W zasadzie, gdyby wierzyć tym wszystkim analizom dotyczącym przyszłości mediów, których mogliśmy się naczytać przez lata, to „Tygodnika” już dawno powinno nie być. A z całą pewnością nie jego papierowego wydania.
Tradycyjne dziennikarstwo miały wykończyć kolejno: media internetowe, potem tak zwane dziennikarstwo obywatelskie, wreszcie media społecznościowe. Zawdzięczamy im błyskawiczną teleportację do świata postprawdy, gdzie podobno nie liczy się już rzetelność przekazywanych informacji ani wiedza, ale to, kto potrafi dotrzeć do szerszej publiczności ze swoją clickbaitową – im bardziej radykalną, tym lepiej – opinią. Mimo to „Tygodnik” nie tylko istnieje, ale też, nie ścigając się na liczbę kliknięć ani radykalizację osądów, radzi sobie dobrze i w sieci, i w papierze.
Ostatnio na tapecie jest AI – sztuczna inteligencja, która ma sprawić, że wszyscy stracimy pracę. Zalew treści wytwarzanych przez boty już doczekał się nazwy – to „gównowacenie internetu” (ang. enshittification of the internet). Tym, co ma jednak zarżnąć tradycyjne media, są nie tyle takie powielające bełkot boty, co wielkie modele językowe, jak ChatGPT czy Gemini, które, żerując na treściach pisanych przez ludzi, pewnego dnia ich zastąpią.
Otóż niekoniecznie. Każdy taki model językowy potrzebuje gigantycznej ilości danych szkoleniowych, które zazwyczaj pochodzą z internetu. A ten już dziś zalewają sztucznie wygenerowane treści. I tu pętla się zamyka, bo gdy taka papka służy do szkolenia kolejnych generacji modeli językowych, zaczyna się ich autofagia. Jathan Sadowski z Monash University nazwał to „efektem AI-Habsburga”, w nawiązaniu do dynastii słynącej swego czasu z chowu wsobnego. Kolejne generacje modeli sztucznej inteligencji, jeśli nie są trenowane na treściach tworzonych przez ludzi, zaczyną się zmieniać w kopie kopii, coraz bardziej miałkie, pełne błędów i bezwartościowe. Badania wykazały, że zatrzymanie degeneracji modeli językowych AI wymaga, by w ich szkoleniowej „diecie” znalazło się co najmniej 50 proc. treści stworzonych przez ludzi. Bez naszej kreatywności, tej wielkiej i tej małej, nawet zupełnie codziennej, sztuczna inteligencja po prostu zmieni się w sztucznego imbecyla.
Od kilku lat trwał potężny spór. Twórcy czuli się okradani przez koncerny, jak OpenAI, Alphabet czy Microsoft, które, nie pytając o zgodę, trenowały na ich pracy swoje inteligentne programy. I rzeczywiście, znaleźliśmy się w sytuacji, która mogła stanowić egzystencjalne zagrożenie dla tradycyjnych mediów. Tyle że media się postawiły i zaczęły dociekać swoich praw w sądach czy z pomocą instytucji takich jak Unia Europejska oraz zażądały prawnych regulacji. A ponieważ dla branży AI publikowane w tradycyjnych mediach artykuły, zdjęcia czy filmy są tym, czym złoża ropy naftowej dla koncernów paliwowych, dała krok w tył i zamiast kraść, zaczęła się z wydawcami dogadywać. Bo porządne treści dziennikarskie są ograniczone jak pola naftowe. Umowy podpisane mają już m.in. Associated Press, „Le Monde”, „Financial Times”, News Corp. czy jeden z najstarszych amerykańskich magazynów „The Atlantic”.
W Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi, bo rozmowy z wydawcami dopiero się rozkręcają. Niemniej sytuacja zmienia się diametralnie. Wielkie koncerny z Doliny Krzemowej, zamiast zabijać tradycyjne media, stają się ich klientami. A to może tylko pomóc w tworzeniu wartościowych treści.
Sztuczna inteligencja nie zada dociekliwego pytania, nie spojrzy rozmówcy w oczy, by wczuć się w jego emocje, ani nie napisze błyskotliwego zdania, które odda Zeitgeist. Może co najwyżej pomóc zebrać i usystematyzować dane czy znaleźć lepszy synonim słowa, które utknęło na końcu języka. Jednak tylko ludzie opiszą świat z wrażliwością, mądrością i rzetelną przenikliwością. A to – bez względu na czarnowidztwo dotyczące przyszłości mediów – czytelnicy cenią.
Agata Kaźmierska jest dziennikarką specjalizującą się w tematyce międzynarodowej oraz społecznego wpływu nowych technologii. Była korespondentką m.in. w Afganistanie, Pakistanie, Iraku, Kongu i Jemenie. Stale współpracuje z „Tygodnikiem” od 2012 r.
Wojciech Brzeziński jest dziennikarzem zajmującym się nauką, nowymi technologiami i ich wpływem na społeczeństwo. Twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”, stypendysta Fundacji Knighta na MIT. Stale współpracuje z „Tygodnikiem” od 2011 r.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















