Arcydzieło nieznane

Krótka (niepełne sto stron) nowela znakomitej poetki austriackiej, opublikowana po raz pierwszy w ponad pół wieku od powstania. Ciekawostka historycznoliteracka? Nie, olśnienie.
Czyta się kilka minut

Christine Thonhauser (1915–1973) urodziła się w biednej, wielodzietnej rodzinie górnika we wschodniej Karyntii, w dolinie rzeki Lavant (stąd pseudonim). Od dzieciństwa nękana chorobami (skrofuloza, czyli gruźlica węzłów chłonnych, schorzenia płuc), zagrożona ślepotą i utratą słuchu, cierpiąca z powodu oparzeń po terapii rentgenowskiej i napadów depresji, wcześnie utraciwszy rodziców, żyła na uboczu niby współczesny Hiob, w nieudanym związku ze znacznie starszym mężem. Debiutowała w latach 40. dwiema nowelami, potem wydała sześć zbiorów wierszy. Otoczenie widziało w niej odmieńca i wariatkę, ale jej twórczość została doceniona, czego świadectwem dwukrotnie przyznana Nagroda Poetycka im. Georga Trakla i Wielka Nagroda Państwowa (1970); jednym z admiratorów poezji Lavant był Thomas Bernhard. W Polsce w 2000 r. ukazał się dwujęzyczny wybór jej wierszy, przygotowany przez Ryszarda Wojnakowskiego.

„Zapiski…” powstały w 1946 r., ale wydano je dopiero 16 lat temu. Ich kanwą jest doświadczenie osobiste: w 1935 r., po próbie samobójczej, przyszła poetka spędziła na własne życzenie sześć tygodni na oddziale psychiatrycznym szpitala w Klagenfurcie. Było to przeżycie traumatyczne, ale powstała dzięki niemu książka nie jest ani skargą, ani oskarżeniem, ani też interwencyjnym reportażem szpitalnym. To świetna i starannie skomponowana proza; oszczędny w formie, szkicowany ostrą kreską, a przy tym niesłychanie empatyczny portret zamkniętego świata. Scena, na której występują chorzy i odwiedzający ich bliscy, pielęgniarki i lekarze; jak pisze Adam Lipszyc, „sekwencja kilkudziesięciu po mistrzowsku zainscenizowanych, wstrząsających scen, które właściwie od razu można wystawić w teatrze”. Opowieść o samotności, lęku i potrzebie akceptacji, o dominacji i podległości, o płynnej granicy między zdrowiem i chorobą, na której przebywa rozchwiana emocjonalnie narratorka. Kiedy szaloną majorową, przeklinającą nieustannie cara i cesarza jako winnych śmierci męża, odwiedza syn, na chwilę wychodzi ona z kokonu choroby i wydaje się w pozornej normalności niemal bliźniaczą siostrą nieszczęśliwej matki dwudziestoletniej Hansi. Hansi niemal się zagłodziła, teraz karmiona jest przez nos i monotonnie pojękuje, matce zaś pozostało jedynie gładzić i przesypywać w dłoniach jej piękne długie włosy. Książka, którą trudno zapomnieć. ©℗

Christine Lavant, ZAPISKI Z DOMU WARIATÓW. Przekład Małgorzata Łukasiewicz, posłowie Adam Lipszyc. Ossolineum, Wrocław 2017, ss. 112. Seria Z Kraju i ze Świata.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2017