Czy lekarstwem na samotność, niepewność lub lęk mogą być psychodeliki?

Nigdy mnie to do końca nie przekonywały te hurraoptymistyczne opowieści o duchowych iluminacjach czy przewrotach społecznych prowadzących do powszechnej równości, tolerancji i pokoju. Ilekroć ktoś przedstawia mi cudowny lek na wszystko, tylekroć zwiększam dystans.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

Pięć lat temu wybrałem się do Londynu, żeby wziąć udział w Breaking Convention – konferencji poświęconej tematyce badań nad substancjami psychodelicznymi. Było to, przyznam, doświadczenie inspirujące, malownicze, ale i na swój sposób osobliwe. A przypomniałem sobie o nim nie tyle z powodu rocznicy, ile nowych, istotnych doniesień z tej dziedziny.

O nich jednak – za chwilę. Najpierw wróćmy do konferencji. Tamte trzy niezwykle intensywne londyńskie dni w sierpniu 2019 r. upłynęły mi tyleż w przestronnych salach wykładowych Uniwersytetu Greenwich, ile na kuluarowych rozmowach i posiedzeniach w okolicznych knajpach. Nade wszystko zaś – na spotkaniach z ludźmi, których się zazwyczaj, proszę mi wierzyć, wcale nie spotyka, a jeśli już spotyka, to na pewno nie w takiej kondensacji. No bo sami posłuchajcie. W jednym pomieszczeniu amazońscy szamani – występujący, dodam, w tradycyjnych strojach – opowiadali o swoich rdzennych kulturach i przechowywanych tam od pokoleń rytualnych metodach stosowania halucynogenów. Tuż obok weterani kontrkultury lat 60. przekonywali, że LSD (substancja zsyntetyzowana ongiś przez szwajcarskiego chemika Alberta Hofmanna) i psylocybina (obecna w niektórych grzybach) to w zasadzie uniwersalne eliksiry, których zażywanie nie tylko prowadzi do głębokiego duchowego przebudzenia, ale stanowi również panaceum na wszelakie polityczne podziały i wojny. Po sąsiedzku natomiast praktykujący psychiatrzy i pełnoskalowi naukowcy (z tak szacownych instytucji jak Imperial College London czy Hannover Medical School) relacjonowali obiecujące wyniki badań nad aplikacją psychodelików do leczenia depresji czy zespołu stresu pourazowego.

Panowała atmosfera euforii i życzliwości porównywalnej chyba tylko z epoką dzieci kwiatów. Wiadomo: od dawna mówi się o tzw. renesansie psychodelicznym, czyli odkrywaniu na nowo potencjału terapeutycznego środków, które mniej więcej w drugiej połowie XX w. uznano za niebezpieczne i nielegalne. W ostatnich dekadach studia nad medyczną wartością psylocybiny, MDMA czy LSD zaczęto prowadzić w wielu prestiżowych ośrodkach akademickich, m.in. w Johns Hopkins University. A Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies, założona niespełna 40 lat temu przez Ricka Doblina (również występującego na Breaking Convention 2019), od początku działa na rzecz legalizacji psychodelików i włączenia ich do obrotu farmaceutycznego.

O wszystkich tych niebywale ciekawych kwestiach przeczytacie m.in. w opublikowanej w 2018 r. książce Michaela Pollana „Jak zmienić swój umysł”. Dowiedzieć się z niej można również, że domniemane lecznicze działanie psychodelików bierze się najprawdopodobniej z treści specyficznych przeżyć, które się wskutek ich konsumpcji wyzwalają. Chodzi w szczególności o niebywale intensywne doświadczenia zaniku różnicy pomiędzy „ja” a światem zewnętrznym, poczucie bezgranicznej więzi z innymi ludźmi i przyrodą, wszechogarniającej błogości, a nawet kontaktu z jakimś duchowym źródłem. Te właśnie doznania – przypominające jako żywo opisy mistycznych uniesień – działają ponoć uzdrawiająco na człowieka pogrążonego w depresji czy cierpiącego z powodu traumy (o ile jednak, co ważne, zostanie także poddany specjalnej psychoterapii). W tym sensie – o tym również sporo się na konferencji mówiło – szersza dostępność tych środków mogłaby się okazać panaceum na trapiące dziś zachodnie społeczeństwa bolączki: samotność, izolację, rozpacz, niepewność czy lęk.

Przyznam szczerze – nigdy mnie to do końca nie przekonywało, szczególnie te hurraoptymistyczne opowieści o duchowych iluminacjach czy przewrotach społecznych prowadzących do powszechnej równości, tolerancji i pokoju. Po prostu – ilekroć ktoś przedstawia mi cudowny lek na wszystko, tylekroć zwiększam dystans. Zwłaszcza że miłość i jedność (tym bardziej – z całym wszechświatem) to stany oraz uczucia, które – żeby do czegoś sensownego naprawdę trwale wiodły – muszą, mam wrażenie, wynikać z rzeczywistej bliskości z czymś lub kimś, nie zaś li tylko z chemicznej stymulacji mózgu.

I właśnie całkiem niedawno trafiłem na informację, że amerykańska Agencja Żywności i Leków odmówiła zarejestrowania MDMA jako leku stosowanego w zespole stresu pourazowego – o co od lat starała się firma Lykos, powołana przez wspomnianą organizację MAPS. Pośród licznych zarzutów metodologicznych pojawił się i taki, że medycyna zanadto miesza się tutaj z… posłannictwem polityczno-mistyczno-religijnym. W powszechnym odbiorze jest to w najnowszej historii psychodelików bardzo poważny kryzys. Czy okaże się on jednak faktycznie – jak chcą niektórzy – końcem „renesansu psychodelicznego”, załamaniem wznoszącej dotąd fali zainteresowania tymi środkami? Czy może to tylko chwilowy przestój?

W każdym razie potwierdza się tutaj stara prawda: uniwersalne panaceum nie istnieje, wielkiej rewolucji nie będzie. Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony, swoje plusy, ale i ograniczenia. Niby wiadomo, a jednak wciąż się o tym na nowo przekonujemy czy też raczej – wciąż musimy sobie o tym na nowo przypominać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Panaceum nie istnieje