Francuska radykalna prawica pod wodzą Marine Le Pen wygrała eurowybory, już za miesiąc może współrządzić w Paryżu. Co to oznacza?

Jeśli po przedterminowych wyborach, które odbędą się na przełomie czerwca i lipca, rząd utworzy skrajna prawica, będzie to trzęsienie ziemi – dla Francji i może także dla Unii Europejskiej.
z Paryża
Czyta się kilka minut
Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, podczas wyborczego wiecu w Paryżu, 2 czerwca 2024 r. // Fot. Nathan Laine / Bloomberg / Getty Images
Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, podczas wyborczego wiecu w Paryżu, 2 czerwca 2024 r. // Fot. Nathan Laine / Bloomberg / Getty Images

To był jej wieczór. „Jesteśmy gotowi do objęcia władzy” – powiedziała Marine Le Pen tuż po tym, jak prezydent Emmanuel Macron wystąpił w telewizji z orędziem, w którym ogłosił, zupełnie nieoczekiwanie, że rozwiązuje parlament i rozpisuje przedterminowe wybory na 30 czerwca i 7 lipca (w dwóch turach).

Francja ma ustrój prezydencki, Macron mógł to zrobić. Jego decyzja wywołuje prawdziwe trzęsienie ziemi we francuskiej polityce: może otworzyć nacjonalistycznej prawicy drogę do władzy, po raz pierwszy w powojennej historii kraju. Bo to właśnie Zjednoczenie Narodowe (RN) jest dziś zdecydowanym faworytem.

Wcześniej Marine Le Pen planowała długi marsz po władzę – liczyła, że wygra wybory prezydenckie w 2027 r., w których Macron nie może już kandydować. Niespodziewany „prezent” od prezydenta sprawił, że jej partia może dotrzeć do celu sprintem. Choć, jak się przekonamy, możliwe są wciąż także inne scenariusze.

Katastrofa dla Macrona

Od tamtego wieczora wszyscy nad Sekwaną łamią sobie głowę: dlaczego Macron zdecydował się rozwiązać parlament? Dlaczego teraz?

Tuż po wystąpieniu prezydenta zdumienie i niedowierzanie widoczne było nawet wśród liderów prezydenckiej partii Renesans – założonej przez niego w 2016 r. (wówczas pod nazwą Naprzód, Republiko!, La République en marche) jako jego polityczne zaplecze, i mającej profil centrowo-liberalny. Dziennik „Le Figaro” podaje, że przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) Yaël Braun-Pivet z partii prezydenckiej próbowała tuż przed orędziem odwieść szefa państwa od tej decyzji. Na darmo.

Bezpośrednim pretekstem do rozwiązania izby niższej parlamentu był katastrofalny wynik Renesansu w eurowyborach: rządzący obóz otrzymał 14,5 proc. głosów, podczas gdy RN ponad dwukrotnie więcej (31,5 proc.). Partia prezydencka wyprzedziła tylko o włos trzecią w kolejności listę Partii Socjalistycznej/Miejsca Publicznego (blisko 14 proc.). Za podium ulokowały się, kwalifikując się do Parlamentu Europejskiego, cztery inne listy: radykalnie lewicowa Francja Nieujarzmiona (blisko 10 proc.), konserwatywni Republikanie (7 proc.) oraz Ekolodzy (Zieloni) i niewielka skrajnie prawicowa Rekonkwista Erica Zemmoura (dwie ostatnie z prawie identycznym wynikiem 5,5 proc.).

Uczucie gniewu

– To miażdżące zwycięstwo RN jest już trzecim we francuskich eurowyborach, po roku 2014 i 2019. Porażka jest dla Macrona tym bardziej dotkliwa, że to wybory europejskie, a prezydent postawił Unię w centrum swojego programu – mówi „Tygodnikowi” Bruno Cautrès z paryskiego Instytutu Nauk Politycznych Sciences Po. – Po raz kolejny RN przebija tzw. szklany sufit, uzyskując jeszcze wyższe wyniki niż w poprzednich eurowyborach.

Dodajmy, że w ostatniej dekadzie Le Pen dwukrotnie (w roku 2017 i 2022) dostała się do drugiej tury wyborów prezydenckich.

Bruno Cautrès podkreśla, że z wszystkich badań wynika, iż elektorat RN rozszerzył się na wszystkie kategorie wiekowe i grupy społeczne. Jeszcze niedawno dominowali tu ludzie młodzi, robotnicy i inni pracownicy o niższych zarobkach. Teraz na RN głosują też emeryci i klasa średnia, w tym kadry zarządzające. Wyborców tych, według badań, łączy głębokie uczucie gniewu wobec systemu politycznego i społecznego.

Retoryka RN eksploatuje na różne sposoby ten gniew: zażarcie krytykuje Unię Europejską, obiecuje zastopować masową imigrację i bezwzględnie walczyć z radykalnym islamem. Strach przed terroryzmem islamskim – po licznych zamachach w ostatnich latach (najkrwawszych w listopadzie 2015 r. w Paryżu i w lipcu 2016 r. w Nicei) – ma we Francji realne podstawy. 

Dryfujący prezydent

Bruno Cautrès uważa, że główną przyczyną klęski Macrona jest znużenie jego rządami i poczucie, że brak mu jasnego kursu. – Obóz prezydencki rządzi już od siedmiu lat. Dwa lata po rozpoczęciu drugiej kadencji Macron ciągle nie potrafi wytłumaczyć Francuzom, dokąd zmierza. Np. czy chce obniżenia deficytu publicznego, czy idzie w stronę modernizacji państwa i usług publicznych – uważa Cautrès.

Można też przypuszczać, że głosując tak, Francuzi zrewanżowali się rządzącym liberałom za niepopularne reformy, zwłaszcza za przeprowadzone w 2023 r. podwyższenie wieku emerytalnego z 62 do 64 lat. Protesty wyprowadziły wtedy na ulice setki tysięcy ludzi.

Na finiszu kampanii przed eurowyborami Macron, widząc fatalne sondaże, próbował ratować sytuację, mnożąc swoje przemówienia i wywiady w telewizji. Mocnym momentem kampanii miała być jego mowa na Sorbonie 25 kwietnia na temat przyszłości Unii w obliczu wojny i innych wyzwań. „Europa może dziś umrzeć i zależy to wyłącznie od naszego wyboru” – alarmował. Wezwał partnerów z Unii do wspólnego zrywu w kwestii finansowania europejskiej polityki obronnej.

Propozycje Macrona nie wywołały prawie żadnej dyskusji w kraju ani reakcji ze strony oponentów. – Części Francuzów znudziły się wielkie mowy Macrona i już nie chcą go słuchać. Uznają, że prezydenta jest za dużo w mediach – uważa Cautrès.

Zagranie pokerowe

Jednak fatalny wynik Renesansu tylko po części może tłumaczyć decyzję Macrona. Prezydent nie był zobligowany do rozwiązania parlamentu. Mógł wybrać inną opcję, np. rekonstrukcję rządu lub zawarcie sojuszu z umiarkowanie prawicowymi Republikanami w celu zapewnienia stabilnej większości w Zgromadzeniu Narodowym. Liberalny rząd Gabriela Attala, człowieka Macrona, nie ma większości w parlamencie i zmuszony jest przy każdym głosowaniu szukać wsparcia pośród opozycji.

Do przedterminowych wyborów wzywała prezydenta tylko jedna siła: właśnie RN, ale wszyscy traktowali to jako blef bez znaczenia. Tymczasem Macron przystał na żądanie swojego głównego przeciwnika.

– To bardzo ryzykowna, pokerowa zagrywka Macrona, który bierze pod uwagę dwie opcje – mówi „Tygodnikowi” Sébastien Maillard z paryskiego think tanku Instytut Jacquesa Delorsa. – Pierwsza jest taka, że RN wygra wybory, utworzy rząd i dojdzie do kohabitacji. Macron liczy na to, że RN nie poradzi sobie z rządzeniem, bo nie ma kompetentnych kadr, i w efekcie straci poparcie, a tym samym przepadnie w wyborach prezydenckich w 2027 r. Opcja druga: być może Macron liczy, że wyborcy przestraszą się skrajnej prawicy i zagłosują jednak przeciw lepenistom. W takiej sytuacji obóz prezydencki mógłby wyjść z obecnego kryzysu nawet wzmocniony.

Wariant trzeci

Kalkulacje Macrona mogą się nie sprawdzić, jeśli okaże się, że w nowym parlamencie nie ma większości zdolnej do rządzenia. W takiej sytuacji Francja byłaby skazana na paraliż prac parlamentarnych, co miałoby trudne do przewidzenia skutki.

Ten wariant wydaje się o tyle realny, że sukces skrajnej prawicy zmobilizował do zjednoczenia całą lewicę wraz z jej radykalnym skrzydłem. Eurowybory potwierdziły, że przesuwający się na prawo macroniści utracili młody progresywny elektorat centrowy i elektorat centrolewicowy. Z tego skorzystali zwłaszcza socjaliści (PS) i sprzymierzona z nimi mała partia ekologiczno-prounijna Miejsce Publiczne Raphaëla Glucksmanna.

Po decyzji Macrona główne formacje lewicy – socjaliści, Francja Nieujarzmiona, Ekolodzy (dawni Zieloni) i komuniści – zawarły w ekspresowym tempie wstępne porozumienie (w chwili kończenia tekstu, 13 czerwca, trwały jeszcze negocjacje w sprawie programu) o wystawieniu wspólnych kandydatów pod etykietą Nowy Front Ludowy. Blok ten mógłby liczyć, wedle pierwszych sondaży, na 25 proc. głosów. Jeśli nawet nie ma szans na przejęcie władzy, mógłby pokrzyżować szyki lepenistom marzącym o większości.

Po eurowyborach psychodramę przeżywa natomiast umiarkowana prawica, czyli Republikanie (jeszcze niedawno, w latach 2007-2012, rządzący krajem). Ich prezes Éric Ciotti ogłosił nagle sojusz wyborczy z RN, co inni liderzy Republikanów uznali za zdradę i wyrzucili Ciottiego z partii. W wyniku tego kryzysu potężna niedawno formacja – korzeniami wywodząca się z epoki generała de Gaulle’a – może w ogóle nie dostać się do parlamentu.

I jeszcze jedno: jeśli wybory wygra Le Pen, jej nowy rząd – z premierem Jordanem Bardellą – zacząłby urzędowanie na dwa-trzy tygodnie przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu. Największą imprezą sportową na świecie, za której bezpieczeństwo odpowiada francuskie MSW. To znów element ryzyka, które budzi niepokój licznych komentatorów.

Strategia oswajania

Dlaczego skrajną prawicę popiera dziś tak wielu Francuzów? I jakie skutki mogłyby mieć jej rządy?

Według badania Ipsos z października 2023 r. co drugi Francuz uważał partię Le Pen za niebezpieczną dla demokracji; cztery lata temu tego zdania było 61 procent. Politolodzy uważają, że sukces RN polega w dużej mierze na tym, co nazywają „strategią banalizacji” lub „oddemonizowania”. Le Pen i jej partia przekonują wyborców, że są zwykłą formacją, która przestrzega demokratycznych reguł gry. Oraz że nie ma nic wspólnego z ekstremizmem, antysemityzmem i rasizmem, które jeszcze 15 lat temu cechowały Front Narodowy Jean-Marie Le Pena, ojca Marine (wśród współzałożycieli FN w 1972 r. był Pierre Bousquet, w czasie II wojny światowej członek złożonej z Francuzów dywizji Waffen SS „Charlemagne”). Od momentu przejęcia sterów partii przez Marine Le Pen w 2011 r. jej ugrupowanie (które w 2018 r. przemianowano na RN) odmieniło całkowicie swoje oblicze – strategia się opłaciła.

RN, przynajmniej deklaratywnie, zmieniło nastawienie do Unii Europejskiej. Po 2017 r. jej politycy przestali nawoływać, jak wcześniej, do opuszczenia przez Francję strefy euro. Także w trakcie ostatniej kampanii przed eurowyborami lider listy RN i jednocześnie formalny przewodniczący partii Jordan Bardella podkreślał, że nie życzy sobie zniknięcia Unii, lecz że chce ją „przekształcić” i „zmienić reguły gry” wewnątrz Wspólnoty. 

Bardella, młode oblicze tej radykalnej formacji, jest uosobieniem „strategii banalizacji” w erze mediów społecznościowych. Przed eurowyborami Le Pen namaściła go na premiera w razie zwycięstwa w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Podwójna gra

Na ile to tylko zmiana retoryki, a na ile zmiana głębsza? I co mogłaby oznaczać nowa kohabitacja: z jednej strony rząd Bardelli, z drugiej prezydent Macron?

Wielu obserwatorów uważa, że mimo złagodzonej retoryki działania RN w Europie zmierzają do rozmontowania Unii. „Wcześniej RN chciało rozbić Europę z zewnątrz, teraz chce to zrobić od środka. Cel jest ten sam, zmieniła się tylko strategia” – mówił Gilles Finchelstein, ekspert think tanku Fundacja Jeana Jaurèsa, w Radio Classique.

Analizując program wyborczy RN, dziennik „Le Parisien” zauważa z kolei, że partia Le Pen nie kryje się z tym, iż chce odebrać Komisji Europejskiej władzę decyzyjną, ograniczając jej rolę do czegoś w rodzaju sekretariatu Rady Europejskiej (gremium skupiającego szefów rządów krajów unijnych). RN sprzeciwia się też rozszerzeniu Unii o Bałkany i Ukrainę.

O profilu partii Marine Le Pen może świadczyć to, z kim jej po drodze w Parlamencie Europejskim. W mijającej kadencji RN należało do grupy Tożsamość i Demokracja (ID), wraz z takimi prawicowymi radykałami jak włoska Liga Matteo Salviniego czy Alternatywa dla Niemiec (AfD) (w maju grupa ID usunęła ze swojego grona AfD po serii skandali z udziałem kierownictwa tej partii). W trakcie kampanii do eurowyborów RN wzięło udział w międzynarodowym zjeździe nacjonalistyczno-konserwatywnej prawicy w Madrycie, z udziałem m.in. Braci Włochów premier Giorgii Meloni, PiS-u i węgierskiego Fideszu.

Podwójną grę RN można zauważyć w sprawie wojny w Ukrainie. Oficjalnie obóz Le Pen, który przez wiele lat jawnie wspierał politykę Putina (w tym aneksję Krymu w 2014 r.), zmienił front po 24 lutego 2022 r.: potępił rosyjską agresję i wsparł Ukraińców. Ale to słowa. A czyny? Jak pisze „Le Parisien”, lepeniści sprzeciwiali się dotąd dostarczaniu Kijowowi „broni ofensywnej” (np. rakiet Scalp) i nie poparli niedawnej rezolucji europarlamentu wzywającej do wykorzystania zamrożonych majątków rosyjskich dla wsparcia Ukrainy.

Kohabitacja z konsekwencjami

A jakie mogłyby być konsekwencje kohabitacji Macrona ze skrajną prawicą?

Tym, co niepokoi wielu w Europie, jest możliwość raptownej zmiany kursu w polityce zagranicznej. Partia Le Pen, przez wiele lat antyunijna i prorosyjska, nadal zachowuje się ambiwalentnie wobec Unii i Moskwy, pozostając niechętną wobec NATO. Pod tymi względami Macron to jej przeciwieństwo.

Jak podkreślał w radiu France Inter Pierre Haski, analityk spraw międzynarodowych, przy kohabitacji Macron-Bardella proukraińska postawa Francji może osłabnąć. Prezydent wyszedł ostatnio przed sojuszniczy szereg, deklarując gotowość wysłania francuskich instruktorów wojskowych do Ukrainy. „Czy byłoby to możliwe w kohabitacji z RN? Na pewno nie” – mówił Haski. Uważa on, że dojście do władzy radykalnej prawicy – niechętnej i europejskiej polityce obronnej, i NATO – przyhamuje działania Paryża w tych obszarach.

Inni komentatorzy tonują ten pesymizm: zwracają uwagę na „bezpieczniki” wmontowane we francuskie prawo: konstytucja daje prezydentowi znaczące prerogatywy w polityce zagranicznej i obronnej.

Zwykli Francuzi, jak i wszystkie inne nacje, dużo bardziej troszczą się o codzienny byt niż o meandry globalnej polityki. Wygląda na to, że znużeni „macronizmem”, liberalnym gospodarczo, są gotowi dać szansę partii Le Pen. Sprzyjają jej mocno prawicowe nastroje w Europie. Trudno też sobie wyobrazić, że słabnący obóz prezydenta czy „zlepiona” naprędce (lecz nadal zwaśniona) lewica potrafią w ciągu miesiąca przechylić szalę na własną korzyść.

Sam Macron stoi wciąż na mostku kapitańskim – i niezależnie od wyniku czerwcowo-lipcowych wyborów – pozostanie na nim przez kolejne trzy lata.

Tekst ukończono 13 czerwca


Jordan Bardella, przewodniczący Frontu Narodowego, podczas wieczoru wyborczego w maju 2019 r., // Fot. Bertrand Guay / AFP / East News

Jordan Bardella: młoda twarz lepenizmu

Wystudiowany uśmiech, nienaganne maniery, staranny przedziałek: 28-letni Jordan Bardella jest najmłodszym szefem dużej partii we Francji. Stery trzyma nadal Marine Le Pen, choć formalnie jest tylko przewodniczącą klubu parlamentarnego RN. Usunęła się w cień – w kampanii przed eurowyborami brylował Bardella. Można w tym widzieć wizerunkowy zabieg, dzięki któremu partia chce pozyskać nowy elektorat, dotąd jej obojętny lub niechętny.

KARIERA BARDELLI była błyskawiczna. Chłopak o włoskich korzeniach (po obojgu rodzicach), spędzał dzieciństwo na ubogich przedmieściach Paryża. Wstąpił w wieku 16 lat do partii Le Pen (wtedy o nazwie Front Narodowy; zmieniła ją w 2018 r.). Udane występy w mediach, prezencja i urok osobisty sprawiły, że Le Pen zwróciła na niego uwagę. Zadbała o jego awans w partyjnym aparacie. Tak szybki, że Bardella, który zaczął studia z geografii na Sorbonie, przerwał je dla kariery politycznej. W 2019 r. został, w wieku 23 lat, eurodeputowanym. Od 2021 r. jest szefem partii, choć faktycznie rządzi nią nadal Le Pen.

STARSZYM FRANCUZOM Bardella może przypominać Jacquesa Chiraca z czasów jego młodości – tak ocenia tygodnik „Le Nouvel Obs”. Młodszych porywają jego profile w mediach społecznościowych. Prasa nazywa go „królem Tik Toka” (ma tu ponad milion fanów). Na jego wiecach panuje „bardellmania”. Nie tylko wśród młodych. Eric, sympatyk partii w średnim wieku, kiedyś głosujący na socjalistów, z zawodu ochroniarz, mówi „Tygodnikowi”: – Widziałem Bardellę w telewizji w debacie kandydatów. Wszystkich rozłożył na łopatki. Jest jak pitbul: spokojny, opanowany, nagle skoczy i zagryzie. Marine nie jest mocna w debatach, za to Jordan wymiata. To on powinien zostać prezydentem w 2027 r.

WBREW OPINII Erica, Marine Le Pen deklaruje, że nie zrezygnuje z walki o Pałac Elizejski za trzy lata. Wcześniej kandydowała już trzykrotnie na urząd głowy państwa, bez sukcesu. Ostatni raz w 2022 r., gdy walcząc w drugiej turze z Macronem, uzyskała prawie 42 proc. głosów.

SzŁ

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Sprintem po władzę