Burza wokół KPO i nagonka na przedsiębiorców. A to zasady programu wymuszały absurdy

Dzięki środkom z KPO hotele, restauracje i biura podróży miały zahartować się na wypadek przyszłych kryzysów. Zamiast wsparcia dostały cios. Wstrzymanie wypłat i kontrole to niepewność, a tej przedsiębiorcy mają dość.
Czyta się kilka minut
Warszawskie restauracje w piątkowy wieczór w pandemii po ogłoszeniu kolejnego lockdownu, 23 października 2020 r. // Fot. Piotr Molęcki / East News
Warszawskie restauracje w piątkowy wieczór w pandemii po ogłoszeniu kolejnego lockdownu, 23 października 2020 r. // Fot. Piotr Molęcki / East News

Kiedy w maju 2024 r. startował drugi nabór wniosków do Krajowego Planu Odbudowy dla branży HoReCa, Artur Mostowy akurat ruszał z nowym biznesem. Otwarcie całorocznych domków nad morzem opóźniało się przez problemy z firmą budowlaną i urzędniczą opieszałość. – Dwa i pół roku czekałem na przyłączenie prądu. Stanąłem na głowie, żeby uruchomić tę działalność, więc KPO było dla mnie trochę jak nagroda od losu – mówi.

Refundacje z KPO zostały wstrzymane

Kiedy okazało się, że spełnia kryteria (w pandemii prowadził bistro i saunę), złożył wniosek. – Nie interesowało mnie „przytulenie” pieniędzy na cokolwiek. Miałem przemyślany projekt, chciałem wzmocnić pozycję na rynku, a jednocześnie wypełnić niszę w usługach w okolicy – opowiada przedsiębiorca.

Zainwestował w wypożyczalnię rowerów elektrycznych, w planach były balie z hydromasażem i wanny termalne, co miało przyciągnąć gości wiosną i jesienią. Chciał też zbudować stację ładowania samochodów elektrycznych, o którą pytają turyści z zagranicy. W programie punktowane były ekologiczne rozwiązania, zawarł więc we wniosku instalację fotowoltaiczną z magazynem energii. Zawnioskował o maksymalną kwotę wsparcia, czyli 540 tys. zł. Kiedy otrzymał pozytywną ocenę wniosku, zapożyczył się u rodziny i znajomych, żeby sfinansować inwestycje, bo wypłaty z KPO odbywają się na zasadzie refundacji kosztów.

Po tym, jak otrzymał pierwszą częściową wypłatę, wokół KPO rozpętała się burza. O tym, że płatności zostały wstrzymane, dowiedział się z mediów.

Branża HoReCa po pandemii

Pięć lat po wybuchu pandemii większość Polaków zapomniała o zamkniętych restauracjach i hotelach. Nie zapomnieli przedsiębiorcy, którzy z dnia na dzień stracili źródło dochodów. Spadek obrotów odnotowało wówczas ponad 60 proc. firm z branży HoReCa.

Dziś turystyka i hotelarstwo radzą sobie coraz lepiej, ale zwłaszcza dla właścicieli małych biznesów w miejscowościach turystycznych KPO było nadzieją – jeśli nie na odbudowę, to na dodatkowy zastrzyk gotówki. Inwestowano w letnie ogródki, strefy relaksu, domki campingowe, wypożyczalnie sprzętu sportowego, siłownie.

Medialny przekaz zdominowały jednak jachty i inne obśmiane przykłady inwestycji za pół miliona. Opozycyjni politycy zyskali bat na rząd. W odpowiedzi na zarzuty o nieprawidłowościach w ocenie wniosków resort funduszy i polityki regionalnej ogłosił wstrzymanie wypłaty środków i rozpoczął kontrole.

Na liście beneficjentów KPO są hotele, domy weselne, ośrodki wypoczynkowe, restauracje, pizzerie, lodziarnie, browary, szkoły pływackie. Wielu ich właścicieli woli nie wypowiadać się pod nazwiskiem. Boją się posądzeń o wyłudzenia. – Zostaliśmy wrzuceni do jednego worka z oszustami – mówią.

Paragony grozy, w gastronomii jest fatalnie

Beata Jakubiak, właścicielka kawiarni i domów wczasowych w Ustce, w branży działa od 15 lat. Sama nie starała się o środki z KPO, ale popiera tych, którzy to zrobili. – Ci, którzy teraz krzyczą, że przedsiębiorcy dorabiają się na pieniądzach z KPO, nie mają pojęcia o naszych problemach – mówi.

Prowadzenie gastronomii nad Bałtykiem to wieczne wyczekiwanie na turystów, a wystarczy niepewna pogoda, aby wczasowicze odwołali pobyty nad morzem. W internecie krążą „paragony grozy” ze smażalni ryb i plotki o zamkniętych plażach w związku z przebudową portów pod bazy serwisowe elektrowni wiatrowych. Wielu rodaków wybiera więc wakacje za granicą. Ci, którzy przyjeżdżają nad polskie morze, oszczędzają.

– W gastronomii jest fatalnie, z roku na rok mamy coraz wyższe koszty, zatrudniamy pracowników, szykujemy się na sezon, a ten obecny skończył się, zanim jeszcze na dobre się zaczął. Wielu przedsiębiorcom działalność średnio się opłaca – mówi Jakubiak, zmuszona skrócić godziny otwarcia lokali, bo wieczorami ulice świecą pustkami. – Utyskiwanie na restauratorów, którzy kupują maszyny do lodów, to brak wyobraźni – dodaje.

– Dla wielu z nas była to długo wyczekiwana szansa na ponowne złapanie wiatru w żagle – mówi o KPO Agnieszka Kukałowicz z Gdańska, której firma na swojej podstawowej działalności, czyli sprzedaży wycieczek, straciła w pandemii 70 proc. przychodów. – Niestety program został tak skonstruowany, że branży turystycznej, która boleśnie odczuła skutki pandemii, trudno było te środki otrzymać – mówi.

Chodzi o regulaminowy wymóg dywersyfikacji działalności gospodarczej. – Dla hotelu taką „drugą nogą” może być wypożyczalnia sprzętu wodnego czy budowa jacuzzi. Co ma zrobić biuro podróży, które do tej pory organizowało wycieczki do Grecji? Uruchomić nowe kierunki albo inne formy wyjazdów, ale ekspertom oceniającym wnioski, którzy nie zawsze rozumieją specyfikę branży, trudno zrozumieć, że jest to nowa usługa – zwraca uwagę Kukałowicz.

Żaglówka czy nowoczesne oprogramowanie 

– Naszym głównym zarzutem wobec KPO jest to, że duża część funduszy została przeznaczona na inwestycje w środki trwałe, a w mniejszym stopniu na cyfryzację przedsiębiorstw, która realnie mogłaby zwiększyć odporność na przyszłe kryzysy – tłumaczy Kukałowicz, która jest też przedstawicielką Polskiej Izby Turystyki.

Jej firma postawiła na cyfryzację, oferując usługę wyszukiwarki podróży opartej na sztucznej inteligencji. Narzędzie łączące turystykę i informatykę zostało docenione jako innowacja. Wniosek o środki na „transformację cyfrową” jest na liście rezerwowej i trudno powiedzieć, co w obecnej sytuacji się z nim stanie.

– Na realizację zadeklarowanych w KPO przedsięwzięć firma ma rok. Łatwiej było kupić i szybko rozliczyć żaglówkę niż zainwestować w nowoczesne oprogramowanie do obsługi klienta, którego budowa może trwać dłużej – mówi Kukałowicz.

Absurdy KPO

Wśród przedsiębiorców i doradców do spraw pozyskiwania funduszy unijnych nie brakuje krytyki założeń i konstrukcji KPO HoReCa. Mnożą się wątpliwości, czy mechanizm rzeczywiście odpowiada potrzebom małych i średnich firm.

Leszek Jerzy Krawczyk, który obsługuje klientów w całym kraju, podaje przykład właścicielki hotelu, którego obroty spadły w pandemii niemal o połowę, a mimo to utrzymała zatrudnienie 30 osób. – Chciała sfinansować salę eventową, żeby organizować warsztaty, zajęcia wellness i jogi. Wniosek odrzucono, ponieważ w hotelu już wcześniej odbywały się wydarzenia, a zgodnie z logiką systemu powinna wnioskować o środki na coś, czego jeszcze nie robiła. Wychodzi na to, że lepiej gdyby zwolniła ludzi i zainwestowała w wypożyczalnię kajaków – komentuje.

Absurdów jest więcej. Pizzerii, która do tej pory nie sprzedawała deserów, łatwiej było otrzymać pieniądze na zakup maszyny do lodów niż właścicielowi lodziarni z 30-letnią tradycją na nowe chłodnie. Firma cateringowa nie mogła refundować zakupu samochodu elektrycznego, aby przewozić nim potrawy (pokrywane są jedynie koszty amortyzacji pojazdu w czasie trwania projektu), ale mogła zainwestować w łódź z silnikiem elektrycznym. Właścicielka hotelu, wiedząc, że nie dostanie środków wyłącznie na potrzebną modernizację obiektu, zawnioskowała o wydanie przewodnika turystycznego. Wniosek zatwierdzono.

– Ramy programu określono w taki sposób, że wręcz kierowały przedsiębiorców w stronę wymyślania barejowskich absurdów. Jednocześnie urzędnicy odrzucali sensowne wnioski – mówi Krawczyk.

PARP poluzowało kryteria, furtka do nadużyć stała otworem

Program wsparcia branży HoReCa realizuje Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, ale oceną kandydatów zajmuje się pięciu regionalnych operatorów. W pierwszym naborze odpadły trzy czwarte wniosków. Potem kryteria poluzowano, zredukowano biurokrację na etapie składania wniosków, z 30 do 20 proc. obniżył się też minimalny próg utraty obrotów w pandemii. W opinii przedsiębiorców i doradców wnioski prześwietlano skrupulatnie. Jednak zdarzały się sytuacje, że podobny w jednym miejscu odrzucano, a w innym opiniowano pozytywnie. Skargi od firm trafiały do sądów administracyjnych.

Wątpliwości budzi też fakt, że o maksymalną kwotę dofinansowania mógł starać się każdy, bez względu na wielkość firmy i wysokość obrotów. Wystarczyło zadeklarować źródła finansowania inwestycji, a ją samą utrzymać przez co najmniej 12 miesięcy (standardowo są to 3 lata). Mimo tworzenia nowych produktów i usług firma nie musiała zwiększyć zatrudnienia ani wykazać efektów biznesowych. Furtka do nadużyć stała otworem.

Polska turystyka to 5 proc. PKB i milion etatów

Przedstawiciele Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego zgłaszali zastrzeżenia do programu, a teraz sprzeciwiają się nagonce na przedsiębiorców. „Polska klasa polityczna nie rozumie turystyki i hotelarstwa ani nie ma pomysłu, jak rozwinąć sektor, który dostarcza ponad 5 proc. PKB i zapewnia milion miejsc pracy” – czytamy w oświadczeniu Izby.

– Czy to przedsiębiorcy odpowiadają za to, że ktoś nie dopilnował procedur i nie przygotował takich przepisów, które eliminowałyby patologie? – pyta z kolei Tomasz Szypuła, prezes zarządu Ogólnopolskiej Federacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Przypomina, że MŚP to ponad 90 proc. wszystkich firm w Polsce. – Należy im się wsparcie i szacunek, a nasyłanie kontroli na firmy, które w tej sytuacji nie zawiniły, przypomina dawno minione czasy – dodaje.

Wielu beneficjentów KPO, choć decyzje zapadały w ubiegłym roku, pieniędzy jeszcze nie otrzymało. – Rekordzista otrzymał siedem wezwań do uzupełnienia dokumentów, za każdym razem chodziło o coś innego – przyznaje Leszek Krawczyk. Na KPO HoReCa przeznaczono 1,2 mld zł. Dotychczas wypłacono z tego jedynie 10 proc., a czas na rozliczenie KPO upływa w styczniu 2026 r.

Agnieszka Kukałowicz apeluje, by nie wylewać dziecka z kąpielą. – Jeśli kontrole będą się przedłużać, wiele firm może stracić płynność i znowu wpaść w tarapaty – ostrzega.

Artur Mostowy czeka na dalszy rozwój wydarzeń. – Moje zakupy są w trakcie realizacji, wpłaciłem zaliczki, mam zaprojektowaną całą infrastrukturę pod inwestycję. Chciałbym wiedzieć, co mam robić dalej, bo dla przedsiębiorcy takie wyczekiwanie jest obezwładniające – mówi. – Jeśli przez kilku cwaniaków rykoszetem dostaną uczciwi, wielu może tego nie udźwignąć.

Ministerstwo zapewnia, że umowy z przedsiębiorcami obowiązują, a płatności będą sukcesywnie odblokowywane.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wakacje z aferą