Laicki świat czyta papieską encyklikę o AI. Właściwie dlaczego?

W obliczu radykalnych przemian w obszarze technologii i antropologii, Kościół pozostaje w zasadzie jedyną instytucją względnie niezależną od wielkiego kapitału i polityków.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Ożywiona dyskusja, jaka rozgorzała już kilkanaście minut po publikacji „Magnifica humanitas”, pierwszej encykliki Leona XIV – nie tylko wśród wierzących, lecz także i tych, którzy od wiary trzymają się na dystans – dowodzi, jak bardzo potrzebna jest dziś refleksja, która dotyka spraw głębszych niż tylko pragmatyka i organizacja.

W jaki sposób praktycznie stosować sztuczną inteligencję, jak rozwiązywać problemy, które ona generuje, jak wdrażać ją w różnych miejscach życia społecznego – to oczywiście sprawy istotne i nieustannie omawiane. Zarówno przez przedstawicieli cyfrowego biznesu, jak i polityków, dwie grupy żywotnie zainteresowane realiami funkcjonowania najnowocześniejszych technologii, w tym AI. Jednak widmo depersonalizacji, które pod postacią wielkich modeli językowych krąży nad światem, nie redukuje się do zestawu praktycznych zagadnień. 

Najważniejsza gra toczy się przecież o wartości, którymi chcemy i powinniśmy się kierować, a także o coś mniej uchwytnego: jakąś ogólną wizję, ramę, poprzez którą i dzięki której rzeczywistość przestaje się jawić jako chaotyczny rój zdarzeń i zjawisk – niezrozumiałych procesów wiodących nie wiadomo dokąd, a staje się mniej lub bardziej zintegrowaną całością. Z rozpoznawalnymi wektorami, punktami odniesienia, hierarchią celów i ideałów.

Filozofia dawno przestała taką ramą operować, uznawszy – nie bez istotnych racji, naturalnie – że wszelkie próby jej budowania skazane są na niepowodzenie. Świat nam się wciąż wymyka, język, którym próbujemy go opisywać, notorycznie zwodzi i uwodzi, tężeje w nieuzasadnionej pewności i generuje fatamorgany. 

Jednym słowem, każda taka rama to w mniejszym lub większym stopniu artefakt. Co więcej, można tych artefaktów wytworzyć ile się chce, brak tu bowiem jednolitych kryteriów weryfikacji. Nie pozostaje więc nic innego niż kapitulacja – uznanie, że nie da się odnaleźć żadnego głębszego sensu, a w związku z tym należy zadowolić się co najwyżej sensami cząstkowymi.

Między innymi dlatego, jak się zdaje, filozofia stała się w ostatnich dekadach dziedziną w ogromnym stopniu samozwrotną, zajętą drobiazgowym roztrząsaniem własnych paradoksów i niemożliwości, oddalającą się coraz bardziej od doświadczenia na rzecz hermetycznej spekulacji. A do tego przekonaną o własnej bezradności wobec fundamentalnych zagadek, którymi przez wieki efektywnie się zajmowała: istnienia i nieistnienia, dobra i zła, życia i śmierci, miłości i nienawiści, przemijania i straty. 

Tymczasem jesteśmy dziś świadkami i podmiotami radykalnych przemian w obszarze technologii i antropologii, w obszarze fundamentalnych przekonań dotyczących człowieka, jego natury, ograniczeń i możliwości. W tej zmieniającej się, zarządzanej przez wielki kapitał i polityków rzeczywistości, Kościół katolicki – niezależnie od tego, jak całościowo go oceniamy, niezależnie od tego, czy wierzymy, czy nie wierzymy w głoszone przezeń przesłanie – pozostaje w zasadzie jedyną instytucją względnie niezależną zarówno od wielkiego kapitału, jak polityków; zarówno od międzynarodowych korporacji, jak i od partyjnych konsorcjów. 

Owszem, jego historia jest historią różnorakich zależności od tych potęg, niekiedy katastrofalnych w skutkach, niemniej, żeby w zależności popaść, trzeba być najpierw osobnym bytem. Watykan wciąż dysponuje tą autonomią – nie tylko na poziomie instytucjonalnym, lecz także na poziomie, by tak rzec, niewidzialnych punktów odniesienia, trosk ostatecznych, najwyższych celów.

Funkcjonując w realiach kapitalizmu, Kościół – jeśli chce przetrwać – musi oczywiście stosować techniki marketingowe. Musi zabiegać o wiernych, bo bez nich jego znaczenie i pozycja będą słabnąć. Niemniej optyka tej instytucji – przynajmniej nominalnie nakierowana na sprawy życia i śmierci, dobra i zła, zbawienia i zatracenia – różni się zasadniczo od optyki wielkiego kapitału i sił politycznych.

Przy coraz dalej idącej komercjalizacji, „uporadnikowieniu” rozmaitych alternatywnych wobec chrześcijaństwa nurtów duchowych czy popterapeutycznych, katolicyzm, ze swoją zinstytucjonalizowaną suwerennością wobec korporacji i partii, pozostaje sferą, w której obowiązują po prostu inne reguły niż w dwóch pozostałych. 

Kładzie także nacisk na aspekt moralny (mierząc się wprawdzie z demoralizacją we własnych szeregach i przez to kryzysem wizerunkowym), co szczególnie istotne w kontekście systemowego zastępowania języka etyki językiem terapii oraz rozprzestrzeniania się ideologicznego hipermoralizmu, który nie służy bynajmniej rozeznawaniu co dobre, a co złe, lecz usprawiedliwianiu przemocy i poczucia wyższości wobec innych.

I właśnie m.in. dlatego głos Leona XIV dotyczący sztucznej inteligencji – ale nie tylko, w „Magnifca humanitas” mowa też o innych kwestiach – jest tak donośny. I właśnie m.in. dlatego jest też potrzebny. W tym tekście papież – odwołując się zresztą tyleż do bogatej tradycji teologicznej czy biblijnej, co do… „Władcy pierścieni” – nie tylko prezentuje stanowisko etyczne dotyczące technologii i wielkiego biznesu, ale i umieszcza to, co się teraz dzieje, wewnątrz, no właśnie, tej większej ramy, o której wcześniej wspominałem. 

Czy jego głos realnie wpłynie na kierunek rozwoju tych technologii, czy wpłynie na sposób, w jaki będziemy sobie z nimi poczynać? Miejmy nadzieję, że tak.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”