Czym jest sankcja kredytu darmowego? Banki w Polsce czeka nowa batalia z klientami

Burzę, w jaką przeistoczył się spór z frankowiczami, banki w Polsce mogą niebawem wspominać jako nieszkodliwy zefirek. Na horyzoncie majaczy kolejny konflikt – o tak zwaną sankcję kredytu darmowego.
Czyta się kilka minut
Fot. Jacek Wajszczak / REPORTER
Fot. Jacek Wajszczak / REPORTER

Trudno mówić o zaskoczeniu. Przepisy, które w określonych sytuacjach pozwalają klientowi banku oddać tylko tyle, ile od niego pożyczył, obowiązują od grudnia 2011 r. Po kryzysie finansowym, który na całym świecie zachwiał zaufaniem do sektora bankowego, ówczesny gabinet Donalda Tuska postanowił skodyfikować prawa i obowiązki stron zawierających umowę kredytu konsumpcyjnego – czyli sytuację, gdy po pożyczkę zgłasza się klient indywidualny. Ustawodawca doszedł do wniosku, że to na zatrudniającym sztaby rozmaitych specjalistów banku spoczywa obowiązek sporządzenia umowy, która wyczerpująco opisze warunki kredytu – tak aby klient mógł łatwo oszacować pełny koszt i porównać oferty.

Ustawa z 2011 r. wymienia więc, czego w takiej umowie nie może zabraknąć, i stanowi, że jeśli kredyt nie przekroczył 255,5 tys. zł, niedotrzymanie choćby jednego z wymienionych warunków daje klientowi prawo do tzw. sankcji kredytu darmowego. Czyli do oddania tylko pożyczonej sumy, bez odsetek i prowizji. Jeśli klient kredyt już spłacił, może zażądać zwrotu każdej złotówki ponad pożyczony kapitał – o ile od ostatniej spłaty nie minął rok. Prawo do sankcji kredytu darmowego przysługuje także konsumentowi, który miał problemy ze spłatą zobowiązania i jego sprawa trafiła do sądu – a nawet została już skierowana do windykacji komorniczej.

Słuchając ostatnich wypowiedzi bankowców o sankcji i jej potencjalnym wpływie na całą branżę trudno jednak nie odnieść wrażenia, że banki są zaskoczone. Tym, że klienci zaczęli korzystać z przysługujących im uprawnień.

Sądy po stronie konsumentów

W oficjalnej narracji banków problem nie istnieje, a już na pewno nie powinno się go porównywać z kryzysem frankowym, który zaowocował dotąd ponad 190 tysiącami spraw w sądzie i blisko 50 tysiącami ugód. Na sądowe rozstrzygnięcie czeka obecnie ok. 10 tysięcy pozwów o sankcję kredytu darmowego, a ryzyko przegranej banki oceniają na tak niskie, że nie widzą konieczności tworzenia rezerw na ten cel. Ale jeśli jest tak dobrze, to dlaczego za pośrednictwem Związku Banków Polskich branża apeluje do rządu o pilną nowelizację ustawy o kredycie konsumenckim, idącej jej zdaniem za daleko w ochronie interesów klientów?

Odpowiedź na to pytanie może zawierać ostatni raport półroczny banku Millenium, w którym można przeczytać, że w 33 sprawach o sankcję kredytu darmowego prawomocnie zakończonych w pierwszym kwartale br. Millenium odniósł 32 zwycięstwa. Sytuacja nagle zmieniła się w kolejnym kwartale: z 22 spraw aż siedem zakończyło się wygraną klientów. Millenium wyłamał się z branżowej omerty i jako jedyny upublicznił takie dane, z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak założyć, że podobną tendencję widać w innych bankach. A to z kolei dowodzi, że sądy w Polsce, które dotychczas traktowały tego typu postępowania jako rezultat pieniactwa konsumentów, coraz częściej zaczynają stawać jednak po ich stronie. Na dodatek pod koniec lipca sąd w Łodzi skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE prośbę o wykładnię, która może sprawić, że w polu rażenia sankcji kredytu darmowego znajdzie się większość z ok. 18 mln spłacanych kredytów konsumenckich. I to nie z tak błahego powodu, jak „brak przecinka”, o którym z emfazą opowiadał dziennikarzom na wrześniowej konferencji prezes ZBP Tadeusz Białek.

Czy można wygrać z bankiem

Lista błędów i niedopatrzeń, które zgodnie z prawem pozwalają klientowi powołać się na sankcję kredytu darmowego, liczy 29 pozycji, ale zdaniem bankowców problemem nie jest ich liczba. Bardziej niepokoi ich konstrukcja artykułu 45. ustawy o kredycie konsumenckim, który sankcję kredytu darmowego pozwala uruchomić klientowi jednostronnie, nawet bez konsultacji z prawnikiem; wystarczy, że poinformuje o tej decyzji wierzyciela. Bank niemal na pewno skieruje sprawę do sądu, ale sam niski próg wejścia w spór z instytucją finansową bardzo bankowcom nie odpowiada. 

Dziwi ich również to, że prawo do sankcji przysługuje klientowi nawet wtedy, gdy uchybienie kredytobiorcy „nie wpływa negatywnie na sytuację ekonomiczną konsumenta”. Zdaniem szefa ZBP ustawa w aktualnym brzmieniu uzasadnia skrajne interpretacje, które rozciągają takie prawo na sytuację, gdy w umowie bank nie poda adresu mailowego do doręczeń elektronicznych. Albo gdy wymieniając organ nadzoru, pomyli się i wskaże jedynie UOKiK, a nie prezesa UOKiK. Pretensje bankowców nie płyną przy tym pod adresem klientów, lecz w stronę kancelarii odszkodowawczych, które mają dziś na masową skalę kusić Polaków iluzją łatwej wygranej w sądzie i darmowego kredytu. Wiele z nich skupuje nawet takie roszczenia, co zmusiło jeden z polskich sądów do zapytania TSUE, czy klient może odsprzedać prawo do sankcji darmowego kredytu.

W rzeczywistości sen z powiek spędza jednak polskim bankowcom nie to zapytanie. Z przerażeniem czekają na odpowiedź TSUE na pytanie łódzkiego składu, którego uwagę przykuła nagminnie stosowana przez banki praktyka kredytowania prowizji.

Prowizja od kredytu

Od 2006 r. klientów polskich instytucji finansowych chronią przepisy, które określają maksymalną wysokość odsetek kapitałowych. Innymi słowy – najwyższą stawkę, jakiej można zażądać od klienta za pożyczone pieniądze. Odsetki maksymalne są powiązane z wysokością stóp procentowych, które ustala NBP.

Banki i inne instytucje finansowe znalazły jednak sposób, by to ograniczenie obejść. Na niemal każdy kredyt konsumencki, prócz udostępnionego kapitału i odsetek, składa się dziś także prowizja, czyli jednorazowa opłata, która teoretycznie ma pokryć bankowi koszt obsługi wniosku. W epoce cyfrowej, gdy nawet oceną zdolności kredytowej klienta zajmują się algorytmy, koszty oczywiście są bliskie zeru, ale to nie przeszkadza bankom windować prowizje. Instytucje finansowe nie są oczywiście organizacjami non profit i mają prawo do zarobku, chodzi jednak o to, by robiły to w granicach prawa. Większość polskich banków wspaniałomyślnie rozbija tymczasem klientowi prowizję na raty, po czym traktuje ją jak udostępniony klientowi kapitał i od niej również nalicza mu odsetki. 

Prowadzi to do kuriozalnych sytuacji, gdy bank wypłaca klientowi 99,2 tys. zł w zamian za prowizję, która wraz z odsetkami kosztuje klienta przez cały okres kredytowania aż 59 tys. zł. Zdaniem części prawników takie działania stoją nie tylko w sprzeczności z ustawą o kredycie konsumenckim, która każe oddzielać prowizję od odsetek. Kłócą się także z innymi zapisami prawa bankowego, które pozwalają naliczać odsetki jedynie od sumy, którą bank udostępnił klientowi. Łódzki sąd, do którego trafiła jedna ze spraw o sankcję darmowego kredytu, ma wątpliwości, czy „udostępnieniem kapitału” jest także niepobranie od klienta należnej prowizji i następnie obciążenie tej sumy odsetkami – i właśnie o to pyta TSUE. Odpowiedź może okazać się zgodna z interpretacją prawników banków, nie da się jednak wykluczyć, że Trybunał dopatrzy się w tej praktyce działań na szkodę klienta.

– A wtedy zbudzimy się w rzeczywistości, w której bliskie prawdy okażą się opowieści kancelarii odszkodowawczych, wciskających klientom, że siedem na dziesięć umów kredytu konsumpcyjnego zawiera błędy – zauważa były prezes dużego polskiego banku, prosząc o niepodawanie nazwiska i nazwy niedawnego pracodawcy.

Tylko w 2023 r., podaje Biuro Informacji Kredytowej, w Polsce zaciągnięto kredyty ratalne i gotówkowe na 83,5 mld zł. Spłata tego typu zobowiązania statystycznie trwa w Polsce 24 miesiące, a potem klientowi przysługuje jeszcze rok na złożenie roszczenia – to oznacza, że w polu rażenia sankcji darmowego kredytu znajduje się obecnie kapitał rzędu 250 mld zł. Gdyby tylko co trzecia taka umowa zawierała błędy umożliwiające jej zerwanie, banki ryzykowałyby rokrocznie zarobkiem od 75 mld zł – aż do momentu, kiedy przedawni się ostatnia z felernych umów. I oczywiście przy założeniu, że nowe nie zawierałyby już prawnych defektów.

– Ale jeśli nawet w tej sprawie TSUE opowie się po stronie banków, problem nie zniknie – ciągnie cytowany wyżej prezes. – Proszę odpalić YouTube’a, wpisać hasło „sankcja kredytu darmowego”. Znajdzie pan dziesiątki filmów wyliczających błędy i nadużycia w umowach bankowych. Wiele z nich jest prawdziwych.

Przywileje banków

Lista jest rzeczywiście długa. Na porządku dziennym są żądania od klientów zakupu ubezpieczenia na wypadek utraty pracy, nawet w sytuacji, gdy o kredyt ubiega się osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą. Wymagane często ubezpieczenie niskiego wkładu własnego zabezpiecza z kolei jedynie interes banku, mimo że płatnikiem jest klient. W umowach kredytu o zmiennej stopie procentowej (w Polsce stanowią one nadal miażdżącą większość) regularnie pojawia się zaś wzmianka o tym, że zmiana oprocentowania może – a więc nie musi – nastąpić po zmianie któregoś ze wskaźników referencyjnych, najczęściej stóp procentowych NBP. To z pozoru niewinne sformułowanie pozwala bankom dokładać odsetek nazajutrz po każdej podwyżce stóp – i nie zmieniać oprocentowania po obniżce. Klient może się zresztą jedynie domyślać, do którego wskaźnika referencyjnego odniósł się bank, bo część umów milczy nawet o tym.

Jeśli obawy przed nadchodzącym tsunami pozwów o sankcję darmowego kredytu okażą się przesadzone, będą i tak wiarygodnym miernikiem nastrojów w bankowości. Branży, która przez pierwsze dwie dekady po zmianie ustroju gospodarczego mogła robić z polskimi klientami, co tylko chciała. Jej przywileje, pochodzące z czasów, gdy wszystkie banki w kraju były państwowe i jako takie były traktowane przez prawo jako instytucje publiczne, zapewniały bankowcom gigantyczną przewagę w sporach z klientami. 

Dość przypomnieć funkcjonujące aż do sierpnia 2016 r. kuriozum, jakim był bankowy tytuł egzekucyjny, który pozwalał bankowi skierować do komornika sprawę każdego wierzyciela, bez postępowania sądowego, wyłącznie w oparciu o własne wyliczenia skali zadłużenia. W oparciu o BTE bank mógł w każdej chwili przystąpić do windykacji dowolnego kredytu, także spłacanego bez opóźnień. W praktyce takie przypadki były bardzo rzadkie, ale sam fakt, że prawo je dopuszczało, oddziaływał trzeźwiąco na klientów, którym zamarzyłby się proces z grającym nieczysto kredytodawcą. Przez lata banki w Polsce cieszyły się jednak powszechną opinią instytucji zaufania publicznego, która z definicji nie może działać na niekorzyść petenta, co z kolei sprawiało, że mało kto wczytywał się w treść umów. 

Jak Polacy spłacają kredyty

Otrzeźwienie przyniósł dopiero kryzys frankowy, który pokazał, że w grze o zyski rzekome instytucje zaufania publicznego mogą posunąć się do zagrań, jakich można by się spodziewać raczej po paserze. Ale nawet dziś – po wizerunkowej katastrofie z frankami, po wcześniejszych aferach z poliso-lokatami i po skandalu z opcjami walutowymi, które prawie 20 lat temu odesłały w niebyt dziesiątki prężnie działających firm – odsetek Polaków ufających branży nie spada poniżej 60 proc. W porównaniu z rokiem 2017 zaufanie do banków zmalało o 12 punktów procentowych, ale ta żółta kartka w niewielkim stopniu przekłada się na ich codzienność. Pomimo starań kancelarii prawnych, które zapewniają, że kredyt to taki sam produkt jak żelazko czy worek ziemniaków, przekonanie, że dług jest zobowiązaniem honorowym, nadal ma się w Polsce relatywnie dobrze. 

W najnowszym raporcie o stanie branży Związek Banków Polskich z satysfakcją odnotowuje, że w 2023 r. odsetek kredytów konsumpcyjnych zagrożonych brakiem regularnych spłat spadł w porównaniu do roku 2022 z 8,6 do 8 proc. Pożyczki hipoteczne – wyłączone ustawą spod sankcji kredytu darmowego – od lat spłacane są z jeszcze większą skrupulatnością i nie zmieniają tego nawet statystyki Europejskiego Banku Centralnego, z których wynika, że banki nad Wisłą pożyczają na mieszkania najdrożej w UE.

Polski rynek finansowy po 35 latach wolnego rynku jest więc nadal krainą skrajności. Dobrych klientów obsługują tu złe banki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Prawo a sprawiedliwość