilizacyjnego. Zdecydujemy miedzy Polską, w której małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny, a Polską w której »małżeństwem« jest związek dwóch panów albo jednego pana z kozą?”. Do tweeta dodał karykaturę autorstwa Andrzeja Krauzego, przedstawiającą człowieka stojącego w urzędzie stanu cywilnego z kozą i mówiącego do niej: „Jeszcze tylko ci panowie wezmą ślub i zaraz potem my!”.

4 czerwca szef „Solidarności” Piotr Duda powiedział w Radiu Gdańsk: „Solidarność rodziła się pod krzyżem. I dzisiaj związek zawodowy »Solidarność« w swoim statucie ma wartości chrześcijańskie i naukę społeczną Kościoła. I tam nie żadnego miejsca na promowanie ideologii LGBT. A pan Trzaskowski jako prezydent Warszawy to robił. Tak że w tym przypadku, po prostu, nie ma prawa powoływać się na ideały »Solidarności«”. Słowa Piotra Dudy rozpowszechniła na Twitterze europosłanka Beata Mazurek.

Kilka godzin później premier Mateusz Morawiecki, przy okazji nagłego głosowania wotum zaufania dla rządu, z mównicy sejmowej oświadczył (ze względu na wydźwięk tego wystąpienia przytaczam je w całości): „Jest teraz taki plan dla rodzin, który ma Platforma Obywatelska. To jest plan ataku na rodziny. To jest plan, który grozi polskim rodzinom. A my mówimy bardzo wyraźnie. My mówimy bardzo jednoznacznie, że podniesienie ręki na dzieci, dzieci w polskich rodzinach jest niedopuszczalne. Że granica pomiędzy rodziną a waszą ideologią, waszymi eksperymentami ideologicznymi, musi być postawiona twardo. I my jesteśmy gwarantem, że nie będzie ingerencji. W całej Polsce. Nie będzie takiej ingerencji, jak już odbywa się w niektórych miastach, rządzonych przez Platformę Obywatelską [chodzi zapewne o warszawską Kartę LGBT, czyli program antydyskryminacyjny – przyp. KB]. I doprowadzimy do tego, że dzieci będą chronione. Chronione przed waszymi różnymi ideologicznymi eksperymentami, przed światopoglądowymi różnymi fanaberiami. Bo dzieci są świętością i dlatego, Wysoka Izbo, rząd Prawa i Sprawiedliwości jest tym rządem, który właśnie z dumą chce prosić o udzielenie wotum zaufania. Bo rodzina jest dla nas właśnie świętością, rodzina jest jednym z najważniejszych paradygmatów całej polityki. Po to jesteśmy w polityce, żeby była silna rodzina i silne państwo”.

Instruktaż masturbacji dla czterolatków

Wystąpienie premiera szczególnie zachwyciło posła Solidarnej Polski Janusza Kowalskiego, który na Twitterze napisał (pisownia oryginalna): „Premier Morawiecki mówi w Sejmie głośne NIE planowi Trzaskowskiego-Rabieja seksualizacji dzieci! Ręce precz od naszych dzieci! Brawo!!!!”, a dwie godziny później dodał: „Kandydat środowisk LGBT Trzaskowski rozpoczyna swoją agresywną lewacką kampanię w Gdańsku, które obok Warszawy i Poznania należy do niechlubnej czołówki tęczowych miast. Musimy chronić dzieci i zatrzymać realizację planu Trzaskowski-Rabiej”.

Swoimi obsesjami poseł Kowalski podzielił się tego dnia również z widzami TVP Info, odpowiadając na zadane przez samego siebie pytanie: „Co proponuje Rafał Trzaskowski? Niestety odpowiedź jest smutna i trudna. Rafał Trzaskowski jest przede wszystkim reprezentantem tych agresywnych środowisk LGBT. Wybór Rafała Trzaskowskiego to jest oczywiście program seksualizacji polskich dzieci, dzieci w przedszkolach uczyłyby się masturbacji i byłyby przebierane w jakieś sukieneczki”. Prowadzący program Michał Rachoń nie przerywał. Rozochocony poseł uderzył w ton kaznodziejski: „w tym wielkim sporze między życiem a śmiercią trzeba stanąć po stronie życia!”. Dodawał, że „nie można pozwolić, żeby Karta LGBT stała się obowiązującym prawem w polskich gminach” – choć żaden z kandydatów na prezydenta nie ma takiego postulatu w programie.

5 czerwca poseł Rzymkowski na antenie Radia Maryja rozwinął myśl zawartą w tweecie z kozą. Przekonywał: „Trzaskowski reprezentuje skrajnie lewicowe skrzydło PO, które jest zainteresowane rewolucją obyczajową, wojną światopoglądową, niszczeniem wszystkiego, co jest naszym dziedzictwem kulturowym. Tym etosem narodowym, który jest ufundowany na chrześcijaństwie, na etyce chrześcijańskiej, na prawie rzymskim, na prawdzie greckiej. […] Wystawienie tego kandydata świadczy jednoznacznie o chęci przypodobania się różnym środowiskom międzynarodowym, którym zależy, aby Polska czy Węgry lub inne państwa Europy Środkowo-Wschodniej, w których jeszcze tego typu nowinek obyczajowych nie wprowadzono, były realizowane. Czy Rafałowi Trzaskowskiemu się to uda? Czy uda się tym środowiskom zniszczyć polską rodzinę? To wszystko zależy od naszych decyzji w czerwcu i ewentualnie w lipcu”.

Poseł Rzymkowski przestrzegał: „To jest taka rewolucja, której widac tylko początek. Tym początkiem jest stworzenie instytucji związku partnerskiego, a potem dodawanie kolejnych przywilejów. To wszystko możemy obserwować w państwach Europy Zachodniej, gdzie ta granica została już tak daleko posunięta, że są państwa jak np. Holandia, gdzie istnieją ugrupowania polityczne, które wprost na swoją agendę wprowadzają postulat totalnej np. depenalizacji pedofilii tak, aby nie było tej granicy i ochrony dzieci przed zwyrodnialcami”. Wskazał też na prowodyra obyczajowej rewolucji: „Czy będą realizowane postulaty skrajnej lewicy, podyktowane osiągnięciami naukowymi Sigmunda Freuda, gdzie ta seksualność ma być główna determinantą życia społecznego i politycznego?”.

Podobne rzeczy można było usłyszeć wieczorem na antenie TVP, w głównym wydaniu „Wiadomości” (tyle że czarnym charakterem nie był Freud, lecz… „żydowski filozof” Baruch Spinoza). W materiale Krzysztofa Nowiny-Konopki pt. „Trzaskowski przeciwko katolikom”, widzowie mogli usłyszeć: „Trzaskowski jako pierwszy prezydent Warszawy objął swym patronatem marsz LGBT – środowisk, które forsują tzw. edukację seksualną, zaś jej elementem jest między innymi instruktaż masturbacji dla czterolatków”.

Światopoglądowe fanaberie

Ktoś może się oburzyć że cytowane wyżej wypowiedzi nazywam nagonką, a nie prezentacją konserwatywnego stanowiska w debacie światopoglądowej. Jest tu jednak istotna różnica: w debacie mamy do czynienia z argumentami i danymi, w nagonce – z serią manipulacji powtarzanych dla wzbudzenia strachu i nienawiści.

Mówienie o „ideologii LGBT” i jej wyznawcach to kamuflaż retoryczny, podobny do nazywania Żydów „syjonistami”. Nie istnieje „ideologia LGBT”. Istnieją Polacy LGBT. Oni też są „zwykłymi, normalnymi ludźmi żyjącymi między Warszawą a Krakowem, Warszawą a Gdańskiem”. I domagają się równych praw, a nie „przywilejów”. Hasło o przywilejach jest jawnie dyskryminacyjną retoryką: bo dlaczego to, co dla par heteroseksualnych jest prawem, dla homoseksualistów ma być przywilejem?

Orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej nie wybiera się pod wpływem „ideologii”. W ogóle się jej nie wybiera. To część osobowości, a nie „światopoglądowe fanaberie”, jak twierdzi premier Morawiecki. Powinien to zresztą wiedzieć, bo sam ma homoseksualnego siostrzeńca, który nie wstydzi się mówić o swojej orientacji i rozczarowaniu homofobią rządu.

Edukacja seksualna to nie seksualizacja. Przeciwnie, rzetelna i powszechna edukacja seksualna może ochronić dzieci przed uzależnieniem od pornografii czy zostaniem ofiarą pedofila. A także przed traumatyzującymi próbami zanegowania własnej orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej.

Nikt przy tym nie zamierza „uczyć czterolatków masturbacji”. Ten straszak jest dalekim echem wytycznych WHO dla nauczycieli, brzmiących dokładnie: „Przekaż informacje na temat radości i przyjemności z dotykania własnego ciała, masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa, odkrywania własnego ciała i własnych narządów płciowych”. Bo – czy prawicowi publicyści tego chcą czy nie – człowiek jest istotą seksualną, a nie staje się nią wraz z ukończeniem 18. roku życia. Zjawisko dziecięcej masturbacji nie zostało wymyślone przez ekspertów WHO: według przeglądu badań opublikowanego w 2017 r. w „Pediatrii Polskiej”, dotyczy większości dzieci. Milczenie nie sprawi, że zjawisko to zniknie; odniesienie się do niego we właściwy sposób może natomiast sprawić, że dzieci nie będą czuły się złe, winne, gorsze. Edukacja seksualna ma też pomóc zdjąć piętno z nastolatków, które różnią się od większości rówieśników. Według ostatniego raportu KPH,  69,4 proc. polskiej młodzieży LGBT+ ma myśli samobójcze, a 49,6 proc. – objawy depresji (dane za lata 2015-2016; można zakładać, że te wskaźniki jeszcze się pogorszyły).

Nie mamy do czynienia z żadnym „atakiem na rodzinę”. Bo na czym miałby polegać ten atak? Już teraz istnieją w Polsce tęczowe rodziny: szacuje się, że wychowuje się w nich 50 tysięcy dzieci (najczęściej to dzieci z pierwszego związku jednej z partnerek lub partnerów). Te dzieci są ofiarami systemowej homofobii: bywają atakowane i wytykane, a w świetle prawa jeden z ich rodziców jest dla nich obcą osobą. Premier Morawiecki powinien o tym pamiętać, skoro dzieci są dla niego „świętością”.

Nie ma związku między legalizacją związków partnerskich a domniemaną legalizacją pedofilii. Podobnie jak nie ma związku między homoseksualizmem a pedofilią. Jak pisał dr Błażej Skrzypulec na portalu konserwatywnego Klubu Jagiellońskiego: „Współczesna psychologia nie tylko nie potwierdza związku pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią, ale wręcz odrzuca tę hipotezę”.

Prawo do zawierania małżeństw, adopcji czy ułatwienia w prawnej korekcie płci to nie „eksperyment społeczny”. Chyba że za eksperyment społeczny uznamy też przyznanie praw wyborczych kobietom albo zniesienie zakazu zawierania małżeństw międzyrasowych (w niektórych stanach USA obowiązywał on do 1967 r.). Więcej: różne „eksperymenty” dotyczące równości osób LGBT zostały już przeprowadzone w wielu państwach świata, w tym 29 krajach Europy. Także tych rządzonych przez konserwatystów: część polityków prawicy na Zachodzie wychodzi z przekonania, że państwo powinno wspierać rodziny, a nie utrudniać ich zakładanie. Związki partnerskie (legalne nawet na wspomnianych przez posła Rzymkowskiego Węgrzech), równość małżeńska czy prawo do adopcji dzieci dla par homoseksualnych to nie ryzykowna nowość; dostępnych jest wiele danych statystycznych i badań społecznych na ten temat. Natomiast nie prowadząc tego typu „eksperymentów”, Polska stała się najbardziej wrogim dla mniejszości seksualnych państwem w Unii Europejskiej: 14 maja w rankingu równouprawnienia ILGA spadła z przedostatniego na ostatnie miejsce. Najbardziej przyjaznym osobom LGBT krajem UE okazała się katolicka Malta.

Podsumowując: nie, ludzie LGBT nie zagrażają tradycyjnej rodzinie. Wiemy natomiast o przypadkach tradycyjnych rodzin, które zagrażają ludziom LGBT – jak heteroseksualne małżeństwo, które przyniosło trzy bomby na Marsz Równości w Lublinie czy rodzice z dziećmi, którzy wyzywali uczestników Marszu Równości w Białymstoku. Te incydenty miały miejsce rok temu, teraz można oczekiwać podobnych zdarzeń. Bo to, co dla władzy i jej sprzymierzeńców jest opłacalnym wyborczo zabiegiem socjotechnicznym, dla Polaków LGBT oznacza stygmatyzację. A w konsekwencji – przemoc.

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]