Reklama

Zmienia się, ale się nie kończy

Zmienia się, ale się nie kończy

29.10.2018
Czyta się kilka minut
Śmierć bliskich, śmierć ludzi, których kochamy, tych, których istnienie było cząstką naszego istnienia, to przedsmak własnej śmierci. Nikt i nic tej przestrzeni nie wypełni.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
Fot. Maciej Zienkiewicz dla „TP”
K

Kiedy myślę o Dniu Zadusznym, słyszę w głowie piosenkę Jana Krzysztofa Kelusa „Zaduszki”: „Dla wygody nas – żywych / wstrzymano pogrzeby by nie popsuł święta / zbyt świeży ból (Tutaj postaw kwiat!) / wracając można patrzeć w lewo – w prawo / co mu postawili – co mu napisali / ile miał lat / ile miał lat”. I zaraz się włącza inny śpiew, poważny, gregoriański: „Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie” (1. prefacja o zmarłych).

Na rzymski cmentarz Prima Porta można wjeżdżać samochodem. Nawet trzeba, bo cmentarz jest olbrzymi. Kiedyś widziałem tam taką scenę: wykopany grób, trumna, modlący się ludzie wokół grobu i nagle... stop. To nie ten grób. Bo ten jest dla kogoś innego. Modlitwy stop, przemówienia stop. Zmarły do karawanu, żywi do samochodów i za...

4661

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

nawiasem mówiąc nie tylko pogrzebów, msze i nabożeństwa, cała niemal liturgia i rytuały są równie ponure, a melodyka, pieśni to już w zdecydowanej większości dramat i rekordy ponuractwa - w kościołach i w liturgii dominują krzyże, ukrzyżowany, męka, cierpienie, biczowanie, krew i ciało, grzech i pokuta, no jednym słowem H O R R O R - taki jest dzisiaj kościół katolicki, i żadne [tępione zresztą skutecznie przez centralę] gitarowe msze tego nie zmienią - to de facto mroczny i ponury w swej formie i treści kult śmierci, cierpienia, oskarżenia, poniżenia - kto za to płaci to ja wiem, owieczki - ale jak mnie pytają kto za tym stoi to jedynie Belzebub mi przychodzi na myśl

Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu wesela, bo w tamtym jest koniec każdego człowieka, i człowiek żyjący bierze to sobie do serca.

ale z tego, co ja zrozumiałem z Ewangelii, Jezusowi z Nazaretu nie o to chodziło w jego nauczaniu

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

taka widać karma

Co mu postawili i co napisali. Ze świecą szukać na świecie cmentarzy tak zasobnych w zdobiony kamień szlachetny, jeden nagrobek zacniejszy od drugiego, a te grobowce… Uczyniliśmy cyrk z naszych cmentarzy i świętowania na nich. Rok rocznie w tym okresie łapie się najwięcej pijanych kierowców. Nie wiem dlaczego z taką zajadłością Kościół zwalcza halloween w wersji amerykańskiej. To nasze nie jest nic mniej pogańskie. Z racji nieco oddalonych od siebie rodzinnych grobów, odwiedzam sporo cmentarzy, są różnie zadbane, ale jedno jest im wspólne. Sprzątamy swoje groby, podrzucając śmieci na sąsiedni grób, pod płoty i w różne zakamarki. Nigdzie nie segreguje się odpadów, corocznie wymieniamy znicze na bardziej okazałe, zamiast je umyć i wymienić tylko wkłady. Każdy powie, no tak, ale ja tego nie robię - akurat. Tak jak z Bożego Narodzenia i Wielkanocy, tak i z Wszystkich Świętych, zrobiliśmy święto próżności i handlu. W sumie to okazja do doskonałego biznesu, znicze, kwiaty, balsamy do pomników, wypominki, odpusty… Nie ma to jak świętować, a zmarli, cóż ich obchodzi nasze zabieganie.

oczywiście, że zmarłych psinco to wszystko obchodzi, wszak my tylko i wyłącznie dla siebie odprawiamy tę odpustową farsę, dla zaspokojenia własnej próżności, pogłaskania ego, nieraz wyciszenia sumienia

warto zobaczyć tamtejsze cmentarze - na przykład słynny Cemiterio dos Prazeres w Lizbonie z ulicami grobowców na kształt domków, gdzie przez okna ze sztucznymi pelargoniami na parapetach widać trumny przykryte kapami jak meble w mieszczańskich salonach. "Ze świecą szukać na świecie cmentarzy tak zasobnych w zdobiony kamień szlachetny"? Wizyta na Cemiterio da Consolacao w Sao Paulo będzie lekcją skromności. A i tak obie wspomniane nekropolie zbledną przy chińskim cmentarzu w Manili, gdzie grobowce to już nie domki, ale pełnowymiarowe wille z ogródkami - bywa że przystosowanymi do piknikowania przy grillu (to dla żywych członków rodziny). Jeśli chodzi o Halloween, to może rzeczywiście ta nowa (u nas) świecka tradycja kłóci się z katolicką, poważną, chociaż bynajmniej nie smutną celebracją Wszystkich Świętych i Zaduszek (ja tam zapłakanych w tym dniu na cmentarzu nie widuję), ale z czasem pewnie jakoś się to utrze i ułoży. Nasze stare tradycje też kiedyś były nowe, jak mawiał Tewje der Milkicher. Gdyby jednak ktoś chciał zmniejszyć "ślad węglowy" listopadowych obchodów, to czemu nie zacząć od rezygnacji z upiornych kostiumów, balonów i ton marnotrawionego warzywa?

nie wiem, jaki jest ślad węglowy po dyniach, mnie się wydaje, że one raczej absorbują CO2 a nie emitują - natomiast rynek zniczy w Polsce wart jest miliard złotych, tak dziś podały media - za tyle spalamy najgorszej jakości parafiny na tych naszych coraz bardziej wypasionych cmentarzykach

a ich produkcja ślad węglowy niestety pozostawia. "Światowy system gospodarki żywnościowej, od produkcji nawozów po przechowywanie i pakowanie żywności, odpowiada za 1/3 antropogennej emisji gazów cieplarnianych". https://www.nature.com/news/one-third-of-our-greenhouse-gas-emissions-come-from-agriculture-1.11708. O co chodzi z tymi naszymi cmentarzykami? Jeśli celem jest ograniczenie zużycia paliw kopalnych oraz emisji CO2 i trucizn do atmosfery i gleby, to tradycyjny polski pochówek jest znacznie bardziej ekologiczny od kremacji.

wydrążone czy nie, dynie już pochłonęły co miały pochłonąć - proszę nie bałamucić "światowym systemem gospodarki żywnościowej", bo raczej nie dynie, a mięso odpowiada za emisję - a z cmentarzami chodzi o to [choć kolejny raz się sprawę wyłuszcza], że się na nich po pierwsze spala byle g^wna za miliard, po drugie zasypuje hałdami plastikowego badziewia nie tylko z Chin, po trzecie wreszcie i z innej beczki, że są targowiskiem próżności i widomym znakiem dobrobytu co ludziom w d^pach przewraca

będącej naturalnie także, ale nie wyłącznie podstawą hodowli. Głównym ekowrogiem jest zresztą dziś palma olejowa, do niedawna nadzieja na ekologiczne zaopatrzenie ludności świata w paliwa i tłuszcze jadalne. Na spalanie i wyrzucanie na cmentarzach miliardów może sobie kto chce narzekać (ponoć tradycyjna rozrywka ludu polskiego), przecież jednak te miliardy ktoś zarobi, a najwięcej nasi współobywatele, a nie np. Apple albo inna korporacja, żyjąca ze sprzedawania ludziom obiektywnie niepotrzebnych lub przesadnie kosztownych rzeczy. Czy naprawdę to, że inni ludzie mają niezrozumiałe dla nas potrzeby, musi być przyczyną bólu d***?

nasiadówki na wywarze z kory dębowej - moja babcia sobie bardzo chwaliła

Dynie na ogół pakowane odrębnie nie są. Z wspomnień mojej mamy wynika, że po II WŚ po sowieckim "wyzwoleniu" przez pół roku jedyne co było do jedzenia to dynie. Biorąc pod uwagę cytat klasyka, że "wojna zmienia perspektywę w 5 miniut", może lepiej niech dynie na wszelki wypadek rosną.

tym badziej że pyszne :) - to refleksja znad talerza zupy dyniowej

Szanownego Pana nad zupą dyniową :) Kilka litrów tej zupy czeka zamrożone w pojemnikach na spożycie w zimowy czas... Pozdrawiam serdecznie.

najzwyklejsza, pospolita dynia, 2,5 kg pokrojona w kostkę 2-3 cm, przez noc moczona w wodzie 3l z octem 1/2 l, potem zalana syropem woda 2,5 l z cukrem 2,5 szklanki plus goździki 16 szt, zagotować, pół łyżeczki soli dodać - dynie z zalewy octwoej odcedzić, wrzucić do gorącego syropu, goździki odłowić, pakować do słoiczków i pasteryzować ok. 5 minut - to specjał mojej babci, u nas na Śląsku Cieszyńskim powoli już też zapominany - ale kto wie, może i w Polsce coś takiego jadano? - a jadano jako dodatek do drugich dań, albo wręcz deser, w salaterkach zamiast kompotu, przy większych okazjach - p y c h a!... +++ no i oczywiscie nie ma Halloween bez dyni, więc o czym tu ogóle dyskutować?

z dynią czy bez dyni, dziecinada pozostanie dziecinadą

tym bardziej żałośnie i karykaturalnie wypadają na tle dyni halloweenowej walczące z konkurencją purpurowe dynie polskiego biskupieństwa

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]