Reklama

Samotnica

Samotnica

12.10.2020
Czyta się kilka minut
Cudem literatury – mówiła Sigrid Nunez w jednym z wystąpień – jest to, że można być dzięki niej poza i zarazem w samym centrum świata.
MINEHAN / GETTY IMAGES
N

Napisać o przedmiocie, określając uprzednio kategorię: to książka. Taka, która nie przestała być ważna. Wyjaśnić dlaczego. Zdania notować w języku ojczystym.

Gdybym poszła na kurs pisania, który prowadzi narratorka „Przyjaciela” Sigrid Nunez, ucieszyłabym się z podobnego zadania. Zakasałabym rękawy, przygotowała zestaw ulubionych papierniczych utensyliów, naparzyła herbaty (zielonej lub białej, ewentualnie jaśminowej), zapaliła świecę. Odprawiłabym rytuały podpatrzone w książkach i kolumnach spod znaku „Jak oni piszą?”. A potem rozejrzałabym się dookoła. I poczuła samotna jak może nigdy dotąd.

W takim miejscu zaczyna się ta niepozorna historia. Niepozorna, niewielka (cała powieść zamyka się w dwustu stronach) i kameralna. Opowiada o dojrzałej kobiecie (akademiczce, wykładowczyni, nowojorskiej pisarce) i psie należącym niegdyś do jej przyjaciela, który popełnił samobójstwo. Zanim to zrobił, wytypował właśnie ją do opieki nad swoim ponadwymiarowym czworonogiem o imieniu Apollo. Osieroceni przez kogoś bliskiego – kobieta i pies – towarzyszą sobie w czasie żałoby, którą przeżywają na swój sposób – nie tylko emocjonalnie, ale też somatycznie, we wspólnym, choć różnym bólu fizycznym.

Odsamotnienie

Tyle. Właściwie nie ma tam żadnego innego „dziania się”. Są, owszem, byłe żony i kochanki zmarłego (i wspomnienie jego seksistowskich zachowań). Są kursanci i kursantki zajęć kreatywnego pisania, zadający bezczelne i celne pytania, a także uczestniczki warsztatów organizowanych przez organizacje pozarządowe, pomagające ofiarom handlu ludźmi, które narratorka-bohaterka namawia do prowadzenia pamiętników. Jest literacki światek, niewolny od etykiet, klisz i cierpkich komentarzy pod adresem samotnej kobiety mieszkającej z dużym, dominującym nad przestrzenią ich ciasnego mieszkanka dogiem arlekinem (który nie powinien tam w ogóle mieszkać, bo nie pozwala na to umowa najmu). Ale wszystko to znajduje się jak gdyby w tle. Na pierwszym planie jest relacja między kobietą a psem.

Jakie znaczenia nanizała autorka na subtelną nić tej opowieści, że zdobyła za nią przed dwoma laty nie tylko National Book Award for Fiction (NBA), ale i inne nagrody? Co sprawiło, że przełożono ją na wiele języków? Czym zjednała sobie czytelników i czytelniczki, otrzymując jedną z najwyższych not w historii wybrednego klubu książki, do którego należę?

Po pierwsze: odsamotnienie. Nie, to nie literówka, lecz próba nazwania doświadczenia, które próbuje uchwycić Nunez, a które polega na tym, że w wybudowanym świadomie murze izolującym nas od świata otwiera się szczelina. Wkrada się przez nią towarzysz (w tym przypadku pies), pojawia się bliskość ze strony innego istnienia. Nie narusza to struktury komfortowego odcięcia. Przeciwnie, staje się jego elementem. Odsamotnienie polega na lekkim przeformułowaniu samotności. Jej delikatne przełamanie nie skutkuje przesunięciem granicy oddzielającej nas od zewnętrznego świata. Oto spotykają się dwie samotności i – nie wchodząc sobie w drogę – idą dalej, przed siebie, równolegle. Mają siebie w zasięgu wzroku, ale nie mierzą się nim.

W życiu bohaterki pies zdaje się możliwym do przyjęcia towarzyszem, który wymaga troski, uwagi, ale nie wprowadza do niego hałaśliwej krzątaniny, konwenansów i small talku. Zaserwowany przez Nunez opis oswajania się z nową obecnością, dla której trzeba zrobić miejsce w skrojonym na własne potrzeby świecie, należy do piękniejszych we współczesnej literaturze.

Kult opowieści

No właśnie: potrzeby. Byłby to drugi powód i źródło popularności tej powieści. Narratorce nie wystarczy „własny pokój”. Potrzebny jest jej cały świat, nawet jeśli miałby się zamykać w ciasnym, zagraconym mieszkaniu. Tylko wtedy może pisać, a to dla niej najważniejsze.

W tym miejscu możemy postawić znak równości między narratorką a autorką. Kiedy w 2018 r. Nunez odbierała NBA, powiedziała: „Dziękuję matce i nauczycielom [jedną z jej mentorek była Susan Sontag, o której napisała książkę – MK], którzy powtarzali: jeśli spotka cię coś nawet bardzo, bardzo złego, zawsze znajdziesz schronienie w literaturze. Miałam ogromne szczęście, że nie przestawałam spotykać na swojej drodze ludzi, którzy wierzyli, że pisanie i czytanie to najlepsze, co można zrobić ze swoim życiem”.

I rzeczywiście: córka matki o niemieckich i ojca o chińskich korzeniach wychowywała się w kulcie opowieści. Studiowała literaturę w prestiżowym żeńskim Barnard College i na Columbii. Pracowała m.in. dla „New York Review ­of ­Books”. Nieraz przyznawała, że „miała szczęście, bo nigdy nie musiała dorastać. Wciąż funkcjonuje jak doktorantka”. Tyle że ta konkretna wieczna studentka stroniła i stroni od imprez w akademikach i intensywnego życia towarzyskiego. Odbierając wspomnianą nagrodę, powiedziała to wprost: „Zostałam pisarką nie dlatego, że poszukiwałam wspólnoty, ale dlatego, że można to robić w samotności, ukryciu, odosobnieniu”. Z owej ­samotni wyrywała się rzadko i niechętnie, głównie po to, by zarobić (ale „wystarczająco”, bo „szczególnych wygód nie potrzebuje”). Przyjmuje więc zaproszenia, by poza Uniwersytetem w Bostonie prowadzić warsztaty kreatywnego pisania. Przede wszystkim jednak: tworzy literaturę.

Po trzecie wreszcie, źródeł zachwytu nad „Przyjacielem” szukać można w sposobie, w jaki narratorka próbuje utrzymać balans między byciem w świecie a samowykluczaniem się z niego w celu tworzenia. Jak pustelnica, która potrzebuje czasem wyjść ze swego eremu, by nasycić się światem i… upewnić, że dobrze jest żyć poza nim. Bo, jak mówiła Nunez w jednym z wystąpień sprzed kilku lat: „Cudem literatury jest to, że można być dzięki niej poza i zarazem w samym centrum świata”.

Bohaterka „Przyjaciela” stopniowo rezygnuje z kolejnych aktywności społecznych. Zastanawia się przy tym, kim się stanie, gdy przestanie być nauczycielką, przyjaciółką, koleżanką czy przykładną najemczynią. Ku własnemu zdziwieniu zauważa, że jest coraz bardziej przywiązana do psa, który wnosi do jej życia coś, co wcześniej wydawało się zbędne. Wyleniałe od powtórek pytanie „być czy nie być?” zastępuje kwestią „być czy być z?”. Rzecz jasna, nie daje ostatecznej ­odpowiedzi.

Opowiadanie sobie i opowiadanie siebie

Czytając „Przyjaciela”, zastanawiałam się, w jaki sposób Nunez udało się zuniwersalizować problem, który zazwyczaj interesuje wąskie grono piszących i literaturoznawców. Kogo, poza literatami, poruszą opisy frustracji, której źródłem jest udręka tworzenia? Po lekturze Nunez odpowiedź jest oczywista: wszystkich.

Powieść jest rejestrem różnych relacji. Mamy parę przyjaciel–przyjaciółka. Mamy pisarkę bez większego sukcesu i pisarza z dorobkiem, choć od lat niepublikującego. Nauczycielkę i zblazowanego literata śliniącego się na widok studentek. Kobietę i mężczyznę. Możemy przyjrzeć się ich losom. Nunez skłania nas do zadawania kolejnych pytań. Kto tak naprawdę ma talent? Kto – również dzięki patriarchatowi – odniósł większy sukces? Kto kogo podziwiał? Kto do kogo żywił uczucia? Kto komu ofiarował przyjaźń? Żadna z tych kwestii nie jest oczywista. „Przyjaciel” jest również opowieścią o lojalności – wobec przyjaciela, a też wobec samej siebie. Na ile to, co robi ktoś nam bliski lub za takiego się podający, jest zgodne z tym, w co wierzymy? A jeśli nie jest, to czy fakt ten musi przekreślać szanse na przyjaźń?

Narratorka szczerze wyznaje, że nie nadąża za sloganami, które mówią jej, co – z racji wykształcenia, uprzywilejowanej pozycji, bycia częścią nowojorskiej elity intelektualnej – „powinna” przyjąć jako część własnej formy życia. Przyznaje się, że nie nadąża za zmianami obyczajowymi, tak naturalnymi dla kolejnych pokoleń studentek i studentów, z którymi jako nauczycielka ma kontakt. Najdobitniej i najciekawiej to jej nienadążanie manifestuje się w damsko-męskim wymiarze jej relacji z przyjacielem.

Autorka nie unowocześnia poglądów swojej bohaterki, dając ją nam taką, jaką stworzyła kultura, w której funkcjonowała, kultura, w ramach której jedną ze strategii przetrwania w męskim towarzystwie jest przyjęcie przez kobietę roli wyrozumiałej, pozwalającej na przesuwanie granic przyjaciółko-kochanko-matki.

Niczego w tej opowieści nie możemy być pewni. Nie wiemy, ile w odmalowanym przez narratorkę obrazie przyjaźni jest prawdy, a ile zmyślenia, ile nadziei, a ile naiwności, ile oczekiwań, a ile projekcji przeniesionych na drugą istotę.

Na dwustu stronach Nunez udaje się zmieścić całą złożoność relacji między „opowiadaniem sobie” a „opowiadaniem siebie”. Również w aspekcie formalnym, bo przechodzenie od monologu wewnętrznego do notatek i wypisów z lektur, oddanie głosu zewnętrznemu, obojętnemu wobec przywoływanych zdarzeń narratorowi oraz niechronologiczny ­rozwój historii podkreślają chwiejność tej ­relacji.

Współbycie

I chwiejność, alinearność, abstrakcyjność samego procesu żałoby.

Bohaterka coraz mniej interesuje się światem poza mieszkaniem, które dzieli z psem, choć świat się o nią upomina. Znajomi interweniują, by powstrzymać eksmisję, której podstawą jest nieprzepisowa obecność zwierzęcia. Bohaterka przyjmuje to obojętnie. Nie chce walczyć o mieszkanie. Nie chce też szukać innego. Poddaje się prądowi wypadków, bo wie, że nawet jeśli będą tragiczne w skutkach, to i tak przetrwa. Umożliwi jej to pies. Dysponuje też intuicją, którą mają tylko ci, którzy przeszli przez doświadczenie żałoby: czuje, że irracjonalne działania przyniosą jej spokój.

Trwanie w bezruchu, kurczowe trzymanie (się) za dużego psa w za małym mieszkaniu – dawno nie natknęłam się na równie mocną metaforę żałoby. W obrazie tym zawarta jest istota współodczuwania, które może połączyć na pozór obce, różniące się od siebie, ale zjednoczone doświadczeniem istoty. Ze współbycia rodzi się ulga. Właśnie tak ucisza się napięcie i strach. ©

SIGRID NUNEZ (ur. 1951) – amerykańska pisarka, laureatka prestiżowej National Book Award z 2018 r. za powieść „Przyjaciel”, która w 2019 r. trafiła do rąk polskich czytelników i szybko stała się bestsellerem. Wcześniej autorka napisała siedem powieści i słynne wspomnienia „Sempre Susan: A Memoir of Susan Sontag”. Jej inne teksty literackie ukazywały się m.in. w „The New York Times”, „Harper’s Magazine”, „The Paris Review” i „McSweeney’s”. Poza twórczością pisarską Nunez zajmuje się również pracą akademicką. Obecnie jest pisarką rezydentką na Uniwersytecie Bostońskim, gdzie prowadzi zajęcia z twórczego pisania.

19 października na Festiwalu Conrada z SIGRID NUNEZ porozmawia Magda Heydel.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]