Bruno Maderna

Nigdy nie byłem na kursach nowej muzyki w Darmstadt i zresztą musiałbym wybrać się na nie jako pięcioletni brzdąc, by jeszcze zastać Brunona Madernę, którego wyobrażam sobie jako sympatycznego tłustawego jegomościa, nie owładniętego (jak Boulez czy Stockhausen) manią ścisłości i postwebernowską numerologią, lecz nauczającego swobodnej żonglerki wszystkimi możliwymi technikami, czerpania zarówno z wymysłów awangardy, jak i z porządnej tradycji, oczywiście włoskiej.
Czyta się kilka minut
 /
/

Maderna znany był przede wszystkim jako nauczyciel, ewentualnie dyrygent, i jako ten, któremu Boulez poświęcił swój słynny “Rituel"; dopiero od niedawna mamy możność obcowania z jego muzyką, w której nietrudno usłyszeć zalążki dzisiejszego surkonwencjonalizmu i powrotu do romantycznej gestykulacji. Po doskonałych koncertach obojowych Holligera i po smyczkowej kameralistyce w wersji kwartetu Arditti otrzymaliśmy trzy późne dzieła orkiestrowe, nagrane ćwierć wieku temu przez Giuseppe Sinopolego, z którym Madernę łączyła wieloletnia przyjaźń, miejsce urodzenia (Wenecja), a w końcu przedwczesna, w pełni sił twórczych śmierć.

Płytę otwiera “Quadrivium" na cztery perkusje i tyleż grup orkiestrowych (1969), nawiązujące do polichóralnej muzyki włoskiego renesansu. Uwielbiana przez awangardzistów solowa perkusja zawsze budziła moje wątpliwości: jest coś nienaturalnego w tej zamianie ról, instrumenty stworzone do podkreślania ekspresji nie zawsze były w stanie unieść ciężar właściwej narracji - tu jednak dochodzi do pięknego zrównoważenia, w pierwszej części tajemnicze pukania i brzdęki przerywane są “interwencjami" orkiestry, w drugiej role się odwracają i perkusja stanowi barwne tło dla lirycznie rozlewnej partii smyczków, przywodzącej na myśl a to wstęp do Wagnerowskiego “Lohengrina", a to powolny fragment “Muzyki" Bartóka. Następująca z kolei “Aura" (1972) to już prawdziwe eldorado smyczkowych brzmień, rozpiętych między “Adagiettem" Mahlera (którego symfoniami Maderna dyrygował nader chętnie) a “Preludiami" i “Fugą" Lutosławskiego (z którym dzielił zamiłowanie do aleatoryzmu).

Opisuję tę muzykę poprzez jej stylistyczne zapośredniczenia, jednak otwierające się tu przestrzenie dźwiękowe i nastroje (o tak, Maderna był kompozytorem “nastrojowym"!) są absolutnie własne i niepodrabialne. W “Biogrammie" (1972) pojawia się fortepian jako instrument perkusyjny i umiejętnie “rozrywający" sączącą się melodię, nieomal zbyt słodką jak na tamte czasy, ale pamiętajmy, że w tym utworze kompozytor żegnał się z życiem, a w takich chwilach dopada nas sentymentalny bezwstyd. Sinopoli, jak to on, w każdej dyrygowanej przez siebie muzyce podkreśla nutę dekadencji, występku i roztrwonienia, nikt już więc pewnie nie nagra tych dzieł lepiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2005