Od początku roku w Polsce zarejestrowano 219 nowych lombardów, 139 innych zlikwidowano, a 43 zawiesiły działalność. W efekcie, jak donosi dziennik „Rzeczpospolita”, posiłkując się danymi firmy doradczej Dun & Bradstreet Poland, sieć lombardów urosła w tym czasie aż o 80 placówek i to pomimo zaostrzenia przepisów, które od stycznia pozwalają prowadzić taki biznes wyłącznie podmiotom zarejestrowanym jako spółka.
Co trzy dni w Polsce otwiera się nowy lombard
Statystyka odziera rzeczywistość z dramatyzmu, lepiej więc napisać, że od nowego roku średnio co trzy dni gdzieś w Polsce otwiera się nowy lombard: placówka kojarzona raczej z gospodarczą wielką smutą początków tego stulecia, gdy w wielu regionach kraju bez pracy był przeszło co trzeci dorosły. Jak czytać te dane w momencie, gdy wskaźnik bezrobocia w niektórych województwach nie przekracza 3 proc.?
Wyjaśnienia są dwa i jedno nie wyklucza drugiego. W rosnącej liczbie lombardów ekonomiści badający handel drugiego obiegu dostrzegają symptomy rosnącej świadomości ekonomicznej Polaków, którzy zaczynają dostrzegać wartość nawet zbędnych przedmiotów. Problem w tym, że w tę potrzebę wtórnego obiegu idealnie wpisały się już dawno internetowe platformy aukcyjne oraz serwisy typu OLX czy Vinted, gdzie bez trudu można sprzedać każdy niemal szpargał.
Przewaga lombardu polega jednak na tym, że zapewnia pieniądze od ręki. To zaś bezpośrednio prowadzi do drugiego wyjaśniania lombardowego fenomenu, w którym musi paść modne ostatnio wśród ekonomistów słowo „nierówności”. Polska gospodarka znów nabiera rumieńców, pensje rosną szybciej od inflacji, ale to rzeczywistość, w której dane jest funkcjonować jedynie części z nas. Tych, którym nie starcza do pierwszego, znów przybywa w tempie, które uzasadnia otwieranie nowego lombardu co trzy dni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















