Magda Umer, autorka recitali, spektakli i widowisk poetyckich: „Księże Adamie, co ma robić osoba – prawie 75-letnia kobieta, która mniej więcej co drugi dzień przestaje wierzyć w Pana Boga?”.
Ks. Adam Boniecki: Najlepiej umrzeć w dniu, w którym się wierzy. Ale inny dzień też o niczym nie przesądza. Pan Bóg jest większy od naszych stanów mentalnych.
Mariusz Szczygieł, reporter: „Czy otrzymał Ksiądz jakiś dowód na istnienie Boga?”.
Ks. Adam Boniecki: Sądzę, że tak, ale czy to był dowód? Mogłem się utopić, nie utopiłem się. Mogłem się rozbić samochodem, nie rozbiłem się. Mogłem się wdać w jakąś głupią historię – i to wiele razy – nie wdałem się. Cudem.
Wszystko można wytłumaczyć przez zbieg okoliczności, przypadek, wyobraźnię. Jest jednak mnóstwo przykładów trudnych do wyjaśnienia, w których przypadek odegrał zbawienną rolę. To wiem na pewno. Interpretację takich zdarzeń zostawiam ludziom. Wiara musi być decyzją wolną, a nie zdeterminowaną.
Pani Agnieszka, nauczycielka języka: „Jak radzić sobie z emocjami innych – z frustracją ludzi, którzy do nas przychodzą, z ich złością i gniewem? Jak na gniew odpowiadać? Mam 53 lata i nie nauczyłam się jeszcze tego robić... Umiem ludziom dawać miłość i być może robię to nawet dość sprawnie, ale nie umiem spotkać się z ludzką złością czy gniewem... Nie wiem, jak gniewnym ludziom pomóc i jak pomóc sobie w relacji z nimi”.
Ks. Adam Boniecki: Na pewno potrzebna jest cierpliwość. Przychodzi do nas człowiek wzburzony, opowiada, co go spotkało, przekazuje swoje wzburzenie. Trzeba nauczyć się to opanowywać. Pytanie, czy wszystkie emocje trzeba likwidować? Nie są to chore zęby, które można wyrwać. Czasami trzeba nadać takim emocjom sensowny kierunek.
Pani Matylda, studentka: „Chciałabym wiedzieć, co Ksiądz najpyszniejszego w życiu jadł”.
Ks. Adam Boniecki: Kluski wymieszane z ziemniakami. Wiem, wydaje się to dziwne. Rzecz jest w głodzie, a nie w tym, co się je.
Oczywiście, jadłem różne pyszne rzeczy – na przykład znakomite owoce morza, z pewnością świeżo wyłowione, w skromnej jadłodajni w Kurytybie.
Pan Paweł ma 31 lat, jest aktywnym społecznikiem, i – jak przyznaje w liście – jest osobą, która ma „wiele czasu przed sobą, a jednocześnie obecnie ma go niewiele”.
„Wiele czasu na co dzień poświęcamy na mnóstwo rzeczy, z pozoru dla nas samych ważnych i znaczących. Czasem jednak dostrzegamy, że nie są one tak ważne i znaczące, być może mówią nam też o tym najbliżsi i to oni wskazują na nie. Niekiedy potrzebujemy takiego impulsu, by coś zmienić. Zazwyczaj jednak ignorujemy go, bo przecież wiemy, co robimy. Jak, Księdza zdaniem, odkryć to, co jest warte naszego działania? Czym się kierować, by z perspektywy czasu nie myśleć o wyłącznie straconym czasie?”
Ks. Adam Boniecki: Mogę odpowiedzieć tylko teoretycznie, bo wiem, że każdy człowiek jest inny i ma inne możliwości. Należy skupić się na czymś konkretnym kosztem innych rzeczy. Poświęcić się czemuś, co jest tego warte. Wybrać.
Poczucie krótkości czasu jest czymś bardzo cennym. Nie wszyscy go mają. Ludzie żyją tak, jakby mieli żyć wiecznie, potem są zaskoczeni.
Jerzy Müller jest emerytem. „Kilka lat temu moja mama i jej siostra opowiedziały o majątku państwa Bonieckich w Potworowie oraz o przyjaźni łączącej ich ojca (a mojego dziadka) z ojcem Księdza Adama. Dziadek był komendantem posterunku Policji Państwowej w Potworowie, a jego żona (moja babcia) często szyła i reperowała odzież, m.in. małego Adasia, była bowiem świetną krawcową. (…) Różne zdarzenia miały miejsce w tamtych latach, a pomoc Pana Bonieckiego pomogła mamie i babci przetrwać wojenną zawieruchę (dziadek zginął w Miednoje)” – pisze.
I dalej: „Te punkty styczne naszej historii nie dają mi oczywiście żadnych przywilejów, ale zadałbym Księdzu Adamowi pytanie, nad którym sam nie raz się zastanawiałem i nie potrafiłem znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi: Gdyby miał Ksiądz możliwość uzyskania pełnej i prawdziwej odpowiedzi na dowolne, ale tylko jedno jedyne pytanie, o co Ksiądz by zapytał?”.
Ks. Adam Boniecki: Jak żyć.
Pytania zadane przez Czytelników i Czytelniczki w mediach społecznościowych „Tygodnika”:
„Jak pokonać lęk przed śmiercią?”
Ks. Adam Boniecki: Nie wiem, każdy oswaja śmierć inaczej. Wiele lat temu poszedłem do kobiety, która wiedziała, że umiera. Wszedłem do sali szpitalnej, patrzę – kobieta siedzi na łóżku. Zapytałem, czy się nie boi? A ona, zdziwiona, odpowiedziała też pytaniem: „Czego?”. „Idę spotkać się z Jezusem” – powiedziała. Była pogodna, nieprzestraszona. Tamtego dnia umarła.
Nie ma lekarstwa na śmierć. Wiem, że człowiek może oswoić się z faktem, że umrze. Może go nawet zaakceptować z pogodą ducha. Jeśli cierpi, męczy się w chorobie, śmierć bywa wyzwoleniem.
W tej chwili nie boję się śmierci, jestem świadom, że ona niebawem przyjdzie. Ale w tym pytaniu chyba nie o to chodzi.
Myślę, że wiele zależy od nas – od tego, jaką filozofię przyjmujemy. Czy taką, w której jest miejsce na śmierć i na rozstanie z rzeczywistością, czy taką, w której jej nie ma. Ale czy to pomaga opanować lęk? Tego nie wiem.
„Co jest w życiu najważniejsze? Czym się kierować, dokonując trudnych wyborów?”
Ks. Adam Boniecki: Teoretycznie wiemy, że trzeba się kierować miłością bliźniego, prawdą, miłością do ojczyzny. Praktycznie, w codziennym życiu, nie jesteśmy do końca pewni, co robić. Dokonujemy mnóstwa wyborów według kryteriów, które są pozorami altruizmu.
Myślę, że każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, co jest dla niego ważne. Mamy oficjalną wersję siebie, gdzie wypadamy świetnie, a prawda jest czasami bardzo egoistyczna.
Pani Anna: „Ośmielam się zadać pytanie dotyczące osobistej sfery życia: czym jest dla Księdza Redaktora starość? Pozwalam sobie zapytać o to, bowiem kilka dni temu skończyłam 96 lat. Dla mnie starość jest trudnym i uciążliwym do dźwigania ciężarem. Jestem osobą samotną, a dbająca o mnie rodzina mieszka w oddaleniu kilkudziesięciu kilometrów. Większość osób z grona niegdyś licznych przyjaciół i znajomych już odeszła. Trudności z chodzeniem nie pozwalają mi wyjść z domu. Największą dla mnie tragedią jest stopniowa utrata wzroku, która uniemożliwia mi czytanie książek i prasy, w tym mojego »Tygodnika Powszechnego«, który towarzyszył mi w latach 1946-2022. Jednak – mimo wszystko – taką starość staram się zaakceptować, wówczas jej ciężar łatwiej mi znosić”.
Ks. Adam Boniecki: Mam wprawdzie dopiero 90 lat, więc doświadczenia starości odczuwam w mniejszym stopniu, ale odczuwam. Trzeba się uczyć starości wtedy, kiedy ona przychodzi. Pomocą może być nastawienie, nad którym pracuje się przez całe życie. Z podziwem przeczytałem Pani wyznanie i jeśli dożyję do 96 lat, chciałbym – tak jak Pani – się nie poddać.
Agnieszka Sowa: „Jestem 54-letnią mamą dwóch już dwudziestoparoletnich chłopców. Jestem architektem z Wrocławia, wychowaną w miejscu otoczonym przez piękne gotyckie kościoły, gdzie zawsze mijali mnie księża i zakonnice zamieszkujący sąsiednie kamienice. Nie było tu dzieci ani placów zabaw – seminarium, klasztory, biblioteki i archiwa. Procesje, rezurekcje i pasterki odmierzały nasz czas. Rodzina mamy, babcia, która przyjechała tu i osiadła po wojnie, zdecydowała, że jej dzieci zmienią Kościół z ewangelickiego na katolicki, ponieważ niemieckie konotacje są tu niebezpieczne dla ich przyszłości. Wyrosłam w głębokim poczuciu, że jestem odpowiedzialna za przeniesienie mojej wiary w serca mojej ukochanej rodziny – że to moje zadanie życiowe, zaszczepić miłość do Boga w dusze moich bliskich. Lata mijały – procesje znikały, nikt nie chciał już iść ze mną na rezurekcje, wszyscy zaczęli mijać moje kościoły. W tym roku Osoba Najbliższa powiedziała mi wprost – ja nie wierzę w Boga. Mój świat się rozpadł. Trwanie straciło sens. Zawiodłam. Głucha rozpacz wypełnia mnie, gdy tylko pozwolę myślom płynąć. Księże Jubilacie – jak żyć dalej, wiedząc, że mimo wszelkich starań, modlitw i troski nie umiem przekazać miłości i wiary nawet tym, których kocham nad życie?”.
Ks. Adam Boniecki: Drogi wiary każdego człowieka są własne, nie do odtworzenia. Drogi wiary bliskiej Pani osoby – także. Czasem odchodzi się, żeby wrócić, nie wiedząc o tym, że się wróci. Tak czy inaczej – każdy ma swoją własną drogę wiary w Boga. On szanuje wolność człowieka, chociaż jest wszechmogący. Podstawą tej drogi jest wewnętrzna uczciwość.
Jeśli ktoś uczciwe uważa, że nie może wierzyć, musimy to uszanować. Nawet jeśli tego nie rozumiemy. Myślę, że prawda, rzetelność tego, co się robi, dobroć dla ludzi, zdolność przebaczania, bywają u Pana Boga ważniejsze niż formalne przynależenie do Kościoła.
I każdy człowiek, nawet najbliższa osoba, jest tajemnicą. Z tą tajemnicą innych każdy z nas musi jakoś się uporać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















