Historia święta Bożego Ciała jest prosta. Najpierw była wizja Julianny z Cornillon w 1245 r. i decyzja biskupa Roberta z Liège, by lokalnie wprowadzić święto Bożego Ciała, potem decyzja Urbana IV, by wprowadzić je dla całego Kościoła. Zostaje ono wprowadzone przez Jana XXII w 1317 r. W Polsce obchodzone jest już w 1320 r. przez krakowskiego biskupa Nankera. Sposób obchodzenia święta oczywiście ewoluuje, ale zawsze wiąże się z nim wielka procesja. U nas żywe w pamięci są wielkie procesje na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie prowadzone w czasach PRL przez księdza prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ogromne tłumy, programowe kazanie prymasa, poczucie, że Kościół trwa i jest ważny – to zostawało w uczestnikach. Procesja Bożego Ciała była manifestacją katolickiej tożsamości i sprzeciwu wobec istniejącego w Polsce reżimu.
Manifestacje, także te kościelne, mogą mieć różne znaczenie. Zwłaszcza kiedy innych manifestacji nie ma, a te dopuszczalne są zawłaszczone przez dzierżących władzę. Tak było u nas. A jak jest teraz? Wróćmy do sensu, jaki nadajemy udziałowi w manifestacji Bożego Ciała. W Polsce procesji Bożego Ciała zostaje coraz bardziej przywrócony jej religijny sens. Ci, którzy idą, idą dziś z motywów religijnych. Wyjście poza teren kościelny, wyjątkowe, bo innych takich w ciągu roku nie ma, jest okazją do refleksji nad relacją świat–Kościół. Chrystus idzie ulicami naszego miasta i my idziemy za Nim. Dla wierzących to chwile do poważnego rozważania. Oczywiście często idziemy wiele nie myśląc, ale sam udział w tej procesji przynajmniej jakieś nawet nieposkładane refleksje prowokuje swą nieoczywistością.
Procesja Bożego Ciała pozostanie sobą, mimo zmieniających się form manifestowania pobożności. Tłumna czy mniej tłumna, będzie zawsze wyrazem przekonania, że wiara jest czymś, co musi wyjść z budynków kościoła, że wiara chodzi po ulicach, jest w ludziach także wtedy, kiedy nie są w kościele, że jest, choć może na pierwszy rzut oka jej nie widać. Przynajmniej w intencji, przynajmniej czasem, kiedy podejmuje się decyzje życiowe. Bo wiara zamknięta w murach świątyń nie jest tą wiarą, której nauczał Jezus.
Widziałem wielkie procesje i małe. Chodziłem w procesjach Bożego Ciała w Rwandzie i w niewielkim polskim miasteczku, Mogielnicy, w czasach restrykcji wobec Kościoła i w czasach wolności, stąd wiem, że to procesjonalne chodzenie z całym bogactwem obrzędów ma sens i trafia w jakieś istniejące w ludziach potrzeby. Cały wspaniały wkład św. Tomasza i innych świętych w Boże Ciało jest cenny, nie jest jednak istotny dla większości uczestników procesji, którzy go po prostu nie znają. Jest jednak w człowieku przestrzeń na przyjęcie tajemnicy. Eucharystii nikt nie wyjaśnił do końca, bo jeśli jest Bóg, to Jego nie da się wyjaśnić. Ale człowiek jest zdolny do przyjęcia tajemnic wiary. Wysiłki, by je wyjaśnić, są oczywiście cenne, ale – jak w przypadku Eucharystii – daremne. Czym jest obecność Boga w okruchu chleba – przecież tego nikt nam nie wytłumaczył. Mamy co prawda świadectwa tych, którym było dane tego doświadczyć, ale ich świadectwa można przyjąć, można też je odrzucić. Tak jest z naszą wiarą, innej nie ma.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















