Zmarł Jean-Marie Le Pen. Guru francuskiego nacjonalizmu i nestor politycznej dynastii

Z marginalnej partyjki Jean-Marie Le Pen stworzył potężną dziś formację. Wprawdzie „Diabeł Republiki” – jak go nazywano – zmarł w wieku 96 lat, ale narodowa prawica pod wodzą jego córki jest dziś silniejsza niż kiedykolwiek.
z Paryża
Czyta się kilka minut
Marine Le Pen i jej ojciec Jean-Marie Le Pen podczas kongresu młodzieżówki Frontu Narodowego w mieście Fréjus na południu Francji. 7 września 2014 r. // Fot. Valery Hache / AFP
Marine Le Pen i jej ojciec Jean-Marie Le Pen podczas kongresu młodzieżówki Frontu Narodowego w mieście Fréjus na południu Francji. 7 września 2014 r. // Fot. Valery Hache / AFP

Rzadko się zdarza, aby po czyjejś śmierci strzelały korki szampanów. Tymczasem do takich scen doszło na ulicach Paryża, Lyonu i Rennes we wtorek 7 stycznia. Na wieść o śmierci Jeana-Marie Le Pena na ulice wyszło tam kilkuset zwolenników organizacji ultralewicowych. „Zmarł podły rasista”, „Wreszcie!” – głosiły niektóre transparenty. Policja zatrzymała kilkunastu demonstrantów, a członkowie rządu potępili to „świętowanie”.

Wiadomość o odejściu 96-letniego lidera skrajnej prawicy zdominowała ogólnokrajowe media. W krótkim i suchym komunikacie prezydent Macron napisał dyplomatycznie, że przez 70 lat swej aktywności publicznej Jean-Marie Le Pen odgrywał rolę, która odtąd „podlega werdyktowi Historii”. Jednak u wielu Francuzów kwestia tej oceny wywołuje wielkie emocje.

Młody Jean-Marie Le Pen na wojnie w Indochinach

„Rodowity Bretończyk i Francuz”: tak określił sam siebie w „Pamiętnikach”, które wydał pod koniec życia. Ze względu na pochodzenie z północnej Francji i twardy charakter miał przydomek „Menhir” – tak nazywa się pionowe głazy, spotykane w Bretanii i ogólnie na północy Europy.

Przyszedł na świat w 1928 r. w portowym bretońskim miasteczku La Trinité-sur-Mer. Jedynak, wychowany w skromnej katolickiej rodzinie; ojciec, rybak, zginął w 1942 r., gdy jego kuter natrafił na minę morską, co wpłynęło na dalsze życie syna. Młody Jean-Marie, objęty pomocą państwa jako sierota wojenny, zaraz po wojnie pojechał do Paryża, gdzie studiował prawo. Zaangażował się w życie studenckie: został szefem korporacji studentów prawa. Rówieśnicy cenili go za krewki charakter (gdy trzeba, umiał boksować) i zdolności oratorskie. Dzięki tym ostatnim będzie porywać później zwolenników swojego Frontu Narodowego.

Według biografów w okresie studenckim Jean-Marie miał poglądy silnie antykomunistyczne, co pozostało mu do końca życia. Dlatego w 1953 r. zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej, by walczyć z wietnamskimi komunistami w obronie francuskich Indochin. Przybył tam jednak za późno. Francuskie oddziały doznały definitywnej klęski i w 1954 r. Francja porzuciła Indochiny. Uczucie zawodu młodego ochotnika pogłębiło się jeszcze kilka lat później, gdy Algieria, dotąd departament Francji, wybiła się na niepodległość.

Historycy twierdzą, że jako oficer Legii Cudzoziemskiej Jean-Marie torturował w Algierii jeńców

Zanim jednak do tego doszło, 27-letni Le Pen wrócił z Azji do Paryża i dostał się po raz pierwszy do parlamentu. Związał się wówczas z populistyczną, jak byśmy dziś powiedzieli, formacją Pierre’a Poujade’a, której program polegał głównie na obronie drobnych przedsiębiorstw i rzemieślników przeciw nadmiernym podatkom. Ruch ciążył w stronę skrajności, nie stronił od ksenofobii i antysemityzmu.

Będąc deputowanym, Le Pen znów zaciągnął się w 1956 r. na trzy miesiące do Legii, by walczyć o zachowanie „francuskiej Algierii” (wówczas nie miała ona statusu kolonii, lecz należała bezpośrednio do Francji). To jeden z zagadkowych epizodów z życia „Menhira”. Historyk Fabrice Riceputi i dziennikarka „Le Monde” Florence Beaugé twierdzą, że według zeznań świadków z epoki Le Pen jako oficer Legii uczestniczył w torturowaniu (m.in. rażeniu prądem) algierskich jeńców w celu wydobycia zeznań.

On sam w wywiadzie dla pisma „Combat” z 1962 r. oświadczył: „Torturowałem, bo tak było trzeba”, ale zaraz potem wycofał się z tych słów. Potem aż do końca życia bronił się przed takimi zarzutami, także na drodze sądowej. Niezbitych dowodów na to brak. Wiemy dziś za to, po ujawnieniu dokumentów i świadectw francuskiej generalicji, że podczas wojny algierskiej armia francuska stosowała tortury wobec Algierczyków na szeroką skalę.

Front Narodowy: od kanapowej partyjki do wielkiej formacji Jeana-Marie Le Pena

Jak wielu Francuzów o prawicowych poglądach, Le Pen nie pogodził się z rozpadem imperium kolonialnego Francji. To właśnie nieprzejednani zwolennicy „francuskiej Algierii” stali się filarem dla nowej partii skrajnej prawicy. Dołączyli do nich inni nacjonaliści, rojaliści, kolaboranci z czasów Vichy (1940-44), a także dawni francuscy naziści (skarbnikiem partii Le Pena będzie ochotnik Waffen-SS Pierre Bousquet).

Z tego konglomeratu powstał 5 października 1972 r. Front Narodowy (FN). Logo partii, trójkolorowy płomień, nawiązywało do symbolu włoskich neofaszystów z ruchu MSI, z tym że włoskie barwy zastąpiono francuskimi. Le Pen został szefem partii, wówczas marginalnej.

Nasuwa się pytanie: jak to się stało, że z tej kanapowej formacji powstała z biegiem lat potężna machina polityczna, dziś pod wodzą Marine Le Pen najsilniejsza siła opozycyjna? Jak podkreśla na łamach „Le Figaro” badacz skrajnej prawicy Jean-Yves Camus, zasługą Le Pena seniora było zjednoczenie bardzo różnych grupek radykalnie prawicowych. Wcześniej nikomu się to nie udało. Radykalna prawica skompromitowała się bowiem w czasie II wojny światowej, gdy rząd marszałka Philippe’a Petaina kolaborował z Hitlerem.

Mimo pasma wyborczych porażek, Le Pen był uparty. W swych pierwszych wyborach prezydenckich w 1974 r. dostał w pierwszej turze 0,75 proc. głosów, ale startując w 1988 r. zebrał już 14 procent. Także partia uzyskiwała coraz większe poparcie, aż w 1986 r. po raz pierwszy do parlamentu weszło 35 deputowanych Frontu, który dostał blisko 10 proc. głosów.

Skąd ten wzrost? Jest kilka przyczyn. Historyczka Valérie Igounet uważa, że od początku lepenizm sprowadzał się do eksploatowania trzech tematów: imigracji, tożsamości narodowej i walki z przestępczością.

Jean-Marie Le Pen umiał robić medialny show

Gdy idzie o ten pierwszy temat: w drugiej połowie lat 70. XX w. Le Pen odpowiedział na nastroje społeczne, związane z masowym napływem do Francji imigrantów z Afryki Północnej w ramach praktyki łączenia rodzin. Front postawił na ostrą retorykę antyimigracyjną. W 1978 r. na jego plakatach pojawił się slogan, potem powielany: „Milion bezrobotnych to milion imigrantów za dużo”.

Do sukcesów wyborczych przyczynił się też sam Le Pen. Aż do lat 80. nie zapraszano go do telewizji (nie tylko nie było wtedy internetu – we Francji istniały w ogóle tylko trzy stacje TV). Pierwszy telewizyjny występ Le Pena w 1984 r. w popularnym talk show „Godzina prawdy” wywołał taką sensację i wrażenie, że po programie do Frontu zaczęli masowo wstępować nowi członkowie. 

Le Pen miał bowiem charyzmę: świetnie władał słowem i umiał robić medialny show. Podczas wspomnianego talk show bez zapowiedzi wstał, by poprosić o minutę ciszy dla uczczenia światowych ofiar komunizmu. W tamtym okresie, gdy Francuska Partia Komunistyczna miała duże wpływy, był to akt politycznej demonstracji.

W politycznych sukcesach Frontu pomógł mu też niespodziewany zastrzyk finansowy. W 1976 r. działacz FN, milioner Hubert Lambert zapisał partii w testamencie kolosalny majątek wraz z pałacykiem Montretout na zamożnych przedmieściach Paryża. Le Pen zamieszkał tam z żoną Pierrette i trójką córek.

Przejęciu spadku towarzyszyły dramatyczne okoliczności: nieznani sprawcy podłożyli bombę w innej rezydencji Le Penów w Paryżu. Nikt z nocującej tam całej rodziny nie ucierpiał. Spekulowano, że za zamachem stała albo rodzina Lamberta (kontestująca testament), albo wrogowie polityczni; ale sprawy nigdy nie wyjaśniono.

Wiele lat później córka Marine Le Pen, wtedy ośmioletnia, będzie wspominać ten zamach jako przeżycie traumatyczne.

Dlaczego nazywano Le Pena „Diabłem Republiki”

Szczytowym osiągnięciem Jeana-Marie Le Pena były wybory prezydenckie w 2002 r. Wywołał sensację, wchodząc do drugiej tury z 17 proc. poparcia (wyprzedził m.in. faworyzowanego socjalistę Lionela Jospina). W drugiej turze pokonał go gaullistowski konserwatysta Jacques Chirac, z miażdżącą przewagą (otrzymał 82 proc. głosów). Dopiero po latach ten sukces ojca powtórzyła Marine Le Pen, wchodząc dwukrotnie (w roku 2017 i 2022) do drugiej rundy wyborów prezydenckich. W obu przypadkach uległa Macronowi.

Przeciwnicy nazywali lidera Frontu Narodowego „Diabłem Republiki”. Nie tylko ze względu na skrajne poglądy, ale i na lubowanie się w słownych prowokacjach. Wielokrotnie sądy skazywały go za wypowiedzi rasistowskie, w tym antysemickie. Np. w 1987 r., gdy oświadczył, że choć nie neguje istnienia komór gazowych, to „były one tylko detalem II wojny światowej” (wywiad dla radia RTL; potem powtórzył to w 2015 r. w telewizji BFM). Z kolei w 2005 r. mówił, że „okupacja niemiecka, przynajmniej we Francji, nie była szczególnie nieludzka” (gazeta „Rivarol”). W 1996 r. oznajmił, iż „wierzy w nierówność ras”, i że jest to „coś oczywistego” (radio Europe 1).

Tego rodzaju wypowiedzi sprawiały, że wokół Frontu Narodowego powstał „kordon sanitarny”: przez lata partie mainstreamu unikały jakiegokolwiek kontaktu z lepenistami.

Feta na Placu Republiki po śmierci Jeana-Marie Le Pena. Paryż, 7 stycznia 2025 r. // Fot. Ameer Alhalbi / Anadolu/ East News

Nestor dynastii Le Penów: „Ja ich jeszcze powkurzam!”

Specyfiką francuskiej skrajnej prawicy na tle Europy jest to, że Front Narodowy – w 2018 r. przemianowany na Zjednoczenie Narodowe (RN) – pozostaje poniekąd przedsięwzięciem rodzinnym. W 2011 r. starzejący się Jean-Marie przekazał stery w partii córce Marine, a sam został jej honorowym przewodniczącym.

Marine Le Pen zrobiła wszystko, by zerwać z diabolicznym wizerunkiem formacji. Zmieniła język, odcięła się od antysemityzmu i rasizmu, zaakceptowała przemiany obyczajowe. Ale zachowała rdzeń programu z czasów ojca: chęć demontażu Unii Europejskiej (choć innymi metodami), twardą walkę z pozaeuropejską imigracją, preferencję dla Francuzów w dostępie do pracy, mieszkań i pomocy socjalnej.

Z biegiem czasu ponawiane antysemickie wypowiedzi patriarchy stały się przeszkodą dla ambicji jego córki. Doszło do tego, że w 2015 r. Marine Le Pen usunęła założyciela Frontu z jego własnej partii. „Córka zabiła ojca” – komentowano nad Sekwaną. Parafrazując znane powiedzenie: Marine Le Pen uznała, że Pałac Elizejski wart jest tego ojcobójstwa.

Ostatnie lata „Diabeł Republiki” przeżywał w izolacji, pełen goryczy i skłócony z córką. Przed jego śmiercią miało dojść do ich pojednania. Niemniej wcześniej już swoje polityczne nadzieje nestor przerzucił na ukochaną wnuczkę Marion Marechal, dziś eurodeputowaną.

U schyłku życia opuściła go też dawna gwardia przyboczna, w tym Louis Aliot, obecny wiceprzewodniczący RN. Gdy pytałem tego ostatniego w 2021 r., kim jest dla niego Jean-Marie Le Pen, odparł bez wahania, że „to postać, która należy już do historii, ni mniej, ni więcej”. I dodał: „Moim zdaniem mógł on w polityce osiągnąć dużo więcej, ale padł ofiarą własnego charakteru”.

Charakteru, dodajmy, zadziornego i złośliwego do końca, także wobec najbliższych. Autor książki o Le Penach Olivier Beaumont twierdzi, że przed kilkoma laty Jean-Marie miał żalić się przyjacielowi na swoją rodzinę: „Oni wszyscy chcą mojej śmierci. Ale ja ich jeszcze powkurzam, bo doczekam stu lat!”. Było blisko: dożył 96 lat.

Pozostawił po sobie polityczną dynastię. Córkę, która ma wciąż szanse na prezydenturę Francji (wybory są w 2027 r.). I wnuczkę, której także wróży się wyborcze sukcesy. Mimo różnic i rodzinnych waśni, obie są dziedziczkami wojującego nacjonalizmu Jeana-Marie Le Pena.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Śmierć patriarchy