Zacznijmy od tego, co na kartach Ewangelii mówi o nim Jezus. Kierując się tylko Jego słowami, można by pytać, czy ktokolwiek już znalazł się w piekle albo czy kiedykolwiek w nim będzie. A nawet postawić pod znakiem zapytania jego istnienie.
Pierwszą rzeczą jest ustalenie słownictwa odnoszącego się do zaświatów w pismach powstałych po Jezusie. Znajdziemy w nich kilka określeń o szerokim znaczeniu. Najczęściej pojawiającym się słowem jest „hades”, powszechnie kojarzony z mitologią grecką. Pamiętajmy jednak, że choć Ewangelie zostały spisane po grecku, to jednak wyrażały semicki sposób myślenia, dlatego znaczenia słowa „hades” nie należy szukać w greckich mitach, ale w hebrajskich opowieściach o Szeolu.
Szeol ma wiele znaczeń
Szeol (hades) oznaczał miejsce pobytu zmarłych, ale też używany był do opisu śmierci jako takiej. W pierwszym znaczeniu była to podziemna, odizolowana kraina, do której żywi nie mają wstępu. W opowiadaniach biblijnych zmarli czasem jednak kontaktują się z żyjącymi – między Szeolem a krainą żyjących nie ma przepaści.
W tradycji hebrajskiej Szeol nierzadko był też poetycką metaforą śmierci, a nawet szerzej – określeniem stanu człowieka żyjącego, który doświadcza choroby lub innego nieszczęścia, odbierającego mu życiowe siły. Z takiego Szeolu można być przez Boga wyswobodzonym za życia, jak to się przydarzyło psalmiście, który pisał: „dosięgły mnie pęta Szeolu, popadłem w ucisk i udrękę. Ale wezwałem imienia Pańskiego: »O Panie, ratuj me życie!«” (Ps 116, 3-4).
Idea Szeolu przez kolejne wieki ulegała przemianom pod wpływem nowych pojęć teologicznych, takich jak zmartwychwstanie czy sąd ostateczny. Zobaczyć to można choćby w przypowieści o Łazarzu i bogatym człowieku (Łk 16, 19-31). Po śmierci pierwszy trafia na łono Abrahama, drugi do biblijnego Szeolu. W tym przypadku Szeol jest przedstawiony jako miejsce kary i wiecznego cierpienia dla bogacza, który w dodatku został już na zawsze oddzielony od Łazarza, zgodnie z tym, co mówi Abraham: „Nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. Przypowieść ta jest jednym z dowodów, że z czasem zaczęto w judaizmie odróżniać miejsca przebywania sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jedno stało się miejscem nagrody, drugie – kary.
Skąd się wziął ogień piekielny
Bardziej odpowiednim słowem biblijnym na określenie wiecznej kaźni wydaje się „gehenna”. Tego słowa nie znajdziemy w języku greckim. Jest transkrypcją hebrajskiego wyrazu gehinnom. I jedynym terminem, który odnosił się wyłącznie do zaświatów.
Jego źródłosłów nawiązuje do konkretnej i znanej lokalizacji – Doliny Hinnom koło Jerozolimy. Było to miejsce osławione śmiercią dzieci złożonych w ofierze na cześć boga Molocha (2 Krl 23, 10). W wielu komentarzach biblijnych znajdziemy też informację, że dolina ta była również miejskim śmietnikiem, na którym nieustannie płonął ogień. Tak miało powstać znane współczesnej kulturze wyobrażenie ognistego piekła. Teoria ta nie została jednak nigdy potwierdzona przez badania archeologiczne.
Dużo ważniejsze wydaje się, że w tradycji żydowskiej gehenna stała się synonimem miejsca wiecznej kary dla niesprawiedliwych. A to już idea bliska późniejszej, chrześcijańskiej wizji piekła. Warto jednak pamiętać, że gehenna czeka grzeszników dopiero po sądzie ostatecznym. Do tego czasu miejsca wiecznego potępienia nie ma.
Czy Jezus nauczał o piekle
Co zatem z przypowieścią o Łazarzu i bogaczu? Czy hades z tego fragmentu Ewangelii nie byłby już piekłem w rozumieniu chrześcijańskim?
W przypowieściach, jak wiemy, czytamy o wydarzeniach nierzeczywistych, najczęściej z fikcyjnymi bohaterami. Tak więc nawiązanie do hadesu może być zabiegiem retorycznym, próbującym nakłonić słuchaczy, by stali się bardziej uważni na cierpiących i potrzebujących. Aby taką przemianę wywołać, Jezus sięgał po mocne słowa i obrazy.
Czy wizja wiecznego potępienia była skuteczna? Z tym pewnie różnie bywało. Nie ulega jednak wątpliwości, że w centrum nauczania Jezusa są potrzebujący, a nie hades jako taki.
Innym tego przykładem jest eschatologiczna mowa Jezusa o ponownym przyjściu Syna Człowieczego, by tych, którzy nie nakarmili głodnych, nie napoili spragnionych, nie przyjęli przybyszów czy nie odwiedzili chorych, odesłać w ogień wieczny (kolejny synonim miejsca potępienia). Czy treścią Dobrej Nowiny jest tu głoszenie nauki o potępieniu, czy raczej mamy do czynienia, po raz kolejny, z zabiegiem motywującym ludzi do dbania o potrzebujących?
W Biblii znajdziemy jeszcze dwa słowa odnoszące nas do zaświatów. Pierwsze to abyssos, czyli „otchłań”, w której uwięzione są złe duchy i potwory, w tym morskie, bo abyssos może dotyczyć zarówno otchłani ziemi, jak i morza. Z kolei w Drugim Liście Piotra pojawia się, wyjątkowo i tylko raz, czasownik pochodzący od rzeczownika tartaros, czyli mitycznego Tartaru, w którym Bóg uwięził grzesznych aniołów w oczekiwaniu na sąd ostateczny (2 P 2, 4).
Co to znaczy, że Jezus zstąpił do piekieł?
Choć autorzy biblijni czerpią ze słownictwa mitologicznego nawiązującego do świata umarłych, to jednak żadna z narracji biblijnych nie rozgrywa się w Szeolu czy gehennie (w przeciwieństwie do mitologii).
W Biblii osoby z zaświatów odwiedzają czasem żyjących na ziemi, jak chociażby Eliasz i Mojżesz na górze Tabor podczas przemienienia Jezusa (Mk 9, 2-9) czy duch proroka Samuela, wywołany przez kobietę z Endor na prośbę króla Saula (1 Sam 28, 3-25). Ale nigdy żaden z żyjących nie udaje się z wizytą do świata zmarłych. To jedna z podstawowych różnic pomiędzy opowiadaniami biblijnymi a mitologią grecką.
Czas Wielkiego Postu, przygotowujący nas do świąt wielkanocnych, skłania do pytań, gdzie Jezus, który umarł i po trzech dniach zmartwychwstał, przebywał po swojej śmierci? W Liście do Efezjan czytamy, że „zstąpił do niższych części ziemi” (Ef 4, 9). Tradycja chrześcijańska przyjęła te słowa jako prawdę wiary. W łacińskiej wersji apostolskiego Credo wyznajemy, że Chrystus po śmierci zstąpił „ad inferos”. A więc dokąd?
Łacińskie „ad inferos” oznacza „do świata podziemnego”, czyli świata zmarłych (tym słowem tłumaczony jest np. hebrajski Szeol). Mamy jednak w łacinie jeszcze inne, podobnie brzmiące wyrażenie – „ad infernum”, które znaczy: „do piekła”, miejsce przebywania potępionych.
To ważne w kontekście teologicznym rozróżnienie. Zstąpienie Chrystusa „do piekieł” – jak mówi polskie tłumaczenie apostolskiego wyznania wiary, zdaje się wprowadzać w błąd. Bo Jego zejście ad inferos nie oznaczało wejścia do miejsca potępionych (ad infernum).
Nadzieja pustego piekła
Biblijny obraz rzeczywistości po śmierci nie jest spójny. Z katolickiej perspektywy problematyczny jest temat sądu ostatecznego. Jeśli przyjąć biblijne przekonanie, że miejsce wiecznego potępienia czeka na ludzi dopiero po tym sądzie, to logiczny wydaje się wniosek, że piekła jeszcze nie ma. Jeśli powstanie, to dopiero po powrocie Syna Człowieczego. Z tego napięcia zrodziła się chrześcijańska idea sądu, jaki czeka na nas zaraz po naszej śmierci.
Piekło przestano też rozumieć jako miejsce, a zaczęto w nim widzieć stan człowieka oddzielonego od Boga przez odrzucenie zbawienia.
Pytanie o piekło jest więc nie tyle pytaniem o los ludzi po śmierci, lecz o obraz Boga. Patrząc z tej perspektywy, jak należałoby rozumieć zwycięstwo Jezusa nad śmiercią oraz konsekwencjami grzechu, skoro znalazłby się przynajmniej jeden człowiek, który odrzuciłby cały ten boski wysiłek, by zbawić człowieka?
Jakiś czas temu papież Franciszek podzielił się z wiernymi refleksją, że lubi myśleć o tym, iż piekło jest puste. Choć podkreślił, że jego słowa nie są dogmatem wiary, tylko osobistym pragnieniem, wydaje się, że są znakiem zmiany, jaka dokonuje się w teologii katolickiej, w której nadzieja na puste piekło jest coraz bardziej obecna.
Autor debiutował w „Tygodniku” w 38. numerze w 2021 roku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















