Ludomir Różycki „Rapsodia op. 33", Andrzej Panufnik „Trio", Hanna Kulenty „Kołysanka", Bernard Chmielarz „Trio", Varsovia Piano Trio

Trio fortepianowe to - jak się zdaje - typowo austro-niemiecka specjalność, nic się równać nie może z triami Haydna, Beethovena, Schuberta i Brahmsa, może jedynie tria Dvořaka, który skądinąd też był obywatelem Austrii, gdy je pisał. Francuzi mają na pocieszenie genialne Trio Ravela, my zaś mieliśmy dość przeciętne Trio genialnego Chopina, w końcu jednak kompozytorzy wzięli się do roboty, tak że można już nagrać całą płytę z nowoczesnymi triami polskiej produkcji.
Czyta się kilka minut
 /
/

Choć chyba jednak zabrano się za to nieco za wcześnie: nie dość że płyta trwa zaledwie 56 minut (i tyleż sekund), to jeszcze prezentowany na niej materiał nie należy do zbyt wybornych, jest ot taki sobie, niby typowy towar z kresowej fabryczki, która kiedyś produkowała świetny żur, a teraz wdraża zachodnie technologie i ani żur nie jest dobry, ani cebulowa.

I tak Różycki raczy nas na przystawkę porcją śmiałego neuroromantyzmu i "wzbudza niemałe emocje ze względu na liczne kulminacje, a także przeciwstawne im środki wyrazu", Panufnik częstuje daniem strawnym, ale neoklasycznie chłodnym, którego "skrupulatny przebieg" wcale nie "fascynuje", tylko wywołuje uczucie czczości i braku entuzjazmu dla daremnie figlujących "postaci rodem z groteski". Na koniec Chmielarz serwuje gorący deser rodem z Argentyny, jego utwór jest pastiszową suitą i nie zasłużył sobie na miano tria (w dziedzinie stylizacji tanga mamy już w Polsce kilka małych majstersztyków, jak choćby "Tango Anawa" Grechuty czy "Nieustanne tango" Ciechowskiego - tym Chmielarz nie dorównał), nawet jeśli nas "zaskakuje zlepkami harmonii".

Celowo przytaczam tu fragmenty komentarza Ewy Skardowskiej (w zespole Varsovia Trio grającej na fortepianie), gdyż - jak widzimy - skrzy się on od humoru, niestety niezamierzonego. Dodatkowo Panufnik został na okładce postarzony o lat 40 (a raczej "przesunięty w czasie", bo również data śmierci się nie zgadza), w związku z czym swój młodzieńczy utwór napisał już po pięćdziesiątce.

Wszystkie te złośliwości nie dotyczą wszak Hanny Kulenty, której "żałobna" "Kołysanka" jest prawdziwą ozdobą płyty, z jednej strony swoją uporczywą dysonansowością przywodząc na myśl późne utwory Schnittkego, z drugiej - świetnie, choć na zasadzie antytezy, pasując do witalnych "Circles" naszej kompozytorki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2006