Boże Ciało: katolicy i protestanci różnią się sposobem rozumienia „prawdziwej obecności” w Eucharystii. A co na to Bóg?

Niech każdy będzie wierny swojej wierze, interpretacji, rozumieniu. Przecież każda z tych interpretacji wymaga wiary.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara

W procesjach Bożego Ciała brałem udział od młodości – i te procesje nakładają się teraz na siebie, mieszają. Także procesje prowadzone przez kard. Stefana Wyszyńskiego zlewają się w pamięci w jedną. Zawsze tłumy. Zdawało się, że cała Warszawa tam się gromadziła. I zawsze było oczekiwanie na to, co powie kardynał. Mówił przy ostatnim ołtarzu. Nie pamiętam, co mówił, ale pamiętam, że zawsze było to przemówienie ważne. Religijne i polityczne, pokojowe, a mobilizujące do trwania w oporze. Akcenty polityczne zawsze były wychwytywane, oklaskiwane. W moich wspomnieniach procesja zawsze odbywała się na Krakowskim Przedmieściu, choć pewnie jeszcze gdzieś skręcała, gdzieś szła, nie pamiętam. Na pewno ostatni ołtarz, ten, przy którym kardynał przemawiał, był w okolicach ruchomych schodów, nie wiem dokładnie gdzie, byłem za daleko. Mógłbym to oczywiście sprawdzić, ale po co. Chodzi mi o ten tłum, o oczekiwanie na słowa kardynała. I oczywiście o sposób mówienia. 

Potem Kraków i procesje Bożego Ciała prowadzone przez kard. Franciszka Macharskiego. Tłumy, chyba nie aż takie jak w Warszawie. Kardynał mówił krótko, ale przy każdym z czterech ołtarzy. Procesja nie wchodziła wtedy na Rynek Główny. Taka była niegdyś decyzja kard. Adama Sapiehy i potem władze się na nią z reguły powoływały, nie dając pozwolenia na Rynek. Procesje warszawska i krakowska były, jak sądzę, manifestacjami protestu przeciw systemowi. Były manifestacjami obecności.

W pamięć szczególnie zapadła mi jednak inna procesja: w Rwandzie. To było niebawem po zakończeniu tamtej strasznej wojny. Była bieda. Parafia miała jakieś środki na żywienie dzieci, codziennie w szkole wydawano ciepły posiłek. Pamiętam system wpuszczania dzieci grupami. Tłumy dzieciaków czekających, wchodzących na dziedziniec szkolny, wychodzących; pamiętam dorosłych – rodziców? – pilnujących porządku. I Boże Ciało w tej właśnie miejscowości. Nie było w tym dniu lekcji, była msza św. (chyba przed kościołem) i procesja. Szliśmy wśród pól, przez zagajniki, ze śpiewem, muzyką, różnymi przedmiotami kultu. Tłum ludzi ze śpiewem, modlitwami. Wiem, że niedawna wojna dotknęła bardzo wielu z nich. Wiem, że zmieniono system osiedlania się: zniknęły samotne chaty stawiane w pobliżu pola. Teraz wszyscy mieszkali w skupiskach. O co się na tej procesji modlili, nie wiem. Byli ostrożni w mówieniu o powojennej sytuacji. Jeszcze trwały aresztowania, jeszcze był lęk przed donosicielami. Ta trwająca wiele godzin procesja była im chyba potrzebna, inaczej by nie przyszli. Robiłem zdjęcia, wiele zdjęć, wiedziałem, że takiej procesji nigdy już nie zobaczę.

Czytam: „Boże Ciało, czyli uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zostało ustanowione po widzeniach bł. Julianny z Cornillon, augustianki. W 1245 r. miała ona wizje, podczas których zobaczyła jasną tarczę księżyca z ciemną plamą. Zinterpretowano ten fakt jako brak należytego święta, które byłoby uczczeniem Ciała i Krwi Pańskiej...” (za pl.aleteia.org). Ostatecznie ustanowienie święta dla całego Kościoła potwierdził Jan XXII w 1317 r. Było ono traktowane m.in. jako zadośćuczynienie za niewiarę w prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii, za znieważanie Najświętszego Sakramentu, za błędy heretyków.

A w tym numerze „Tygodnika” katolicko-luterańska debata o sposobie rozumienia Eucharystii – sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa. To pytania, które padają nie tylko przecież w piśmie, ale też w życiu. Różnimy się sposobem rozumienia „prawdziwej obecności”, ale na szczęście już nie rzucamy w siebie kamieniami. Świadomie niedopowiedziane argumenty, ostrożność w formułowaniu przekonań nasuwają mi myśl, że Bóg jakoś sobie z tym radzi. Niech każdy będzie wierny swojej wierze, interpretacji, rozumieniu. Przecież każda z tych interpretacji wymaga wiary. Nie mówię, że jej treść jest obojętna – mówię, że Bóg jakoś z tym sobie radzi. Jak? Zobaczymy tam, po drugiej stronie. Tymczasem...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Obecność