W poniedziałek 6 stycznia amerykański Kongres ogłosił formalne zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. Kamala Harris znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jako obecna wiceprezydentka musiała zakończyć wyścig, który sama przegrała: 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych został jej rywal.
Ten trudny dla niej moment poprzedziła żmudna procedura zliczania głosów elektorskich z 50 stanów i Dystryktu Kolumbii. W przeciwieństwie do sytuacji sprzed czterech lat, gdy wielu Republikanów kwestionowało zwycięstwo Joego Bidena w poszczególnych stanach, tym razem nikt nie zgłosił zastrzeżeń. W Waszyngtonie obyło się też bez demonstracji. Migawki z tamtego 6 stycznia 2021 r., gdy zwolennicy Trumpa wdarli się na Kapitol i dewastowali biura kongresmenów, są już historią.
Kamala Harris na chwilę powróciła na nagłówki mediów
Po zakończeniu wspólnej sesji Kongresu, trwającej zresztą krótko, bo zaledwie pół godziny, Kamala Harris powiedziała reporterom, że tegoroczna procedura zatwierdzania wyników powinna być normą w amerykańskiej demokracji.
Ogłaszając ze spokojem zwycięstwo Trumpa, Harris dołączyła do grona wiceprezydentów USA, którzy musieli publicznie przełknąć wyborczą porażkę. W ostatnich dekadach byli to m.in. Richard Nixon, który w 1960 r. przegrał starcie z Johnem F. Kennedym, a także Al Gore, pokonany w 2000 r. w niezwykle wyrównanym boju z George’em W. Bushem.
W historii Stanów zdarzało się za to, że wiceprezydenci wykręcali się od przykrego obowiązku zatwierdzenia własnej porażki. Tak było w 1969 r., gdy Hubert Humphrey – zamiast na Kapitol – udał się na pogrzeb Trygve’a Lie’a, pierwszego w historii sekretarza generalnego ONZ.
Kamala Harris, która jeszcze na finiszu kampanii oskarżała Trumpa o dryfowanie w stronę autorytaryzmu, teraz stanęła na wysokości zadania. I na chwilę powróciła na nagłówki gazet spekulujących, czy po dwóch już nieudanych bojach o Biały Dom zdecyduje się ponownie na kolejną kampanię w 2028 r., czy też np. wystartuje w wyborach gubernatorskich w rodzimej Kalifornii.
Co zrobi Donald Trump w pierwszych dniach prezydentury
Tymczasem Amerykę i świat już za niecałe dwa tygodnie czeka przeprowadzka Donalda Trumpa do Białego Domu: obejmie on urząd w poniedziałek 20 stycznia.
Jak wielu prezydentów USA przed nim, Trump zacznie rządy od podpisania serii rozporządzeń wykonawczych. W przeszłości wielokrotnie zarzekał się, że szybko ogłosi masowe deportacje nielegalnych imigrantów i weźmie się za rozmontowywanie przepisów gwarantujących obywatelstwo osobom, które urodziły się w USA (ten drugi ruch byłby mocno wątpliwy prawnie).
W pierwszych godzinach urzędowania Trump być może zniesie też część regulacji środowiskowych, odwoła niewygodnych dla siebie wysokich rangą urzędników państwowych oraz ułaskawi osoby skazane za udział w szturmie na Kapitol. W pierwszych tygodniach świat bez wątpienia będzie też patrzeć uważnie, jak Trump będzie chciał realizować swoją zapowiedź, że bardzo szybko doprowadzi do zakończenia wojny na Ukrainie.
Podobnie jak w 2017 r., Trump zacznie rządy w czasie, gdy Republikanie mają większość w Kongresie. To oznacza, że będzie mu łatwiej realizować niektóre reformy, jak np. cięcia podatków czy zabezpieczenie funduszy na budowę muru na granicy USA-Meksyk. Takie zmiany, przy umiejętnym manewrowaniu, można uchwalić w drodze ustawy budżetowej.
To łatwiejsza procedura, gdyż wymaga w Senacie jedynie zwykłej większości głosów. W innych sytuacjach potrzeba aż sześćdziesięciu głosów. Po listopadowych wyborach Republikanie mają 53 miejsca w Senacie i zaledwie pięciomandatową przewagę w Izbie Reprezentantów, co w tej drugiej izbie będzie wymagało od nich wyjątkowej dyscypliny partyjnej.
Pozycja Trumpa w Partii Republikańskiej
W piątek 3 stycznia, czyli na trzy dni przed zatwierdzeniem zwycięstwa Trumpa, odbyła się pierwsza sesja Kongresu w nowym rozdaniu.
Rozpoczęła się od razu od burzliwego głosowania w Izbie Reprezentantów – izbie niższej Kongresu. Jej dotychczasowy przewodniczący (spiker) Mike Johnson uzyskał co prawda reelekcję na to stanowisko, ale nie obyło się bez interwencji Trumpa: zadzwonił do dwóch niepokornych kongresmenów, którzy nie chcieli poprzeć Johnsona. Idąc w ślady retoryki prezydenta-elekta, po głosowaniu Johnson zapowiedział, że będzie stawiał interesy Amerykanów na pierwszym miejscu.
Bój o reelekcję Johnsona ostatecznie dowiódł silnej pozycji Trumpa w Partii Republikańskiej, ale to nie oznacza, że kontrolowany przez nią Kongres stanie się maszynką do zatwierdzania jego planów. Już raz Republikanie postawili mu się, gdy na stanowisko prokuratora generalnego nominował kontrowersyjnego kongresmena z Florydy Matta Gaetza. Ostatecznie Gaetz wycofał swoją kandydaturę, a na jego miejsce Trump nominował prawniczkę i lobbystkę Pam Bondi.
Niektórzy republikańscy senatorzy mają też wątpliwości dotyczące nominacji Tulsi Gabbard na szefową Wywiadu Narodowego oraz Pete’a Hegsetha, weterana wojennego i prezentera telewizyjnego, na stanowisko sekretarza obrony. Nie jest więc pewne, że Senat poprze te kandydatury.
Po ostatnich zamachach w Waszyngtonie czuje się napięcie
Senackie przesłuchania nominatów Trumpa rozpoczną się jeszcze przed jego zaprzysiężeniem na urząd 20 stycznia. Senatorowie będą obradowali na Kapitolu, już teraz otoczonym wysokim metalowym ogrodzeniem.
Po ostatnich zamachach w Nowym Orleanie (15 ofiar) oraz w Las Vegas (tu w eksplozji auta zginął zamachowiec), których sprawcy mieli być motywowani radykalnym islamem, a także z uwagi na posiedzenie Kongresu 6 stycznia i inne spektakularne wydarzenia (pogrzeb byłego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera i inaugurację Trumpa) do miasta ściągnięto dodatkowe posiłki policji i agentów Secret Service. Waszyngtońskie metro patrolują funkcjonariusze.
Cztery lata po szturmie na Kapitol w mieście znowu czuć napięcie. Za to przynajmniej podczas zatwierdzania zwycięstwa Trumpa w amerykańskiej polityce zapanowała na chwilę normalność.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















