Kluczowe słowa dokumentu, który uzgodnili ministrowie Radosław Sikorski i Andrij Sybiha, głoszą: „Ukraina potwierdza, że nie ma żadnych przeszkód do prowadzenia przez polskie instytucje państwowe i podmioty prywatne we współpracy z właściwymi instytucjami ukraińskimi prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy zgodnie z ustawodawstwem ukraińskim, i deklaruje gotowość do pozytywnego rozpatrywania wniosków w tych sprawach”.
Ukraińska blokada polskich prac ekshumacyjnych
Przypomnijmy krótko historię tego długiego i rujnującego sporu.
W kwietniu 2017 r. Ukraiński Instytut Pamięci Narodu stwierdził, że – w odpowiedzi na zniszczenie ukraińskich miejsc pamięci w Polsce – wstrzymuje wydawanie zezwoleń na prowadzenie polskich prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Ukrainie.
Oznaczało to zablokowanie wszystkich działań Polski na rzecz odnalezienia nie tylko miejsc pochówku ofiar zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, ale wszystkich polskich ofiar konfliktów zbrojnych – od legionistów Piłsudskiego i cywilów zamordowanych w ramach tzw. operacji polskiej NKWD aż po żołnierzy Września 1939 r.
Działania Ukrainy stały się odpowiedzią na zniszczenie w latach 2014-2015 kilkunastu ukraińskich miejsc pamięci w Polsce. W tym samym czasie na Ukrainie dokonano wysadzenia lub dewastacji kilku polskich miejsc pamięci. Po żadnej stronie granicy nigdy nie odnaleziono sprawców.
Podpowiedzią, kto odpowiadał za zniszczenia, niech będzie fakt, że rosyjskie portale często jako pierwsze publikowały zdjęcia zniszczonych mogił i pomników.
Spór o pomnik bojowników UPA na wzgórzu Monasterz
Potem było jeszcze gorzej. Polacy potraktowali ukraiński zakaz jako działanie nieproporcjonalne i niemoralne. Jakże bowiem potraktować wzięcie de facto jako „zakładników” ludzi wymordowanych przez UPA, ofiar z Wołynia i Galicji Wschodniej?
Jako warunek zdjęcia tego skandalicznego zakazu Kijów oczekiwał co najmniej odnowienia zniszczonej tablicy bojowników UPA, którą w latach 90. przedstawiciele mniejszości ukraińskiej w Polsce zbudowali na górze Monasterz koło Werchraty (woj. podkarpackie). Zginęli oni w marcu 1945 r. w walce z oddziałem NKWD, wspieranym przez polskie formacje (w obławie uczestniczyła lokalna milicja, złożona zresztą z byłych żołnierzy AK, a także wojsko).
Tablica została odnowiona w 2020 r., jednak bez zdania „Zginęli za wolną Ukrainę” oraz bez listy nazwisk ponad 60 poległych w tej bitwie upowców. Strona polska – Oddział IPN w Rzeszowie, który odpowiada za ten region, a także część historyków – argumentowała, że nie wiadomo dokładnie, ilu ludzi tam spoczywa, i proponowała badania oraz ekshumację, na co UIPN się nie zgodził. Wątpliwości co do takiej formuły „pomnika chwały” (jak twierdzili krytycy) poległych upowców budził też fakt, że należeli oni do zgrupowania UPA Iwana Szpontaka ps. „Zaliźniak”, które wcześniej, zwłaszcza w 1944 r., mordowało i terroryzowało w tej okolicy polską ludność cywilną.

Pomnik bojowników UPA w Polsce w zamian za Cmentarz Orląt we Lwowie
Dla pełnego obrazu klinczu, jaki wytworzył się wokół wzgórza Monasterz, przypomnijmy też, że ów pierwotny kształt tablicy – z listą poległych i słowami „Polegli za wolną Ukrainę” – został na przełomie wieków XX i XXI zalegalizowany przez ówczesną Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Był to gest strony polskiej, a konkretnie sekretarza generalnego Rady Andrzeja Przewoźnika, wobec strony ukraińskiej. Po czym, w geście wzajemności, władze ukraińskie zgodziły się na ostateczny kształt odbudowanego Cmentarza Orląt we Lwowie.
Dziś można dyskutować, na ile uzasadniona była taka ówczesna doraźna „polityka transakcyjna” (zamiast systemowego uregulowania – ustandaryzowania – kształtu pomników nagrobnych upowców pochowanych na terenie Polski). Niemniej pomnik nagrobny na Monasterzu został wtedy wpisany na listę legalnych miejsc pamięci – w ówczesnym jego kształcie.
Faktem jest też, że powołując się właśnie na fakt legalności starej tablicy, strona ukraińska potraktowała taki sposób jej odnowienia – teraz już jedynie z informacją, że to „zbiorowa mogiła Ukraińców, którzy zginęli w walce z sowieckim NKWD” – jako niedotrzymanie ustaleń i w dalszym ciągu utrzymywała zakaz polskich ekshumacji.
Absurd ukraińskiej blokady poszukiwań i ekshumacji polskich ofiar na Wołyniu
Wracając do ukraińskiej blokady: sytuacji nie zmieniła nawet pełnoskalowa agresja rosyjska w 2022 r. Ukraiński zakaz był utrzymywany, choć w 2023 r. – na zasadzie wyjątku – wydano zgodę na poszukiwania ofiar polskich zbrodni UPA we wsi Puźniki na Tarnopolszczyźnie. Zbiorowy grób został odnaleziony, ale wniosek o ekshumację około stu polskich ofiar pozostał bez odpowiedzi.
Cała sytuacja sprawiała wrażenie niebywałego absurdu. Kijów domagał się przywrócenia pierwotnego kształtu tablicy na górze Monasterz. Strona polska opierała się, a w efekcie Ukraina blokowała poszukiwanie i ekshumację dziesiątek tysięcy polskich ofiar, które pozbawione były grobu i krzyża (te polegli z Monasterza mają i teraz).
Po obu stronach granicy mało kto rozumiał, o co naprawdę chodzi w tym sporze. Zachodnie media były jeszcze bardziej bezsilne, pisząc o polsko-ukraińskim „sporze historycznym”, choć przecież jego istota była zasadniczo inna.
Polacy coraz częściej zadawali pytania: skąd się bierze ukraiński upór i czy Ukraińcy, prowadzący egzystencjalną wojnę, nie powinni wziąć pod uwagę wszystkiego, co Polska i Polacy w tym czasie dla Ukrainy zrobili. Słowo „niewdzięczność” odmieniano przez wszystkie przypadki.
Ekshumacje jednak nadal były blokowane i nie ma wątpliwości, że decyzja o tym zapadła na najwyższym szczeblu, czyli u prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Dla Kijowa był to prestiżowy spór o potrzebę „szacunku” i „równoprawności”.
W swoim zacietrzewieniu władze ukraińskie przeoczyły jednak, że efektem całej tej skandalicznej sytuacji było przynajmniej częściowe zrujnowanie wsparcia społeczeństwa polskiego dla dalszej pomocy Ukrainie. Szczególnie że mimo trwającej inwazji rosyjskiej Niemcy bez przeszkód ekshumowali i cały czas ekshumują szczątki żołnierzy Wehrmachtu z czasu II wojny światowej.
Szanse na odnalezienie i pochówek ofiar zbrodni wołyńskiej
Oświadczenie ministrów Radosława Sikorskiego i Andrija Sybihy daje szansę na wyjście z wieloletniego i niepotrzebnego sporu, który doprowadził do największych od lat turbulencji w relacjach dwustronnych. Na Kijowie wrażenie zrobił ponadpartyjny polski konsensus w sprawie ukraińskiego zakazu.
Można mieć nadzieję, że ukraińskie instytucje rzeczywiście zaczną wydawać pozwolenia na polskie poszukiwania i ekshumacje (zarazem Kijów słusznie oczekuje, że na Monasterzu zostanie przywrócona tablica z nazwiskami, skoro była w myśl prawa polskiego legalna).
Szczegóły całego porozumienia polsko-ukraińskiego ma teraz ustalić wspólna grupa robocza, działająca pod auspicjami ministerstw kultury obu państw.
Na tym ponadsiedmioletnim sporze straciły obie strony. Ręce może zacierać ten trzeci: Rosja. Zgodnie ze starym, ale jakże aktualnym przysłowiem: gdzie dwóch się bije…
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















