Reklama

Życie Polaka w cenie Big Maca

Życie Polaka w cenie Big Maca

25.06.2016
Czyta się kilka minut
Młodzi lekarze mają dość. Warunków pracy, marnych płac i oskarżeń o rzekome bogactwa.
Fot. Sebastian Pfuetze / GETTY IMAGES
U

Usypia cię do zabiegu. Wykonuje operację ratującą życie. Albo przyjmuje poród – może się okazać, że to trzeci tej nocy na jej czy jego dyżurze. Jednym z pięciu w ciągu ostatnich dwóch tygodni, choć dyżurować powinien tylko trzy razy w miesiącu. Bierze za to pełną odpowiedzialność. Nawet nie wiesz, że to lekarz albo lekarka w trakcie szkolenia specjalizacyjnego – jego praca niczym się dla ciebie nie różni od pracy specjalisty. Może dlatego w internecie piszesz takie komentarze:

„Zlikwidować darmowe studia, bo się w głowach przewraca... A teraz to niech zwraca pieniądze za studia i jedzie za granicę”.

„Lekarz rezydent – g... potrafi, a już myśli, że jest Bóg wie kto...”.

„Kiedy te pasożyty zrozumieją, że nie tylko oni ciężko pracują w tym kraju i chcą zarabiać normalne pieniądze. Nie pasuje ci, lekarzu, to zmień zawód”.

„Pokaż lekarzu, co masz w garażu”.

Mistrz i uczeń na odległość

Pokazują. Na jednej z facebookowych stron: najpopularniejszy model to opel vectra. Przeważają kilkunastoletnie, zamiast garażu – miejsce pod chmurką. Albo w ogóle rower, bo na samochód ich nie stać.

Skończyli sześcioletnie studia medyczne, potem odbyli obowiązkowy 13-miesięczny staż. Po nim przystępują do Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Ci, którzy go zdadzą, mają prawo do wykonywania zawodu.

Kolejnym krokiem jest szkolenie specjalizacyjne (w zależności od kierunku trwa od czterech do prawie siedmiu lat). Jeśli uzyskają odpowiednią liczbę punktów, mogą się starać o miejsce rezydenta w szpitalu (wtedy za ich pracę płaci nie szpital, lecz Ministerstwo Zdrowia środkami pochodzącymi głównie z Funduszu Pracy). Takich miejsc jednak wciąż brakuje. Wtedy przed młodym lekarzem stoją dwie możliwości odbycia specjalizacji w trybie pozarezydenckim: w ramach wolontariatu albo na podstawie umowy-kontraktu ze szpitalem.

W programie specjalizacyjnym wypisana jest lista umiejętności, które młody lekarz musi posiąść. Modelowo powinien być wprowadzany w nie przez lekarza, który uzyskał już tytuł specjalisty. Opiekun specjalizacji nie dostaje za opiekę nad rezydentem dodatkowych pieniędzy, nie ciąży nad nim też żadna dodatkowa odpowiedzialność za przebieg szkolenia. Kończy je tylko egzamin teoretyczny. Bywa, że rezydent mija się z opiekunem, bo tak mają rozpisane grafiki pracy, że w ciągu miesiąca spędzą razem może pięć minut, na korytarzu, między jednym przyjęciem pacjenta a drugim.

Zdolniejsi i bardziej sprawni w walce o dostęp do specjalisty szybko zyskują samodzielność. Jeśli lekarz ma status rezydenta, pracuje wtedy na cały etat, pełni też obowiązkowe dyżury. Jego zarobki określa ustawa: 2275 zł netto w pierwszych dwóch latach pracy, 2476 zł w kolejnych. W Polsce lekarzy w trakcie specjalizacji jest ponad 22 tysiące.

Większość lekarzy przed 40. rokiem życia, których spotkasz, to rezydenci. Mitem jest przekonanie, że „tylko” pomagają, nie mają kontaktu z pacjentem, nie wchodzą na salę operacyjną. Są jeszcze inne mity, m.in.: „mogą przecież dorobić, nie znam biednego lekarza”, „a na dyżurze to się zresztą przecież i tak tylko śpi”.

Marzenie: pracować w jednym miejscu

– W mojej specjalizacji dyżur oznacza, że w każdej chwili może przyjechać poród do odebrania, mogą być komplikacje. Muszę być sprawna fizycznie i mentalnie od jego pierwszej do ostatniej minuty, przez dwadzieścia cztery godziny – mówi Urszula Ajdacka. Jest na czwartym roku specjalizacji zabiegowej, ginekologiczno-położniczej. – Kiedy zaczynałam specjalizację, pracowałam 300-350 godzin w miesiącu, tj. średnio 80 godzin w tygodniu. Według unijnych zaleceń – i takie są też standardy – lekarz powinien pracować do 38 godzin tygodniowo. Nie znam lekarza, który by w Polsce pracował tylko tyle. Znam za to wielu, którzy marzą, żeby móc pracować tylko w jednym miejscu i za tę jedną pensję móc się utrzymać.

Teraz dyżuruje sześć, siedem razy w miesiącu. Oto typowy tydzień. Poniedziałek: praca w szpitalu od 8 do 15.35. Od 16.00 przyjmuje w przychodni, jest wolna po trzech godzinach. We wtorek znów praca do 15.35, a później przyjmowanie pacjentek w gabinecie, do godz. 20, 21. W środę pracuje do 15.35, a wieczorem chodzi na niemiecki (podobnie jak 40 proc. młodych polskich lekarzy aktywnie myśli o emigracji). W czwartek zaczęła 24-godzinny dyżur. Zeszła z niego w piątek o 8.00. W weekend kolejny 24-godzinny dyżur.

Ajdacka: – W grudniu 2012 r. pracowałam tylko na etacie, nie wchodząc w dyżury. To był jeden miesiąc tzw. normalnego życia. Miałam po pracy czas na kształcenie się, na sen, na to wszystko, co teraz jest poza moim zasięgiem, bo często jestem zbyt zmęczona, żeby po pracy zrobić cokolwiek. Funkcjonując w takim trybie trudno nie tylko o życie prywatne, bo kiedy założyć rodzinę, ale też o to, co jest nieodłączną częścią naszej pracy: o kształcenie.

Rezydenci mówią: chcemy się rozwijać, ale nie mamy ku temu warunków.

Może to właśnie ty jesteś jednym z tych, który myśli: „w głowach się poprzewracało”. Albo ostrzej.

Ajdacka: – Gorzkie słowa na temat swojej pracy słyszałam wiele razy. „Nie znam biednego lekarza”. To prawda, sama nie znam lekarza, który przymierałby głodem. Ale to też jest tak, że do tego zawodu trafiają zazwyczaj pracowici, ambitni, przyzwyczajeni do ciężkiej pracy ludzie, którzy mają niesłychaną zdolność do adaptacji, nawet do trudnych warunków. Uczę się całe życie, jestem pracowita, chcę być coraz lepsza w tym, co robię, i poświęcam temu bardzo wiele, a nie ma to żadnego odzwierciedlenia w zarobkach, w poczuciu minimalnego bezpieczeństwa finansowego.

W tym roku wyjeżdża na kurs medycyny prenatalnej do Londynu, placówki, w której o stypendium ubiegają się lekarze z całego świata: – Jadę tam rozwijać swoje umiejętności, zdobyć wiedzę praktyczną. I pracować naukowo, na co w polskich warunkach bardzo trudno znaleźć czas i siłę.

Deklaruje, że po dwuletnim szkoleniu wróci do Polski.

Ideały, nadzieja, powołanie

Nad wyjazdem zastanawiała się też Angelika. Popchnął ją do tych rozważań stres. I wstyd, zna go od podszewki: „Lekarskie dziecko, wszystko wiadomo”. Słyszała to wiele razy. Ma 33 lata, pracuje w dużym ośrodku rehabilitacyjnym we wschodniej Polsce. W tym roku wpadła w czarną dziurę: – Po specjalizacji trzeba zdać egzamin, są tylko dwa razy do roku: wiosną i jesienią. Od marca, czyli zakończenia szkolenia rezydencyjnego, nie jestem ani rezydentem, ani specjalistą. Muszę czekać do październikowego egzaminu.

Szpital, w którym dotąd pracowała, nie mógł jej zatrudnić, znalazła więc pracę – nadal w zawodzie, bo nie chce z niego odchodzić – za 2100 zł netto, żeby jakoś przeczekać do jesieni.

– Kiedy byłam rezydentką, nie narzekałam, ale wtedy nie miałam jeszcze rodziny. – opowiada Angelika. – W ubiegłym roku urodziłam córkę. Mąż pracuje na pół etatu za niewiele ponad tysiąc złotych. „Lekarskim dzieckiem” jestem tylko w tym sensie, że rodzice mogli nas wspomóc na starcie i dzięki temu mogliśmy wziąć mniejszy kredyt na mieszkanie. Ale to też dzięki temu, że oboje całe życie bardzo ciężko pracowali. Wie pani, jakie to trudne być po trzydziestce i nadal korzystać z pomocy rodziców? A wie pani, jakie to trudne być po trzydziestce, pracować i nadal załapywać się na progi umożliwiające korzystanie z pomocy społecznej? W kolejce do państwowego żłobka byliśmy setni, dyrektorka podpowiedziała, patrząc na nasze dokumenty i dochody, żebyśmy się zgłosili do pomocy społecznej po zaświadczenie o sytuacji kryzysowej.

Studenci medycyny – mówi Angelika – żyją ideałami. Rezydenci nadzieją. A specjaliści – powołaniem, które pozwala im trwać w tym zawodzie mimo wszystkich jego systemowych wad.

– Nie ratuję bezpośrednio zagrożonego życia, ale spotykam się z ludzkim cierpieniem, które trwa i wobec którego czasem jesteśmy bezradni, mimo całego postępu w medycynie – tłumaczy młoda lekarka. – Bywa, że pacjentowi doskwiera ból, na który nic nie mogę poradzić. Pracowałam dotąd z pacjentami po urazie rdzenia. To często młodzi, przed wypadkiem silni mężczyźni. Trudno przywrócić ich do życia, zmobilizować, żeby o siebie zawalczyli. Moja praca nie przynosi widocznych od razu, spektakularnych efektów. Ale to nie znaczy, że nie obciąża. Pacjenci wracają do domów, a później zdarza się, że odbieram telefony od rodzin: „syn przestał walczyć”. Niekiedy znaczy to: „popełnił samobójstwo”. Nie ma przestrzeni, żeby to jakoś przeżyć, bo następnego dnia kolejny dyżur, kolejni pacjenci. Stres chowa się w sobie. Ale te momenty, gdy uda się tę kupkę nieszczęścia wyprowadzić na prostą, poprawić jakość życia pacjenta, który nie miał sił walczyć, to jest esencja mojej pracy i powód, dla którego się w niej trwa.

Trzymamy ten system

Kiedy umówiona siedem miesięcy temu wizyta u specjalisty zostaje odwołana, bo lekarz zachorował, nie masz dla niego współczucia, bo przecież „ty tyle czekałeś”. I masz rację, że czujesz frustrację: lekarz, który nie przyjdzie tego dnia do pracy, wie, że nie powinno tak być. Powinien mieć prawo zachorować bez obaw, że jego niedyspozycja zostawi cię na lodzie. Nie macie jednak okazji, żeby to sobie wytłumaczyć, bo kiedy w końcu dojdzie do wizyty, lekarz będzie miał dla ciebie tylko kwadrans, z czego dziesięć minut musi poświęcić na wypełnienie dokumentów. Znów wyjdziesz z gabinetu z poczuciem zlekceważenia. I może po powrocie to ty wpisałeś pod tekstem komentarz, że „wiadomo, jakbym przyszedł do gabinetu prywatnie, to od razu byłaby inna rozmowa”.

Anna wiele razy słyszała takie sugestie, na zmianę z wykluczającym „przecież zawsze możesz dorobić, nie narzekaj”. Ma 35 lat, jest na czwartym roku specjalizacji. Zabiegowej, ciężkiej fizycznie, trudnej. Jednej z najbardziej prestiżowych: – Od zawsze chciałam leczyć serce, na wymarzoną specjalizację dostałam się za trzecim razem. Ten pierwszy moment, kiedy stałam nad stołem operacyjnym patrząc na otwarte, bijące serce, to wynagrodził.

Anna pracuje w jednym ze szpitali południowej Polski: – Owszem, pracuję poza etatem jeszcze w prywatnej przychodni. Razem z dodatkową pensją przynoszę miesięcznie 3 tys. zł netto. Nie wiem, czy to dużo za 12-15 godzin pracy dziennie? Mąż też jest lekarzem, ale nie dostał się na wymarzoną rezydenturę, więc specjalizuje się w trybie wolontariatu. Żeby zarobić, pracuje w nocnej pomocy lekarskiej. Mijamy się. Bez dodatków z przychodni i dyżurów nie bylibyśmy w stanie spłacić kredytu mieszkaniowego, mąż nie mógłby wyjeżdżać na kursy potrzebne do specjalizacji (koszt takiego kursu nierzadko przekracza miesięczne wynagrodzenie rezydenta, a wolontariusze muszą opłacać je z własnej kieszeni)

Anna mówi, że chciałaby mieć tych dyżurów mniej. Tylko nie wie, komu miałaby je oddać – koledze, który jest w tej samej sytuacji? Czy o czymś marzy? Pracować tylko w jednym miejscu, nie być tak chronicznie zmęczoną.

– Trzymała pani kiedyś w ręku stapler? Taka mała maszynka do szwu mechanicznego. Używa się go czasem, kiedy trzeba komuś zszyć tkanki na szybko albo w nietypowym, trudno dostępnym miejscu. Mam wrażenie, że to my jesteśmy te zszywki: jakoś trzymamy ten system, żeby się nie rozleciał. Wąsko, jeden przy drugim, nie puszczamy szwu. My oraz pielęgniarki, których też jest za mało, ale wciąż jeszcze trwają w zawodzie, nie wyjechały, nie poszły na kasę do marketu zarobić więcej.

Radzimy sobie tylko dlatego, że umiemy zagryźć zęby i wykrzesać skądś resztki sił. Myślę, że to jest właśnie powołanie.
Kiedy Anna mówi, w jej głosie słychać przede wszystkim smutek. Nawet nie zniechęcenie, stupor. W zeszłym tygodniu wróciła do pracy po kilkunastu dniach zwolnienia. Poroniła w drugim miesiącu ciąży. Schodziła właśnie z czwartego w ciągu dziesięciu dni dyżuru.

Postulaty

– Między innymi po to, żeby takie sytuacje się nie powtórzyły, staramy się działać na rzecz zmian systemu – mówi Krzysztof Hałabuz, lekarz w trakcie specjalizacji z chirurgii ogólnej. Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, którego jest członkiem, powstało w 2007 r., ale po wywalczonej wtedy podwyżce i poprawie warunków pracy wygasło; w październiku kolejne pokolenie lekarzy rezydentów postanowiło je reaktywować. – Dlaczego dopiero teraz? To prawda, sytuacja nie zmienia się od lat. Nasze pensje – na poziomie 70 proc. średniej krajowej – zamrożone zostały jeszcze w 2009 r. Protestujemy teraz, bo po każdej zmianie władzy przychodzi moment, żeby powiedzieć „sprawdzam” i upomnieć się o złożone obietnice – dodaje Hałabuz.

10 lat temu Konstanty Radziwiłł, jako prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, podpisał uchwałę o konieczności natychmiastowego podniesienia wynagrodzeń: zgodnie z nią lekarz w trakcie specjalizacji powinien zarabiać dwie średnie krajowe, a lekarz specjalista trzy średnie krajowe.

Jarosław Kaczyński, wrzesień 2013 r.: „Lekarze powinni zarabiać bardzo dobrze (...) Ja to wiem, bo to jest bardzo trudny, bardzo odpowiedzialny zawód, do którego się trzeba bardzo długo przygotowywać, i my to szanujemy”. O planach odbiurokratyzowania służby zdrowia mówiła w kampanii wyborczej premier Beata Szydło.

Poza podwyżkami młodzi lekarze mają i inne postulaty. Chcą zmian w zakresie dyżurów, uregulowania ich systemu tak, by nie dochodziło do nadużyć w kwestii wynagrodzeń i czasu pracy. Mówią też o samej jakości kształcenia.

– Programy specjalizacyjne są przeładowane, nie jest fizycznie możliwe wykonanie wszystkich przewidzianych dla danego kursu procedur. Często zdarza się tak, że lekarz jest dopisywany do zabiegu, w którym nie brał udziału, albo nadrabia wszystkie zaległe procedury tuż przed końcem specjalizacji – mówi Ajdacka.

– Brak długofalowej polityki planowania miejsc specjalizacyjnych to kolejny sygnalizowany przez nas problem – wylicza Hałabuz. Jego efektem jest niedobór lekarzy specjalistów i jednocześnie emigracja tych, którzy formalnie, z powodu braku miejsc, nie mogli rozpocząć specjalizacji w Polsce. – Chcemy też zwrócić uwagę na biurokrację. Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, zresztą słusznie, są przecież w sytuacji anormalnej, w stresie, w bólu, że jesteśmy pod taką presją czasu. Są też koledzy i koleżanki, u których poziom zmęczenia (bo w naszym zawodzie to zmęczenie kumuluje się latami), frustracji jest tak wysoki, że empatia, która przecież ich do tego zawodu zaprowadziła, stopniowo topnieje. Bywamy wtedy szorstcy, oschli; jesteśmy – o czym się nie pamięta – też ludźmi. Nie będzie Leśnej Góry dopóty, dopóki system nie pozwoli nam skupić się na tym, do czego jesteśmy powołani, czyli na leczeniu, i nie zapewni nam godnych warunków wykonywania tego powołania. To dotyczy nie tylko nas, młodych lekarzy. Pielęgniarki, których strajk ostatnio popieraliśmy, też łatają sobą dziury w tym systemie. Dłużej się tak nie da – dodaje Hałabuz.

W marcu przeprowadzili akcję „Adoptuj posła”: – Chcieliśmy bezpośrednio przedstawić im naszą sytuację. Spotkaliśmy się z ponad setką parlamentarzystów. Wszyscy posłowie PiS otrzymali od nas list ze skróconym opisem naszych problemów. M.in. na ich podstawie interpelację do ministra zdrowia w sprawie podwyżki wynagrodzeń złożyła posłanka Krystyna Pawłowicz.
Ministerstwo udzieliło odmownej odpowiedzi. Nie przyniosły także skutku rozmowy prowadzone z resortem. 18 czerwca (w sobotę, żeby nie odchodzić od pacjentów) 8 tys. młodych lekarzy w trakcie specjalizacji, ale też stażystów i studentów medycyny przeszło spod siedziby ministerstwa pod kancelarię premiera, gdzie złożyli listę swoich postulatów. Przed gmachem leżały buty tych, którzy – m.in. z powodu dyżurów – nie mogli przyjechać do Warszawy. Po drodze skandowano hasła: „Życie Polaka w cenie Big Maca”. Na jednym z transparentów napisano: „Jeszcze nigdy tak wielu nie zarabiało tak niewiele za leczenie tak licznych”.

Nie chce pani wyjechać?

– Weszłam do tego zawodu pełna energii i już na stażu zderzyłam się z rzeczywistością – mówi Ajdacka. – I trochę ci głupio, czujesz, że coś nie jest tak, jak powinno być. Potem przychodzi czas specjalizacji i znów o tym zapominasz, bo w końcu możesz robić to, co zawsze chciałaś: uczyć się, jak leczyć ludzi. Tyle że z roku na rok, z kolejnego dyżuru w nowy tydzień pracy, znów radość i entuzjazm ustępuje zmęczeniu. Ta praca to zawsze będzie poświęcenie, ale pytanie: jakie są jego granice? I dochodzisz do ściany.

Do podobnej ściany doszła Angelika. Niedawno odwiedziła biuro karier swojej macierzystej uczelni: – To tam pierwszy raz poczułam: nie muszę być lekarzem. Wszystkie propozycje, które usłyszałam od szczerze zaskoczonej pracownicy („To pani nie chce wyjechać, a pracować nadal tu?”), dotyczyły nielekarskich profesji: praca w koncernie farmaceutycznym, poradnictwie. Usłyszałam prosto w twarz: Polska cię nie potrzebuje. ©

REZYDENT to lekarz (również stomatolog), w wieku 26-37 lat, po studiach i rocznym stażu, który rozpoczął szkolenie specjalizacyjne (4 do 7 lat). Jest zatrudniony na cały etat, a oprócz tego pełni obowiązkowe dyżury. Można go spotkać w poradniach, nocnej pomocy lekarskiej, oddziałach ratunkowych.

Zgodnie z ustawą zarabia 70 proc. średniej krajowej, tj. 2275 zł netto w pierwszych dwóch latach pracy, 2476 zł w kolejnych.
3 zł 75 gr – tyle otrzymuje lekarz rezydent za przyjęcie pacjenta w poradni. Bywa, że zmuszeni są do odbywania dyżurów za darmo (obowiązkowo muszą odbyć trzy w miesiącu). Z własnych pieniędzy muszą finansować zakup fachowej literatury, udział w kursach doszkalających. Uczestnictwo w jednym kursie może wynosić więcej niż miesięczna płaca młodego lekarza.

Polska charakteryzuje się najniższym odsetkiem w całej UE, jeśli chodzi o liczbę lekarzy przypadających na 1000 mieszkańców: 2,2. Średni wiek lekarzy specjalistów w wielu dziedzinach medycyny wynosi 60 lat.

W Polsce lekarzy w trakcie specjalizacji jest ponad 22 tysiące. Blisko 40 proc. myśli aktywnie o emigracji.

Dane m.in. za: Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy – Porozumienie Rezydentów (rezydenci.org.pl).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jak dobrze, że ktoś napisał prawdziwy, zrównoważony artykuł na tem temat. Lekarze to ludzie tacy jak my, którzy zasługują na sen, odpoczynek, stałe miejsce pracy i relacje z bliskimi. Mówienie "przecież możesz dorobić" oznacza "przecież nie musisz odpoczywać, nie musisz mieć rodziny".

Dzięki za prawdziwe opisanie sytuacji. Nareszcie.

Polska moze byc zdrowsza jako kraj a jej rodacy moga czuc ze idac do lekarza dostana profesjonalna ale i empatyczna pomoc na wysokim poziomie kultury. Jesli wszystko jest poprzewracane do gory nogami konczy sie chaosem. Za podstawowa pensje 2200 oplacam co miesiac mieszkanie na wynajem bo nie stac mnie na kredyt 700zl, place za kurs obowiazkowy jesli chce byc dobrym specjalistom 650zl co miesiac, spacam kredyt studencki ktory pozwolil mi skonczyc skudia (podreczniki, mieszkanie i jedzenie nie jest finansowane przez panstwo) 340zl, obowiazkowe skladki na izby lekarskie 60zl, dojazd do pracy bilet tramwajowy 100zl, jedzenie 200-300zl, reszta cale 100zl idzie na wszystkie pozostale zyciowe potrzeby - za takie pieniadze nie da sie zyc, utrzymuje mnie pasja niesienia pomocy i nadzeja ze kiedys cos sie zmieni.

Dziękuję autorowi za ten prawdziwy artykuł! Może da niektórym do myślenia!

Nie chcę być leczona przez człowieka, który musiał wybrać - albo praca 48 h pod rząd, albo niespłacone rachunki. Chcę być bezpieczna, a jedyną szansą na bezpieczny system służby zdrowia to dobre płace dla lekarzy i pielęgniarek.

Właśnie jestem na dyżurzę, kolejnym, za cytowanego BigMac. Walczyłem o życie, człowieka, męża-syna-ojca. Jeszcze takich jak on jest dwanaścioro... Po przegranej, nawet nie masz możliwości odreagowania... Na szczęście jutro spędzę dzień (jeden z nielicznych) z moją córką, mam tylko nadzieję, że noc będzie spokojniejsza (zostało jeszcze 7,5 godziny)...

Serdecznie dziękuję za uczciwy artykuł. Kocham Polskę więc chce żyć i leczyć właśnie tu (w Polsce). Nie chodzi o to by kosztem innych plawić się w luksusach, walczę o to by móc prowadzić normalne życie o poziomie korespondujacym z poświęceniem z jakim jest związany ten zawód. W ramach "adopcji posłów" bylem u 2 parlamentarzystów, ich zaskoczenie spowodowane przedstawieniem nagich faktów na temat pracy lekarzy jest nie do opisania, podobne zaskoczeniem emanuje moja rodzina i znajomi ktorzy już w trakcie studiów otrzymywali lepsze stawki niż najwyzszy prog rezydenta. To smutne że opiekę nad własnym sprzętem komputerowym czy samochodem ceni się o wiele wiele wyżej niż walke o życie i zdrowie :(

Z tego co wiem, rezydent nie tylko w Polsce jest traktowany nie jako pełnoprawny lekarz, a raczej jako uczący się praktycznie zawodu lekarza. UCZĄCY SIĘ. Znam dość dobrze sytuację rezydentów w USA - zasuwają w pracy jak małe samochodziki, chodzą na rzęsach, wszystko pod presją konkurencji i w nadziei na dobrą opinię końcowa, dostają za to niewiele więcej ponad skromne stypendium. Trwa to minimum 3 lata. Potem dopiero robią specjalizację, na którą muszą się DOSTAĆ w trybie konkursowym, pisząc dziesiątki czy nawet setki podań do różnych klinik czy szpitali. Specjalizacja to znowu parę lat, dopiero po tym wszystkim zaczynają karierę lekarską. I zaczynają na własne ryzyko, z solidnym i nietanim ubezpieczeniem, i - czego nie ma póki co w Polsce - ze świadomością, że każdy ich błąd w sztuce może zostać wyłapany przez głodnych prowizji prawników, i może błyskawicznie ich plany zawodowe przekreślić. Więc może nie trzeba tyle narzekać, tylko zakasać rękawy i uczyć się, UCZYĆ, bo rezydentura - z całym szacunkiem dla Szanownego Pana - to jest czas nauki. Na nas, na naszej do krwi i bólu żywej tkance. Powodzenia życzę, cierpliwości, i satysfakcji z pracy traktowanej jako pasja i misja. Bo takich lekarzy, pasjonatów w służbie swego powołania, my pacjenci chcielibyśmy mieć obok siebie kiedy będziemy potrzebować pomocy.

Znam wielu lekarzy w okolicy, żaden z tych z +/- kilkunastoletnim stażem nie chodzi głodny i obdarty - wręcz przeciwnie. To oni dla przykładu są największa i najlepszą grupą klientów biur pośrednictwa handlu nieruchomościami. Cierpliwości. Głowa do góry. Będzie dobrze. Proszę mi wierzyć, większość Pańskich pacjentów całe życie musiała tyrać. Życie tak ma.

Rezydent to pełnoprawny lekarz. Specjalizacja nie daje żadnych dodatkowych uprawnień, to jedynie potwierdzenie formalne posiadanych umiejętności, ale pracę wykonuje się jak każdy inny lekarz. Kiedy to do ludzi dotrze, bo w tym problem, że myślicie, że my się "tylko" uczymy.

Szanowny Pan zapomniał dodać, że w Polsce 'pełnoprawnym' lekarzem można zostać już po rocznym stażu dyplomowym. Ja uważam, że to za mało, by nauczyć się praktycznego wykonywania zawodu lekarza. Ale ok. Dziwnie brzmi sformułowanie 'Specjalizacja nie daje żadnych dodatkowych uprawnień, to jedynie potwierdzenie formalne posiadanych umiejętności' - gdyby tak było w istocie, nie garnęliby się lekarze tak masowo do specjalizacji. Specjalizacja potwierdza umiejętności - ale te nabyte w jej trakcie, w ciągu kilku lat praktykowania i NAUKI. Powiedzmy sobie szczerze - specjalizacja TO JEST CZAS NAUKI, która daje raz wiedzę i umiejętności, dwa prestiż i zwiększone zaufanie pacjentów - a to się później przekłada na możliwości zawodowe i efekty finansowe pracy. +++ Żeby było jasne - nie uważam, że rezydenci dostają za dużo, za mało albo w sam raz. Nie moja rzecz rozsądzać i wyceniać. Ale na litość boską, trochę pokory i skromności, panie i panowie młodzi doktorowie!

tem bardziej, ze za owo 2200 pracują około 5 godzin dziennie 5 dni w tygodniu... ja po 10-15godzin 7 dni w tygodniu, rocznik"62, 2 fakultety politechniczne

Artkuł napisany uczciwie i bezstronnie. Żadne cywilizowane społeczeństwo nie będzie mogło normalnie funkcjonować jeśli będzie traktowało młodych lekarzy jako niegodnych wynagrodzenia. Sumy które aktualnie miesięcznie otrzymują można traktować na poziomie zapomogi społecznej- aby nie pomarli z głodu i nie musieli mieszkać pod mostem. Jestem lekarzem od 27 lat i z tej perspektywy wiem dobrze co oznaczają studia medyczne, co oznacza dyżury , co znaczy równolegle do tego szkolenie i przygotowanie do egzaminów specjalizacyjnych. Młodzi lekarze w Szwajcarii dostają na pierwszym roku pracy po studiach 1800 SFR, a każdy kolejny rok na etapie specjalizacji zgodnie z taryfa szpitala (v. internet) czyli co najmniej 3-4 tys SFR. W Niemczech młody lekarz wchodzi natychmiast w siatkę taryfowa gdzie poziom podstawowy wynosi 3500 do 4500 € plus 27 €/godzinę dyżuru. Z roku na rok wynagrodzenie podstawowe wzrasta do 5.500 € . Pokazywanie na USA jak tam „ciężko „ być lekarzem świadczy o totalnym braku wiedzy na temat kraju w którym aktualny deficyt lekarzy wynosi 60.000, żaden z moich znajomych lekarzy z USA jakoś nie bardzo chciałby pracować w Polsce (hm !) Jeśli Polska dalej tak będzie się obchodzić ze swoja elitą medyczną , nakazując się uczyć i trzymać mordę doprowadzi do tzw. medcyny proceduralnej z zerem empatii. Drenowanie z młodych medyków ich zaangażowania , sił i całej pozytywnej energii w imię nacjonalizmu i humanizmu- a dawanie im za to figę z makiem jest na granicy bezczelności. Młodzi lekarze! nie pozwalajcie na to . Macie przeogromną wiedzę i ogromny kapitał inteligencji ! Macie konstytucyjne prawo do godnego życia.

ale my jestesmy w Polsce prosze pana i tutaj 2200 na rękę (!!), jest całkiem niezłą pensją szczególnie za 5 godzin pracy. Dyżury? nie każdy bierze, a jak bierze ma za to świetnie płacone. Wydaje mi się, że sęk tkwi w tym co pan napisał: "jeśli Polska dalej tak będzie się obchodzić ze swoja elitą medyczną".. ELITĄ... ps. jestem matką 2 młodych lekarzy i jestem spokojna o ich los

2200 jest niezłą pensją? ?? Nie wiem w jakim świecie Pani żyje. Myślę, że te 2 srednie krajowe w sytuacji kiedy koszty szkoleń i książek lekarZe muszą ponosić sami, to nie sa wcale wygórowane oczekiwania. Życzę Wam drodzy lekarze jak najlepiej. Oby się wszystkie Wasze postulaty udało zrealizować, a wierzę w to, że my - pacjenci na pewno na tym skorzystamy.

Szanowny Pan manipuluje danymi. I oczywiście patrzy tylko na tych, co płacą najwięcej. Wbrew temu, co sugeruje - w Stanach płacą rezydentom grosze. Nie pozostaje nic innego jak faktycznie doradzić emigrację do Szwajcarii. Tylko żeby Sz. P. się nie zdziwił - tam prawdopodobnie będzie musiał zacząć edukację od szwajcarskiej matury, a o swoim dyplomie z Polski niech zapomni. I jeszcze jedno - pięknie sie pisze o 'zaangażowaniu i pozytywnej energii młodych medyków' - a ja myślę, że warto wspomnieć o obserwowanym przez pacjentów odejściu pokolenia młodych lekarzy od traktowania zawodu jako powołania, o dominującym w ich podejściu do pracy ciągu na kasę. My, pacjenci i podatnicy finansujący także służbę zdrowia, mamy konstytucyjne prawo do uczciwych i profesjonalnych lekarzy.

W Szwajcarii nie ma problemu z uznawaniem dyplomów z polskich uczelni medycznych, co więcej, do ich uznania i zgody na wykonywanie zawodu lekarza nie jest potrzebne ukończenie stażu podyplomowego.

1. nie 5 Szanowna Pani a 7,35 2. dyżury to nie jest kwestia wyboru, tylko nierzadko przymus, ponieważ nie ma komu ich wziąć, zatem dostaje je najmłodszy z zespołu - fart jak ma ich 3-4 w miesiącu. Przez czas swojej specjalizacji miałam ich od 8-14/ miesiąc. Stawka godzinowa na rękę 11 złotych. Od 15:35 do 20:00 niepłacone, potem od 20:00 do 24:00 stawka wzrastała do 16 złotych na rękę, przez kolejne 8 godzin w nocy rosła do 22 złotych na rękę - świetnie płacone :) byłam zachwycona :) no i była to, jak mawiał ś.p. prof. Religa "wspaniała przygoda". Za te pieniądze jako niespecjalista znieczulałam pacjentów do planowych i pilnych operacji, dzieci, młodych i starych. Woziłam pacjentów w stanie zagrożenia życia do szpitali o wyższym stopniu referencyjności. Jeździłam karetką pogotowia od sraczek, gorączek, wypadków, reanimacji, porodów itp. .. Pracowałam w SORze udzielając pierwszej pomocy chorym w różnym stanie - od banalnych urazów po ciężkie stany zagrożenia życia .. 3. "Większość lekarzy przed 40. rokiem życia, których spotkasz, to rezydenci" no nie wiem .. większość moich rówieśników (rocznik 82') ma już specjalizację 4. Absolutnie rozumiem pacjentów, którzy mają żal do młodych lekarzy chcących poprawić swoje warunki pracy i płacy .. podnoszą argumenty, że też mają kwalifikacje, że też kończyli studia, że też ciężko pracują i w kieszeni mają porównywalnie mało. Rozumiem ich rozgoryczenie, że młodzi chcą więcej a przecież dopiero zaczynają pracę i w żaden sposób nie zdążyli jeszcze udowodnić, że należy im się więcej. Rozumiem gdy wchodzą do gabinetu oburzeni, że muszą czekać .. Nie zauważają tylko jednego .. to państwo postawiło między nami mur .. nas w białych kitlach, do których przypięto łatkę łapówkarzy, nieuków, nierobów i cwaniaków i Was pacjentów, którym wmówiono, że wszystko należy się tu i teraz bez czekania, nauczono Was oczekiwać wysokiego poziomu świadczeń, których nie możemy Wam dać, bo nikt za to nie zapłaci- za badania, konsultacje itd. .. ten sam mur postawiono między szarym Kowalskim a nauczycielami, którym podobno wiecznie mało, a przecież mają wakacje i ferie i pracują mniej niż przeciętny Kowalski .. ten sam mur postawiono między zwykłym człowiekiem a górnikiem, który w świadomości przeciętnego Polaka istnieje jako brudny gość, któremu się nie chce pracować za to bierze 13tą i 14tą pensję i pali opony przed sejmem .. mur stoi między społecznością konsumentów a rolnikami, którym podobno UE zsyła mannę z nieba za nic-nierobienie, leżenie opasłym brzuchem na słońcu .. itd. nie pozwólcie się szczuć na nikogo .. czasem warto się pochylić, dowiedzieć się więcej i spróbować zrozumieć drugiego człowieka

chiałabym abyście zarabiali i 10tys, ale jeszcze raz powtórzę - za jeden dyzur moze pani miec i 300zł; ja na to pracuje około 60h. wiec może tak wszyscy zarabiamy wiecej? nie tylko jelita? Pozdrawiam znad klawiatury, po kolejnej nieprzespanej nocy (architekt)i wysmarowaniu zajmujacego około 3 godziny maila do działu zamówień publicznych, aby łaskawie zmienili załozenia do przetargu, bo poniżej 30tysE nie da sie zrobic dokumenacji, w kt same opracowania zewnętrzne kosztują ok 150tys netto - o ironio, temat dotyczy szpitala.. A co do protestu - kibicowałam moim dzieciom w tym, ale głownie trzymam kciuki za warunki zdobywania specjalizacji, bo o tym problemie jakos nikt nie mówi a był to najwaznieszy postulat w proteście. Koledzy z elit utrudniają wam zdobycie wiedzy, ponieważ tym samym rośnie im konkurencja..i o tym nikt nie mówi.

..i wszystko na ten temat +++ p.s btw, lekarze to niejedyna grupa zawodowa zwalczająca /nieraz brutalnie/ konkurencję młodych we własnych szeregach. Dla przykładu korporacje prawnicze często zachowują się podobnie, a młodzi kandydaci do kancelarii również za grosze muszą swoje kilka lat w kolejce do zawodu 'odbębnić'. Niedopłaconym lekarzom-rezydentom polecam wspomnienie ich kolegów prawników w codziennych modlitwach o sprawiedliwość.

Szanowna Pani może młoda - ale ja już niestety nie. Jednak dlatego, że nie mogę śmiało napisać: to nie państwo stawiało bariery pomiędzy lekarzami a pacjentami. To nie ono etykietki przyklejało. Z przykrością to piszę - sami lekarze zapracowali sobie na etykietki, bariery tworzyli. Kto kilkadziesiąt lat kontaktów z lekarzami ma w pamięci, ten nie zapomni nigdy jawnych łapówkarzy, aroganckich milczków, także zwykłych partaczy - nietykalnych pod parasolem izb lekarskich. Tak, ja wiem, że nie wszyscy, i każdy z pewnością wskaże też na dobrych i uczciwych. Ale prawda jest taka, że dopiero ostatnie 10 - 15 lat przyniosło wyraźne oznaki poprawy relacji lekarz - pacjent, a korupcja istnieje jedynie w głębokim podziemiu. Także państwo odegrało w tym procesie pozytywną rolę. Szanowna Pani raczy krytycznie spojrzeć na temat - będzie kiedyś pacjentką ze znajomościami wśród lekarzy, ale mało kto je ma. I jeszcze jedno: wyposażenie zabiegowe i diagnostyczne szpitali to niebo a ziemia w porównaniu do tego, co jeszcze 10 lat temu. Z lekarzami już można porozmawiać, z większością. Kilka razy ostatnio korzystałem ze służby zdrowia, większość 'na NFZ' - jestem bardzo zadowolony i zbudowany tym, co zobaczyłem i czego doświadczyłem. Także postawą i zaangażowaniem młodych lekarzy. Idzie ku dobremu.

Z moich doświadczeń akurat wynika, że środowiska zawodowe lekarzy, prawników i górników to główni klienci biur podróżny i biur nieruchomości - może faktycznie nie ci młodzi na starcie, ale z kolei młodzi z innych profesji bywają częstymi klientami zagranicznych wyjazdów zarobkowych - żeby na truskawkach odbić sobie debet z całego roku- w skali porównawczej macie więc bardzo nieźle. Jedyne czego faktycznie wam współczuję to czas pracy - jesteście eksploatowani ponad miarę, co nie powinno mieć miejsca. Tutaj bardzo was popieram, ale zauważam że był czas kiedy to lobby lekarzy (tak jak i prawników) było przeciwne przyjmowaniu nowych (w Pani roczniku już ruszyły zmiany)- teraz mamy tego skutki. Swoją drogą wybraliście dobry czas na protesty - są pieniądze na 500+, na ŚDM, na Świątynię Opatrzności, na dotację dla Torunia - niech się znajdą też na prawdziwe potrzeby znane od lat i od lat ignorowane.

Poniżej ciekawy przyczynek do dyskusji o polskiej służbie zdrowia, lekarzach, płacach - ale także o ich etyce zawodowej i moralności. I proszę mi nie mówić, że łapówki od koncernów biorą zagrożeni śmiercią głodową rezydenci. To tłuste koty w białych kitlach najczęściej łaszą się na farmaceutyczne bonusy, luksusowe wczasy w egzotycznych destynacjach, mając de facto swych pacjentów i żywicieli gdzieś - nie śmiem precyzować, gdzie. A szpitali, mimo nienajwyższych płac, trzymają się kurczowo, bo pracują w prywatnych, często własnych przychodniach, z których podsyłają pacjentów ze znaczkiem "VIP dra X." do "swojego" szpitala. Wszyscy znamy ten proceder. Także inne, niegodne lekarskiego honoru i przysięgi Hipokratesa. Póki co nie słychać, żeby środowisko lekarskie chciało zabrać się za czyszczenie własnej stajni, poczynając od fałszywej solidarności w przypadku osądzania błędów lekarskich. A taka powinna i musi być kolejność. Najpierw uczciwość, potem zapłata. My pacjenci mamy do tego prawo i tego oczekujemy od lekarzy. +++ "Lekarze otrzymali w 2015 roku od firm farmaceutycznych prawie 108 mln złotych. Tyle kosztowały na przykład konsultacje, wyjazdy, szkolenia - informuje "Rzeczpospolita". To dane z raportów o wydatkach na współpracę z lekarzami i szpitalami, jakie pierwszy raz ujawniły firmy farmaceutyczne zrzeszone w związku INFARMA. Polscy producenci milczą. Zdaniem większości Polaków lekarze przepisują leki producentów, z którymi współpracują - pokazuje niedawny sondaż. Współpracę z medykami ujawniły tylko firmy międzynarodowe. Nie ma danych od polskich producentów leków."

zapomniała Pani dodać o służbach mundurowych - ciężko umęczonych przed czterdziestką, i rentą na karku. Cyrk na kółkach, już nie zdziwi mnie nic w Polsce. Wszyscy jesteśmy równi, tylko że niektórzy równiejsi… Pozdrawiam serdecznie. PM

Oczywiście ze jesteśmy w Polsce . Oczywiście że wiele zawodów ważnych dla dobrego funkcjonowania społeczności jest źle wynagradzanych . Ale jeśli nauczycielowi nie uda się wyjaśnić uczniowi jak rozwiązać równanie z jedna niewiadoma , to szkody są nieporównywalne jeśli anestezjologowi nie uda się narkoza. Tam można powiedzieć ze uczeń głupi -a tu obwiniać pacjenta ? 2200 PLN /miesięcznie przy znanych cenach za litr paliwa, kg cukru , podręcznik medyczny czy prenumeratę fachowych czasopism itd. itp. jest z cala pewnością niewystarczająco. Uważam ze to musi bezwzględnie zostać zmienione na korzyść lekarza. Pani Doktor Anestezjolog pisząc o swoich dyżurach nie napomknęła, jest to dla nas lekarzy oczywistością, jak wyglądają godziny po dyżurze. Większość pracobiorców zarywa noc jedynie na sylwestra , odsypiając sobie solidnie w późniejszym czasie. Lekarzpodyzurze to „ maszyna „ która musi w niespełna 12 godzin stać znowu na pełnych obrotach i tak 7-8 razy na miesiąc ( w moim wypadku jestem po ok. 2430 ostrych dyżurach / 27 lat ). A cytowany Profesor Religa wiedział dobrze co mówi- nie wiem jednak czy wielu pacjentów chciałoby świadomie na taka przygodę się wybrać. Moją intencją jest , patrząc z perspektywy wielu lat pracy w tym zawodzie , troska o moich młodszych kolegów. Sa tak samo dobrze wykształceni co ich koledzy w Szwajcarii, Niemczech czy USA , ich start w zawodzie powinien być porównywalny – również dla dobra pacjenta. A nawiązując do kwestii divide et impera, to ze smutkiem stwierdzam ze Polska pod tym względem jest mistrzem świata. Apel aby to dostrzec i zmienić jest nie na rękę tym którzy maja na to największy wpływ. Im większa polaryzacja , tym większe napięcie ( biofizyka) – tylko trzeba zważać na to , na ile są założone bezpieczniki….

na zakończenie tej dyskusji (przynamniej dla mnie) chciałabym zalinkowac fajny felieton w tym temacie http://zawod-architekt.pl/artykuly/za39_glegola.html I taką bajkę, jaką mnie raczył tata gdy byłam dzieckiem: wychodzi lekarz/architekt/nauczyciel itd do pracy, mija w bramie dozorce, który zamiata chodniki. I ów lekarz/architekt/nauczyciel mysli sobie : takiemu to dobrze, nie musiał sie kształcić, pracuje na powietrzu, pozamiata, swoje zarobi, moze isc odpocząć; dozorca myśli sobie: temu (....) to dobrze - latami zył zyciem studenckim, pracuje w ciepełku, pojdzie do pracy, posiedzi, porozmawia z chorymi/uczniami, wróci odpocznie sobie, pójdzie na rower, większą kase mu zapłacą.. Jakoś tak to szło, to odwieczny konflikt, który chyba jest nie do pogodzenia.

Szanownemu Panu warto myślę przybliżyć temat, który tak chętnie - ale bez jego znajomości - eksploatuje. +++ "Wysokość zarobków lekarza i lekarza dentysty odbywającego specjalizację w ramach rezydentury wynosi: w pierwszych dwóch latach rezydentury - 3 170 zł; po dwóch latach rezydentury - 3 458 zł. Wysokość zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarza i lekarza dentysty odbywającego specjalizację w ramach rezydentury, w priorytetowych dziedzinach medycyny, wynosi: w pierwszych dwóch latach rezydentury - 3 602 zł; po dwóch latach rezydentury - 3 890 zł. Podstawa prawna: Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 23 kwietnia 2009 r. w sprawie wysokości zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarzy i lekarzy dentystów odbywających specjalizacje w ramach rezydentury (Dz.U. Nr 66, poz. 560)." +++ p.s. A cukier w Polsce jest naprawdę tani, bywa, że już za 2 złote może Sz. P. kupić 1 kg - a więc jakieś półtora tony na miesiąc. Dolce vita, proszę Pana.

nie pomyłka i nie manipulacja tylko zarobek netto

Dla zarobków podanych w Rozporządzeniu MZ kwota netto waha się od ok. 2300 do 2800 zł. Jest też opcja wspólnego rozliczenia się ze współmałżonkiem, co zwykle zwiększa netto. No jest to jednak 4,5% do 27% więcej niż 2200, o którym ktoś tu wspomniał. Oby przy leczeniu lekarze byli dokładniejsi. +++ p.s. Prawdę powiedziawszy rozumiem robotnika "od łopaty" czy ekspedientkę po zawodówce, dla której pensja to jest to, co do ręki dostaje - ale od lekarza wydaje mi się można oczekiwać nieco poważniejszego podejścia do pieniądza?.. A tak a propos netto - ciekaw jestem, czy te dane szwajcarskie itede to netto, brutto czy tara. +++ Zaś poniżej kilka oficjalnych liczb na tenże temat.

Dużo ciekawych informacji na temat zarobków lekarzy za 2014 znajdzie Sz. P. tutaj: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35612,17280539,Ministerstwo_Zdrowia_policzylo__ile_zarabiaja_lekarze.html +++ Wklejam kilka fragmentów, prenumerata GW wszak jest płatna... +++ "Na najwyższe pensje mogą liczyć ordynatorzy. Najniższe pensje mają ordynatorzy w woj. łódzkim (9805), małopolskim (9839) i śląskim (9699). Najwyższe w wielkopolskim - 16351 zł." +++ "Lekarze z II stopniem specjalizacji najwięcej zarabiają również w Wielkopolsce - 10122 zł. A najmniej w woj. małopolskim - 6795 i woj. kujawsko-pomorskim - 6234 zł." +++ "Możemy domniemywać, że tam, gdzie lekarzy jest mniej, jest więcej pracy, a co za tym idzie wynagrodzenia są wyższe. W ramach umowy o pracę też istnieją możliwości wynagradzania pracowników w związku z ich efektywnością. Jednym z elementów umowy o pracę jest premia. I te premie mogą sięgać wysokich kwot." +++ " Jak wynika z zestawienia Ministerstwa Zdrowia średnia pensja lekarzy z I stopniem specjalizacji to 6710 zł." +++ "Dane z Ministerstwa Zdrowia dotyczą tylko zarobków lekarzy z tytułu umów o pracę. Tymczasem coraz więcej lekarzy przechodzi na kontrakty. - Lekarze na kontraktach zarabiają więcej." +++ "Zarobki lekarzy bez specjalizacji też są zróżnicowane. Np. w Małopolsce średnio zarabiają oni 4556 zł, na Mazowszu - 6032, a np. na Pomorzu - 5525, w Wielkopolsce - 6810 zł." +++ "Forma etatowa dla lekarzy to chyba już przeżytek."

Powyższe wyliczenia też są mylące, bo mowa tu zapewne o kwotach brutto za miesiąc, ale nie za ilość godzin równoważną etatowi (czyli podawane wraz z dyżurami). Jeśli nie, to bardzo bym chciała pracować w takim miejscu...

No to, że wysokość pensji podaje się brutto to już chyba oczywista oczywistość, 30 lat po peerelu i jego kosmicznej gospodarce?... Jeśli chodzi o godziny - nie wiem, ale radze sięgnąć głębiej do źródeł. Odwołującym się do zarobków lekarzy szwajcarskich czy niemieckich na pocieszenie dodam, że także szwajcarski/niemiecki, belgijski kowal/ślusarz/piekarz itepe zarabiają zdecydowanie więcej niż ich koledzy po fachu w Polsce. A jednocześnie ci polscy fachowcy biją na głowę zarobkami odpowiedników z Indii, Kambodży czy Burkina Faso. Proszę przemyśleć temat. Dla ułatwienia rozważań dorzucę gratis fundamentalną zasadę ekonomii: nie ma bogatych bez biednych i vice versa.

Współczuję kolegom lekarzom. Marzy mi się, aby ktoś podobny tekst napisał o psychologach i psychoterapeutach zatrudnianych w szpitalach i innych placówkach.

Gdybyście chociaż potrafili oponę podpalić. Smutne to

Ekonomiści, a konkretnie "The Economist", wymyślili wskaźnik Big Maca, produktu wytwarzanego lokalnie, a zarazem doskonale znormalizowanego, dzięki któremu można porównywać realną siłę nabywczą walut oraz zarobki w różnych krajach. Pewien niemiecki dziennikarz opowiadał mi kiedyś z oburzeniem, że hinduski kolega zażądał od niego za research 5000 euro. "Tylko pomyśl", narzekał, "w kraju, gdzie lekarz zarabia 300 euro miesięcznie". Kwoty nie sprawdzałem, ale nie o konkretne liczby chodzi, a o zasadę, zgodnie z którą Hindusowi należy się mniej niż Niemcowi za dokładnie tę samą robotę, bo generalnie mniej płaci za różne rzeczy swoim rodakom. Nie dotyka to tak bardzo konsumenta fast foodów, ale już takie dobra, jak Iphone, złoto, podróże lotnicze czy Petrus rocznik 2004 okazują się dla przeciętnego hinduskiego lekarza o wiele trudniej dostępne niż dla przeciętnego konowała znad Renu. A w zglobalizowanym świecie takie nierówności bolą bardziej. Oczywiście zależność pomiędzy miejscem kraju na globalnej skali dobrobytu a sytuacją lekarza, prawnika, nauczyciela czy dozorcy nie jest stała. Według danych OECD z 2011 istnieją trudno wytłumaczalne w tych kategoriach różnice w zarobkach lekarzy specjalistów pomiędzy np. Belgią (278 tys. USD rocznie) a Niemcami (113 tys.), ale raczej zgodnie z oczekiwaniami polski lekarz "wyciągał" rocznie tyle co węgierski, czyli 34 tys. Z drugiej strony, prawdą jest, że relacja zarobków lekarzy do średniej krajowej jest u nas dość marna, ale tylko w przypadku specjalistów (1,6 w Polsce vs. 6,2 w Belgii albo 2,8 w Niemczech), lekarze ogólni natomiast wynagradzani są na tym samym (relatywnym) poziomie, odpowiednio: 2,2, 2,3 i 2,1. Coś tam można ulepszyć w systemie, jednak od samego mieszania herbata słodsza się nie zrobi. Pozdrawiam doktorów i pacjentów.

Wszyscy komentujący mają po trochu rację. I Ci którzy mają pretensje do lekarzy i lelarze młodsi i starsi skarżący się na warunki pracy. A problem.jest jeden główny - w systemie opieki zdrowotnej jest za mało PIENIEDZY... System funkcjonuje w taki sposób, żeby za te małe pieniądze "zabić" jak najmniej pacjentów. Niskie nakłady na nauczanie i życie adeptów sztuki lekarskiej są konsewkwencją tego braku. Wyjeżdżanie personelu medycznego za granicę (pielegniarki/rze, lekarki/lekarze) jest konsekwencją tego braku. Kolejki do specjalostów, kolejki na zabiegi operacyjne to też konsekswencja braku pieniędzy w systemie. W tej chwili system został częściowo odciążony przez pracodawców, którzy oferują ubezpieczenia pracownicze i obsługę w prywatnych placówkach - ale dotyczy do niewielu osób. Dopóki w systemie nie pojawi się więcej pieniędzy dopóty będziemy mieć dwie niezadowolone strony - niezadolonych pacjentów i niezadowolony personel. Wyższe stawki godzinowe dla lekarzy i personel pielęgniarski na każdym etapie pracy powinny przede wszystkim ułatwić zatrzymanie tego personelu w kraju. Jeśli nie pacjenci będą biegać samotnie po placówkach służby zdrowia i leczyć się sami (średnia wieku lekarza w Polsce to 55). Dopóki w systemie nie znajdzie się więcej pieniędzy będzie on poletkiem dla korupcji, przedłużonego łapownictwa pod postacią wizyt w prywatnych gabinetach... Oczywiście powinniśmy głośno rozmawiać o optymalizacji wydatków, ale jak wybrać skoro jest mało pieniędzy? Wybrać między wieloma operacjami zaćmy czy jedną bardzo drogą terapią dla umierającego dziecka? Albo się doubezpieczymy - wpuścimy wielu konkurencyjnych ubezpieczycieli, albo przeznaczymy więcej pieniędzy z podatków (kosztem innych wydatków państwa) albo będziemy wiecznie niezadowoleni ze służby zdrowia. Nawet w najbogatszych krajach procent PKB przeznaczany na opieke zdrowotną jest wyższy. Rezydenci protestując podnoszą temat wydatków na służbę zdrowia w pierwszym punkcie.

Wszyscy komentujący mają po trochu rację. I Ci którzy mają pretensje do lekarzy i lelarze młodsi i starsi skarżący się na warunki pracy. A problem.jest jeden główny - w systemie opieki zdrowotnej jest za mało PIENIEDZY... System funkcjonuje w taki sposób, żeby za te małe pieniądze "zabić" jak najmniej pacjentów. Niskie nakłady na nauczanie i życie adeptów sztuki lekarskiej są konsewkwencją tego braku. Wyjeżdżanie personelu medycznego za granicę (pielegniarki/rze, lekarki/lekarze) jest konsekwencją tego braku. Kolejki do specjalostów, kolejki na zabiegi operacyjne to też konsekswencja braku pieniędzy w systemie. W tej chwili system został częściowo odciążony przez pracodawców, którzy oferują ubezpieczenia pracownicze i obsługę w prywatnych placówkach - ale dotyczy do niewielu osób. Dopóki w systemie nie pojawi się więcej pieniędzy dopóty będziemy mieć dwie niezadowolone strony - niezadolonych pacjentów i niezadowolony personel. Wyższe stawki godzinowe dla lekarzy i personel pielęgniarski na każdym etapie pracy powinny przede wszystkim ułatwić zatrzymanie tego personelu w kraju. Jeśli nie pacjenci będą biegać samotnie po placówkach służby zdrowia i leczyć się sami (średnia wieku lekarza w Polsce to 55). Dopóki w systemie nie znajdzie się więcej pieniędzy będzie on poletkiem dla korupcji, przedłużonego łapownictwa pod postacią wizyt w prywatnych gabinetach... Oczywiście powinniśmy głośno rozmawiać o optymalizacji wydatków, ale jak wybrać skoro jest mało pieniędzy? Wybrać między wieloma operacjami zaćmy czy jedną bardzo drogą terapią dla umierającego dziecka? Albo się doubezpieczymy - wpuścimy wielu konkurencyjnych ubezpieczycieli, albo przeznaczymy więcej pieniędzy z podatków (kosztem innych wydatków państwa) albo będziemy wiecznie niezadowoleni ze służby zdrowia. Nawet w najbogatszych krajach procent PKB przeznaczany na opieke zdrowotną jest wyższy. Rezydenci protestując podnoszą temat wydatków na służbę zdrowia w pierwszym punkcie.

MOJE ŚWIADECTWO W JAKI SPOSÓB MIAŁEM MOJĄ POŻYCZKĘ. Nazywam się Pan Samuel Ellen z USA. Byłem ofiarą oszustwa przez 6 różnych pożyczkodawców internetowych, którzy obiecali mi pożyczkę po tym, jak zapłaciłem kilka opłat, które nic nie dały i nie przyniosły żadnego pozytywnego rezultatu i zmusiły mnie do utraty ciężko zarobionych pieniędzy. Pewnego dnia, kiedy przeglądałem internet ze łzami, natknąłem się na zeznania człowieka, który również został oszukany, ale w końcu został połączony z legalną firmą pożyczkową o nazwie David Peterson Loan Firm (DAVIDPETERSONLOANFIRM1@OUTLOOK.COM), gdzie w końcu otrzymał pożyczkę , więc postanowiłem skontaktować się z tą samą firmą pożyczkową, a następnie opowiedziałem im moją historię o tym, jak zostałem oszukany przez fałszywych pożyczkodawców, którzy nie zrobili nic, tylko sprawili mi więcej bólu. Wyjaśniłem firmie pocztą wszystko, co się wydarzyło i wszystko, co mi powiedzieli, to nie płakać więcej, ponieważ dokonałem właściwego wyboru, kontaktując się z nimi i na pewno otrzymam od nich pożyczkę. Wypełniłem formularz wniosku o pożyczkę i przystąpiłem do wszystkiego, o co mnie prosiłem, i otrzymałem pożyczkę w wysokości 185 000 USD od tej prawdziwej firmy (DAVID PETERSON LOAN FIRM). Jestem tu dzisiaj, aby dać światu informacje o tym, co DAVID PETERSON LOAN FIRM zrobił dla mnie, zeznając w Internecie, w jaki sposób otrzymałem pożyczkę. Potrzebujesz prawdziwej pożyczki, uprzejmie i szybko SKONTAKTUJ SIĘ Z FIRMĄ DAVID PETERSON LOAN FIRMĄ teraz przez e-mail: DAVIDPETERSONLOANFIRM1@OUTLOOK.COM
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]