Reklama

Nasze pogrzeby

Nasze pogrzeby

25.10.2021
Czyta się kilka minut
Myślę o "moich" pogrzebach. Odprowadzałem i odprowadzam na miejsce wiecznego spoczynku ludzi bliskich, znajomych, czasem, proszony przez znajomych – ich bliskich.
Dzień Wszystkich Świętych na warszawskich Powązkach. 1 listopada 2010 r.
N

Nigdy nie sądziłem, że pierwszym będzie B. Przez dwa lata byliśmy szkolnymi kolegami. Tylko dwa, bo gdy w 1949 r. władze zlikwidowały szkołę (prywatną, katolicką), nasze drogi się rozeszły, widywaliśmy się bardzo rzadko. Potem ja wstąpiłem do zakonu i w 1960 r. zostałem księdzem. Skąpe wiadomości o B. miałem od jego babki. Jako młoda dziewczyna walczyła w legionach. Kiedy ją poznałem, była już starszą panią i wybitną artystką. To ona poprosiła mnie, bym pochował B. Opowiedziała, jak B. wrócił do domu w nocy, że był „pod wpływem”, że na gazowej kuchence postawił wodę na herbatę i zasnął. Woda zalała palnik i B. umarł zatruty gazem. Tak mi to opowiedziała. Ale szybko dotarła do mnie inna wersja wydarzeń. Nie było żadnej wody. B. po prostu otworzył gaz i umarł.

JEŻELI DRUGA WERSJA BYŁABY PRAWDZIWA, to w tamtych czasach nie mógłbym po katolicku pochować B....

6918

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"instrukcje i zezwolenia na pochówek" - to jeden z wielu elementów układanki, które w końcu zmotywowały mnie do napisania listu do mojego proboszcza z prośbą o wykreślenie mnie ze stanu owczarni - btw, jeden z ważniejszych powodów był taki, żeby po mojej śmierci komu z bliskich nie przyszło jednak do głowy księdza najmować do pogrzebu

bo procedura w której trzeba udowadniać, że się nie jest wielbłądem przy wypisywaniu się z instytucji do której człowiek się nie zapisywał, to jakiś idiotyzm. Bo pisma ma być złożone osobiście, i ma być przyjęte, a jeśli odmówi przyjęcia, to co mu zrobisz?

póki co odebrałem świadectwo chrztu, miło i bez najmniejszych kłopotów, bez pytania po co i dlaczego, bez opłat - z nim pójdę do plebana mojej aktualnej parafii, zagorzałego kaznodzieję-politykiera z PiS-iej opcji, u niego też nie przewiduję żadnych problemów, wręcz cieszę się na okazję powiedzenia temu panu wprost co myślę o nim, o jego "kapłaństwie", o instytucji która go na tej plebanii osadziła i od ponad 10 lat toleruje

oświadczenie wręczyłem plebanowi - to klecha z ligi podwórkowej, jąkał się i prychał, niezdarnie próbował perorować kiedy zrozumiał co mu przyniosłem, straszył pogrzebem bez księdza i zakazem wstępu do nieba [sic!]- typ odpowiedni dla kresowego zadupia w XVII wieku, do rozjechania z uśmiechem na ustach - ale poszło szybki i sprawnie, bogu dzięki ;)

Nawet po Twojej śmierci chcesz coś udowodnić? Nie dajesz sobie szansy... a gdy się okaże że życie wieczne istnieje o czym dowiesz się po śmierci to co wtedy powiesz?

to stare jak pół świata, nazywa się zakład Pascala - proszę pogrzebać w necie i spróbować przyswoić istotę sprawy; teraz dlaczego zdecydowałem się opuścić tę kompanię: po pierwsze już napisałem, by po mojej śmierci komukolwiek nie przyszło do głowy pogrzebu katolickiego urządzać i księdza do tego najmować, raz że uważam te rytuały i ceremonie za p a s k u d n e, dwa że księża kasta jest w moich oczach definitywnie i en masse s k o m p r o m i t o w a n a - po drugie, dojrzewałem latami do tej decyzji, latami machałem ręką na te formalności na zasadzie nie zapisywałem się to się nie będę wypisywał - ale proszę Szanownego Pana kościół katolicki p r z e g i ą ł pałę jak się to potocznie mówi, w tym momencie dla ludzi z moim wykształceniem [parafraza!!! proszę się nie czepiać!] nie ma już w nim miejsca a dalsze uczestnictwo w tej tragifarsie to po prostu o b c i a c h - po trzecie wreszcie, na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy [j.w.], no więc czemu nie ja? dzieci ma się po to między innymi, by im dawać przykład, a skoro osobiście lata temu je do tego diabelskiego młyna wciągnąłem, to teraz najwyższa pora pokazać im drogę wyjścia - pozdrawiam, zdrowia i życia bez lęku do ostatniej sekundy życzę ;)

Kiedyś zadzwoniła do mnie pani z firmy ubezpieczeniowej, proponowała bardzo korzystną polisę na życie. Pytam jej kiedy z tej polisy skorzystam. To po pana śmierci dla spadkobierców. Tego mi trzeba, że by moje dzieci po mojej śmierci skoczyły sobie do gardeł o pieniądze z polisy. Ceremonia pogrzebowa jest dla żywych, umarlak jest już tylko gadżetem. Być może swym postępkiem Kolego eddiepolo wyrządzi pan komuś bliskiemu krzywdę. Panu wszak będzie przecież już wszystko jedno. Ostatnia wola zmarłego to w sumie też wynalazek chrześcijaństwa. Często odwiedzam cmentarze, coraz więcej mam tam znajomych. Patrzę na ten przepych nagrobków, płonące wiecznie znicze, mnogość kwiatów, ten cały przepych i sobie tak myślę, ile za to można by utrzymać hospicjów, głodnych nakarmić, spragnionych napoić, bezdomnych przygarnąć. Tak to jednak nie działa, nic na to nie poradzisz.

Z pewnych względów uważam, że jedyną osobą która jest zdolna by przejść przez piekło organizowania pochówku osoby bliskiej i by mojej potencjalnej duszy coś tam nie trafiło obserwując to, jest moja najstarsza córka. Ma swobodne instrukcje, czyli jak będzie kasa i możliwości, to mam nie mieć grobu i być rozsypanym, jak kasy będzie mało, to może być nawet worek w odpowiednim kolorze i kontener. W ostateczności niech jest jak sobie sama wymyśli. Póki KK definitywnie nie przeholuje (a jest bliski tego) to nie wypisuję się, by miała większą swobodę manewru. Córka postawiła warunek, mam pożyć jeszcze co najmniej 10 lat, co więcej będzie mile widziane, no i ona też musi dożyć. Mam nadzieję, że warunki będą spełnione i przebiegnie to bez większych tragedii dla tych którzy pozostaną. Oby.

bez obaw - wszyscy moi bliscy dobrze znają moje poglądy w sprawach tego kościoła i wiary, to po pierwsze, a po drugie - wcale nie zamierzam zakazać swojego pochówku, grób oczywiście będzie, poproszę za życia o niepalenie na nim zniczy i niezaśmiecanie plastikowymi kwiatkami, jak już to ewentualnie aromatyczne trociczki albo wiązanka kwiecia łąkowego od jakiej byłej narzeczonej - przy okazji, chodzę od młodości na różne pogrzeby, bo wypada, czasem dla rodziny zmarłego, najczęściej pooglądać twarze których przy innych okazjach się nie zobaczy - i moja opinia w kwestii tych "uroczystości" jest klarowna, to są żałosne, ponure, przez obłudę zachowań ich uczestników w relacji do wyznawanych rzekomo prawd wiary nieraz wręcz niesmaczne ceremonie, szczególnie w obrządku katolickim - bo nasi bracia w Chrystusie ewangelicy na przykład potrafią osobę zmarłą postawić w centrum rytuału, a u katolików nic tylko głuche werble w dogmatyczne bębny

Miejsce akcji, cmentarz Rakowicki w Krakowie, jakieś 40 lat temu. Był to okres w moim życiu, gdy jeszcze uciekałem przed Bogiem, lecz On nie dawał mi spokoju. On zawsze działa dyskretnie w ciszy sumienia lub duszy, jak kto woli. Na cmentarzu poszukiwałem grobu Rozalii Celakówny, pielęgniarki z szpitala sw. Łazarza, opiekunki chorych, umierających, mistyczki. Usłyszałem orkiestrę wojskową, grającą, żalobne marsze. Wkrótce moim oczom ukazał sie kondukt pogrzebowy. Kompania wojska, sztandary, wojskowa czapka na trumnie,tłum ludzi. Pamiętam musialem chwile i to dłuższą stać, by przeszli. Potem poszedłem z dalej szukać i wtem z bocznej alejki wprost na mnie wyszedł inny kondukt pogrzebowy. Człowiek niosący Krzyż, potem kapłan a za nim dwoje młodych ludzi, ona zapłakana, on niosący mała biała, trumienkę. Zrobiłem im przejście, nie powiem, ten widok mną wstrząsnął, patrzylem za nimi, nim zniknęli, gdzieś na cmentarnych alejkach. Doszedł mnie odgłos, salwy honorowej z pobliskiego cmentarza wojskowego.. W mojej duszy, rozległ sie jakiś głos, choć to nie był głos, I co? Jakiś czas poźniej, znalazłem grób Rozalii Celakówny, zwykły, prosty....... Obramówka z betonu, w środku ziemia i tablica w kształcie serca wykonana z betonu.

W sobotę przyjechałem na cmentarz luterański w Rypinie. Powoli powstaje z pożogi powojennej, czynny. Miałem grabki i zacząłem spokojnie grabi liście wśród mogił, połamanych pomników oraz nowych nagrobków. Wiedziałem, że w tym dniu będzie parafialne spokojne sprzątanie, przerwa na kawę i ciastka. Spokój, życzliwośc i postor na dużej kosiarce z przyczepką na liście. Dlaczego tam, gdzie nie mam NIKOGO na cmentarzu? Bo właśnie tu zamierzam spocząć w BARDZO SKROMNEJ mogile wraz z żoną w dwóch pudełeczkach, tanich urnach. Dzieci będą musieli pokonywać 150 km, jeśli zechcą pamiętać. Urzekł mnie też pogrzeb jednego z parafian. SKROMNY, bez licznych kwiatów i wieńców. Sam życzyłbym tylko skromną różę, jedną o uczestnika, a nie dwumetrowy wieniec z plastykowa szarfą Ku pamięci..... Zapytasz dlaczego tam ? Bo od lat mam w pobliżu wiejski dom, bo kiedyś wszedłem z ciekawości do Kościoła na nabożeństwo, bo zaczęło mnie uwierać w KK, do którego regularnie uczęszczałem, bo ..... Tam też zostałem. Od pięciu lat jestem Luteraninem. Odnalazłem spokój, odnalazłem Siebie, poznałem parafian. Jestem jednym z nich. Po teksty TP sięgam od lat przed i po. Bardzo Was cenię. Pozdrawiam.

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]