Po prezentacji projektu przyszłorocznego budżetu przez krajową politykę i media przetoczyła się zwyczajowa fala analiz i komentarzy, które często lepiej ilustrowały intencje komentujących niż stan finansów publicznych.
Polityka zamiast finansów
Mieliśmy więc narzekania na socjal, który podobno dławi innowacyjność gospodarki, czyli ulubiony argument lobbystów dużego biznesu, próbujących przekonać opinię publiczną, że gdyby nie 800+ i renta wdowia, Polska już dawno miałaby swoją Dolinę Krzemową.
Były zwyczajowe dyskusje o prymacie edukacji nad kulturą, a zdrowia nad obronnością, ale na koniec wszystkich i tak przelicytował prezydent Nawrocki, który w trakcie Rady Gabinetowej oświadczył, że tak bardzo niepokoi go stan polskiego budżetu, że nie pozwoli rządowi obciąć wydatków ani podnieść podatków.
Budżet bez planu na recesję
Debata o budżecie nie może jednak przebiegać inaczej, skoro polskie państwo nie dorobiło się niczego, co można by nazwać długookresową, wybiegającą poza najbliższe wybory strategią fiskalną. Finanse publiczne od lat opierają się na optymistycznym założeniu, że gospodarka będzie rosnąć, można więc będzie wydawać coraz więcej na kredyt, a na koniec roku relacja długu publicznego i deficytu budżetowego do PKB pozostanie z grubsza na tym samym poziomie.
W świecie polskiej polityki konsensus obejmuje obecnie jedynie celowość budowy elektrowni jądrowej i utrzymywania wysokich wydatków na wojsko. Nie słychać w niej natomiast choćby słowa refleksji nad tym, czy w okresie wysokiego wzrostu PKB nie należałoby zmniejszać deficytu budżetowego, tak by w czasie recesji skokowo zwiększyć i wspomóc w ten sposób gospodarkę.
Skutki dla polskiej gospodarki
Pod ciężarem populistycznego kuglarstwa Konfederacji zgasły nawet ostatnie iskierki debaty o tym, jakie powinny być długofalowe priorytety wydatkowe państwa, od lat cierpiącego na ujemny przyrost naturalny, a także kto i w jakim stopniu powinien partycypować w utrzymaniu państwa. Zamiast tego mamy ciekawostkowe wzmianki, na przykład o tym, że wyższe koszty finansowania długu publicznego w UE mają jedynie Węgry.
Wiele lat zajęło Polsce wyjście z zaklętego kręgu wyobrażeń, że dług publiczny i deficyt budżetowy powinny być jak najniższe, bo dzięki temu trzy największe agencje ratingowe poklepią nas z uznaniem po plecach i nad Wisłę popłynie szeroki strumień inwestycji zagranicznych. Zaczynamy akceptować to, że właśnie dzięki długowi państwo może się rozwijać szybciej. Problem w tym, że nadal nie umiemy się dogadać, jaki wektor ma mieć ten rozwój.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















