Czy można pić piwo i tańczyć w miejscu, gdzie cierpieli ludzie? Lekcja historii z niemieckiego Eberswalde

80 lat temu młode Polki, zesłane pod przymusem, produkowały tutaj pociski dla Wehrmachtu. Dziś w dawnych obozowych barakach alternatywne zespoły grają dla lewicowej głównie publiki. Przyglądaliśmy się tej niezwyczajnej lekcji historii.
z Eberswalde (Niemcy)
Czyta się kilka minut
Koncert zespołu Antispielismus (w baraku „koncertowym”). 8 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Wiśniewski
Koncert zespołu Antispielismus (w baraku „koncertowym”). 8 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Wiśniewski

Pomieszczenie jest długie, niskie i ciemne. Ściany oblepiają liczne plakaty koncertowe – setki plakatów, głównie punk, metal, rock, reggae. Ścienny kalendarz wylicza imprezy z ostatnich ponad już 25 lat. Na tyłach bufiaste sofy i stół z piłkarzykami. Pochyleni nad nim czterej rośli mężczyźni rykiem dają znać światu, kiedy któryś strzeli gola.

Za nimi bar. Ludzie oparci o ladę kupują kolejki piwa z lokalnego browaru. Pod ścianą rura do tańca i napis: „Sex und Streik brauchen Dauer” (Seks i strajk wymagają czasu). Obok już klasycznie: „Punk is not dead” (Punk nie umarł), a także politycznie: „Naziści wynocha (wreszcie)”. Naprzeciw czarna flaga, symbol organizacji Kein Bock auf Nazis – zaciśnięta pięść sprzeciwu wobec skrajnej prawicy i neonazizmu.

Kein Bock auf Nazis to największa w Niemczech ogólnokrajowa inicjatywa młodzieżowa przeciw skrajnej prawicy, założona w 2006 r. Ściśle rzecz biorąc, kiedyś młodzieżowa – czas biegnie, teraz więc skupiająca również młodych dorosłych i dorosłych.

Scena w Eberswalde to miejsce przesiąknięte przeszłością

W zadymionym pomieszczeniu niska scena pojawia się i znika w migającym świetle reflektorów. Ze sceny płyną ostre dźwięki punk-ska. Grający zespół szaleje. Pod sceną zaś szaleje tłum. Głowy ogolone i długowłose. Twarze przekłute kolczykami i całkiem gładkie. Skaczą obok siebie glany i trampki, kurtki bomberki i wyjściowe sukienki mini.

Puzonista w ferworze zeskakuje ze sceny między ludzi. Obok niego w tańcu zapamiętuje się potężny mężczyzna z imponującymi tatuażami i jeszcze bardziej imponującym irokezem.

– Kto jeszcze nie zna historii miejsca, gdzie dziś zagracie? – Wcześniej w pokoju za kulisami Lars ze stowarzyszenia Exil, które organizuje ten koncert, pyta zespół przed wyjściem na scenę. Jeden z muzyków podnosi rękę.

Członkowie stowarzyszenia Exil, z którymi rozmawialiśmy - Marcel, Stern i Benni Karsten (współprzewodniczący Exil). 7 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Wiśniewski

– Jesteśmy w jednym z dwóch baraków należących do obozu w Eberswalde, który był podobozem obozu koncentracyjnego Ravensbrück – wyjaśnia Lars. – To ostatnie naziemne pozostałości po tym obozie. To tutaj setki kobiet, głównie z Europy Wschodniej, wykonywały katorżniczą pracę. Były torturowane, głodzone i bite przez strażników.

Muzyk, który nie wiedział, gwałtownie wciąga powietrze. Ktoś inny mówi: – Nie wiedziałem, że to miejsce jest tak przesiąknięte historią.

– Dlatego opowiadamy o tym każdemu zespołowi, który tu gra. Z każdego zakątka świata. Pamięć o tym musi przetrwać – mówi Lars.

Firma Ardelt zatrudniała kilka tysięcy więźniarek z obozu w Eberswalde

Obóz pracy w Eberswalde – dziś 40-tysięcznym miasteczku w landzie Brandenburgia, blisko granicy z Polską – był jednym z ponad czterdziestu podobozów, tj. małych obozów podlegających administracyjnie obozowi koncentracyjnemu w Ravensbrück. Ten zaś był największym na terenie III Rzeszy obozem koncentracyjnym dla kobiet.

Podobóz w Eberswalde utworzono w sierpniu 1943 r. na zlecenie braci Ardelt, właścicieli przedsiębiorstwa Ardeltwerke, którzy potrzebowali pracowników – najlepiej darmowych.

Założone na początku XX w. jako firma rodzinna, zakłady Ardeltwerke szybko się rozwinęły; jeszcze przed I wojną światową firma miała filie w Berlinie, Hamburgu i Zagłębiu Ruhry. Produkowano maszyny dla przemysłu, lokomotywy, konstrukcje stalowe, dźwigi. Potem, w czasach III Rzeszy, Ardeltwerke przestawiły się całkiem na produkcję zbrojeniową, czerpiąc także profity z terenów okupowanych (kolejna filia powstała w Czechach).

Do firmowych zakładów trafiło kilka tysięcy więźniów, mężczyzn i kobiet z różnych krajów okupowanej Europy. W Eberswalde było kilkaset kobiet. Pracowały po 12 godzin dziennie, produkując broń dla Wehrmachtu.

Trzem nastolatkom z Polski udało się przeżyć

Wiele z nich było ledwie nastolatkami. Tak jak trzy kobiety z Polski, współwięźniarki, którym udało się przetrwać obóz pracy: Wacława Gałęzowska, Janina Wyrzykowska i Marianna Bogusz.

Piętnasto-, szesnastoletnie, pracowały na zmiany, dzień i noc. Dźwigały pociski przeciwlotnicze, spawały, obrabiały pilnikami części do samolotów. Ze zmęczenia zasypiały w pracy. Mdlały z wycieńczenia, głodu i zimna. Chodziły w jednej sukience, na której zasychała skorupa brudu. Nie miały pończoch, bielizny, butów. Zimą, żeby choć odrobinę się ogrzać, owijały się kradzionym z fabryki papierem do pakowania.

Baraki, w których mieszkały, były przepełnione. Panowała wszawica. Spały na trzypiętrowych pryczach. W nocy, kiedy nie można było opuszczać pomieszczenia, za ubikację służyło wiadro w przedsionku. Zimą marzły pod cienkimi kocami, bo piec pośrodku baraku nie był w stanie ogrzać pomieszczenia.

Tego samego baraku, w którym teraz na koncercie przy piwie bawią się ludzie.

– Gdybyśmy nie przejęli tych baraków, to miejsce dziś by nie istniało – mówi Benni Karsten, członek i współprzewodniczący stowarzyszenia Exil. – Albo, w najlepszym razie, stałoby puste. Lub może byłaby tu jakaś martwa wystawa, na którą nikt nie chciałby przychodzić. Gdybyśmy nie wykorzystali tego miejsca, to kto by to zrobił i do jakich celów?

Punkowy klub w Eberswalde

Po tym jak w 1945 r. teren ten zajęła Armia Czerwona, a w 1949 r. powstała komunistyczna NRD, baraki w Eberswalde przechodziły z rąk do rąk. Początkowo służyły jako szwalnia, a sąsiadujący z nimi teren zajmowała sowiecka dywizja.

Po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. baraki popadły w zapomnienie, aż trafiły pod zarząd Federalnego Urzędu ds. Nieruchomości. Planowano ich rozbiórkę, by zrobić miejsce pod duży sklep meblowy. Los budynków odwrócił się jednak w 1997 r.: zajęła je grupa punków, wśród których był Kai Jahns (znany w Brandenburgii aktywista społeczny). Utworzyli klub młodzieżowy i kulturalny jako stowarzyszenie Exil.

– Stan baraków nawet w przybliżeniu nie był taki jak teraz – wspominają członkowie stowarzyszenia. Robili remonty, doprowadzili budynki do stanu używalności, a wszystko siłą własnych rąk i nakładem własnych kosztów. Jednocześnie zabiegali, by stać się właścicielami budynków. Udało się to w 2008 r., dzięki wsparciu miasta: odsprzedano im baraki za symboliczne jedno euro.

Rok później firmy i osoby prywatne z Eberswalde zebrały fundusze na pilny remont dachu. W kolejnym roku, dzięki wsparciu ministerstwa nauki i kultury landu Brandenburgia oraz powiatu Barnim (na jego terenie leży Eberswalde), przeprowadzono remont konstrukcji baraków.

Początkowo Exil skupiało się na działalności kulturalnej i edukacji młodzieży, m.in. organizując wystawy objazdowe o obozach koncentracyjnych. Z czasem uznali, że historia tego miejsca wymaga bardziej trwałego upamiętnienia. W 2011 r. otworzyli stałą wystawę „Spotkanie z Eberswalde: tu nie ma nienawiści”, opartą na świadectwach więźniarek, w tym wspomnianych Polek – Wyrzykowskiej, Gałęzowskiej i Bogusz. Obecnie wystawa jest digitalizowana, by mogła dotrzeć do szerszej publiczności.

Przyjść może każdy. Prawie każdy

Z członkami stowarzyszenia Exil rozmawiamy w obszernej kuchni, mieszczącej się w baraku wystawowym.

Przed nami na stole paruje herbata. Raz po raz słychać dzwonek wyłączającego się piecyka. Wtedy młoda Ukrainka wyciąga z niego formy potrzebne w projekcie artystycznym. Pracuje nad nim z miejscowym artystą w sali obok. W baraku są też biura ekipy Exil, sala projekcyjna, pokoje udostępniane w czasie warsztatów, a także mieszkalne (na piętrowych łóżkach nocują zespoły po koncertach).

O tym, w jakim jesteśmy miejscu, przypomina wmurowana w ziemię gablota. W niej: pociski przeciwlotnicze i szmaciane lalki, które wyszły spod ręki pracujących tu kobiet.

Wmurowana w podłogę baraku "administracyjnego" gablota z pociskami przeciwlotniczymi i szmacianymi lalkami, które wyszły spod ręki pracujących w obozie kobiet. 7 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Wiśniewski

Ale Exil jest nie tylko dla twórców i zespołów. Często odbywają się warsztaty i zajęcia także dla imigrantów: Libańczyków, Syryjczyków, Ukraińców. W stowarzyszeniu uczą się języka, kultury i historii Niemiec. Otrzymują pomoc w zakresie praw i integracji. Przyjść może każdy, kto tego potrzebuje.

 

– Tylko nie naziści. Nie chcemy tu nazistów i przemocy – podkreślają członkowie Exil.

Członkowie stowarzyszenia Exil – Benni i Carsten – w czasie przygotowań miejsca do koncertu (przed barakiem „administracyjnym”). 7 grudnia 2024 r. // Fot. Andrzej Wiśniewski

Po zjednoczeniu Niemiec punki walczyły ze skinami

W pierwszych latach po zjednoczeniu Niemiec w 1990 r. Eberswalde konfrontowało się – podobnie jak wiele miejscowości w byłej NRD – z gwałtownym wzrostem nastrojów nacjonalistycznych i przemocy ze strony neonazistów. Obcokrajowcy i młodzież o lewicowych poglądach byli szczególnie narażeni na ataki i zastraszanie.

Dochodziło też do zbrodni. I tak, pod koniec 1990 r. mieszkańcami Eberswalde wstrząsnęła śmierć Amadeo Antonio Kiowa. Był Angolczykiem, który przyjechał do NRD jako pracownik kontraktowy i został po zjednoczeniu. W listopadową noc został pobity przez grupę neonazistów i zmarł z odniesionych ran.

Jego śmierć stała się wtedy symbolem narastającej fali rasizmu w zjednoczonych Niemczech, czego widocznym wyrazem na poenerdowskim terenie były wtedy liczne środowiska skinheadów. Dla punków z Eberswalde był to impuls do działania. Przeciwstawiając się nienawiści, w 1997 r. założyli stowarzyszenie Exil – początkowo mające na celu ochronę młodzieży, imigrantów i mniejszości. Wierni swoim antyestablishmentowym wartościom i misji ochrony słabszych, stworzyli bezpieczne przestrzenie dla potrzebujących.

Nie ograniczali się do biernego sprzeciwu. Ich motto „DIY” („Zrób to sam”) oznaczało też, bywało, bezpośrednią konfrontację z neonazistami, również tę fizyczną.

Punk zagłusza AfD

W 2000 r. społecznością Eberswalde, a stowarzyszeniem Exil w szczególności, wstrząsnęła kolejna śmierć. Jeden z punków zaangażowanych w jego działalność, Falko Lüdtke, został zepchnięty przez neonazistę na jezdnię pod koła nadjeżdżającego samochodu.

Ludzie z Exil włączyli się w walkę o sprawiedliwość dla Falka. Domagali się uznania jego śmierci za zbrodnię polityczną, wspierali jego rodzinę. Śmierć Falka wzmocniła jeszcze ich determinację.

Tak jest do dziś, choć – jak przyznają – wiele się zmieniło.

– Teraz skrajni prawicowcy tak jawnie nie ukazują swoich poglądów, swojej agresji. Ale to wciąż jest obecne. Tylko bardziej ukryte, subtelne – mówi Benni. – To tak, jakbyś zbyt głęboko zajrzał w szklankę i tylko, gdy się dobrze przyjrzysz, widzisz tam nagromadzony obrzydliwy brud.

Jednak gdy trzeba, Exil reaguje. W kwietniu 2024 r. skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zorganizowała w pobliżu baraków demonstrację. Członkowie AfD chcieli w ten sposób zakłócić spotkanie wyborcze Marie-Agnes Strack-Zimmermann, kandydatki do europarlamentu z ramienia liberałów (FDP). Strack-Zimmermann dała się poznać także jako zwolenniczka wsparcia ze strony Niemiec dla Ukrainy, czemu AfD jest przeciwna.

– To była czysta prowokacja ze strony AfD – wspomina Lars. – Oni zrobili swoją demonstrację akurat tutaj, przy barakach. Użyliśmy koncertowego systemu nagłośnieniowego i zagłuszyliśmy ich, zalaliśmy naszą muzyką.

Siła śpiewu w Eberswalde

Marcin wyjechał z Polski wraz z rodzicami w 1987 r., gdy miał 10 lat. Od niemal czterech dekad Berlin to jego dom. W zespole Frau vorne und die Hintermänner, który właśnie zszedł ze sceny, jest basistą.

– Dopiero dziś się dowiedziałem o historii tego miejsca. Muszę przyznać, że jestem poruszony. Tym bardziej że ktoś z mojej rodziny zginął w głównym obozie Ravensbrück – mówi Marcin. – To miejsce pokazuje, że historią można żyć, a nie tylko na nią patrzeć. Cieszę się, że właśnie to miejsce wypełnione jest muzyką. Bo muzyka łączy, a nie dzieli.

Słowa o sile muzyki, pieśni, wybrzmiewają także ze wspomnień Wacławy Gałęzowskiej, więźniarki: „Po pracy siedziałyśmy w świetlicy. Nasza zastępcza matka dbała o to, byśmy zawsze odmawiały wieczorną modlitwę. I to ona powiedziała do nas: »Nie poddamy się, będziemy śpiewać!«. Więc śpiewałyśmy pieśni religijne, czasami patriotyczne. Inne jednak jęczały: »Przestańcie!«. Ale te pieśni dawały nam tyle otuchy”.

Wacława podzieliła się tymi wspomnieniami z członkami stowarzyszenia Exil w 2010 r., gdy wraz z Janiną Wyrzykowską i Marianną Bogusz odwiedziły Eberswalde. Kobiety wróciły do miejsca, które naznaczyło ich życie. Zwiedziły baraki, w których mieszkały, i fabrykę, w której pracowały. Opowiadały swoją historię, także koleżanek, które nie przeżyły obozu.

Ich wspomnienia, zebrane przez badaczkę Ewę Czerwiakowski, można dziś przeczytać na stronie internetowej Fundacji Obywatelskiej Barnim Uckermark (eisenspalterei.org).

Powrót do Eberswalde

Podczas tamtej wizyty ludzie ze stowarzyszenia Exil zapewniali Wacławę, Janinę i Mariannę, że pamięć o historii tego miejsca jest żywa, że nie odejdzie w zapomnienie.

– Dziś te kobiety już nie żyją – ze smutkiem mówi Lars. – Kiedy tu były, zaczęliśmy je przepraszać za nasz kraj, za to, co przeszły. Ale nie chciały o tym słyszeć. Powiedziały tylko: „Nie musicie przepraszać. To nie jest wina waszego pokolenia”. I to jeszcze bardziej nas mobilizuje, żeby dopilnować, aby to, co się tu wydarzyło, nigdy nie zostało zapomniane.

„Dla mnie jest najważniejsze, że coś po nas zostanie. Ci młodzi ludzie pielęgnują pamięć. Krok po kroku powinni dalej tym się zajmować, tak abyśmy przy kolejnej wizycie mogły im powiedzieć: Jesteśmy z was dumne” – tak spotkanie z członkami Exil wspominała Marianna Bogusz.

Janina Wyrzykowska tak podsumowała wizytę: „Zobaczyłam resztki baraków, w których mieszkałyśmy, i nie mogłam powstrzymać się od łez. Jednak w ciągu następnych dni okazano nam tyle życzliwości i ciepła. Tutaj nie ma już nienawiści”.

Współpraca Mareike Hoeck

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Scena z przeszłością