Fałszywe informacje – prawdziwy problem. Jak chronić starszych przed dezinformacją?

Platformy społecznościowe zalewa fala spreparowanych zdjęć i nagrań wideo. Tylko czy słusznie za główną grupę zagrożonych fake newsami uznajemy seniorów?
Czyta się kilka minut
// Fot. Halfpoint / Adobe Stock
// Fot. Halfpoint / Adobe Stock

– Widział pan, że Trzaskowski też się ostrzygł na zero? – zagadnęła mnie kilkanaście dni temu sąsiadka. Emerytowana nauczycielka była wyraźnie rada, że prezydent Warszawy tym gestem miał symbolicznie dołączyć do głośnej akcji zbiórki pieniędzy dla Fundacji Cancer Fighters.
– Pani Wando, to fake. Nieprawda – sprostowałem.
– Jak to? Przecież widziałam zdjęcie w internecie.

Serwis Demagog.pl faktycznie ustalił, że krążąca w sieci fotografia została spreparowana. W rzeczywistości to przerobiony kadr z nagrania przedstawiającego Rafała Trzaskowskiego podczas wizyty u fryzjera w styczniu 2024 r. Obraz zmodyfikowano w taki sposób, aby sprawiał wrażenie, że polityk ma ogoloną głowę. Co więcej, ta sama grafika była już wcześniej wielokrotnie wykorzystywana w innych fałszywych narracjach.

AI tworzy obrazy łudząco podobne do prawdziwych nagrań i zdjęć

Na „łysego Trzaskowskiego” nabrało się wielu Polaków – podobnie zresztą jak na inne fake newsy rozpowszechniane w sieci. W ostatnim czasie szczególnie podatnym gruntem dla dezinformacji była wojskowa kampania USA i Izraela przeciwko Iranowi. Przy jej okazji część polskich mediów powielała nieprawdziwe informacje o rzekomym zatrzymaniu pięciu Polaków w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela.

Pojawiło się także – jak się okazało, wygenerowane przez AI – nagranie przedstawiające domniemane skutki ostrzału amerykańskiej bazy wojskowej. Fałszywe było też wideo pokazujące panikę podróżnych w terminalu lotniska w Dubaju. Jeden z portali opublikował nawet fikcyjny film prezentujący amerykański myśliwiec ścigany przez rakietę. W rzeczywistości było to nagranie... z gry.

– Obrazy i filmy generowane przez sztuczną inteligencję to dziś główny nurt dezinformacji – przyznaje Paweł Cymbor, analityk i redaktor serwisu Fakenews.pl należącego do Fundacji „Przeciwdziałamy Dezinformacji”. 
– To właśnie treści wizualne autorstwa AI stają się dziś szczególnym wyzwaniem, zwłaszcza że coraz trudniej odróżnić je od autentycznych – potwierdza także Jakub Śliż, prezes i współzałożyciel stowarzyszenia Pravda, które promuje prawdziwe informacje w przestrzeni publicznej.

Z kolei eksperci portalu Niebezpiecznik.pl zwracają uwagę, że AI jest stosowane m.in. do tworzenia fikcyjnych reklam wykorzystujących wizerunek i głos znanych Polaków, polityków i celebrytów. To jedna z metod oszustw mających na celu wyłudzenie pieniędzy lub danych. Tego rodzaju przypadki należą do najczęściej zgłaszanych obecnie Niebezpiecznikowi.

Coraz powszechniejsze, masowe wręcz wykorzystywanie AI nie oznacza jednak, że inne firmy sieciowej dezinformacji należą do przeszłości. W tym kontekście warto wspomnieć o fake newsach, które dotyczą mieszkających w Polsce Ukraińców. W internecie rozpowszechniane są m.in. fałszywe informacje o rzekomym uprzywilejowaniu imigrantów zza wschodniej granicy oraz o domniemanym, szczególnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa, jakie mieliby stanowić. Tego typu narracja nasila się zwłaszcza przy okazji głośnych przestępstw. Tak było np. pod koniec ubiegłego roku, gdy w Jeleniej Górze 12-latka zabiła rówieśniczkę, a także całkiem niedawno, gdy w wypadku drogowym zginął poseł Łukasz Litewka.

Seniorzy uważają się za odpornych na manipulacje

Ale czy starsi Polacy częściej ulegają tego typu fake newsom niż osoby młodsze? Zacznijmy od tego, co sądzą o tym sami seniorzy. Pięć miesięcy temu agencja badawcza Smartscope przeprowadziła dla Stowarzyszenia Praktyków Transformacji Cyfrowej badanie dotyczące podatności Polaków na dezinformację. Ankietowanych podzielono na kilka grup wiekowych. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, jak fake newsy i swoją podatność na nie postrzegają przedstawiciele generacji Z (roczniki 1997-2012), milenialsi (1981-1996) oraz pokolenie baby boomers (1946-1964).

Okazuje się, że osoby w wieku 65 lat i więcej uważają, że znacznie rzadziej niż przedstawiciele innych grup wiekowych stykają się w mediach społecznościowych z dezinformacją. Co piąty z nich deklaruje, że nigdy lub prawie nigdy nie musiał się konfrontować z fake newsami. Wśród młodszych odsetek ten wynosi zaledwie 4–8 proc. Najstarsi badani postrzegają się jednocześnie jako grupa szczególnie odporna na internetowe nieprawdy. Aż czterech na dziesięciu ankietowanych (dokładnie 39 proc.) twierdzi, że nigdy nie dali się nabrać na tego typu informacje.

W pozostałych grupach wiekowych ta pewność jest znacznie mniejsza, szczególnie wśród osób poniżej 44. roku życia. W tej grupie za całkiem niepodatnych na dezinformację uważa się zaledwie 11–16 proc. respondentów.

Odwrotne są proporcje wśród tych, którzy przyznają, że często dają się zwieść nieprawdziwym informacjom w mediach społecznościowych. Wśród najmłodszych (18–34 lata) bardzo często wprowadzany w błąd jest co ósmy – co dziesiąty badany. Seniorzy są natomiast znacznie bardziej pewni siebie. Do częstego ulegania fake newsom przyznaje się zaledwie... 3 proc. z nich.

- Dlatego głównym wyzwaniem na przyszłość staje się załatanie luki między deklarowanym optymizmem a realną umiejętnością weryfikacji treści, która nie nadąża za rozwojem technologii AI – komentuje Tomasz Dulinicz z agencji Smartscope.

Seniorzy rzadko weryfikują informacje

– Osoby starsze mają zazwyczaj niższe kompetencje cyfrowe i multimedialne niż młodsi Polacy. Są w związku z tym bardziej podatne na fałszywe informacje, zwłaszcza teraz, gdy do ich tworzenia coraz częściej wykorzystywana jest sztuczna inteligencja – uważa Paweł Cymbor.

W jego opinii seniorzy są mniej skłonni niż osoby młodsze do wyszukiwania w tego typu publikacjach artefaktów, czyli charakterystycznych błędów AI, które mogą pomóc w odróżnieniu sztucznie stworzonych obrazów od tych prawdziwych. Rzadziej też podejmują oni próby weryfikacji prawdziwości informacji oraz nie korzystają ze specjalistycznych serwisów fact-checkingowych – często po prostu nie wiedzą o ich istnieniu.

Nie stosują również techniki odwrotnego wyszukiwania obrazów (ang. reverse image search). Przesyłając grafikę do wyszukiwarki, można znaleźć identyczne lub podobne obrazy, źródło ich pochodzenia oraz strony, na których zostały opublikowane.

– Pozwala to zweryfikować, czy grafika pojawiła się w wiarygodnych mediach, czy tylko na platformach społecznościowych – tłumaczy ekspert.
Dobrym przykładem są tu słynne „chałkonie”, czyli memy wygenerowane za pomocą AI, przedstawiające chałkę (lub inny wypiek) w formie zwierząt, np. koni. Niestety były one niekiedy brane za prawdziwe.

Osobnym problemem, także dla seniorów, mogą być strony typu doppelgänger (niem. sobowtór). To pseudoportale, które podszywają się pod prawdziwe serwisy, wyglądają niemal identycznie jak oryginały i służą m.in. do wyłudzania danych (haseł, loginów, numerów kart).

Ponadto starsze pokolenie, które wychowywało się w czasach, gdy informacje pochodziły głównie z oficjalnych źródeł – prasy, radia i telewizji – ma też nieco inny stosunek do publikowanych treści. Jest bardziej skłonne uznawać je za prawdziwe.

Doświadczenie totalitarnej propagandy pomaga rozpoznać manipulację

Inaczej widzi to Jakub Śliż ze stowarzyszenia Pravda. Według niego przekonanie, że osoby starsze są mniej kompetentne technologicznie niż młodzi, to uogólnienie. 
– Jednocześnie młodsze pokolenia w niektórych obszarach radzą sobie gorzej niż seniorzy. Choć tempo adaptacji nowych technologii wśród osób starszych bywa wolniejsze, często dysponują one szerszym kontekstem poznawczym, doświadczeniem oraz alternatywnymi ramami interpretacyjnymi, które pozwalają im bardziej krytycznie oceniać informacje. Tego rodzaju zaplecza poznawczego młodszym użytkownikom nierzadko brakuje – podkreśla Śliż.

Dodaje, że polscy seniorzy mają często cenną wiedzę, wynikającą z doświadczeń życia w czasach propagandy PRL. Mechanizmy manipulacji nie są im obce, choć oczywiście zmieniły się narzędzia i kanały rozpowszechniania takich treści.

Podobne spostrzeżenia ma Paweł Nowacki. – Osoby starsze, bazując na swoim doświadczeniu oraz zdobytej i ugruntowanej wiedzy, są w stanie w niektórych dziedzinach odróżniać prawdę od nieprawdy. Jednak nawet najlepsza wiedza nie zawsze jest pewnym zabezpieczeniem przed fake newsami – mówi współzałożyciel Praktycy.eu.

Co ciekawe, według wspomnianego już badania tej organizacji poziom wykształcenia nie ma w tym kontekście żadnego znaczenia. Zarówno osoby z wyższym, jak i z podstawowym wykształceniem uważają się za jednakowo podatne na fake newsy.
Na marginesie dodajmy jeszcze, że najwyższą świadomość, a jednocześnie najniższą odporność na internetowe nieprawdy deklarują Polacy z największych miast (co najmniej półmilionowych). Na drugim biegunie są mieszkańcy wsi, którzy uważają się za mocno odpornych na dezinformację. Prawie co drugi z nich zapewnia, że nigdy lub niemal nigdy nie dał się na nią nabrać.

Seniorzy kontra algorytmy

Osobną kwestią jest stosunek do treści, z którymi się utożsamiamy. Tu wiek odbiorcy nie ma szczególnego znaczenia. Paweł Nowacki zwraca jednak uwagę, że osoby starsze mogą mieć większy problem ze zrozumieniem mechanizmów, jakimi rządzą się platformy społecznościowe. Nie zawsze zdają sobie sprawę, że jeśli polubią określone treści, będą im one częściej wyświetlane. Może to wzmacniać przekonanie o ich wiarygodności na zasadzie: „Jeśli coś pojawia się często, to z pewnością jest prawdą”.

Z drugiej strony okazuje się – na co wskazują badania NASK – że osoby liczące 60 lat i więcej cechują się najwyższą odpornością na narracje spiskowe, a najbardziej podatni na nie są znacznie młodsi Polacy (18–39 lat).

– Seniorzy częściej niż inne osoby sięgają po informacje dotyczące zdrowia i medycyny. Dlatego mogą być bardziej podatni na dezinformację w tej dziedzinie. Nie wynika to jednak z braku wiedzy medycznej ani niższych kompetencji cyfrowych – zauważa Paweł Nowacki.

Treści dotyczące produktów medycznych lub paramedycznych często są tworzone w sposób wprowadzający w błąd, aby zachęcać do zakupu konkretnych preparatów. A ponieważ dużą grupą odbiorców są starsi Polacy, takie treści są często do nich szczególnie dopasowane.

Pytanie, czy prawo dotyczące ograniczania fałszywych informacji jest wystarczającą ochroną? Zdaniem Pawła Cymbora zdecydowanie nie. Analityk ma na myśli przede wszystkim unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) oraz Akt w sprawie sztucznej inteligencji (AI Act), czyli Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13 czerwca 2024 r.

– Brak skuteczności tych regulacji potwierdza wciąż duża rola algorytmów rekomendacyjnych na platformach społecznościowych, które promują kontrowersyjne, często dezinformacyjne treści. Problemem jest również obowiązek oznaczania treści tworzonych za pomocą AI. Niemal natychmiast powstało bowiem wiele stron, które pozwalają usuwać znaki wodne konkretnych modeli sztucznej inteligencji. Jest to klasyczny przykład technologicznego wyścigu zbrojeń, w którym regulatorzy zawsze są o krok za technologią – mówi Paweł Cymbor.

Internet jest za duży, by nadzorować go „odręcznie”

Media społecznościowe wprowadziły możliwość oznaczania treści uznanych przez fact-checkerów współpracujących z platformami za wprowadzające w błąd.
– To pożyteczne, ale niestety mało efektywne rozwiązanie. Nawet jeśli oznaczy się konkretny wpis, to wiele podobnych pozostaje bez oznaczenia i nadal jest szeroko rozpowszechnianych – wyjaśnia ekspert z Fakenews.pl.

Zwraca też uwagę na kolejny element sprzyjający szybszemu rozpowszechnianiu dezinformacji. Platformy społecznościowe od kilku lat rozwijają mechanizmy automatycznego tłumaczenia wpisów na inne języki. Postęp AI znacznie przyspieszył ten proces i dziś takie tłumaczenie, także w czasie rzeczywistym, stało się standardem. Dzięki temu treści lokalne w ułamku sekundy stają się globalne, co dramatycznie zwiększa zasięg szkodliwych materiałów.

Mimo wprowadzenia unijnych regulacji mechanizmy funkcjonowania platform społecznościowych wciąż pozostają nietransparentne.
– Problem w tym, że prawo jest zbyt ogólne, aby realnie wpływać na funkcjonowanie takich platform. Zawsze bowiem pojawia się kwestia wolności słowa i fundamentalne pytanie: „Czy można zabronić kłamać?” – zauważa specjalista z Fakenews.pl.

Jak się przed tym chronić? Nasi rozmówcy nie mają tu żadnych wątpliwości: najlepszym rozwiązaniem jest edukacja.

– Szkolenia można porównać do szczepionki: zwiększają odporność na dezinformację, szczególnie bezpośrednio po ich zakończeniu. Jednak aby efekt był trwały, konieczne są „dawki przypominające” w postaci kolejnych szkoleń, kampanii społecznych czy kontaktu z rzetelnymi treściami w mediach – mówi Jakub Śliż.
W jego ocenie dopiero długofalowe działania pozwalają budować realną odporność społeczną.

Najpierw pomyśleć, potem kliknąć

– Gdybym miał powiedzieć, co przede wszystkim należy przekazywać seniorom podczas takich szkoleń, wskazałbym, aby nie reagowali natychmiast na treści, które widzą w mediach społecznościowych. Powinni zastanowić się, na ile dana informacja jest wiarygodna, spróbować sprawdzić jej źródło – czy pochodzi z zaufanej strony, czy z nieznanego serwisu – oraz zobaczyć, czy na danej stronie publikowane są inne treści i czy również wydają się wiarygodne – wskazuje Paweł Nowacki.

Rekomenduje również samodzielne poszukiwanie informacji i niepoleganie wyłącznie na tym, co podsuwają im algorytmy platform społecznościowych. Warto korzystać z opiniotwórczych i renomowanych serwisów informacyjnych. Ich przewaga nad mediami społecznościowymi polega na profesjonalizmie.

– Dziennikarze zawodowo zajmują się zbieraniem i weryfikowaniem informacji, a ich praca jest dodatkowo sprawdzana przez redaktorów i wydawców – przypomina współzałożyciel organizacji Praktycy.eu.

Zaleca też ostrożność w wyborze dostawców sprawdzonych informacji, bo stale pojawiają się serwisy łudząco przypominające znane portale i podszywające się pod nie. Często powstają one po to, by wprowadzać odbiorców w błąd lub wyłudzać pieniądze.

Również Paweł Cymbor uważa, że jedynym sposobem, by uchronić się przed dezinformacją, jest edukacja cyfrowa i kształtowanie krytycznego myślenia.
– Warto pamiętać, że to właśnie my możemy być pierwszą barierą tamującą rozpowszechnianie fałszywych informacji. Wystarczy, że zanim udostępnimy daną treść, zatrzymamy się na chwilę i sprawdzimy jej wiarygodność – podkreśla analityk.

Autor jest dziennikarzem serwisu XYZ

 

 


ORGANIZATOR: TYGODNIK POWSZECHNY
PARTNER GŁÓWNY: MIASTO KRAKÓW


PARTNERZY:
ERGO HESTIA
ALBATROS TRAVEL
TEZEUSZ.PL


PATRONAT MEDIALNY:
TVP3 KRAKÓW
TVP INFO

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Fałszywe informacje – prawdziwy problem