Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Bez bezpieczników

Bez bezpieczników

04.02.2019
Czyta się kilka minut
Nie zgłaszałem akcesu do żadnego z obozów od lat ścierających się u nas podczas kolejnych odsłon okołoaborcyjnych wojen.
N

Nie należę do żadnego poza swoim własnym. Wolny od tej przynależności, muszę przyznać, że wiadomość o przyjęciu parę dni temu przez stan Nowy Jork prawa dopuszczającego przerwanie ciąży na życzenie do początku szóstego miesiąca (do 24. tygodnia) oraz aborcję do ostatniego dnia ciąży w przypadku letalnych wad płodu albo gdy wymaga tego „ochrona zdrowia lub życia pacjentki” – wprawiła mnie w przerażenie i smutek.

Ta ustawa, fetowana przez ruchy pro-choice, parlamentarzystów z Partii Demokratycznej i gubernatora (choćby poprzez podświetlanie na różowo mostów i wieżowców), nie rozwiązuje – wbrew temu, co twierdzą – problemów. Ona je tragicznie spiętrza. Jasne, wiem, że aborcje przeprowadzane po 21. tygodniu stanowią w Nowym Jorku około 1 proc. wszystkich tego typu zabiegów, a zdecydowana większość z tego jednego procenta to naprawdę dramatyczne przypadki medyczne, chorób...

6480

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Najczęściej przyjmuje się 12 tydzień jako granice dla aborcji ze względu na prawdopodobieństwo poronienia. Jeśli usg wykonane w tym momencie nie wykaże wad, ryzyko poronienia drastycznie spada do 1%. Wcześniej, zależnie od tygodnia ciąży, waha się od 10% do nawet 50%. Stad 12 tydzień, o który Pan w tekście pyta. I tak, ma Pan racje pisząc, że aborcja nie jest wykonywana ze względu na „biologiczny stan” płodu/dziecka, tylko ze względu na to, czy kobieta traktuje płód jako intruza czy jako swoje dziecko. Zgadzam się z Panem, chociaż odmienne od Pana, nie uważam tego za zarzut. To kobieta udostępnia swoje ciało i zdrowie, wiec nie widzę nic szokujacego w uznaniu, że to od jej nastawienia zależy czy ciąża będzie kontynuowana czy tez nie. Zakładam, że nie oddał Pan nikomu swojej nerki (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę), ale gdyby zachorował Pana brat czy siostra, to zgodziłby się Pan na przeszczep żeby ratować jego/jej życie. Dlaczego? Przecież biologicznie to jest ta sama nerka! Ta sama operacja. A jednak, Pana nastawienie wpływa na to, czy chce Pan żyć z 1 nerka czy 2. I nikt nie postuluje żeby wprowadzić prawo, zgodnie z którym będzie Pan zmuszony oddać swoją nerkę jak tylko pojawi się jakiś potrzebujący. Pomimo, że na szali jest życie drugiego człowieka, uznaje się, że tego typu zabiegi powinny być dobrowolne. I tego samego chcą ruchy pro-choice w Polsce. Nie jestem w stanie odnieść się, do zmiany przepisów w USA, o której Pan pisze. Nie znam przesłanek stojących za zmianą prawa. Mam jednak nadzieje, że udało mi się wyjaśnić chociaż 2 wątpliwości, które Pan poruszył w felietonie. Pozdrawiam!

Kobieta udostępnia swoje ciało i zdrowie ale przecież nie na zawsze, tylko na jakiś czas, więc to porównanie do oddania nerki trochę chybione, bo nerkę, jeśli już się oddaje, to na zawsze. No i przez te nerkę to się czyjeś życie ratuje, a w przypadku aborcji wprost przeciwnie, bo skazuje na śmierć własne dziecko.

się Pani moim zdaniem zagalopowała i to bardzo - prawdę powiedziawszy miałbym ochotę napisać, że Pani jakby pojęcia nie miała, czym jest ciąża, poród, wychowanie dziecka - ale napiszę inaczej - a cóż w takim razie stoi na przeszkodzie, by Pani sama "na jakiś czas" udostępniała swoje ciało chętnym do kreowania świętego życia, i robiła to z uwagi na ową świętość jak najczęściej i jak najchętniej?

Czy żyjemy w czasach, w których bycie mężczyzną już nic nie znaczy i do niczego nie zobowiązuje? Walnąłeś gorzej niż największy gołąb o parapet - parafrazując wybitnego klasyka tego forum. Sugeruję przeprosiny dla p. Marii. Dla własnego dobra również. Nie życzę Ci, żeby rozeszło się zwątpienie, czy jesteś mężczyzną par excellence. Naprawdę, postaraj się rozwiać lub uprzedzić takie wątpliwości. Wiem, że potrafisz zachować się dobrze.

a ja uważam, że pisanie o "udostępnianiu" swego ciała i zdrowia w kontekście niechcianych ciąż i aborcji jest idiotyzmem po prostu

powinieneś wznieść się do przeprosin. Może red bull Ci pomoże. A co do udostępnienia ciała, które zostało wykreowane przez muminkową mamę, zgadzam się że graniczy z czymś, ale na pewno nie z mądrością. To tak jakby porównać zajście w ciążę z usługą prostytucji, bo do tego drugiego zachowania najwłaściwiej można odnieść to określenie. A tekst z nerką to już bicie rekordu Eddie...

To, że kobieta udostępnia swoje ciało i zdrowie na okres ciąży, więc ma prawo decydować, co chce z tą ciążą zrobić, nie wymyśliłam ja, ale Pani w komentarzu, na który odpowiedziałam. Na dodatek ilustrując to nietrafionym moim zdaniem przykładem z oddaniem nerki. Tyle i tylko tyle. No tak niestety jest, że ciąża nie trwa wiecznie, kiedyś się kończy, a urodzone dziecko niekoniecznie już musi być z tą kobietą, która go nie chce. Zachowuje jednak swoje niepowtarzalne życie. I oto tylko chodzi. :) A kobieta? Dłużej zachowuje swoje zdrowie i urodę, nie żyje z piętnem morderczyni własnego dziecka, a kiedyś może i na niebo zasłuży, itd. Kto wie? Za "sugestię" dziękuję. Przemyślę. :)

...zaraz po urodzeniu +++ mamamuminka uważa, że udostępniając siebie ma prawo d e c y d o w a ć, zaś Pani, że cóż to takiego być z m u s z o n y m do udostępnienia - no duża różnica, i o nią mi chodziło - nawiasem mówiąc uważam, że z tego punktu widzenia, przymusu i ubezwłasnowolnienia, przykład z nerką jest całkiem sensowny +++ debaty na temat co stanowi istotę człowieka czy od którego momentu stajemy się osobnymi bytami itepe nie ma sensu tu rozwijać - jedynie pozwolę sobie nie zgodzić się z Pani sugestią, że kobiety po ciąży, już na pewno nie po wielu, zachowują dłużej zdrowie i urodę - za długo żyję, proszę Pani, by nie zauważyć, jak bardzo na korzyść prezentują się te, co dzieci nie rodziły albo najwyżej jedno w porównaniu z wieloródkami, jak wielkie nieraz spustoszenie właśnie w ich zdrowiu i urodzie mnogie potomstwo czyniło

Trochę nieuczciwie przypisuje mi Pan taką lekkość "a cóż to takiego być zmuszonym …", bowiem nigdzie w wypowiedzi takiego tonu nie używałam. Jednak położenie na szali z jednej strony owego "udostępnienia swojego ciała i zdrowia" na okres kilku miesięcy, a z drugiej życia człowieka, dodajmy niechcianego własnego dziecka nie powinno jednak budzić w uczciwym człowieku wątpliwości co do ciężaru gatunkowego obu przypadków, a w związku z tym podjęcia odpowiedniej decyzji. Szkoda, że ucieka Pan od sedna problemu, tj. dyskusji od którego momentu stajemy się osobnymi bytami. Bo problem zaczyna się nie "od momentu", ale od odhumanizowania istoty ludzkiej przez "sztuczki" definicyjne - jakoś tak dużo łatwiej jest usunąć ciążę, bo to przecież tylko zlepek komórek, jakiś embrion, albo zygota, niż nazwać "prawdę po imieniu", tj. skazuję na śmierć moje niewinne niczemu dziecko. Prawda? Bo ponad wszelką wątpliwość życie każdego człowieka zaczyna się w momencie zapłodnienia komórki jajowej. I przecież tak właśnie wygląda człowiek w najwcześniejszej fazie swojego życia. A odnośnie tego zdrowia - kiedyś (nie wiem czy to nadal aktualne) głoszono takie poglądy, że u kobiet, które nie rodziły dzieci częściej obserwowano np. zachorowalność na raka piersi.

wcale nie uciekam od tematu - ten już nieraz był tu wałkowany, także z moim udziałem, znajdzie Pani w wyszukiwarce TP adekwatne teksty - dla pełnej jasności, jestem ostatnim, który jak Pani nazwie zapłodnione jajo, zygotę czy embrion "swoim niewinnym dzieckiem" - ba, uważam takich za fanatycznych oszołomów i proponuję im, by konsekwentnie wnosili petycje o ustawowy zakaz i karanie onanizmu, wszak plemniki to bezsprzecznie ludzkie i żywe komórki, nośniki życia - i dlatego też autentyczny szacunek żywię raczej dla motywowanych absolutną ideą wartości życia i sprzeciwem wobec zabijania wegetarian, a nie dla wyznawców wyimaginowanej teorii o "świętości" zapłodnionych komórek jajowych człowieka - ŻYCIE każdego CZŁOWIEKA, także moje i Pani, zaczęło się parę miliardów lat temu w kolonii bakterii, archeowców i eukariontów, nie w jajowodach naszych matek po seksie z tatusiami - i to wszystko na ten temat

No tak, ten argument o "naszym poczęciu" przed miliardami lat jest rzeczywiście nie do obrony. :) Gdyby może jednak Pan mniej emocjonalnie podchodził do moich komentarzy, to by pewnie zauważył, że ani jednym słowem nie opowiedziałam się ani za prawem do aborcji, ani za zakazem jej wykonywania. Nie godzę się jednak, nawet jeśli nazwie się mnie fanatyczną oszołomką, na to, żeby nie mówiono prawdy o początku życia nie człowieka w ogóle, ale tego konkretnego poczętego po seksie konkretnego tatusia i konkretnej mamusi. :) I jakbyśmy nie zaklinali rzeczywistości to życie konkretnego człowieka właśnie wtedy się zaczyna i ponad wszelką wątpliwość jest to potomek tej właśnie pary, jedyny, niepowtarzalny, nawet jeśli ta para ma lub będzie mieć więcej wspólnych dzieci. I to konkretne poczęte życie ludzkie od samego początku ma już swoją płeć, pewnie kolor oczu i inne elementy urody dziedziczone po rodzicach. I tylko oczekuje przyjaznego "udostępnienia ciała i zdrowia matki" przez jakiś czas, najwyżej 9 m-cy, żeby mogło się cieszyć tym najpiękniejszym ze światów. cbdu :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

"Fala jest morzem" - tak o tym fenomenie pisał Willigis Jäger +++ niestety dla wielu fundamentem ich poglądów jest przekonanie o "świętości"

"to na ciążę rzecz skuteczna" - takie poglądy też kiedyś głoszono - ale ja nie o poglądach, tylko o całkiem realnie zmarnowanych i zniszczonych rodzeniem i wychowywaniem dzieci kobietach pisałem

pisze Autor - też tak myślę, różnimy się w szczegółach - na przykład kompletnie z ideologicznej czapy jest tzw. "klauzula sumienia" - albo z księżyca, i to nawet nie ziemskiego, sztandarowy dogmat wszelkiej maści przeciwników aborcji, ten o "świętości życia"

Z "czapy" i to raczej pustej, to ktoś tutaj pisze! "...kompletnie z ideologicznej czapy jest tzw. "klauzula sumienia"" - Czyżby? Pamiętamy procesy norymberskie? Jak się bronili skazani niemieccy naziści? Główna linia obrony - większość twierdziła, że jedynie "wykonywała" rozkazy, czyli w pewien sposób "nie mieli wyjścia" i sobie "nic" do zarzucenia! - Tutaj pierwszy raz, jak nigdy wcześniej, w całej okazałości okazał się problem tzw. "prawa stawionego", inaczej mówiąc prawa obecnie dominującego czyli "pozytywnego". I co się okazało? W wyżej wspomnianym procesie, uznano winę tak broniących się skazanych, uzasadniając ją na innej podstawie, odwołano się do "prawa naturalnego", czyli do prawa, które zawiera również w sobie wyżej wspomnianą "klauzulę sumienia". Nie uznano zasady "rozkaz to rozkaz", jako łagodzącej wyroki! A dlaczego?

hitlerowcy, zbrodnie wojenne, sądy, szubienice - widzę Pana stojącego na straży pod bilbordem ze zdjęciami z operacji usuwania hemoroidów podczas kampanii przeciw siedzącemu trybowi życia, albo podczas happeningu wegańskiego z projekcją filmów z rzeźni +++ p.s. ja procesów norymberskich nie pamiętam, później się urodziłem

.

A już się bałem, że kobietę w ciąży uzna Pan za istotę nie w pełni rozumną, która musi decyzje o swym losie powierzyć zacnym moralistom i prawu. Ja tam się już rozmnażać nie będę, choć ponoć facet to i po 90 zmajstrować potrafi, ale gdyby moje synowe powiedziały, że nie stać je na wychowanie dziecka, czy inne takie tam i muszą dokonać aborcji, poruszyłbym wszystkie możliwe struny aby urodziły i oddały nam dziadkom na wychowanie. Tak myślę jest w każdej normalnej rodzinie, Aborcja to nie pozbycie się starego telewizora czy auta. Decyzja o niej nigdy nie jest wynikiem kaprysu chyba, że komuś się we łbie poprzestawiało. Być może jestem w błędzie, nie będę się spierał, ale w tej sprawie decydujący głos pozostawiłbym kobiecie. Serio, uważam że one nie są wariatkami, choć czasem się zdarza, ale czasem to różne rzeczy się zdarzają. Nie lubię facetów co tymi sprawami się zajmują, w sensie wolno nie wolno. Zrobiłeś dzieciaka, go się nim zajmuj, ale to kobieta musi je urodzić i ponieść tego konsekwencje. Miałbym taki apel, chłopy co jeszcze mogą i chcą, stare dziady co im już nie staje i stare baby co to wszystko wiedzą najlepiej, aby się tym nie zajmowały. O dzieciach zapomniałem, ale one i ryby głosu nie mają, może skoda.

Dopisuję tylko małe post scriptum. Ponieważ pod moim postem wywołała się dyskusja odnośnie tego, że ciąża to udostępnienie ciała na jakiś czas i czy w związku z tym porównanie do donacji nerki jest uzasadnione: uważam że porównanie jest trafione. Ciąża, poród i połóg to istotny wysiłek dla organizmu i już na zawsze w nim zostają ślady po tym wydarzeniu. Jak mawiała moja położna „once postpartum, always postpartum”. To nie jest oddawanie krwi, że zjesz czekoladę i 6 tygodni później znowu mozesz oddać krew. Niektóre zmiany są na kilka dni, niektóre na rok, a niektóre na zawsze. P.S. Tak rodziłam ;)

Nikt nigdzie nie twierdził, że ciąża, poród i połóg nie są wysiłkiem dla organizmu kobiety. Ale dla zdrowej kobiety jest to wysiłek "do przeżycia", nawet, jeśli pozostawia po sobie ślady "na zawsze". Aborcja zaś "na zawsze" niszczy poczęte życie własnego potomka. Trudno jednak zaprzeczyć, że donacja nerki ratuje czyjeś życie, aborcja zaś czyjeś życie niszczy. A tak po prawdzie każdy przeżyty dzień zmienia nas "na zawsze". :) Niestety.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]