Antoni Krauze (1940–2018)

W jednej z ostatnich scen filmu „Smoleńsk” duchy ofiar katastrofy lotniczej spotykają oficerów poległych w Katyniu.
Czyta się kilka minut
 / WOJCIECH SURDZIEL / AGENCJA GAZETA
/ WOJCIECH SURDZIEL / AGENCJA GAZETA

Zmarły 14 lutego reżyser mówił na festiwalu w Gdyni, że szukał w ten sposób „szczęśliwego zakończenia”, choć samą scenę wymyślił ktoś inny. Krauze chyba nie przypuszczał, że jego własna śmierć dopisze do tej historii kolejny rozdział.

Zawarta we wspomnianej scenie symbolika w oczywisty sposób odwoływała się do „religii smoleńskiej”, na której partia rządząca budowała swój polityczny kapitał. I pośrednio nadal buduje. Żałoba po Krauzem natychmiast została wpisana w znaną narrację krzywd i prześladowań, odsyłając zmarłego reżysera do szeregu „zdradzonych o świcie”. Bo projekt nie otrzymał dofinansowania z PISF i produkcja okazała się drogą przez mękę. Bo pracujący przy nim twórcy i aktorzy zostali napiętnowani przez własne środowisko. Bo gotowy „Smoleńsk” spotkał się z fatalnym przyjęciem.

Krauze miał świadomość, że nakręcił ostatni film w swym dorobku, choć warto przy tym pamiętać, że nie był on autorem jednego tytułu. W potocznej świadomości funkcjonuje jako reżyser nieudanego artystycznie „Smoleńska”, podczas gdy ma na koncie nagradzany w kraju i za granicą „Palec Boży”, „Prognozę pogody” czy „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”, nie licząc filmów dokumentalnych. Zasłużył na to, by zapamiętać go jako jednego z lepszych filmowców polskich swojego pokolenia, a nie tylko jako twórcę reżymowego czy męczennika, który stracił życie szukając prawdy o Smoleńsku – jak próbuje się go formatować w imię propagandowych celów. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2018