Jak ocalić debatę publiczną? Na początek warto zacząć odróżniać gniew od wstrętu

„Dosłownie rzygałem”. Jak to się stało, że spokojna rozmowa z człowiekiem o innych przekonaniach – a de facto sama z nim styczność – wywołuje w nas wstręt?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Mignął mi niedawno na Facebooku publiczny (to ważne) post, w nim zaś intensywne wyrazy oburzenia, że oto do jakiegoś programu zaproszono pewną postać, mającą poglądy zupełnie odmienne od postującego. Dlaczego właściwie wciąż jeszcze się tego człowieka zaprasza – pytał postujący, rzecz jasna retorycznie, a w kolejnym zdaniu gratulował wytrwałości osobie, która również w tym programie wystąpiła.

Jak się nietrudno domyślić, wywołało to natychmiast potok komentarzy i polubień, nie ma wszak na to lepszej metody aniżeli zogniskowanie niechęci na kimś, kto się od nas i naszych znajomych w czymś istotnym różni. Dominowało w tych komentarzach standardowe dziś zdziwienie, że się do mediów dopuszcza osoby o poglądach innych niż jedyne właściwe. Media są przecież od tego, żeby prezentować stanowiska prawdziwe i słuszne, nieprawdaż?

Obok tych standardowych zdziwień pojawiła się jednak również wypowiedź osoby wywołanej w poście, tej, która wystąpiła w programie z inkryminowaną postacią. Osoba ta oznajmiła stanowczo, że postać jest po prostu „obrzydliwa”, a w drodze powrotnej do domu „dosłownie rzygała”, tyleż z powodu drzewka zapachowego w taksówce, co z tego wspólnego występu. Wśród niektórych dyskutujących wypowiedź ta, oprócz zwyczajowych lajków, wzbudziła reakcje „przykro mi” oraz „trzymaj się”.

Konfrontacja i wiedza zamiast oburzenia 

Co też się tam musiało rozegrać – pomyślałem. Po czym włączyłem ów program, spodziewając się karczemnej awantury i miotanych w afekcie obelg. Tymczasem – nic podobnego. Dyskusja była spokojna i kulturalna, owszem, poświęcona tematyce wysoce kontrowersyjnej i wzbudzającej skrajne emocje, ale właśnie nadspodziewanie merytoryczna. Nikt nikogo nie obrzucał inwektywami, nikt nie opuszczał studia, wszyscy przedstawiali w uporządkowany sposób swoje argumenty.

Celowo nie piszę ani o kogo tu chodzi, ani też czego dotyczyła dyskusja. Nie w tym bowiem rzecz, lecz w „obrzydliwości” i „dosłownym rzyganiu” oraz aprobatywno-współczującym odzewie na takie słowa. Oto nikogo już nie dziwi, że spokojna rozmowa z człowiekiem o innych przekonaniach – czyli de facto sama z nim styczność – wywołuje w kimś autentyczny wstręt. Wypisywanie zaś o tym publicznie nie spotyka się ze sprzeciwem, lecz na odwrót – z aplauzem i wirtualnymi „przytuleniami”. 

Racja, są to „tylko” internetowe dyskusje, ale internetowe dyskusje to przecież myśli i słowa konkretnych ludzi. W tym przypadku odzwierciedlają one przekonanie o całkowitej naturalności wstrętu jako reakcji na innego. Jest to, delikatnie mówiąc, niepokojące.

Czym się różni gniew od wstrętu?

W książce „Anger and Forgiveness” amerykańska filozofka Martha Nussbaum starannie odróżnia gniew od wstrętu. Ten pierwszy, dowodzi, skierowany jest na czyny i zachowania. W tym sensie bywa adekwatny czy uzasadniony i może w pewnych okolicznościach spełniać konstruktywną społecznie rolę. Odraza natomiast kieruje się w stronę całego człowieka, jednostki bądź grupy, a opiera się na fantazji o zakażeniu czymś nieczystym, zwierzęcym, śmiercionośnym. 

W przypadku „słusznego” gniewu, motywowanego poczuciem, że wydarzyło się jakieś zło, odpowiedzią jest przywrócenie sprawiedliwości. Na wstręt – podobnie jak na pogardę – nie ma środków uśmierzających, rodzi się on bowiem z wyobrażenia innego jako uosobienia tego, co odstręczające i groźne. Dlatego ze wstrętem nie da się negocjować. Nie ma racjonalnych sposobów na obchodzenie się z nim, poza zrozumieniem, jaką może spełniać funkcję w zbiorowym oraz indywidualnym życiu, i obwarowaniem go stosownymi ograniczeniami.

Przy czym ma on oczywiście, jak wszystko, swoje korzenie ewolucyjne. W warunkach trybalnych wspólnot, złożonych z ludzi do siebie podobnych, żyjących w ciągłym poczuciu zagrożenia ze strony drapieżników, przyrody i innych plemion – działał bez wątpienia jako czynnik konsolidacji. We współczesnych demokratycznych społeczeństwach działa tak nadal, tyle że tutaj jego rola jest w zasadzie wyłącznie destrukcyjna. 

Nussbaum stoi na stanowisku, że uczucia – tak jak przekonania i wartości – można i należy kształtować, a odraza i wstręt wyrażane publicznie, podobnie zresztą jak wściekłość, nie powinny być sankcjonowane, lecz traktowane z najwyższą ostrożnością. Z powodów, wydawałoby się, oczywistych. Tymczasem dzisiaj bywają one nie tylko sankcjonowane, ale wręcz witane z entuzjazmem jako zrozumiała, oczywista reakcja na inność, różnicę czy niezgodę.

Co więcej, współczuje się nie temu, kto wyzywany jest od „obrzydliwych” i na czyj widok się „rzyga”, lecz temu, kto te afekty wyraża. Tak jakby samo narażenie się na kontakt ze skażonym innym, nośnikiem tych odstręczających cech, które wywołują mdłości, było doświadczeniem wysoce traumatycznym. Równocześnie dla swoich, dla własnego plemienia, dla tych, co myślą i mówią to samo, ma się wyłącznie troskę, współczucie i deklarowane najwyższe standardy. A do tego jest się całkowicie nieświadomym tej własnej podwójności, tej głębokiej niekonsekwencji i hipokryzji.

Cóż, z takiej nieświadomości – jak dobrze wiemy, nie tylko dzięki psychoanalizie, lecz także dzięki wszystkim bez mała tradycjom mądrościowym świata – mogą się rodzić wyłącznie rzeczy mroczne. Nie inaczej jest w opisywanym przypadku. Również, a może przede wszystkim dlatego, że uczestnicy opisanej dyskusji w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ten wstrętny inny