Decyzja o odblokowaniu ekshumacji we wsi Puźniki nie jest żadnym przełomem w relacjach polsko-ukraińskich, jednak wizyta w Warszawie Wołodymyra Zełenskiego to istotna korekta, której nie sposób nie docenić. Za kilka miesięcy przekonamy się, czy prezydent Ukrainy zechce pójść dalej i rozminuje obszar, który – utopiony w wyświechtanym haśle: „patrzmy w przyszłość, a przeszłość zostawmy historykom” – stanowi poważne obciążenie w relacjach Polska–Ukraina. Może być również tak, że to jedynie chwilowa potrzeba poszerzenia sobie pola manewru przez Kijów w związku ze zmianą władzy w USA, chaosem politycznym we Francji i Niemczech, powstającą prorosyjską osią Bratysława–Wiedeń–Budapeszt i niepewną sytuacją przed powtórką wyborów prezydenckich w Rumunii, w której rozumiejący Kreml Călin Georgescu ma ponad 50 proc. poparcia.
Zbrodnia wołyńska według Zełenskiego
Donald Tusk przekonuje, że od teraz każdy, kto będzie chciał grać historią, powinien iść do piekła. Problem w tym, że pierwszego powinien tam wysłać Zełenskiego. Już podczas wizyty w Warszawie zachowywał się on jak słoń w składzie porcelany, traktując historię jako element wybitnie transakcyjny – my wam odmrażamy Puźniki, wy pchacie do przodu negocjacje akcesyjne z UE, a do tego rozwiązujecie kwestię upamiętnienia na Monasterzu, czyli odbudowujecie tablicę z nazwiskami żołnierzy UPA, zgodnie z ustaleniami z okresu rządów PiS.
Zełenski słoniem w porcelanie polskiej polityki
Zełenski podjął też próbę rozgrywania polskiej polityki. Mimo że na każdym kroku ma pretensje o to, że historia jest u nas zakładnikiem kampanii – z tonem pewnej pogardy wypowiadał się o kandydacie na prezydenta utożsamianym z PiS, Karolu Nawrockim. Jest mało prawdopodobne, by zrobił to przypadkiem, a wcześniej nie został poinformowany przez swoich ludzi na temat tego, kto po prawej stronie będzie walczył o miejsce w pałacu po jego „przyjacielu” Andrzeju Dudzie.
Podobnie niemądre w ostatnich miesiącach było ustawianie Radosława Sikorskiego. Zełenski z jednej strony przyjmował go w Kijowie, a z drugiej organizował w lokalnych mediach kampanię przeciwko niemu i chamsko pouczał podczas rozmów w cztery oczy. Jeśli tak ma wyglądać jego otwarcie na Polskę, ten minireset skończy się szybciej, niż się rozpoczął.
Autor jest dziennikarzem DGP
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















