„Cień komendanta”: jak potomkowie Rudolfa Hössa radzą sobie z brzemieniem jego zbrodni

Dokument Danieli Völker mógłby stanowić post scriptum do „Strefy interesów” Jonathana Glazera. Syn, córka i wnuk komendanta obozu w Auschwitz znajdują trzy różne sposoby, by zmierzyć się ze swoim dziedzictwem. Czy spotkanie z ocalałą z Zagłady Anitą Lasker-Wallfisch wpłynie na tę konfrontację?
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Cień komendanta”, reż. Daniela Völker, 2024 r. // Materiały prasowe Max
Kadr z filmu „Cień komendanta”, reż. Daniela Völker, 2024 r. // Materiały prasowe Max

O tej porze, równe 80 lat temu, ciągle jeszcze mieszkali w wilii tuż za murami obozu. Wtedy już zarządzał nim nowy komendant, a piece krematoriów ledwo ostygły po hekatombie węgierskich Żydów. Kilka miesięcy wcześniej akcję osobiście nadzorował Rudolf Höss, podczas gdy jego dzieci baraszkowały sobie tuż obok, w wypielęgnowanym ogrodzie. Po latach jedno z nich, sędziwy Hans Jürgen w towarzystwie syna Kaia, zwiedza oświęcimski dom, w którym spędził kawałek szczęśliwego dzieciństwa. Taka scena otwiera dokument „Cień komendanta” i mógłby on stanowić przypis lub post scriptum do fabularnej „Strefy interesów” Jonathana Glazera.

„Moje życie było barwne i niezwykłe” – pisał komendant w swojej autobiografii, dzieląc się potem na chłodno szczegółami swojej zbrodniczej aktywności. Dziś jego prawie 90-letni syn zostaje skonfrontowany z prawdą, przez lata skutecznie wypieraną bądź negowaną. Podobnie jego siostra, która wręcz idealizuje dawno nieżyjących rodziców, choć jednocześnie w swojej chorobie nowotworowej dopatruje się kary za ojcowskie przewiny.

CIEŃ KOMENDANTA – reż. Daniela Völker. Prod. USA/Izrael/Polska/Wielka Brytania/Niemcy 2024. Max

Zupełnie inaczej podchodzi do tego Kai Höss, czyli wnuk Rudolfa, nawrócony chrześcijanin i charyzmatyczny pastor ze Stuttgartu. Jako jedyny żyje od lat w cieniu Auschwitz, z pełną świadomością i odpowiedzialnością, równocześnie zadając sobie pytanie, czy i na ile jest podobny do swojego dziadka. Który – przypomnijmy – miał na sumieniu, przynajmniej pośrednio, trzy miliony ofiar. Teraz Kai chciałby, żeby także jego ojciec zmierzył się u kresu życia z podstawowymi faktami na temat własnego ojca.

Film niemiecko-argentyńskiej dokumentalistki Danieli Völker pokazuje tę konfrontację poprzez spotkanie z Anitą Lasker-Wallfisch, wiolonczelistką urodzoną we Wrocławiu, ocalałą z Zagłady i mieszkającą obecnie w Londynie, choć przecież ona także przynależy do „milczącego pokolenia”. Za to jej córka mogłaby wiele powiedzieć o tzw. dziedziczeniu traumy.

„Cień komendanta” nie jest filmem wybitnym. Często operuje oczywistościami czy wręcz kliszami w rodzaju „Niemcy lubili porządek”, a w archiwaliach znajdziemy znane nam skądinąd kadry. Jak wiele dokumentów o Zagładzie zrobionych z myślą o zachodniej widowni, spełnia po części misję edukacyjną, toteż dla kogoś, kto posiada elementarną wiedzę historyczną, ten „przypis” może okazać się zbędny.

Największą wartością są tu żywi ludzie, sfilmowani w momencie, kiedy pozostało im już bardzo mało czasu. I zdają sobie sprawę, że chociaż nie są w stanie zmienić przeszłości, mogą zrobić coś, co uczyni jej ciężar, jak w przypadku ofiary, trochę bardziej znośnym. Albo wręcz przeciwnie – uczyni ją bardziej realną i tym samym pozwoli synowi oprawcy wreszcie stanąć w prawdzie. Dwa równoległe wątki tego dokumentu, które zrazu rozdzierają go na pół, w finale muszą się spotkać, jakkolwiek trudno mówić tu o całkowicie niewymuszonym pojednaniu.

Völker nakręciła film o podróży, tej realnej i tej symbolicznej. Jej wszystkie drogi prowadzą do Auschwitz, do miejsca upamiętnienia i zarazem ostrzeżenia. Bo wzrost nastrojów antysemickich jest dzisiaj faktem, jednakże bohaterowie filmu mówiąc o tym zjawisku, żyją w czasie minionym i nie zagłębiają się we współczesne okoliczności. Mimo to z ich słów wiele można wyczytać o uniwersalnych mechanizmach pamiętania czy o syndromie ofiary. Zarówno syn komendanta uciekający całe życie przed jego cieniem, jak i bohaterka, która przeżyła obóz i zamilkła, stali się zakładnikami własnej niepamięci. Oczywiście, film w żaden sposób tych doświadczeń nie zrównuje ani nawet nie porównuje, pokazuje tylko, że nigdy nie jest za późno, by podjąć próbę zmierzenia się ze swoim dziedzictwem. Traumatycznym albo po prostu tym niechcianym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”